Głośniki do laptopa Modecom MC-2009

W pracy, na poprzednim stanowisku, mieliśmy w pokoju głośniki do puszczania muzy. Były to jakieś głośniki marki Logitech, kubaturowo spore, bo każdy miał objętość zbliżoną do dwóch standardowych kubków na kawę. To co było w nich dobre, to całkiem przyjemne brzmienie, szczególnie w porównaniu do głośników laptopowych, które do puszczania muzy na całe pomieszczenie nie nadają się zupełnie. Nawet jakieś doły było słychać, chociaż oczywiście mówimy o odpowiedniku słuchania radia w pracy, nie audiofilii.

Przy przeprowadzce zauważyłem, że owe głośniki nie posiadają dedykowanego zasilacza – miały tylko jeden kabel USB podłączany do laptopa, który – jak się okazało – zapewniał i zasilanie, i transmisję dźwięku. Znaczy danych. Rozwiązanie mi się spodobało i stwierdziłem, że coś podobnego przydało by mi się w domu, bo jednak sensownego rozwiązania audio w domu nie dorobiłem się, a jakość dźwięku z tych głośników z pracy w porównaniu do laptopowych to niebo a ziemia.

Dokładnie tego modelu nie znalazłem (OK, może mieć ładnych kilka lat), całkiem sporo było podobnych, ale dość drogich. Krótkie poszukiwania w sklepach internetowych pokazały jednak, że jest sporo małych (mniejszych od wyżej opisanych Logitechów) głośników do laptopa w zupełnie śmiesznych cenach. Technika poszła do przodu, głośniki przenośne różnej maści potrafią robić robotę zaskakująco dobrze (w porównaniu z laptopowymi, nadal), więc stwierdziłem, że zaryzykuję.

Większość małych ma jednak pewną wadę: do laptopa podłączany jest kabel USB jako źródło zasilania oraz jack audio jako źródło dźwięku. Jeśli czasem przekładamy laptopa, to trzeba odłączać dwie wtyczki, zamiast jednej. Szukałem więc czegoś, co ma tylko jedną wtyczkę i… tak znalazłem głośniki Modecom MC-2009.

Głośniki Modecom MC-2009
Głośniki Modecom MC-2009. Źródło: https://www.manualsearcher.com/

Kosztowały grosze (chyba jakoś dwukrotność najtańszych; 20 zł ), więc natychmiast kupiłem. Przyszły dość szybko, pierwsze co mnie zaskoczyło, to waga. Zdecydowanie cięższe, niż przypuszczałem, co zaliczam na plus – i wskazuje na solidne bebechy, i nie będą latać po biurku, szczególnie, że koty potrafią to i owo trącić, a po biurku chodzą. Z niefajnych rzeczy – kable wyglądają na umiarkowanie trwałe.

W porównaniu do wbudowanych laptopowych znacznie lepszy dźwięk, ot sama średnica głośnika robi robotę. Oczywiście nie ma to porównania do normalnych głośników, natomiast jeśli ktoś używa wbudowanych i niespecjalnie ma miejsce lub potrzebuje przenośnych (ale na kablu, bo oczywiście są też rozwiązania na bluetooth, ale trzeba je jakoś zasilać) – polecam.

Ciekawostka linuksowo-DIY. Po włożeniu identyfikują się następująco:

hid-generic 0003:18C3:6255.0013: input,hidraw0: USB HID v1.00 Device [Elite Silicon USB Audio Device] on usb-0000:00:1d.0-1.3/input2

Sama karta (bo de facto jest to karta dźwiękowa na USB) jest dość popularna, można ją znaleźć w znacznie lepszych głośnikach, więc gdyby siadły, to można wykorzystać do budowy czegoś ciekawszego.

Rockbox 3.14

Nie sądziłem, że kiedykolwiek napiszę jeszcze coś w tym temacie, bo projekt Rockbox wyglądał na martwy, ale wczoraj dowiedziałem się, że blisko miesiąc temu, po ponad czterech latach od ostatniego wydania, ukazała się kolejna stabilna wersja alternatywnego oprogramowania dla odtwarzaczy mp3. Pełna lista zmian w Rockbox 3.14 dostępna jest tutaj, z ciekawszych IMO rzeczy: poprawki wydajności systemu plików i bazy danych, dostępna gra 2048 jako plugin oraz niemal podwojona(!) długość pracy na baterii dla AMS v2 devices (Sansa Clip v2, Clip+, Clip Zip, and Fuze v2).

Już zaktualizowałem urządzenia. 🙂

Urlop IV

Ostatni urlop w te wakacje to wypad pod namioty pełną gębą do Przemęckiego Parku Krajobrazowego. Podobno ładnie – jeziora i krajobraz polodowcowy, plus dobra infrastruktura, nie bez znaczenia była też odległość, bo zwierzaki zostały same i trzeba było wyskoczyć w połowie nakarmić… Wyjechaliśmy w długi weekend, a po przyjeździe na miejsce okazało się, że jest to jakiś koszmar. Ilość ludzi w wybranej miejscowości, łażących wszędzie, łącznie z jezdnią, budy z błyskotkami i żarciem, jakieś pojazdy czterokołowe z dzieciakami w środku a’la rower (wspomniałem, że na jezdni?)… Jednym słowem tłumy i klimat takie, jak w miejscowościach nadmorskich. A miały być namioty i cisza. Zrezygnowaliśmy z noclegu na wybranym polu namiotowym, nieopodal kąpieliska i zaczęliśmy szukać jakiejś alternatywy.

Tu po raz pierwszy dał o sobie znać słaby zasięg sieci Virgin Mobile. Nie wiem, czy po prostu taka słaba infrastruktura GSM w rejonie, czy przypadłość VM[1]. W każdym razie przez cały wypad zero lub jedna kreska zasięgu były standardem, zdarzało się tylko połączenia alarmowe, w takich warunkach internet działa bardzo słabo. Skoro przez sieć ciężko było coś znaleźć, podjęliśmy szukanie organoleptyczne. I niestety, wszędzie tłumy. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na prywatne pole, na jedną noc i poszukanie w spokoju.

Na polu dużo ludzi, dużo przyczep i grillowanie, ale miejsce okazało się świetne – dobra infrastruktura, czyste łazienki, blisko do pięknych okoliczności przyrody. I mimo tłumów na polu spokój, więc ostatecznie cały wyjazd spędziliśmy tam. Zresztą oblężenie było tylko w długi weekend – poza nim ilości ludzi i na „naszym” polu namiotowym, i w całej okolicy raczej mizerne. Za to ostatnie dwa dni dane nam było obserwować fenomen typu wyjazd samochodami pod namioty, grille, sprzęt grający, tym sporych rozmiarów kolumna i łupanka disco polo przez cały czas przebywania przy namiocie. Daleko od nas, niespecjalnie głośno i nie do późna, natomiast sam repertuar lasujący mózg – Ona tańczy dla mnie[2] było tam całkiem znośne; z utworów, które poznałem i utrwaliłem był Dziadek[3]. Mam nadzieję, że to się spierze…

Lokalne atrakcje pozaprzyrodnicze szału nie czynią, ale jest ptactwo do dokarmiana, są wędkarze, jest dużo jezior i dostępny sprzęt pływający. W zasadzie bez dostępu do sprzętu nie widzę sensu się tam wybierać… Jeziora są połączone malowniczymi kanałami, które są na tyle szerokie i drożne, że można zaryzykować wycieczkę rowerem wodnym między jeziorami (polecam).

Kanał między jeziorami

Kanał między jeziorami. Źródło: fot. własna

Co poza tym? Niewesoła refleksja na temat stanu dostępności stron WWW na mobilkach i ciekawa dyskusja pod tym postem[4]. Polecam lekturę podlinkowanych stron. Efekt bardziej bezpośredni, to ucywilizowanie i lepsze dostosowanie do urządzeń mobilnych kolejnych stron: stanu rowerów miejskich Nextbike oraz – przede wszystkim – Planety Joggera, którą teraz powinno dać się czytać w miarę wygodnie nawet na małych ekranach.

[1] Jak teraz sprawdziłem, to wyszukiwarka BTSów wskazuje jednak na słabą infrastrukturę.

[2] Gorąco polecam wersję z lektorem. Zresztą Piosenki z Lektorem fajne są i dzień mi kiedyś zrobiły.

[3] Komentarz To jest prawdziwe czy parodie disco polo robia? dobrze oddaje moje uczucia. Niestety, to jest prawdziwe.

[4] Hmm, skoro blipnięcie na Blipie, blabnięcie na Blablerze, twitnięcie na Twitterze, to chyba na Diasporze są diaspy?

Muzyka z YouTube w konsoli

Na YouTube można w prosty sposób znaleźć sporo różnej muzyki i obecnie jest to mój wybór numer jeden, jeśli chodzi o muzykę z sieci[1]. Odtwarzanie YouTube w przeglądarce jest oczywistym wyborem w przypadku filmów, ale jeśli zależy nam tylko na audio, czyli np. słuchamy w pracy, to odtwarzanie w przeglądarce tylko przeszkadza – niepotrzebnie obciążamy i sieć, i CPU, i RAM.

Niedawno znalazłem program mps-youtube, który jest napisany w Pythonie i który stawia sobie za cel obsługę YouTube w konsoli. Można m.in. wyszukiwać utwory, dodawać URLe, tworzyć lokalne playlisty, a także pobierać muzykę w określonym formacie na dysk. Opis mówi, że można też importować istniejące playlisty z YouTube, ale tej funkcjonalności jeszcze nie testowałem. Całość pomyślana w taki sposób, aby można było dowiedzieć się wszystkiego z samej aplikacji, bez konieczności czytania manuali, a sam program przychodzi z sensownymi ustawieniami domyślnymi.

Pomoc programu mps-youtube
Pomoc programu mps-youtube – screenshot

Wersja z Jessie 0.01.46-3 jest o wiele starsza, niż dostępna w unstable 0.2.5-5, ale… obie wersje mają błędy, niestety i bywa, że jedna wersja potrafi otworzyć dany URL, a druga nie. Na GitHubie dostępna jest wersja 2.6, ale jeszcze nie testowałem – w pracy, gdzie słucham najwięcej (niby leci jakieś radio ogólnie, ale słaba muza, w kółko te same utwory, dużo reklam, poza tym, „uroki” openspace…), wystarcza mi wersja z Jessie. Niemniej nadal polecam przymiarkę do programu.

Wyniki wyszukiwania w mps-youtube
Wyniki wyszukiwania w mps-youtube. Źródło: strona projektu.

Lokalna playlista mps-youtube
Lokalna playlista w mps-youtube. Źródło: strona projektu.

Niby działa na dowolnym systemie operacyjnym, ale z racji trybu obsługi (konsola) wróżę popularność raczej na Linuksie i wśród geeków. Dla porządku: wymaga mplayera lub mpv, z których korzysta do odtwarzania muzyki.

[1] Jak widać, opisywane kiedyś słuchanie radia w konsoli się nie sprawdziło, podobnie jak wykorzystanie mpd. Łatwe tworzenie playlist z dostępnych od ręki zasobów jednak wygrywa.

Koniec serwisu mp3.wp.pl.

Headphones

Słuchawki przez Anna Langova 

Człowiek wejdzie czasem na Wykop, a tam news, że Wirtualna Polska zamyka serwis mp3.wp.pl. Wszedłem na stronę serwisu i faktycznie, wisi sobie ramka z taką oto informacją:

„Wirtualna Polska” S.A w Gdańsku przy ul. Traugutta 115 C, wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego – Rejestru Przedsiębiorców prowadzonego przez Sąd Rejonowy Gdańsk – Północ w Gdańsku VII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem KRS 0000068548, posiadająca kapitał zakładowy w wysokości 67.980.024,- złotych (wpłacony w całości) i Numer Identyfikacji Podatkowej 957-07-51-216, zawiadamia, że

od dnia 01.01.2013 r. zaprzestaje świadczenia usług w Serwisie mp3.pl (zamyka Serwis mp3.pl).

Tym samym znika z sieci – jak głosił napis na stronie głównej – 142720 legalnych plików mp3 do ściągnięcia za darmo! W tym trochę mojej muzyki oraz muzyki znajomych, do której linkowałem na sąsiednim blogu. W sumie 10 lat historii, bo tyle czasu kawałki były zamieszczone w serwisie. Trochę smutno, ale takie są uroki chmury (taki modny termin na wszystkie wyniesione usługi). Zgodnie z hasłem own your data zgrałem co mi przyszło do głowy (w sumie niewiele) i tyle.

Komunikat WP jest bardzo lakoniczny i niestety nie mówi nic o przyczynach. Do głowy przychodzą mi trzy powody, jeden bardzo spiskowy, drugi mniej spiskowy i trzeci zupełnie nie spiskowy, za to prawdopodobny.

Powód bardzo spiskowy to oczywiście działania koncernów wydawniczych, tylko patrząc realnie wydaje mi się, że dla nich serwis był zupełnie niezauważalny. I jakby zupełnie niekonkurencyjny. Powód mniej spiskowy to awaria. Skąd pomysł? Ano stąd, że jednego z moich kawałków nie mogę pobrać – dostaję błąd 404. A kiedyś na pewno działał…

Ostatni powód to oczywiście nieopłacalność utrzymywania serwisu. Faktem jest, że serwis sprawia trochę wrażenie zabytku. Całkiem dopracowany funkcjonalnie (wyszukiwanie gatunkami, miastami, system ocen utworów, newsy od zespołów, możliwość komentowania, odtwarzanie z poziomu przeglądarki i pobieranie utworów, szczegółowe statystyki, możliwość hotlinkowania), zupełnie niepowiązany ze społecznościówkami (obecnie jeśli coś nie występuje na FB, to nie istnieje), bez oczojebnych reklam… No i od dłuższego czasu nie widziałem żadnych reklam serwisu (jest tekstowy link na głównej wp.pl…), więc młodsi użytkownicy po prostu mogli nie wiedzieć, że istnieje… Zastanawiam się, czy koszt utrzymania był faktycznie istotny. 143 tys. utworów, liczmy z górką po 5 MB sztuka to raptem 715 GB danych. W wielkie zapotrzebowanie na łącze też nie wierzę (choć hotlinkowanie i brak reklam mogły tu lekko doskwierać).

Szkoda, że nie ma dostępu w wygodny sposób do posortowanej wersji, z nazwami artystów i utworów. Niestety, jedyne co można zrobić w prosty (na oko, nie sprawdzałem, czy ID są unikatowe) sposób, to pobrać utwory z tytułami w postaci liczb. Jeśli komuś bardzo zależy i ma szybkie łącze, to zdąży jeszcze. Na 100 Mbps teoretyczna prędkość pobierania to ok. 16 godzin. Trochę więcej w praktyce, bo sporo 404 będzie.

Zrobiłbym backup, jakby to było sensownie opisane, bo to ładny kawałek historii i pewnie sporo zainteresowanych dowie się o całej sprawie po frytkach. Dystrybucja przy pomocy p2p wydaje się znacznie lepsza dla tego typu danych. W sumie wystarczy, żeby jedna czy dwie zainteresowane osoby trzymały pliki na dysku i całkowite zniknięcie z sieci jest mało prawdopodobne. Szczególnie dla popularnych treści, które będą udostępniane przez większą ilość użytkowników.

Przy okazji drobny wtręt nt. DRM. Przy niektórych formach DRM, wymagających komunikacji z serwerami uwierzytelniania w celu odtworzenia treści, wystarczy, że producent wyłączy owe serwery i tracimy dostęp do danych. I nawet backup płyty czy danych wtedy nie pomoże.

Rockbox 3.12

Po bardzo długiej przerwie opublikowana została kolejna wersja Rockbox, czyli 3.12. Wielkich zmian – przynajmniej dla mnie – nie ma, warto odnotować, że z powodu problemów z obsługą USB Ipod Nano 2g został przeniesiony z wersji stabilnej do niestabilnej. Pełna lista zmian Rockbox 3.12 tutaj.

Przy okazji, pojawiła się też nowa wersja Rockbox Utility. Nie wiem, czy wina samego Rockboksa, czy Utility, ale przy końcu instalacji dostaję wersję o błędzie. Co prawda przy fontach i wszystko działa, ale nie wygląda to budująco.

Darmowe i legalne filmy, muzyka, książki na torrentach.

Pewnie nie wszyscy wiedzą, ale całkiem sporo filmów i książek jest dostępnych zupełnie legalnie i za darmo na stronach archive.org. Oczywiście nie są to najnowsze produkcje, ale zupełnie regularne filmy. Czasem warto obejrzeć, jak wyglądał (czy też: był prezentowany) świat kilkadziesiąt lat temu.

W przypadku książek jest o tyle lepiej, że nie starzeją się tak szybko, a wybór audiobooków czytanych przez ludzi jest naprawdę duży (choćby Fundacja Asimova). Oczywiście dominuje angielski, więc raczej dla znających ten język lub uczących się. Nawiasem, oglądanie filmów czy czytanie książek to świetny sposób nauki/ćwiczenia języków obcych.

Wpisu by nie było, gdyby nie ostatnia zmiana wprowadzona przez archive.org – od tej pory większość materiałów jest dostępna w formie torrentów (hm, czemu nie magnet link?). W tej chwili dostępnych jest ponad milion torrentów. O tyle ważne z punktu widzenia wolności w sieci, że to chyba pierwszy przypadek użycia protokołu p2p (tu: torrent) do dystrybucji legalnych treści artystycznych na taką skalę. No dobrze, były jeszcze serwisy związane z wolną kulturą, ale tu mamy do czynienia ze zwykłą dystrybucją. W końcu p2p zaczyna być wykorzystywane do tego, do czego powinno i do czego się idealnie nadaje na szerszą skalę, a nie tylko do dystrybucji obrazów płyt Linuska i utworów wolnej kultury.

Oczywiście całość nie jest perfekcyjna – torrenty zawierają wszystkie wersje pliku (w przypadku Fundacji – VBR mp3, ogg, mp3 64kbps), więc pobierzemy i na dysku zajmą znacznie więcej, niż pobrane tradycyjnie. Niemniej: seed!

Rockbox 3.11.2

O Rockbox 3.11 nie napisałem nic, bo wcześniej napisali inni w polskiej sieci, a i dopiero niedawno go wgrałem na moje urządzenie, bo wielkich zmian (dla mnie) nie było, więc donoszę o wersji 3.11.2, która zawiera wyłącznie poprawki błędów, w tym naprawia radio dla Sansa e200 i c200. Czyli dla mojego playera. Nie żebym z radia korzystał… 😉 Tradycyjnie pełna lista zmian dla Rockbox 3.11.2.

Prawo autorskie, wolność a filmy.

Zawsze uważałem, że prawo autorskie nie tylko nie do końca przystaje do zmieniających się technologii, ale też i nie do końca słusznie równo traktuje teksty pisane, muzykę i filmy. Bo przecież książkę każdy może napisać – wystarczy maszyna do pisania i papier. Wróć. Wystarczyły. Teraz do napisania (i wydania, przynajmniej wersji elektronicznej) książki czy innego tekstu wystarczy komputer. Podobnie z obrazami i grafiką – każdy może je stworzyć. Czy to tradycyjnie, czy elektronicznie.

Z muzyką niby jest nieco więcej zachodu, ale istnieje sporo dobrze grających amatorskich kapel i praktyka pokazuje, że istnieją serwisy z dobrą, darmową muzyką, zatem nie ma się co obawiać, że bez „ochrony” wytwórni muzyka nie będzie powstawała. Poza tym, muzycy zawsze mogą dorobić na koncertach…

Zastanawiał mnie film. Przecież stworzenie filmu musi być drogie, wymagać zaangażowania dużej liczby ludzi, na dodatek żeby jakoś wyglądał, potrzebne będą studio, sprzęt i efekty specjalne. Przy braku „ochrony” praw autorskich twórcy przestaną tworzyć, więc może ten DRM na filmy nie jest taki zły?

Ostatnio obejrzałem parę filmów, które zmieniły mój stosunek do tego zagadnienia. Amator Kieślowskiego unaocznił mi, że tak naprawdę, podobnie jak przy innych dziedzinach sztuki,  niewiele potrzeba sprzętu, pieniędzy i ogólnie zasobów materialnych, by stworzyć film. No tak, ale to tylko dokument pokazany, w dodatku realia sprzed ponad 30 lat. Gdzie mu tam do tego, co widzimy na ekranach kinowych? Co prawda sam film Amator też wygląda na niewymagający specjalnych środków, ma wysoką ocenę na IMDB ale gdzie mu tam do dzisiejszych produkcji?

I tu pojawił się film, który obejrzałem wczoraj: Star Wreck: In the Pirkinning. Darmowy (licencja Creative Commons), pełnometrażowy, zrobiony przez garstkę zapaleńców. Przyznam, że jeśli chodzi o efekty specjalnie, to zbierałem szczękę z podłogi, a trzeba pamiętać, że to produkcja sprzed sześciu lat, wykonana głównie w mieszkaniu (szczegóły na stronie filmu Star Wreck). IMHO nie odbiega pod tym względem od komercyjnych produkcji. Znaczy sceny walk w przestrzeni kosmicznej. Pozostałe ciężko oceniać, bo to parodia, ale myślę, że poziom Gwiezdnych Wojen (oryginalnych) spokojnie utrzymany, pod wszystkimi względami. Próbka poniżej.

Kadr z filmu Star Wreck: In the Pirkining

Źródło: http://www.starwreck.com/pages/cgi2.html

Czyli jakieś 30 lat do tyłu, więc to nic nie warte – może ktoś zaoponować. OK, skoro nic nie warte, to czemu filmy sprzed 30 lat mają nadal być objęte prawem autorskim? Tak, pod pewnymi względami one odstają, to fakt. Ale pod pewnymi (IMO ważniejszymi) nic nie straciły.

W każdym razie stwierdziłem, że brak filmów, przy braku ochrony praw autorskich, podobnie jak brak lektury i muzyki nam nie grozi i można zasadne jest traktowanie ich na równi z pozostałymi dziełami. Zachęcam do obejrzenia Star Wreck: In the Pirkinning. Film, podobnie jak inne ciekawe, legalne, darmowe produkcje do pobrania ze strony z darmowymi, legalnymi filmami – ClearBits (dead link).

Kolejny blog.

Cały czas ograniczałem się w sprawie dodawania klipów i muzyki na tym blogu. Z jednej strony jest to ważne, z drugiej często dość ulotne, a wpisy na Blipie czy Facebooku nie są dobrym miejscem do zachowywania i łatwego wyszukiwania czegoś, wiec w ramach porządków postanowiłem wynieść wszystko, co związane z muzyką i klipami na osobnego bloga Rozie’s music.

Znaczy się kategoria Rozrywka zostaje, natomiast raczej nie ma się co spodziewać w niej niczego o muzyce. Podobnie znikną wstawki z muzyką z Youtube – zbyt dominowały treść tego bloga.

Nie ukrywam też, że Blox jest dość ciężki/trudny/toporny. Przypomniałem sobie o tym uruchamiając ostatnio bloga o punkowej kapeli Bez Krótkich Spodni. Po prostu szukam czegoś, co pozwoli na szybkie i proste wrzucanie treści – padło na Tumblr, którym już kiedyś chciałem się pobawić.

Last but not least, chciałem spróbować blogowania po angielsku. Zatem zapraszam.

Sierpień miesiącem rozkładu.

Zaczęło się niewinnie – karta dźwiękowa na USB (tani szajs za 5 zł) przestała nagle odtwarzać. Oglądałem sobie w najlepsze Filharmonię Dowcipu na YouTube

(jeden kawałek powyżej, warto poszukać innych, świetne aranżacje), ubolewając przy tym, że nie mamy w kraju takiego zespołu jak Loituma. Chodzi oczywiście o ich utwór Levan polka AKA leek spin AKA kręcenie porem.

Ogólnie lubię covery, zabawy z aranżacją i interpretacją, a Levan polka to tekst z lat 30, z którego – jak widać poniżej – można zrobić całkiem współczesnego hiciora:

I mam świadomość, że powyższy przypadek to raczej ewenement, jeśli chodzi o popularność, ale – mimo mojej nikłej wiedzy w temacie – jednak nie jest to jedyny tego typu przypadek (wystarczy poszukać wykonań utworu Herr Mannelig). Znaczy: coś robią ze starymi utworami. Tymczasem wczoraj w radio usłyszałem, że w polskich szkołach nie ma lekcji muzyki i że moooże wróci. Trochę się załamałem.

Koniec dygresji. W każdym razie surfowałem po YouTube i nagle cisza. Po włożeniu do huba lub portu USB karta zaświeci niemrawo diodą i umiera. Czyli raczej permanentnie jest skończona. Zastanawiam się czy to zwykły przypadek, czy po prostu godzina-dwie produkowania dźwięku na słuchawki nauszne to dla tego typu karty za duże wyzwanie. Wolałbym pierwszą opcję, bo jednak lubię posłuchać na słuchawkach czasem…

Kolejną rzeczą, która padła, jest RAM w moim starym komputerze. Wygląda, jakby przestał widzieć jedną kość. Ostatnio było podobnie (resety, błędy na memtest), ale wystarczyło tradycyjne wyjęcie kości, odkurzenie kompa i wszystko działało. Tym razem tak dobrze nie ma. Zrestartował się i od tej pory widzi 375 MB RAM (wg free -m). Przekładanie i przedmuchanie nie pomaga.

Co prawda komputer to stary grat (obudowa – więc IIRC także płyta główna – z 2000 roku), a kondensatory na płycie od lat wołają o pomstę do nieba (słynne czasy wadliwych, puchnących kondensatorów), ale włączam go tak rzadko i używam do tak prymitywnych zastosowań, że wymiana nie ma sensu.

Sama maszynka to piękny przykład, jak można rozbudowywać PC – zaczynał jako Duron 700 ze 128 MB RAM i Nvidią TNT2 i dyskiem 20 GB. Potem był upgrade RAM, następnie procesora do Athlon XP 2200+, dysku do 60 GB. Na koniec – z okazji sporej ilości gry w Counerstrike – upgrade grafiki do Radeona 9200. I gdzieś po drodze RAM do 512 MB. I powiem szczerze, że do niedawna chodził mi po głowie kolejny upgrade grafiki, żeby pograć czasem chwilę we współczesne FPSy, ale nic okazyjnego na AGP nie było. Tak, wiem, przydałoby się go wymienić. Ale w sumie do netu, posłuchania czy sczytania muzyki itp. wystarczy, a używam rzadko…

Skoro o sczytaniu muzyki mowa – zapowiadane sczytanie i cyfryzacja taśmy BKS nie odbyły się z powodu rozkładu instalacji audio. Konkretnie z powodu rozszabrowania większości kabli pod inne instalacje audio i zagubienia jednej przejściówki. Chciałbym, żeby limit rozkładu na ten rok był już wyczerpany.

Rockbox 3.9.

Rockbox 3.9 wydany. Ponownie brak większych zmian z punktu widzenia użytkownika Sansy i bezproblemowy upgrade. Trochę nowych funkcjonalności/optymalizacji, zarówno po stronie kodeków, jak i silnika, tradycyjnie poprawki błędów. Keymap: Holding any button during USB insert now forces charge mode – albo nie umiem tego używać, albo nie widzę różnicy. Lista zmian dla Rockbox 3.9.