Serial Dark

Recenzje serialu Dark wyrastają jak grzyby po deszczu w moim bąbelku sieci. Tak się składa, że wczoraj skończyłem oglądać całość serialu. Doczytałem też wszystkie zaległe wpisy i trochę dodatkowych faktów. Mogę więc z czystym sumieniem dorzucić moje trzy grosze w temacie. Jeśli ktoś boi się spoilerów to bez obaw – w tym wpisie ich nie będzie.

Krótko o serialu Dark

Jeśli weźmiemy naukę i religię, fizykę i metafizykę, podlejemy symbolami i nawiązaniami różnej maści, to powstanie albo coś dobrego, albo totalnie niestrawnego. Uważam, że w przypadku serialu Dark produkowanego przez Netflix[1] udało się to pierwsze. Zasługa ciekawego pomysłu, dobrej fabuły, bardzo dobrego dopracowania wizualnego i muzycznego. Mimo minimalizmu.

Trzeba jednak zauważyć, że jeśli ktoś oczekuje zamkniętej, w pełni logicznej opowieści, to może się zawieść. Serial zdecydowanie pozostawia pewne kwestie czy wątki niedopowiedziane lub wręcz nierozwiązane. Niemniej uważam, że ze względu na okoliczności jest to usprawiedliwione.

Co mamy w serialu Dark? Klimat trochę jak w serialu Twin Peaks. Tajemnica i jej stopniowe odkrywanie. Ciężki i mroczny i mroczny klimat, więc 16+ w pełni zasłużone. Całość dzieje się w Niemczech, w małej, fikcyjnej miejscowości Winden[2], ale bohaterów jest wielu, a ich losy mocno się nie tyle splatają, co wręcz plączą.

Świetnie zbudowany klimat, wiele nawiązań, zarówno do innych seriali, jak i do niemieckiej popkultury. Muzyka mocno wykorzystywana do budowania nastroju. W ogóle mam wrażenie, że Niemcy nauczyli się dobrze tworzyć klimat niedawnej przeszłości i wykorzystują to w kulturze, zwłaszcza w filmach. Jest to któryś z kolei film który oglądam lub czytam recenzję, gdzie jest to widoczne.

Recenzje i linki

W każdym razie polecam przymierzenie przynajmniej pierwszego sezonu Dark. Jest najlżejszy, chyba najłatwiejszy w odbiorze i dobrze oddaje to, co nas czeka. Potem jest i ciężej, i więcej wątków, i szybsza akcja. Zresztą nie tylko mi się pierwszy sezon najbardziej podobał. Co nie znaczy, że reszta jest zła. Za to na pewno jest bardziej, zakręcona, odjechana i skomplikowana.

Gdyby komuś nie wystarczyła taka recenzja to odsyłam – dopiero teraz, bo za brak spoilerów nie ręczę – do recenzji, które mógłbym podlinkować na początku wpisu. Przed obejrzeniem przeczytałem pierwszą część wpisu Cichego. Zdradza ona nieco więcej, niż napisałem, ale nic, czego nie dowiadujemy się w pierwszych odcinkach. IMO lektura pierwszej części wpisu nie psuje odbioru, ale YMMV. Drugą recenzję polecam odpuścić minimum do końca pierwszego sezonu. Tak naprawdę do końca trzeciego.

Na koniec jeszcze link do fandomowej wiki oraz oficjalnego przewodnika po serialu. W obu miejscach spoilery latają stadami[3], więc zaglądamy zdecydowanie dopiero po obejrzeniu całości.

[1] Tak, mam od jakiegoś czasu Netfliksa i wpis o nim w szkicach. Nie mam czasu dokończyć, oglądam seriale.

[2] Prawdziwe Winden też istnieją, niemniej to serialowe jest fikcyjne.

[3] No dobrze, na fandomowej wiki latają stadami. Oficjalny przewodnik niby jest wolny od spoilerów, ale… pewne rzeczy ujawnia, więc nie do końca się z tym zgodzę. Jeśli ktoś chce zupełnie od zera poznawać, to polecam odpuścić, tym bardziej, że w pierwszym sezonie jest zbędny.

Głośniki do laptopa Modecom MC-2009

W pracy, na poprzednim stanowisku, mieliśmy w pokoju głośniki do puszczania muzy. Były to jakieś głośniki marki Logitech, kubaturowo spore, bo każdy miał objętość zbliżoną do dwóch standardowych kubków na kawę. To co było w nich dobre, to całkiem przyjemne brzmienie, szczególnie w porównaniu do głośników wbudowanych w laptopa. Te ostatnie do puszczania muzy na całe pomieszczenie nie nadają się zupełnie. Nawet jakieś doły było słychać, chociaż oczywiście mówimy o odpowiedniku słuchania radia w pracy, nie audiofilii.

Przy przeprowadzce zauważyłem, że owe głośniki nie posiadają dedykowanego zasilacza. Miały tylko jeden kabel USB podłączany do laptopa, który – jak się okazało – zapewniał i zasilanie, i transmisję dźwięku. Znaczy danych. Rozwiązanie mi się spodobało. Stwierdziłem, że coś podobnego przydało by mi się w domu. Bo jednak sensownego rozwiązania audio w domu nie dorobiłem się, a jakość dźwięku z tych głośników z pracy w porównaniu do laptopowych to niebo a ziemia.

Dokładnie tego modelu nie znalazłem (OK, może mieć ładnych kilka lat), całkiem sporo było podobnych, ale dość drogich. Krótkie poszukiwania w sklepach internetowych pokazały jednak, że jest sporo małych (mniejszych od wyżej opisanych Logitechów) głośników do laptopa w zupełnie śmiesznych cenach. Technika poszła do przodu, głośniki przenośne różnej maści potrafią robić robotę zaskakująco dobrze. Przynajmniej w porównaniu z laptopowymi. Stwierdziłem, więc, że zaryzykuję.

Większość małych ma jednak pewną wadę – zajmują dwa porty. Do laptopa podłączany jest kabel USB jako źródło zasilania oraz jack audio jako źródło dźwięku. Jeśli czasem przekładamy laptopa, to trzeba odłączać dwie wtyczki, zamiast jednej. Szukałem więc czegoś, co ma tylko jedną wtyczkę i… tak znalazłem głośniki Modecom MC-2009.

Głośniki Modecom MC-2009
Głośniki Modecom MC-2009. Źródło: https://www.manualsearcher.com/

Kosztowały grosze (chyba jakoś dwukrotność najtańszych; 20 zł ), więc natychmiast kupiłem. Przyszły dość szybko, pierwsze co mnie zaskoczyło, to waga. Zdecydowanie cięższe, niż przypuszczałem. Zaliczam to na plus. I wskazuje na solidne bebechy, i nie będą latać po biurku, szczególnie, że koty potrafią to i owo trącić, a po biurku chodzą. Z niefajnych rzeczy – kable wyglądają na umiarkowanie trwałe./

W porównaniu do wbudowanych laptopowych znacznie lepszy dźwięk, ot sama średnica głośnika robi robotę. Oczywiście nie ma to porównania do normalnych głośników. Natomiast jeśli ktoś używa wbudowanych i niespecjalnie ma miejsce lub potrzebuje przenośnych (ale na kablu, bo oczywiście są też rozwiązania na bluetooth, ale trzeba je jakoś zasilać) – polecam.

Ciekawostka linuksowo-DIY. Po włożeniu identyfikują się następująco:

hid-generic 0003:18C3:6255.0013: input,hidraw0: USB HID v1.00 Device [Elite Silicon USB Audio Device] on usb-0000:00:1d.0-1.3/input2

Sama karta (bo de facto jest to karta dźwiękowa na USB) jest dość popularna. Można ją znaleźć w znacznie lepszych głośnikach, więc gdyby siadły, to można wykorzystać do budowy czegoś ciekawszego.

Rockbox 3.14

Nie sądziłem, że kiedykolwiek napiszę jeszcze coś w tym temacie. Projekt Rockbox wyglądał bowiem na martwy. Jednak wczoraj dowiedziałem się, że blisko miesiąc temu ukazała się nowa wersja. Po ponad czterech latach od ostatniego wydania, ukazała się kolejna stabilna wersja alternatywnego oprogramowania dla odtwarzaczy mp3 czyli Rockbox 3.14.

Pełna lista zmian w Rockbox 3.14 dostępna jest tutaj. Z ciekawszych IMO rzeczy widzę: poprawki wydajności systemu plików i bazy danych, dostępna gra 2048 jako plugin oraz niemal podwojona(!) długość pracy na baterii dla AMS v2 devices (Sansa Clip v2, Clip+, Clip Zip, and Fuze v2).

Już zaktualizowałem urządzenia. 🙂