Koniec moBILETu w Poznaniu.

Od jutra, tj. od 1.05.2013, w Poznaniu nie będzie można korzystać z moBILETu. Przyznaję, że jestem rozczarowany, bo mimo tego, że generalnie przesiadłem się na sieciówkę, zdarzało mi się korzystać. Bardziej dla znajomych czy dzieci, ale jednak. System – mimo paru wad i paru miejsc, które można było poprawić – był całkiem niezły (c’mon, zawsze w razie potrzeby masz bilet, nie musisz szukać kiosku/biletomatu, poza tym, masz ten bilet w wielu miastach) i polecałem go znajomym.

Z oświadczenia na stronie moBILETu wynika, że wygasła umowa, a ZTM ogłosił nowy przetarg. W sumie trochę późno sprawa wyszła na jaw (czyżby negocjacje do końca?), ja po raz pierwszy usłyszałem o tym jakiś tydzień-dwa temu, a niedawno robiłem doładowanie… Pieniądze można odzyskać, ale prościej było nie doładowywać.

Jest szansa, że system wróci do Poznania. Liczę na to, bo wygodny był, a i tak zamierzam z niego korzystać w innych miastach, choćby w Szczecinie.

PS Wpis się pojawił, bo właśnie dostałem SMS od moBILETu w tej sprawie. Co prawda późno, ale i tak szacun za podejście do klienta.

UPDATE: Wyżej linkowany wpis zniknął, w jego miejsce pojawiła się informacja o przedłużeniu funkcjonowania moBILETu w Poznaniu do końca czerwca (czyli zakończenia przetargu).

Urlop.

Tradycyjnie urlop spędzony offline, przynajmniej jeśli chodzi o komputer. No, nie licząc jednego włączenia – zabranego awaryjnie, jakby coś w pracy wybuchło – laptopa, żeby zapłacić rachunki (tak to jest, jak się zapomni przed urlopem przelewy ustawić). I nie licząc klikania z komórki – bardziej tylko odczyt, ale nie do końca.

Pogoda generalnie dopisała. Tak naprawdę zimno było tylko pierwszego dnia i głównie za sprawą zimnego wiatru, potem już całkiem znośnie. Deszcz oczywiście też był, ale całkiem miło jest popatrzeć sobie na porządną ulewę. Szczególnie, jeśli jest ona wieczorem, siedzi się z suchego domku, a w dzień znowu świeci słońce.

Dopisały zwierzęta. Na środku ścieżki w lesie spotkaliśmy małego węża – prawdopodobnie żmiję. Długość ok. 10-15 cm, wyraźnie zarysowana głowa, brązowy. Na grzbiecie chyba cieniutka kreska (ale nie zygzak), z dwoma czy trzema odejściami na bok. Mam zdjęcie i film, ale pewnie nic nie będzie widać, bo z telefonu.

Poza tym były tradycyjnie biedronki, stonki, trzmiele, z daleka szerszenie (tych to mogłoby nie być, a chyba jakaś plaga w tym roku, bo w Szczecinie koło domu też widziałem), ślimaki. Z nowych zwierząt: winniczki, stonogi(?), chrabąszcze majowe (sztuk dwa, z czego jeden uratowany z dzioba wróbla) i najzupełniej żywy małż (chyba rogowiec bałtycki).

Skoro o ptakach mowa, to w Dziwnowie mewa planowała zamach przy użyciu łba ryby. Szczęśliwie spudłowała o kilka metrów, ale huk łba spadającego na piasek był przyzwoity.

Jeszcze wcześniej, po drodze nad morze, wypad na imprezę do domku w lesie. Tak sobie myślę, że nie byłoby złą opcją mieszkać na stałe gdzieś za miastem. Tylko dojazd do miasta do pracy, szkoły itp. to masakra, z wielu względów. Ech…

Pożegnanie z moBILET.

Autobusy mijanie

Źródło zdjęcia: Autobusy mijanie

Rzadko zdarza się tak, że rezygnuję z usługi, z której jestem zadowolony. A dokładnie tak jest w tym przypadku. Mimo pewnych wad, o których pisałem podczas opisu pierwszego wrażenia z kontaktu z moBILETem, mimo wielu wad systemu: stosunkowo długi czas doładowania konta, problemy związane z brakiem wersji na wiele telefonów (nie dotyczyło mnie), tylko minuta na włączenie moBILETu i skasowanie (na to jest obejście, szukaj o zabezpieczenia czasowe aplikacji w tym wpisie), muszę przyznać, że to świetny system. Niezawodność OK – z 2 albo 3 razy nie skasowałem biletu z racji problemów z siecią lub serwerami moBILETu (trudno stwierdzić, kto naprawdę był winien).

Jasne, na pewno wpłynął na to fakt, że moBILET działa w trzech miastach, w których przebywam najczęściej, czyli Szczecinie, Poznaniu i Stargardzie Szczecińskim. Jeden telefon komórkowy i doładowane konto załatwiały sprawę biletów we wszystkich tych miastach, niezależnie od dnia tygodnia czy pory dnia, a trzeba przyznać, że kupno tradycyjnych biletów jest często problematyczne.

Ale trochę zmienił mi się profil korzystania z komunikacji miejskiej, co oznacza, że będę wydawał więcej. Sieciówka za 81 zł stała się opłacalna (mimo ostatniego wydłużenia okresów ważności biletów czasowych w Poznaniu), więc pora pożegnać się z tym fajnym systemem. Przy okazji mała statystyka – przez 32 miesiące, kiedy korzystałem z moBILETu, wydawałem na doładowania średnio 54 zł/m-c, faktem jest, że nie tylko w Poznaniu korzystałem (i nie tylko dla mnie bilety kasowałem), ale i tak sporo…

Oczywiście w związku z zakupem sieciówki nie rezygnuję całkowicie z systemu – nadal przyda się w Szczecinie i Stargardzie Szczecińskim, ale będzie to naprawdę sporadyczne użycie.

A jeśli kogoś przerażają wady moBILETu, to niedawno pojawiła się w Poznaniu alternatywa, również oparta o GSM, choć w innym wydaniu – wystarczy zadzwonić. Chodzi oczywiście o CallPay, który ostatnio intensywnie się promuje. Na razie nie ma zbyt wielu miast, ale pewnie będzie ciekawe szczególnie dla tych użytkowników, z obsługą telefonów których moBILET miał problem.