UKE zaszalało.

Na szczęście nie biorę bezpośrednio udziału w wypełnianiu dokumentów do Systemu Informacyjnego o Infrastrukturze Szerokopasmowej (SIIS), ale pewnych rzeczy nawet z boku nie sposób nie zauważyć. Jak wszystko w kraju, inwentaryzacja jest robiona na ostatnią chwilę, zarówno od strony ISP, jak i UKE. I akurat ISP, którzy się nie pospieszyli, tym razem wygrali. Co jest źle?

Niejasne przepisy – fajnie, że można zadać pytanie (i dostać odpowiedź), fajnie, że było spotkanie, ale czemu nie jest po prostu czarno na białym, w sposób nie budzący wątpliwości napisane? Do tego dochodzą kwiatki w niektórych miejscach typu dane w formacie XLS zgodnym z generowanym przez Weryfikator (Weryfikator to program pomocniczy). IMO formatu danych w dokumentach urzędowych nie powinien określać program, szczególnie arkusz kalkulacyjny, szczególnie … Jasne, to tylko instrukcja i być może gdzieś jest normalny opis.

Zmiany zasad w trakcie gry –  czyli czemu nie warto się spieszyć. Jak można zauważyć, spotkanie na którym doprecyzowano/zmieniono interpretacje, miało miejsce już po publikacji dokumentów. Jeśli któryś ISP się pospieszył, spora szansa, że niepotrzebnie wykonał pracę. Podobnie zmieniła się wersja Weryfikatora (tak, tego, co gdzieniegdzie definiuje format).

Nieznany faktyczny cel inwentaryzacji – w sumie nie ma co pisać, spekulacji jak zostaną wykorzystane bardzo szczegółowe przecież dane jest sporo, informacji oficjalnej (poza „góra kazała”) nie ma… Brak grokowania problemu nie ułatwia czytania dokumentów i sensownego ich wypełniania… Oficjalna wersja, do czego posłużą dane jest tu, ale jak na to, co tam piszą, dane są stanowczo zbyt szczegółowe. Do wersji oficjalnej wystarczyłby zasięg usługi (OK, nieco problematyczny w przypadku sieci bezprzewodowych) i maksymalna oferowana na danym rejonie prędkość (OK, też problematyczna w przypadku Wi-Fi i *DSL).

Naprawdę nie można było opublikować dokumentów wcześniej, dać miesiąca czy dwóch na zgłoszenie uwag (mailowo), na ich podstawie przygotować wersje finalne i instrukcje i dopiero wtedy publikować? Spotkania, jak opisane wyżej są pewnie wygodne, ale bardzo zasobochłonne, zwłaszcza dla mniejszych ISP. Zresztą spotkanie w trakcie okresu na zgłaszanie uwag też spokojnie mogłoby się odbyć, a po nim mogłaby powstać kolejna wersja dokumentów. Czyli wersja wstępna -> czas na uwagi -> spotkanie -> wersja z poprawkami -> czas na uwagi -> wersja finalna.

Póki co, efekt jest taki, że na grupie pl.internet.polip czyli poświęconej problemom Internetu polskiego i światowego, ostatnio pisze się głównie o UKE. Znamienne. Ale nie dziwi – nawet mając 70-90% danych w wewnętrznym systemie i tak dobrych kilka osobodni zostanie poświęconych na przygotowanie raportu… 😉

Twitter/Identi.ca DNS hack, czyli jak obejść zabezpieczenie Wi-Fi.

Przyjeżdżasz na konferencję, wpadasz do pokoju hotelowego, znajomi już powinni być, ale czy faktycznie dojechali? Jeśli poruszasz się bez mobilnego internetu, masz mało wygodny Internet w telefonie, uruchomionego laptopa i nie spięte te dwa urządzenia z jakiegoś powodu, czy recepcja hotelowa jest daleko lub przeżywa oblężenie, to można to sprawdzić wykorzystując fakt, że zwykle hotelowe systemy dostępu przepuszczają zapytania (i odpowiedzi) DNS. Teraz jest to jeszcze prostsze, bo nie trzeba samemu ustawiać tunelu DNS. O ile tylko znajomi korzystają z Twittera lub Identi.ca…

Prostą w użyciu, nie wymagającą logowania i publicznie dostępną bramkę Twitter/Identi.ca -> DNS zapewnia serwis Any.IO. Można pobrać ostatni status użytkownika, ostatnich 10 statusów, informacje o użytkowniku i… to w zasadzie tyle (przykłady na stronie). Wszystko w trybie tylko odczyt – nie ustawimy swojego statusu (dziwnym nie jest, wymagałoby podania hasła), ale czasem może być przydatne.

Oczywiście to tylko namiastka tunelu i ciekawostka (ale bardzo wygodny gotowiec), jeśli ktoś szuka więcej informacji to więcej o tunelowaniu ruchu w zapytaniach DNS jest tutaj (ang.; nie bawiłem się, ale wygląda sensownie i sporo przydatnych linków).

PS. Wszyscy piszą disclaimery nt. legalności tego typu rozwiązań. IANAL, ale IMVHO jeśli jesteśmy klientem hotelu, a zapytania DNS są przepuszczane, to nie jest to nieuprawniony dostęp. A już na pewno nie pojedyncze zapytanie w formie prezentowanej przez Any.IO.

Polskie radio w konsoli.

Dziś na kanale padło pytanie jak odtwarzać w konsoli radio z http://moje.polskieradio.pl? Na początku sądziłem, że chodzi o Trójkę itp., wtedy format URLa działający zarówno w mplayer jak i w MPD to wspominany we wpisie o MPD:

mms://stream.polskieradio.pl/program3

Okazało się jednak, że chodzi o pozostałe strumienie. I tu nie jest już tak różowo i prosto. Co prawda podczas poszukiwań (w sumie na koniec) ktoś natknął się na skrypt, który umożliwia odtwarzanie tych strumieni w konsoli, ale wędka lepsza od ryby więc:

  • Każda strona zawiera odtwarzacz w JS.
  • W kodzie odtwarzacza jest link do strumienia.
  • Link do odtwarzacza jest stały.
  • Link do strumienia również jest stały.
  • Strumień da się odtwarzać w mplayerze.

Przykładowo:

Minimax ma URL:

 http://moje.polskieradio.pl/station/33/Minimax

Player JS powstaje przez dodanie /_js/player.js, czyi ma URL:

 http://moje.polskieradio.pl/station/33/Minimax/_js/player.js

Strumienie są nazywane wg schematu k.stream, czyli szukamy:

wget -q -O - http://moje.polskieradio.pl/station/33/Minimax/_js/player.js| egrep "file.*k.*stream"

co daje nam wynik  _obj2.addVariable(‚file’, ‚k34.stream’);

Cały link do strumienia to:

rtmp://stream85.polskieradio.pl/live/k34.stream

Oczywiście nie dam głowy, że stream85 będzie stała i niezmienna, ale to również widać w źródle playera. Jedyną nieoczywistą częścią było dodanie live – wyłuskane z działających stacji (IIRC z Trójki).

Niestety, taką wersję obsłuży mplayer, ale już nie MPD. Jakby ktoś znalazł rozwiązanie jak tworzyć URL zdatny do MPD – proszę o info. Wersja ze skryptu odpada.

Wam życzę dobrego odbioru, a sobie, żeby stacje radiowe przestały utrudniać ludziom życie i dawały przyjazne konsolowym odtwarzaczom linki. Nie zawsze chce się/można włączyć ciężką przeglądarkę, by posłuchać radia. Niezrównanym ideałem jest tu dla mnie Radio Baobab, które nie tylko daje przyjazny konsoli format, ale również w wolnym formacie ogg (obok innych formatów) i w takiej formie, że się ładnie scrobble’uje.

UPDATE: Mpd w wersji 0.16.2 radzi sobie z URLami typu rtmp:// co oczywiście cieszy.

Dezodoranty 48h.

Ja rozumiem, że marketing lubi posługiwać się magią cyferek w promowaniu i reklamie produktów, ale dezodoranty 48h to IMHO przegięcie i strzał w kolano. Najpierw były produkty bez cyferek i h, potem pojawiły się dezodoranty i pasty do zębów 12h. OK, taki chłyt marketingowy.

Następnie, jak można się było spodziewać, pojawiły się produkty 24h. W przypadku dezodorantów zrozumiałe, ludzie myją się zwykle raz na dobę, przynajmniej „standardowo”. W przypadku pasy do zębów już trochę jest to sprzeczne z zaleceniem mycia zębów dwa razy dziennie, no ale niech będzie.

Wczoraj widziałem (ba, nawet nabyłem drogą kupna, bo w promocji były, a testować trzeba – temat znikania produktów i zmiany z zachowaniem nazwy to osobna notka będzie, kiedyś…) dezodorant 48h, ale mam mieszane uczucia. Do kogo to skierowane? Do brudasów, którzy myją się co drugi dzień? Niestety, nie tylko pacha się rosi i nawet z dezodorantem 144h, a bez mycia, człowiek będzie śmierdział. Sorry, no magic, no bonus.

A skoro już użyłem cytatu, to i źródło:

UPDATE: Dezodoranty 72h też istnieją. Przynajmniej w wersji dla kobiet, ale nie mam żadnych powodów, by przypuszczać, że dla mężczyzn nie ma. I wszystkie te h to zwykła ściema. Dezodorant 48h potrafi być mniej skuteczny od takiego 24h. Znaczy: 12-16h to może i działa…

Magiczne płyny już w sprzedaży.

Nie chodzi wcale o primaaprilisowy żart. Niemal dokładnie 3 lata temu pisałem o tym, jak Nestle ogłupia. Tym razem podczas kąpieli dostrzegłem, że po bandzie pojechała firma Ziaja, która bez zająknięcia sprzedaje taki oto magiczny płyn do kąpieli:

Magiczny płyn do kąpieli (źródło: http://www.ziaja-sklep.pl/)

Zdjęcie opakowania pochodzi ze strony sklepu (http://www.ziaja-sklep.pl/). Dla jasności: nie mam nic przeciw kolorowej kąpieli, czy hokus pokus, ale magicznych właściwości to chyba ten produkt nie ma? I rozumiem, że jak nie będzie magiczny, to będę mógł go zwrócić z reklamacją?

Wiem, czepiam się, ale nie lubię robienia z mózgu wody i sugerowania dzieciom magii tam, gdzie chodzi o czystą naukę. Szczególnie, że Ziaja zupełnie poważnie to traktuje i słowo magiczny pojawia się nie tylko stosunkowo dużymi literami na froncie opakowania, co można by wytłumaczyć względami marketingowymi, ale i z tyłu opakowania (sorry, brak zdjęcia).

PS. A tak poza tym, to spoko płyn. Inaczej bym nie używał.