Jak się nie nudzić w drodze do pracy.

Droga do pracy potrafi być nudna. Nawet te 15-30 minut codziennie zbiera się rocznie w całkiem sporo czasu, więc stwierdziłem, że tak nie może być, że po prostu jadę, czy – jak ostatnio – chodzę do pracy na piechotę i nic innego nie robię.

Co można robić w drodze do pracy? W tramwaju czy autobusie można czytać książkę, gazetę, albo przejrzeć newsy w internecie. Jeśli ktoś jedzie samochodem, to wzrok musi mieć wolny. Jeśli idzie – raczej też, choć przy odrobinie praktyki da się czytać i iść. W każdym razie ja takiej praktyki nie mam i trochę nie wyobrażam sobie chodzenia czy jazdy kilku(nasto)minutowej i czytania – za dużo czynników rozpraszających, za duże „rwanie” fabuły.

Mniej angażujące, bardziej naturalne i uniwersalne jest słuchanie czegoś, na przykład na playerze mp3. Początkowo słuchałem muzyki, ale to raczej sposób na zabicie nudy, niż robienie czegoś ciekawego. Można też słuchać audiobooków czy podcastów, ale za tymi pierwszymi nie przepadam (za wolne tempo, nadal wypadałoby się skupić na dłużej, a nie przyswajać na raty), a tych drugich nie udało mi się znaleźć na tyle ciekawych, bym słuchał regularnie.

Ostatecznie padło na wykłady TED, do których przymierzałem się od dawna, a do których ostatecznie zachęcił mnie Wawrzek w tym wpisie nt. TED. Przed opisaniem wrażeń ze słuchania postanowiłem zapoznać się z nieco większą ilością (tj. kilkadziesiąt), i słusznie, bo wykłady są bardzo różne.

Różny jest język, szczególnie angielski w wydaniu azjatyckim jest… dziwny. Ale nie na tyle, by wykład był niezrozumiały. Generalnie nie mam większego problemu ze zrozumieniem wykładów TED, tzn. sensu samego przekazu. Szczególnie po krótkim osłuchaniu się z danym mówcą. Oczywiście bywa, że pojawiają się jakieś niezrozumiałe słowa czy zwroty, ale to normalne. Łapię większość dowcipów (if any; śmiesznie mogę wyglądać, bo niektóre są naprawdę dobre i zdarza mi się dosłownie LOLnąć). Prędzej jest problem z samym usłyszeniem, co mówią, gdy obok przejeżdża tramwaj, a niestety moja Sansa z Rockbox głośnością na „pchełkach” nie grzeszy (stawiam, że bardziej wina słuchawek). Zresztą, nie ma co się ogłuszać, bo dramatu nie będzie, jeśli raz na jakiś czas stracimy parę słów. O ile w ogóle stracimy, bo szybkie dociśnięcie słuchawki na chwilę skutecznie ratuje sytuację.

Kwestia druga – wykłady TED w formie samego audio. Tu jest różnie. Niektóre niemal tracą sens, bo trzeba się domyślać, co jest na pokazywanym zdjęciu (ale jak to trenuje wyobraźnię! ;-)). Inne – nie tracą niczego. Większość zdecydowanie nadaje się do słuchania, bez obrazu. Szczególnie, jeśli ma się – jak ja – świadomość, że albo dotrą do mnie w ten sposób, albo wcale.

Podsumowując, jeśli chodzi o to co zrobić, by się nie nudzić w drodze do pracy, to słuchanie wykładów TED daje radę. Ciekawe, rozwijające, nieprzeszkadzające. Polecam.

Sprawdzanie dysku USB w Debianie.

O tym, że warto monitorować stan dysku, nie trzeba – mam nadzieję – nikogo przekonywać. Wystarczy tylko dodać, że wczesne wykrycie anomalii może pozwolić na proste i bezpiecznie skopiowanie wszystkich danych. Jeśli ktoś nie chce lub nie czuje się na siłach we wnikanie w dobrze opisane na wiki parametry S.M.A.R.T, to jako wariant minimum proponuję przyjąć, że jakakolwiek różna od zera wartość dla Reallocated Sectors Count jest sygnałem, że warto szybko zrobić backup danych. A już na pewno warto spisać dysk na straty, jeśli ta wartość rośnie.

Jeśli chodzi o desktopy, to – jak podpowiada ike w komentarzu – dysk można sprawdzić korzystając z gsmartcontrol (zapewne dostępne w repozytorium pakietów dla Twojej dystrybucji). Na pewno wygodniejsze i łatwiejsze rozwiązanie.

Pisałem już o odczycie S.M.A.R.T w Debianie dla dysków w kieszeniach USB. W zasadzie temat wyglądał na wyczerpany, bo nowe smartmontools obsługują dyski w kieszeniach USB, ale… nie do końca. Niedawno miałem do czynienia z dwiema kieszeniami USB dla dysków 2,5″ – na jednej smartmontools nie umiało sprawdzić stanu dysku, na drugiej działało bez problemu.

Przeszedł bym nad tym do porządku dziennego, szczególnie, że żadna z kieszeni nie była moja, ale okazało się, że moja kieszeń 3,5″ też nie pozwala na sprawdzenie stanu dysku tak po prostu:

smartctl -a /dev/sdb
smartctl 5.40 2010-07-12 r3124 [i686-pc-linux-gnu] (local build)
Copyright (C) 2002-10 by Bruce Allen, http://smartmontools.sourceforge.net

/dev/sdb: Unsupported USB bridge [0x04b4:0x6830 (0x001)]
Smartctl: please specify device type with the -d option.

Zatem jak sprawdzić dysk w kieszeni USB? Okazało się, że opcji do -d w smartmontools jest nieco więcej. Ten wpis podsunął rozwiązanie problemu, jest nim dodanie parametru -d usbcypress. Czyli ostatecznie komenda to:

smartctl -a -d usbcypress /dev/sdb

Wynik lsusb dla mojej kieszeni USB:

Bus 001 Device 002: ID 04b4:6830 Cypress Semiconductor Corp. CY7C68300A EZ-USB AT2 USB 2.0 to ATA/ATAPI

Podobno dość popularny producent chipsetów. Dla wyczerpania tematu – chyba wszystkie sprzętowe kontrolery RAID (przynajmniej znane mi) również pozwalają na sprawdzanie S.M.A.R.T dla dysków SATA. Też warto sprawdzać, bo można dostrzec nadchodzący błąd wcześniej, niż zgłosi go kontroler…

PLNOG 6.

Tradycyjnie spóźnione wrażenia, tym razem z szóstej edycji PLNOG. Formuła podobna jak w poprzednim wpisie, jedyne co warto podkreślić, to że z premedytacją starałem się chodzić na inne wykłady, niż współpracownicy i na dodatek niekoniecznie na sieć – resztę nadrobię z materiałów na stronie (oby były szybko), co już ambitnie postanowiłem (tu przydałby się link do zaległego opisu słuchania wykładów z TED, jak już go zrobię). oczywiście w taki sposób.

The State of the Global IPv6 Tables prowadzony przez Martina J. Levy’ego z Hurricane Electric. Wykład z efektem, jeśli o mnie chodzi. Zmotywował mnie do robienia certyfikatu (na prywatnych zasobach, na firmowych byłoby za łatwo, ale zobaczymy…), którego aktualny postęp powinien być widoczny gdzieś po po prawej. Oraz był przedstawiony empiryczny dowód na to, że geeki to takie leniwe bydlęta, że nic im się nie chce, ale za koszulkę zrobią prawie wszystko. Poza tym, liczba tuneli ciągle rośnie, co nie jest dobre, bo oznacza, że nadal mało natywnego IPv6 na świecie.

GPON/G-EPON – techniczne aspekty związane z usługami Triple-Play, IPoDWDM – nowe alternatywy dla sieci OTN i SDH DWDM Radosław Ziemba, Michał Dłubek Elmat. Bardzo ciekawy wykład nt. *PON. W przeciwieństwie do firm sprzedających tego typu rozwiązania nie o tym, jaki to PON jest fajny, cudowny i magiczny, tylko (także) o wadach, problemach i ograniczeniach, czyli że diabeł tkwi w szczegółach. TBH uważam, że otwarte mówienie o problemach lepiej robi produktowi/technologii, niż zamiatanie pod dywan, ale ja się na marketingu nie znam.

Enabling Cloud Providers with Converged Infrastructure Henk Bruijns HP Wyniosłem wrażenie, że chmura to tak naprawdę tylko oprogramowanie do jej tworzenia, a przyznam, że liczyłem głównie na jakieś specyficzne sieciowe technikalia. A tymczasem to co pokazano było to proste i standardowe, i tylko zautomatyzowane systemem zarządzania. Warto podkreślić, że prezentowane rozwiązanie było przedstawione jako całkowicie międzyplatformowe, jeśli chodzi o vendorów sprzętu sieciowego.

Peering, tranzyt, kolokacja… Neutralność, globalność, dostępność… Nowa matematyka IT Sylwester Biernacki PLIX Trochę o istniejących usługach i przede wszystkim o nowej kolokacji PLIX. Bez rewolucji, ale nowa kolokacja może być ciekawym uzupełnieniem obecnej oferty. Za to fakultatywna wycieczka po istniejących kolokacjach – rewelacja. Można było obejrzeć wszystkie bebechy PLIX, od zasilania, przez szafy sieciowe i NOC, po pomieszczenia z serwerami (o których normalnie nie słychać, a przynajmniej mi się PLIX zawsze z czymś mniejszym kojarzył). Ciekawe i adaptacyjnie (bo budynkowi LIM daleko do typowego DC), i w kwestii rozwoju, i „jak to działa”.

Onet VOD Tomasz Charewicz, Marcin Kaptur Onet.pl Fajny wykład o tym, jak zbudowany jest VOD Onetu, co robią maszyny (i kiedy). Plus zapowiedź nowych platform z jasnym – po dopytaniu przesłaniem – zapomnijcie o VOD na Linuksie, ze względu na brak DRM. I nie jest to wymysł Onetu (dość oczywiste), tylko wymóg koncernów. Czyli nie zmienia się nic i na normalne, nawet niepłatne (tylko reklamy) materiały do obejrzenia pod Linuksem nie ma co liczyć…

Zarządzanie obciążeniem serwerów w klastrze webowym Paweł Sadkowski nk.pl Wykład zapamiętany in minus. Ja rozumiem, że nieładnie jest się spóźniać na wykład, ale jeśli coś ma trwać 45 minut, to nie powinno kończyć się po… siedmiu. Chyba, że coś przegapiłem – będę musiał obadać wersję online i ew. odszczekać.

Data Center – droga od pomysłu do efektów Zbigniew Szkaradnik 3Services Factory Zawsze zastanawiałem się, jak się buduje datacenter. No i się dowiedziałem, że to nie takie proste, poczynając od umiejscowienia, przez zasilanie, kupno odpowiedniego budynku (działki), zaplanowanie powstawania, rodzaj DC, klientów i zmienne warunki rynkowe. Z ciekawostek – są dokumenty opisujące standardy w tym zakresie. Wykład ciekawy, sporo konkretów (jak dla sieciowca, ludzie zajmujący się na codzień budową DC pewnie mogli mieć inne wrażenia). Jedyne do czego można się przyczepić, to fakt, że za wcześnie by mówić o efektach – DC rusza na dniach, ale jeszcze nie działa. Mam nadzieję, że za jakiś czas pojawi się wykład konfrontująca założenia działania z rzeczywistością.

Obsługa abonentów poprzez sieć L2 i L3, czyli ciąg dalszy centralnego BRASa w sieci Marcin Kuczera Leon. Nie mogłem odpuścić tego wykładu, bo tematyka z wielu względów bliska. Konkretnie, ciekawie i na żywo (tak, logowanie na zdalną maszynę i pokazanie że coś działa, zmiana konfiguracji, nie działa). Konkrety łącznie z przykładami konfiguracji. Jakby był przycisk FB przy wykładzie, to bym kliknął Lubię to.

Tradycyjnie wpadło parę pomysłów (już się testują, mam nadzieję – ja się na razie urlopuję) i był kop motywacyjny, jest jeden szatański plan, ale trochę za wcześnie, by o nim konkretnie pisać…

Grub2, memmap i problemy z upgrade do Squeeze.

Ostatni upgrade systemu (z prywatnych, głównie desktopy) do Squeeze’ego zakończony. Zasadniczo bez zgrzytów, poza tym, że wyglądał trochę inaczej niż inne, a pakietów było mnóstwo. Naprawdę mnóstwo, apt-cacher wiele nie pomógł, choć inny desktop też z niego korzysta. KDE4 robi swoje, niestety. Łącze 1Mbps to przeżytek. No i jeszcze szopka z upgrade do grub2 była.

Desktop ma uszkodzony RAM, więc korzystam ze sposobu na uszkodzoną pamięć RAM, który opisywałem wcześniej. W grub miałem wpis:

/boot/vmlinuz-2.6.32.11 root=/dev/hda2 ro memmap=2M$311M

Przy dist-upgrade wszytko wykrył poprawnie, łącznie z dodatkowymi opcjami. Oczywiście skorzystałem z proponowanej opcji chainload (i całe szczęście…). Po reboocie wchodzę do grub2, tam wybieram nowy kernel (dystrybucyjny) i… reboot. Bez żadnego komunikatu. Niefajnie. Niestety to samo powtórzyło się przy wybraniu z grub2 kernela własnej roboty, którego używałem na Lenny.

Za to – ku mojemu zdziwieniu – ze starego gruba nowy kernel zadziałał. Co ciekawe, w przeciwieństwie do wersji z Lenny’ego, obsługiwał poprawnie wpis dla memmap – przy szybkim teście podlinkowanym wyżej nie było błędów.

Chwila zabawy i jasne było, że coś się skopało. Zamiast memmap=2M$311M było widoczne… memmap=2M11M. WTF? A po usunięciu opcji memmap wszystko ładowało się poprawnie (tyle, że korzystając ze skopanego obszaru RAM). Chwila googlania i wydało się, że do /etc/default/grub trafiła linia

GRUB_CMDLINE_LINUX="memmap=2M$311M"

która po przetworzeniu przez *sh będzie faktycznie wyglądała tak, jak wyglądała, bo $3 zostanie uznane za zmienną… Grub2 dodatkowo wymaga w swoim menu postaci memmap=2M\$311M czyli ostatecznie poprawna wersja w pliku /etc/default/grub to:

GRUB_CMDLINE_LINUX="memmap=2M\\\$311M"

Jutro zgłaszam buga.

Pomysł MI na minimalną prędkość Internetu.

Pomysł

Niedawno Ministerstwo Infrastruktury wpadło na pomysł kolejnej regulacji. W skrócie, tym razem sprowadza się to do: jeśli komuś Internet działa, ale z prędkością niższą niż 90% maksymalnej określonej w ofercie, przez 12h lub dłużej w skali miesiąca, to ten ktoś nie płaci rachunku za Internet za dany miesiąc. Interesujące, prawda? Pomysł jest tak skandalicznie zły, że nie mogę go zmilczeć. No to po kolei (bardziej ze strony ISP, bo jest mi jednak bliższa, choć i klientem jestem):

Problem istnieje

Nie ma co ukrywać, że biznes w dostarczaniu Internetu klientom indywidualnym opiera się na kupnie większej ilości pasma i skorzystania z tego, że nie wszyscy korzystają jednocześnie (czyli tzw. overbooking lub overselling). Jednak żaden normalny ISP nie oferuje z premedytacją prędkości takich, których w normalnych warunkach nie jest w stanie zapewnić. Chyba, że na danym obszarze nie ma konkurencji… Co innego operatorzy komórkowi (kto osiąga reklamowane 7,2Mbps)? U nich nawet rozmowy telefoniczne są overbookowane. Wystarczy spróbować zadzwonić w Sylwestra, by się o tym przekonać…

Jasne, trzeba klientów chronić przed nieuczciwymi praktykami typu: na łączu 10 Mbps jest 30 klientów po 10 Mbps. Czy też nawet 3 klientów z abonamentem 10 Mbps. Ale 30 z abonamentem 1 Mbps? Co miałoby źle działać (i jak często)? Ale czy na pewno w ten sposób? Zgadzam się, że klient powinien być zwolniony z „lojalki”, powinien posiadać możliwość rozwiązania umowy lub otrzymać rekompensatę, jeśli problem z prędkością występuje, ale nie na takich zasadach, jak proponowane.

Źródła niskiej prędkości

Dostęp do Internetu składa się z następujących składników:

  • Infrastruktura po stronie klienta. Komputer, router, modem, połączenia między sprzętami (potencjalnie źle skonfigurowane wifi, poniszczone kable).
  • Infrastruktura po stronie dostawcy: kable, światłowody, radia, switche, routery, modemy (potencjalnie poniszczone kable, zakłócone radia, błędy konfiguracji).
  • Infrastruktura po stronie pośredników – zasadniczo podobna jak u dostawcy – w końcu dostawca jest dla nich klientem. Osobno, bo ISP nie ma wpływu na jej funkcjonowanie (poza wyborem operator X lub Y).
  • Infrastruktura po stronie dostawcy treści – routery, switche, serwery, aplikacje. Dodatkowo możliwość nakładania limitów różnej maści (choćby ograniczanie prędkości per połączenie czy per IP; wiele różnych błędów możliwych).

Problem jest z jednoznacznym pomiarem (samym pomiarem! bo co to tak naprawdę jest prędkość Internetu?), problem jest też z jednoznacznym określeniem źródła problemu (często jest to właśnie sprzęt w domu klienta). Wszystkie elementy każdej powyższej infrastruktury (klient, ISP, operatorzy pośredni, dostawca contentu) mają realny i znaczący wpływ na ostateczny wynik. Dlaczego każe się ISP dostarczającemu usługę klientowi indywidualnemu odpowiadać za infrastrukturę w domu klienta, u dostawców pośredniczących i u dostawcy treści? I czemu karze się go za błędy nie leżące po jego stronie? Bo do tego się ten projekt sprowadza.

Wartości

Sama wartość 90% prędkości jest wartością wysoką. Skrajnie wysoką. Rozumiałbym 1% czy też nawet w porywach 10%, ale nie 90%… Podobnie 12h – jest to wyśrubowane wymaganie. 1,6% czasu. Nawet przy łączach operatorskich i całkowitej awarii (zupełny brak działania łącza, chociaż często znacznie niewystarczająca prędkość jest traktowana jako awaria) przez taki okres czasu, niekoniecznie jest upust 100%. Przy wprowadzeniu zapisów proponowanym kształcie może okazać się, że państwo będzie narzucało operatorom świadczenie usługi z parametrami wyższymi, niż sami mają szansę ją zakupić. Jasne, ISP może (i większość to robi) korzystać z więcej niż jednego operatora, by niwelować skutki awarii. Tylko, że to kosztuje. I w sumie Kowalski- jeśli mu bardzo zależy – może sobie kupić redundantne łącze, którego będzie używał w czasie awarii (no dobrze, kto ma 2 niezależne łącza w domu? ja nie, jeśli nie licząc drogiego i wolnego dostępu przez komórkę…).

Pamiętać też trzeba o tym, ilu ludzi potrzebnych jest do obsługi łącz operatorskich, żeby zmieścić się w SLA i przywrócić usługę w pojedyncze godziny. Mówimy o pracy 24/7, dyżurach itd. stosunkowo dużej ilości ludzi w przeliczeniu na ilość łącz/urządzeń. Ilu „techników” byłoby potrzebnych, żeby dotrzeć do Kowalskiego do domu w przypadku (realnego) problemu w ciągu pojedynczych godzin? Jak wpłynęłoby to na cenę usługi? Ktoś w ministerstwie ma pojęcie, ile kosztuje megabit na warunkach operatorskich?

Niezależnie od proponowanej wartości (czy będzie to 1, czy 10, czy 90%) pozostają kwestie problemu technicznego wykonania rzetelnego pomiaru (zwł. określenia do czego mierzyć) oraz kwestie prawne, do których dojdę.

Technologia

Wygląda, że Ministerstwo Infrastruktury wykazało się też sporą nieznajomością technologii, którą się nadzoruje. Proponuję przedstawicielom wybrać się na prezentację dowolnego profesjonalnego (operatorskiego) sprzętu radiowego posłuchać, jak to działa i co dzieje się z pasmem (i w jakim zakresie) przy pogorszeniu się warunków transmisji. Proponuję też poczytać trochę o mechanizmach QoS, przyjąć do wiadomości istnienie ruchu klasy „best effort” itd. Oraz zapoznać się u operatorów, jakie procentowe wartości pasma ustawiane są jako gwarantowane (i czemu nie jest to 90%), dla jakich klas itd.

W tej chwili proponuje się stawianie całego funkcjonowania sieci (i paru pokrewnych nauk związanych z prognozowaniem i modelowaniem) na głowie. Danie klientowi indywidualnemu gwarancji pasma, na dodatek rzędu 90% kłóci się ze wszelkimi szkołami, skazuje na niebyt technologię radiową i powoduje, że mechanizmy QoS przestają mieć sens, bo i tak trzeba (a na pewno jest taniej) projektować sieć na 100% możliwego ruchu (powiedzcie to telefonistom, pękną ze śmiechu). Operator zamiast z punktu A do punktu B mieć dwa niezależne łącza wysycone po 70% (i w przypadku całkowitej awarii jednego z nich świadczenia usługi z zaniżoną prędkością), będzie miał jedno. Przecież i tak nikt nie zapłaci za czas awarii, więc po co płacić za drugie łącze? Szybsze w jednym przebiegu będzie tańsze.

Kwestie prawne

Moim zdaniem, Ministerstwo Infrastruktury ma chrapkę na totalną kontrolę rynku i chce jej funkcjonowania poza istniejącymi przepisami prawa, bez oglądania się nawet na możliwości techniczne. Pod hasłem ochrony odbiorców z jednej strony chce kontroli nad ISP, ale pod innymi hasłami chce kontroli nad użytkownikami (retencja danych, cenzurowanie stron). Oczywiście nie za swoje pieniądze. A przecież w opisywanym problemie z prędkością wystarczyłoby skorzystać z istniejących ogólnych przepisów i możliwości prawnych typu niezgodność towaru z umową, klauzule niedozwolone itp. Skąd zatem nieobecne w aktualnym prawie „nie podoba mi się, to nie płacę”, wyłączenie sądów i skazywanie ISP na (nie)łaskę użytkowników? Nie lepiej skupić się na egzekwowaniu istniejących zapisów prawnych i kontroli stanu faktycznego? Pewnie nie, bo wymagałoby to pracy urzędników…

PS. UKE chce w maju debaty na ten temat. Patrz Message-ID: fed39d94-4325-403b-a6c7-81aa770f4b6f@u3g2000vbe.googlegroups.com W URL jest (i będzie), że pomysł jest UKE, nie MI, co nie jest prawdą – nie we wszystkich miejscach poprawiłem od razu i… zostało.

Jak nie robić bojkotu.

Wszystko odnosi się do dwóch wpisów na blogach, tego oryginalnego, wzywającego do bojkotu i tego, który powstał za jego sprawą. Pierwotnie chciałem napisać, jak robić skuteczny bojkot, ale brak jednoznacznych danych nt. skuteczności[1], a doświadczenie mam żadne, więc spróbuję odwrotnie. Poradnik jak nie robić bojkotu, w punktach:

  1. Wezwanie do bojkotu skieruj do ludzi, którzy nigdy nie używali danego produktu. Ich udział producenci zauważą natychmiast.
  2. Upewnij się, że masz nikłe poparcie. Spadek sprzedaży rzędu 1% z pewnością spędzi producentom sen z powiek.
  3. Nie informuj producentów o bojkocie. Najlepiej nikogo nie informuj. Prawdziwi popierający sami znajdą informacje.
  4. Nie przejmuj się zasobami. Jeśli wydasz 1 zł, aby producent stracił 10 zł, to świetny interes! Przecież macie porównywalne zasoby.
  5. Nie celuj w bojkotowanego bezpośrednio. Celuj w przedsiębiorstwa minimalnie z nim powiązane. Tak będzie skuteczniej.
  6. Nie zwracaj uwagi na całość oferty. Bojkot jednego produktu jest równie skuteczny, jak wszystkich.
  7. Akcja żywiołowa, niezaplanowana i niezorganizowana to jest to, czego potrzebujesz. Przecież każdy wie, co ma robić.
  8. W żadnym wypadku nie sprawdzaj w obiektywnych źródłach efektów swoich działań. Wiadomo, że obiektywne źródła kłamią i psują tylko dobre samopoczucie, a sam najlepiej wiesz, jaki jest efekt.
  9. Celuj tylko w wyniki finansowe, zignoruj wizerunek bojkotowanej firmy.
  10. Nie dbaj o swój wizerunek, ignoruj prawo – cel uświęca środki.

[1] Konkretnie, chciałem znaleźć potwierdzenie skuteczności bojkotu Gazety Wyborczej przez kibiców Lecha Poznań (jeden z głośniejszych w ostatnim czasie). Jedyne dane na ten temat, które znalazłem, linkują do niezalezna.pl, na dodatek widać to tylko w cache Googla, bo linki są martwe, a próba wyszukania danych do oryginalnych wyników badań czytelnictwa również spełzła na niczym (chyba ich Google nie lubi). Z innych źródeł było jeszcze tylko forum kibiców, więc również stronnicze. Ciężko więc stwierdzić, czy faktycznie było skuteczne, czy zwykłe dodawanie sobie animuszu.

Z badania bojkotu BP (po wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej) też nici – BP niechętnie przyznaje się do strat, a „ekolodzy” będą wyolbrzymiać skutki tego bojkotu. W każdym razie, mimo strat, BP istnieje i wcale nie ma się źle, patrząc na ruch na stacjach… Poza tym, skutki tego bojkotu to za parę lat można oceniać.

W każdym razie, w obu przypadkach znalezienie obiektywnych danych o skutkach nie jest trywialne i nie udało mi się. Jeśli ktoś znajdzie i rzuci linka – oczywiście będę wdzięczny.

UPDATE: Był bojkot LPP. Skutek? Brak zauważalnych zmian:

Okazuje się, że skala ewentualnego bojkotu była niezauważalna, bo przychody LPP przekroczyły 320 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych w styczniu 2013 roku o około 29 proc.

Kto komu łaskę robi?

Przeczytałem i na początku nie uwierzyłem. Po chwili uwierzyłem i czym prędzej zmieniłem opis jednej z kategorii (zgadnij której i jaki był), który niedawno (ale zupełnie nie pamiętam kiedy…) dodałem, bo sprawa nie jest oczywista. Krótko i punktami:

  • Jak najbardziej wolno cytować inne utwory. Ale cytat wymaga podania autora, czego autor, którego Kazik chce pozwać, nie zrobił. Pytanie, czy pół zdania to już cytat. Dwa słowa? Jedno słowo?
  • Z drugiej strony, nie bardzo miał jak to zrobić – nazwa bloga nie bardzo jest miejscem na zamieszczanie przypisu.
  • Ciężko o niepowiązany z niczym tytuł. Do mojego tytułu pewnie równie łatwo się przyczepić. Jak nie Pomiędzy słowami, to plagiat Between the bits przecież (i to z pełną świadomością obu…). There’s nothing that’s new under heaven, there’s nothing unique over hell, jak śpiewa Chubawamba (oni to się chyba nigdy nie wypłacą za Shhh).
  • Nawet nie chcę myśleć, ile zespołów (wliczając nasz) wykonywało covery Kultu (chociaż my akurat cover coveru, jeśli to coś zmienia). W ogóle jakby wziąć twórczość Kazika i wywalić wszystkie cytaty, to będzie słabo. Zwłaszcza, jeśli wywalimy nawiązania do twórczości Stanisława Staszewskiego.
  • Kolejny aspekt, to kwestia inspiracji. Blog jest jakimś środkiem wyrazu i opisu rzeczywistości, którą autor jakoś postrzega. Być może za sprawą utworów innego artysty… Kazik raczej powinien być dumny, że ktoś go cytuje (znaczy cytował). Patrz twórczość Kaczmarskiego i wykonania utworów Stanisława Staszewskiego.
  • Wszyscy artyści to prostytutki. Nieco o czym innym, ale dobrze pasuje. Oczywiście Kazik himself.
  • To, czy blog jest prywatny Piotra, czy „służbowy” nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia w świetle prawa autorskiego.
  • Usuwanie cytatu i płaszczenie się, które Piotr prezentuje nic dobrego – w kontekście wolności słowa, prawa autorskiego itp. nie wnosi. Wezwanie jest nie o zaprzestanie używania, tylko typowo o odszkodowanie, przy czym wielkość szkody ma dopiero być szacowana. To co widzimy szybko prowadzi do hamerykańskiego kto ma większego (tu: prawnika). W przypadku bloga firmowego (i ogólnie zaplecza działu prawnego Agory) szanse są dość wyrównane… Tym bardziej dziwi oddanie pola.
  • Ciekawe, ile kosztuje wykarmienie papug.
  • Kolejny bez trackbacka, ale żeby wszystko w jednym miejscu było… Redakcyjny kolega Piotra i jego wpis w temacie. Mocno się zgadzam, więc linkuję.
  • Miałem nadzieję, że sam Kazik o niczym nie wie i że ma np. zgodę ogólną na reprezentowanie interesów przez daną kancelarię w zakresie ochrony praw autorskich. Nie jest tak. Na forum Kultu ładnie widać (dead link), że to z osobistej inicjatywy. Cytuję: Od teraz czyli od jakiegoś 1,5 miesiąca nie będę więc odpuszczał takich „niedokładności”.A kolega mógł się spytać i niewykluczone,że za friko by zgodę miał.
  • Ciekaw jestem, czy Kazik ma blade pojęcie, ile by dostał zapytań o zgodę na każde nawiązanie/cover itd. Poza tym, prawo autorskie jest m.in. po to, by nie ganiać za każdym autorem.
  • W ramach protestu (ale co to za protest?) Kazik wylatuje ze stron na Facebooku.
  • Zrobienie coveru (nawiązanie ogólnie) zawsze uważałem za jakiś tam hołd dla twórcy.
  • Źródło cytatu (biedne bo biedne – link do teledysku na YT w pierwszej notce) jednak było.
  • Kazik odpuszcza. Nie wiadomo, na jak długo odpuszcza i komu. Strach cytować, strach wykorzystywać nawiązania – jutro może nie odpuścić. Nie każdy ma znajomych prawników. Chciałbym zobaczyć oficjalne stanowisko, z uwzględnieniem rozróżnienia na szarego Kowalskiego (sorry Piotr) i korporacje medialne. Nawet, jeśli Kowalski pracuje w korporacji. Bo to jakby nie ta skala i naruszeń, i działań.
  • Były dwa wyjścia z twarzą z sytuacji. Pierwsze, którego już nie może użyć to ja nic nie wiedziałem, to samowola prawników, się zagalopowali. Rozwiane parę punktów wyżej. Drugie to nie mam nic do prywatnych osób, ale ta Agora, wielki koncern kradnie mi teksty. I bez odpuszczania wtedy, tylko idziemy przegrać sprawę w sądzie (och, to prywatny blog, a nie służbowy? to ja nie wiedziałem, no tak, faktycznie mało i faktycznie źródło jest, tylko takie słabe). Jasne, grubymi nićmi szyte.
  • Znowu pasuje sami będziecie robić to, przeciwko czemu walczyliście. Któryś kawałek Bez krótkich spodni.

UPDATE: Forma jest luźna, a że będą liczne aktualizacje (od tej pory – na końcu listy nowe), więc po prostu: ostatnia aktualizacja 04.03.2011 07:50.