Bieganie 2020 – podsumowanie

Jak wyglądała aktywność fizyczna, czyli jazda na rowerze i bieganie w 2020? Pora na podsumowanie mojego biegania w smutnym 2020, jeszcze smutniejszym grudniu. Smutna prywata, więc pominę. Ale ten wpis może być jedynym grudniowym. Pojawia się, bo szkic leżał od dawna, jako kontynuacja zeszłorocznych statystyk.

Bieganie

Zacząłem dość ambitnie, bo biegałem już na początku roku. Odrobiłem przerwę zimową, zaczęły się postępy i… pojawiła się pandemia i koronawirus. Może nie było silnych przesłanek do zaprzestania biegania, ale jakoś tak mi się załączyło niewychodzenie z domu, że i nie biegałem. Wyszedłem z założenia, że ostatecznie te dwa tygodnie, góra miesiąc można się poświęcić, prawda?[1] Ostatni bieg przed pandemią miałem pierwszego marca.

Jak wyglądała pandemia i walka z nią wszyscy wiemy, miałem o tym notkę. Wróciłem więc do biegania. Początek był straszny. Izolacja to nie tylko przerwa od biegania, to tygodnie siedzenia w domu, praktycznie bez ruchu. Oczywiście robiłem jakieś statyczne ćwiczenia, ale to nędzna namiastka. Ogólnie skończyło się tak, że znacznie gorsza forma, niż po przerwie zimowej. W pierwszych biegach musiałem skrócić dystans do 4 km. Pierwszy z nich był 9 maja. Z tego co pamiętam w chuście. Skończyłem zziajany i wykończony, i nie chusta była temu winna…

Potem było lepiej. Nie tylko szybko wróciłem do zeszłorocznej formy i dystansu 5 km, ale poczułem niedosyt. Zacząłem zwiększać dystans. Najpierw było to dodatkowe 100-200 metrów, potem lekko zmodyfikowałem trasę (chciałem kończyć w innym miejscu) i zrobiło się dodatkowe 600-700 metrów. Z perspektywą na dalsze wydłużenie.

Na wydłużenie nie trzeba było długo czekać. Skoro może być równe 6 km, to czemu nie? Tak więc sierpień to już biegi po 6 km, zamiast zeszłorocznych 5 km. I tak zostało – obecnie mój standardowy dystans to 6 km.

Trochę z tej okazji, a troche z okazji września kupiłem – wspomniane tu – buty do biegania z lepszą, nieco bardziej terenową podeszwą. Początek dramatyczny, bo mnie obtarły. Mój błąd, wziąłem krótkie skarpetki, zsunęły się, a but „niezmiękczony”. Ale to jednorazowy wypadek i bardzo mi się podobają.

Statystyka: 39 biegów, 20,75h w ruchu, 215 km. Lekki regres, ale jak mówiłem to słaby rok był, co na bieganie też się przełożyło. Ostatni bieg na początku listopada.

Rower

O ile bieganie w 2020 nie ucierpiało, to jazda na rowerze ucierpiała bardzo. Rower służył mi głównie za środek transportu do pracy. Z racji pandemii pracowałem głównie z domu. Ilość odwiedzin w biurze można policzyć na palcach jednej ręki. I raczej byłem autem, bo i przegonić je trzeba od czasu do czasu, i czasem jakieś drobiazgi zabierałem z biura. Czyli na rowerze nie jeździłem.

Potem nieco się to zmieniło, bo najmłodsza córka poszła do przedszkola. Blisko domu, ale Nextbike był za darmo i fajnie skracał czas dojazdu do przedszkola. Powrót już odbywał się pieszo. Z kronikarskiego obowiązku: 6,75h w ruchu, 30 przejazdów, 71 km.

[1] Och, jakże to naiwne myślenie było, patrząc z perspektywy.

Aktualizacja do Catalina 10.15.5

Dawno nie było nic o macOS. Jest stabilnie, czyli korzystam i zbyt zadowolony nie jestem. Ostatnio zrobiłem aktualizację do 10.15.5, więc jest okazja do narzekania.

Przede wszystkim, robiłem aktualizację z 10.15.3, nie z 10.15.4, który był wydany pod koniec marca, co też świadczy o tym, że te aktualizacje nie są takie lekkie łatwe i przyjemne, bo lubię mieć aktualny soft. Czynników było oczywiście więcej, taki drobiazg jak średnia wygoda by mnie nie powstrzymał. A to zespół opiekujący się systemami w firmie nie dał zielonego światła od razu, a to pandemia, więc trochę strach, że nie pójdzie i co wtedy, a to dyżury i wypada mieć sprzęt działający. Koniec końców, zdążyli wydać 10.15.5, nim zaktualizowałem.

Sama aktualizacja przypomniała mi, czemu nie jest to miły proces – stąd notka. 5 GB danych do pobrania, więc dużo. Wiedziałem, że to trwa, więc załączyłem i poszedłem precz. Gdy wróciłem, system marudził, że nie umie zamknąć programów. Znaczy głaszcz mnie użytkowniku, pozamykaj i try again. Zamknąłem kilka programów, dłuższą chwilę trwała walka z edytorem Atom. Bardzo nie chciał się zamknąć i koniec końców używałem force quit. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do podejścia linuksowego, gdzie system robi co mu się każe, bez szemrania i dodatkowego popychania – bardzo słabo to wygląda.

Jak już wszystko pozamykałem i w końcu się zrestartował, przypomniała mi się anegdotka o tym jak Windows liczy czas/postęp: ostatnie 5 min/5% trwa kwadrans/jedną trzecią czasu. Jak podczas pobierania wiało optymizmem, że będzie pół godziny, tak pół godziny to zbierał się po reboocie. To już nawet nie tylko Linux, ale nawet Windows jakoś szybciej sobie radzi z aktualizacjami.

Potem, po uruchomieniu, było z górki, za wyjątkiem jednego ostrzeżenia, które wyglądało tak:

Informacja o przestarzałym rozszerzeniu systemowym

Existing software on your system loaded system extension signed by „Fumihiko Kakayama”, which will be incompatible with a future version of macOS. Contact the developer for support.

Zgadza się, nie jest napisane o jaki program chodzi, za to jest imię i nazwisko developera, który podpisał rozszerzenie systemowe. Nie wiem jak czytelnicy, ale ja kojarzę jakiego softu używam, nie kto go jest developerem, a już o rozszerzeniach i osobach je podpisujących nie mam pojęcia. No ale ja truskawki cukrem… Odnośnika brak, w learn more również pustka.

W każdym razie szybkie wyszukanie ujawniło, że chodzi o Karabiner. I jestem trochę przerażony, bo bez tego softu macbook będzie dla mnie nieużywalny praktycznie, przynajmniej w zakresie pisania z pl-znakami. Mam nadzieję, że poprawią lub będzie inna opcja na przemapowanie klawiszy.

Trochę jestem zdziwiony, że nie jest napisane o którą wersję chodzi. Dużą? Małą? Najbliższą? Którąś kolejną?

Pandemia

Miało nie być wpisów na blogu o pandemii na gorąco i chyba mi się to udało[1]. Inna sprawa, że niewiele pisałem w ogóle. Zrobię jednak wyjątek na koniec maja, bo to chyba już koniec. Nie zachorowań spowodowanych koronawirusem oczywiście, a jedynie mniej i tych bardziej sensownych, i tych drastycznych środków mających na celu zmniejszenie liczby zarażeń. Liczba nowych infekcji jest w tej chwili na świecie najwyższa od początku pandemii i… mało kto się już tym przejmuje. W Polsce sytuacja wygląda podobnie – znoszone są kolejne obostrzenia, choć liczba infekcji nie spada. Mimo ocieplenia, po którym wielu sobie wiele obiecywało.

pandemia koronawirusa w Polsce - marzec - maj 2020
Nowe infekcje koronawirusem – cały świat. Źródło https://coronavirus.jhu.edu/map.html

Próbowaliśmy walczyć z rozprzestrzenianiem koronawirusa i polegliśmy. Wyszło, że nas nie stać, wielowymiarowo. I mentalnie, i gospodarczo, i organizacyjnie. Będziemy więc z nim żyć przynajmniej przez najbliższe parę lat. Parę rzeczy godnych odnotowania z polskiego poletka.

Rząd kompletnie sobie nie radził z rządzeniem krajem w obliczu wyzwania związanego z pandemią[2]. Brak konsekwencji we wprowadzaniu ograniczeń, porażający brak sensu wielu z nich (zakaz wstępu do lasów), brak przewidywania skutków. Wiele działań pozorowanych czy zgoła propagandowych, wiele nieprzemyślanych. Dużo naruszeń prawa, z wyborami, które nie odbyły się w terminie na czele. Odniosłem wrażenie, że zupełnie zabrakło planu i jego komunikacji ludziom.

Wyszła natura ludzka – z jednej strony wielu poczuło się u władzy (mandaty za mycie samochodów, czy tankowanie „zbyt małej ilości paliwa”), z drugiej dało się zauważyć dość masowe olewanie zaleceń przez obywateli (spora część się spotykała, nie nosiła maseczek).

Przykład szedł z góry, bo jak mówi powiedzenie ryba psuje się od głowy. Kolejny raz okazało się, że obywatele są równi, ale są też równiejsi. Oczywiście chodzi o polityków, którzy sami nie przestrzegali wprowadzanych przez siebie zasad. Doczekało się to uwiecznienia w piosence Twój ból jest lepszy niż mój przez Kazika, co się rządzącym nie spodobało i skończyło się aferą w Trójce i końcem Listy Przebojów Trójki. Po raz kolejny dowodząc małostkowości rządzących.

Oczywiście przy pierwszej okazji pojawiły się zakusy na większą kontrolę obywateli. Appka w smartfonie miała śledzić gdzie kto chodzi, z kim się spotyka. Najpierw miała dotyczyć osób na kwarantannie, potem były pomysły promowania ludzi z appką przy wejściach do sklepów itp. Wszystko pod pretekstem walki z pandemią oczywiście i monitoringu zarażeń.

Pojawiało się nieco pozytywów. Zacząć można od spadku emisji zanieczyszczeń, na skutek ograniczenia transportu i działalności przemysłu. Nic trwałego i ogromnym kosztem, ale może zainspiruje do wprowadzenia paru zmian, tym razem trwale.

Nagle przy okazji pandemii okazało się, że w wielu przypadkach praca zdalna jest możliwa i efektywna. Choć jednocześnie okazało się, że niekoniecznie jesteśmy na to gotowi technicznie (jakość łącz, bezpieczeństwo telekonferencji, wyposażenie domów w sprzęt). W każdym razie spora część ludzi odbyła właśnie przyspieszony kurs pracy zdalnej, a narzędzia wspomagające ją doznały przyspieszonego rozwoju.

Kolejna rewolucja to dostawy. W zasadzie wszystkiego, od większej ilości zdalnych zakupów „trwałych”, przez dostawy jedzenia po – i to jest główna nowość na polskim rynku, moim zdaniem – błyskawiczne dostawy zakupów z pobliskich marketów. Część firm, które oferowały zakupy przez internet poległa, przytłoczona ilością zamówień, ale mam wrażenie, że branża zrobiła ogromny krok naprzód.

Koszt przestoju gospodarki spowodowany pandemią będzie ogromny, więc mam nadzieję, że nie pójdzie w całości na marne i uda się zachować parę korzystnych zmian[3]. W każdym razie walki z pandemią w dotychczasowej formie mam dość, szczególnie, że okazała się nieskuteczna. Mogę myć ręce i nosić maseczkę w miejscach publicznych. Każdy może. Na wiele więcej globalnie nas jakby nie stać[4].

[1] Luźne myśli na gorąco poleciały na Diasporę.
[2] I nie mam tu na myśli gotowości służby zdrowia. To osobny temat i nawet znacznie bogatsze państwa miały problemy ze sprzętem.
[3] Tu bardzo liczę na pracę zdalną, bo to kolosalna oszczędność czasu i emisji spalin. Mogę wpaść do firmy raz na dwa tygodnie, powiedzmy.
[4] Chociaż Chiny pokazały, że się da – praktycznie zahamowany przyrost zarażeń.