Naprawienie hibernacji w Squeeze.

W poprzednich narzekaniach na Debiana pisałem, jak to mi hibernacja szwankuje, mimo zgłoszonych bugów. Nie ma co ukrywać, powrót tematu hibernacji w tej dyskusji i chęć zepsucia czegoś doprowadziły do tego, że stwierdziłem, że trzeba poszukać problemu. Metodą najdoskonalszą, czyli izolacji problemu.

Podejrzanych było dwóch: hibernate i uswsusp. Na początek stwierdziłem, że wyrzucę oba pakiety wraz z konfiguracjami (wajig purge…) i zobaczę, jak LXDE reaguje. Ku memu zdziwieniu, opcje hibernacji i usypiania nadal były dostępne. Kliknąłem jedną z nich i… ku memu zdziwieniu zadziałała. Znaczy się, winnych może być więcej. Szybki reboot i dalsze działanie uśpienia upewniły mnie, że musi być inny winny.

Wizyta na kanale #debian (hibernacja to dla mnie nowość, przyznaję się od razu, że ten temat jest mi praktycznie obcy, jakoś nigdy nie widziałem sensu tego) przyniosła newsa: jest jeszcze pakiet pm-utils, który może zapewniać dostęp do usypiania i hibernacji. Został odinstalowany i zainstalowałem od nowa uswsusp. Tradycyjnie nie banglał. Wywaliłem go i stwierdziłem, że dam szansę narzędziom z pm-utils. Ku memu zdziwieniu opcje testowe pokazywały, że powinno działać z ich użyciem i uśpienie, i hibernacja. I faktycznie działają one pod Squeeze od kopa i elegancko.

Pomysłu co może być przyczyną niedziałania uswsusp na kanale nie ma, maintainer pakietu jakoś się nie odzywa w zgłoszeniu błędu. Szkoda, bo uswsusp miał trochę ciekawych opcji (kompresować czy nie, szyfrować czy nie)… Za to dostałem namiar na stronę dotyczącą MIA Team. 😉

Znowu wszystko działa i Debian robi się nudny

Broadband?

Jak się mają możliwości oferowane przez oprogramowanie do parametrów łącz? Operatorzy kuszą megabitami 1 – 2 – 6 (to pisałem jakieś pół roku czy rok temu, teraz należy dodać 25-100 i w końcu nowość ostatnich dni czyli gigabit w Dialogu), a co tak naprawdę można zrobić z tymi łączami we współczesnym świecie?

Coraz popularniejsze stają się rozwiązania oferujące zdalny dostęp do zasobów w domu. Bierzemy laptopa/netbooka na wyjazd, przyjeżdżamy na miejsce (oczywiście posiadające dostęp do sieci, jakże by inaczej), chcemy posłuchać muzyki. Nie ma potrzeby zabierania ze sobą płyt CD, nie ma potrzeby taszczenia dysków twardych w kieszeniach, selekcji muzyki przed wyjazdem, żeby zmieściła się na niewielki dysk w netbooku czy jeszcze mniejszy w playerze, wystarczy podłączyć się do zdalnego zasobu w domu (rozwiązań jest wiele). Prawda?

Nieprawda. Albo, precyzyjniej, niekoniecznie prawda. Większość dostawców w ofercie 0,5-2 Mbps daje jedynie 256 kbps uploadu. Czyli jest szansa, że mp3 192 kbit jeszcze zadziałają, ale z czymkolwiek wyżej może być problem (z kolei jeśli ktoś ma NAS w domu i chce trzymać kolekcję w mp3, to raczej nie będzie jej ripował niżej niż do 256 kbit, zakładając, że w ogóle w mp3 – a nie np. flac – będzie trzymał). Owszem, można zwiększać cache, można stosować lepsze algorytmy kompresji, ale to są półśrodki – nadal nie ma bezpośredniego, na żywo, dostępu do zasobów zdalnych. I to przy założeniu, że nikt inny nie korzysta jednocześnie z zasobów na tej maszynie…

Można stosować obejścia w stylu Dropboksa, ale powraca temat konieczności wcześniejszej selekcji udostępnianych zasobów z powodu niewielkiej ilości miejsca.

Ostatecznie można postawić demona, który przekoduje flac/mp3 320 kbit na np. mp3 128 kbit tylko… po co? Po pierwsze, niekoniecznie będzie to proste do zrobienia na sprzęcie pod NAS, po drugie, nawet jeśli ktoś ma tam Linuksa (lub podobnie elastyczny system) to niekoniecznie sprzęt się wyrobi. No i strata jakości i rzeźba trochę, jakby nie patrzeć (TBH nie kojarzę gotowca, pewnie sam użyłbym – jak zwykle – mpd lokalnie + sshfs via fuse do podmontowania zdalnych zasobów w takiej sytuacji).

Ale nie tylko muzyką człowiek żyje. Dodajmy do tego choćby inne ficzery z Opery Unite i robi się całkiem niewesoło. Jednoczesne odsłuchiwanie muzyki i przeglądnie zdjęć? Hostowanie stronek na domowym WWW? Nie przejdzie. Nie na uploadzie 256 czy 512 kbps, a taki jest biedny standard u większości operatorów.

Potem jest niewiele lepiej. Owszem, przy abonamentach rzędu 25 Mbps upload rośnie, ale nadal w sposób daleki do proporcjonalnego w stosunku do downloadu. Co oznacza, że np. wysłanie zdjęć czy maila na łączu 2-4 Mbps (pewnie 512 kbps upload) i 25 Mbps upload (1-2 Mbps) będzie tylko dwa razy wolniejsze.

Do czego zmierzam? Do tego, że wszyscy pomijają parametr uploadu w ofercie. Gdzieś jakoś idzie się do tego dostać, ale większość operatorów nie zamieszcza tej informacji w widocznym miejscu. W końcu co innego powiedzieć „łącze 2 Mbit”, a co innego „łącze 2 Mbit/256 kbit”. Także UKE w porównaniu ofert BSA (sorry za niebezpośredni link, ale na stronie UKE ciężko go odnaleźć) całkowicie pomija upload. A tymczasem w praktyce 2 Mbit/256 kbit wcale niekoniecznie musi być lepsze od 1,5 Mbit/512 kbit. Osobiście wolałbym to drugie łącze.

Oczywiście, jeśli ktoś tylko pobiera pliki i z rzadka wyśle małego emaila, to szybszy upload jest mu generalnie niepotrzebny. Natomiast wszędzie tam, gdzie wchodzi udostępnianie zasobów na zewnątrz, staje się on krytyczny. Ciekawe kiedy prędkość łącza zaczniemy mierzyć prędkością uploadu…

Nie pora na Flattr.

Jak pisałem jakiś czas temu, Flattr jest dostępny dla każdego jako open beta. Liczyłem na szybki wzrost użytkowników i contentu i… zawiodłem się. Wzrost nie jest szybki. Czyli pozostają w mocy ostatnio opisane wady – brak contentu (szczególnie brak contentu polskiego) i stosunkowo wysoka cena. Szczególnie, że jest to cena za możliwość testowania (czytaj: wykonywania pracy na rzecz serwisu, aspekt mojej zabawy pomijam ;-)) – w takim wypadku 2 euro to IMO za dużo.

Jasne, mógłbym to potraktować jako przelewanie pieniędzy na projekty opensouce’owe, ale… na razie zagłosuję nogami, a raczej portfelem – zależy mi na funkcjonalności pt. możliwość przeznaczenia dowolnej kwoty (OK, z dokładnością do pełnych dziesiątek eurocentów, ew. nawet 1 euro jako minimum, jeśli musi być minimum) na dany miesiąc i bez niej nie do końca widzę sens. Osobiście wolałbym opłatę minimalną za flattrnięcie typu 1 eurocent, bo w tej chwili można dać 2 euro i nabić $BIGNUM flattrnięć, co też IMO nie jest dobre, jeśli Flattr miałby być konkurentem Wykopu.

Nie przekreślam w całości projektu, bo sama idea okrutnie mi się podoba, ale z dalszą zabawą z tym projektem wstrzymuję się minimum do końca roku (chyba, żeby jakieś gwałtowne zmiany zaszły). Button zostaje (nieaktywny) – przynajmniej na razie, jako reklamówka serwisu, może kogoś zainteresuje. Przy okazji przypominam opis jak uruchomić Flattr na Blox, może się komuś przyda.

Igen.

Miałem napisać równo trzy lata później, ale – z powodu urlopu i totalnego odcięcia od sieci (zresztą, kto by tam sobie zawracał głowę kompem na takim pięknym górskim urlopie – więcej niebawem) – nie wyszło. Zatem z małym poślizgiem (1104 dni to też nie jest jakaś okrągła ilość, ale lepszej okazji nie będzie), ale… oficjalnie: igen. 🙂

Debian nie jest nudny!

Nieco ponad rok temu pisałem, że Debian jest nudny. Straszny błąd i odszczekuję. Owszem, w wersji stabilnej może tak to wyglądać, ale jeśli korzysta się z wersji testing (no dobrze, tak naprawdę testing/unstable), to nudzić się nie sposób. Czym można być zaskoczonym? Wieloma rzeczami, podczas niewinnych upgrade’ów.

Sprawa pierwsza, ponieważ karta zintegrowana nie działała, kupiłem sobie zintegrowaną na USB. Ruszyła od kopa praktycznie (nuda). Po paru dniach przestała działać. Ot tak sobie. Śledztwo pokazało, że jakiś mózg stwierdził, że jak ktoś ma kartę USB, to nie będzie podstawowa na pewno i w /etc/modprobe.d/alsa-base.conf pojawiło się:

# Keep snd-usb-audio from beeing loaded as first soundcard
options snd-usb-audio index=-2

Oczywiście bez ostrzeżenia przy wprowadzaniu zmian, bo po co?

Inne wesołe? Ależ proszę. Po którymś upgrade i reboocie karta graficzna zaczęła robić ciekawy efekt. Tzw. wyżarzanie. Obraz rozjechany (random na podstawie zawartości konsoli), kaszana i coraz jaśniej świecił. Nawet ciekawe, ale… Szczęśliwie miałem odpalone SSH, bo nie wiedziałem, czy całkiem się wiesza, czy co. Okazało się, że nie, nie całkiem. Wszystko żyje. Tylko nie wyświetla.

Po krótkiej walce, tymczasowo rozwiązałem problem dodając moduł radeon (karta to 01:00.0 VGA compatible controller: ATI Technologies Inc Radeon Mobility M6 LY) do blacklisty (i tak go ładował…). I tak żyłem sobie w naiwnym przekonaniu, że w kernelu coś skopali. Wcale nie. Przy niedawnej dyskusji na IRCu jakoś tak zeszło na Radeony i… Włączyli KMS! Tak ni z gruchy, ni z pietruchy. Wystarczyło wyłączyć KMS w /etc/modprobe.d/radeon-kms.conf i wcale nie trzeba blacklistować modułu radeon! Szkoda, że nie instalowany pakiet nie wyświetlił informacji o tej zmianie przy instalacji.

I tak liczyłem, że KMS będzie sprawą tego, że hibernacja przestała działać (bo również nagle przestała). Niestety nie – po wyłączeniu KMS nadal nie działa. Zgłosiłem dwa błędy odnośnie pakietu uswsusp (#583525 i #574653). W ogóle trochę nie rozumiem, czy ktoś sprawdza, czy maintainer tego pakietu żyje? Zwykle przy innych zgłoszeniach był jakiś feedback, a tu wisi, wisi, wisi… A mi hibernacja nadal nie działa. No chyba, że z jakiejś przestarzałej metody korzystam i stąd to milczenie…

W każdym razie, Debian nie jest nudny. Przy testingu nudzić się nie sposób! 😉

Jak Dialog z 1 Gbit ściemniał.

Niespecjalnie mnie interesuje cześć ofertowa dostępu Internetu, ale zapowiedziany 1 Gbps Dialogu robił wrażenie, szczególnie, że tylko 59 zł chcieli. Spodziewałem się sporej ilości ograniczeń w umowie, bo nie ma co ukrywać, przy takich cenach to może się opłacać wynająć mieszkanie i zrobić w nim małą serwerownię (ot, choćby lokalne mirrory Linuksów ;-)). SLA oczywiście będzie żadne, ale dla usług typu proxy, mirror, węzeł Tora czy seed P2P – spokojnie wystarczy.

Cierpliwie czekałem więc na 1 września i pełną ofertę. Doczekałem się, strona promocji ruszyła (dawniej link do http://jedengiga.pl/ – obecnie 404). I wszystko wygląda to na typowy chłyt marketingowy. Na stronie brakuje miejsca, w którym w prosty, niezobowiązujący sposób można sprawdzić, czy ma się szansę na bycie objętym promocją. Ci, którzy będą chcieli sprawdzić, czy mają możliwość załapania się na promocję muszą podać telefon, email i obowiązkowo wyrazić zgodę na otrzymywanie informacji marketingowych od Dialogu. Czyli typowe zdobądź dane dla marketingu po taniości.

Jeśli chodzi o samą ofertę (bo do regulaminu można się dokopać (było – obecnie 404) na stronie dla testujących usługę), to – jak sama nazwa wskazuje – ma charakter testowy, użytkownik musi mieć standardową umowę oraz wypełniać ankiety. Najciekawsza jest kwestia prędkości – wg w.w. umowy w rzeczywistości to żaden gigabit, tylko 1 Gbps/1 Mbps (tak, tak, upload jakiś tysiąc razy mniejszy) [1]. IIRC, TPSA zwiększyła kiedyś upload z 256 kbit dla Neostrady 6 Mbit, bo trudno było osiągnąć w praktyce pełną prędkość łącza. Mam wrażenie, że przy takim ratio nawet w warunkach laboratoryjnych uzyskanie 1 Gbps będzie trudne do osiągnięcia. Sprawdźmy…

Proste sprawdzenie: odpalam pobieranie wgetem pliku. Włączam jnettop, do sprawdzenia, ile generuje ruchu. Wynik? Około 350kBps download i 8-10kBps upload do tego hosta (tak, tak ACK i te sprawy). Oczywiście w bajtach, nie bitach (kto potrzebuje, przemnoży przez 8), ale chodzi o ratio. Jakieś 1:43 do 1:35, nie 1:1000 jak we wspomnianej promocji.

Dla pewności, czy nie ma zmian przy większym prędkościach, sprawdziłem na obrazie iso DVD i szybszym łączu. Dla 13 MBps downloadu jest ok. 0,2 MBps uploadu, dla 34 MBps jest 0,4 MBps. Powiedzmy, mocno naciągając, że dążymy do ratio 1:100 (przy czym 0,4MBps upload to jakieś 3,2 Mbit, dawno przekroczona granica ustawiona w Dialogu). Czyli w Dialogu przy pobieraniu pojedynczego pliku iso wgetem klient może realnie zobaczy 100 Mbit. O ile nie będzie nic wysyłał w tym czasie (żadnych komunikatorów, żadnych P2P w tle). Tylko 100 Mbit to w ofercie jest już od dawna, żadna rewolucja…

PS. Chciałbym zobaczyć speedtesty (mimo, że nie do końca speedtestom wierzę) od użytkowników promocyjnego gigabita z Dialogu.

[1] Jeśli wierzyć wskazanemu w linku regulaminowi, bo w nim:

1Gbps/1Mbsp jak wół.

Nie taki błąd straszny, jak go malują.

Dziś przeczytałem wpis na Niebezpieczniku o backdoorze w switchach. I z jednej strony ewidentny fail, a z drugiej błąd niezupełnie (czy też: nie tylko) tu leży…

  • Jaki administrator zostawia dostęp po SNMP włączony (niestety, sporo administratorów nie widzi w tym nic złego, zwłaszcza jeśli tylko RO jest)?
  • Jaki producent sprzętu ma w defaulcie włączone SNMP (niestety, wielu vendorów domyślnie włącza SNMP z domyślnymi community)?
  • Kto daje nieograniczony dostęp ze świata do klasy zarządzania swoich urządzeń?
  • Poznanie MAC mimo wszystko nie jest trywialne. Trzeba mieć dostęp albo po warstwie drugiej (ew. do odczytu tablicy ARP urządzenia, które ma dostęp po L2 do switcha), albo do wspomnianego SNMP.

Jasne, ludzie się mylą. Jasne, kwestię hasła serwisowego (padło pytanie, czy inne sprzęty mają coś takiego – chyba każdy sprzęt sieciowy ma możliwość przynajmniej resetu hasła przy podłączeniu się RSem, sporo ma hasła serwisowe – mam nadzieję, że tylko po RS dostępne). Jasne, taki zdalny backdoor nie powinien mieć miejsca. Ale czy to naprawdę dramat?

PS. Dziś spotkałem się z opinią (na szczęście od nikogo ode mnie z firmy), że trzymanie dokumentów firmy (nie najtajniejsze tajemnice, ale nie dane dostępne na publicznym WWW) na Google Docs to nic złego. W porównaniu z tym backdoor w switchu, którego można zneutralizować/zminimalizować to IMO pikuś.