Line-in line-out

Jak pisałem, terminal HP T430 ma interesujące rozwiązanie dotyczące portów line-in oraz line-out. Posiada jedno gniazdo, oznaczone na obydwa sposoby. Trzeba zatem jakoś wybrać funkcję tegoż gniazda. Ewentualnie zmienić tryb działania z line-in na line-out.

Ci, którzy opowiadają anegdotki o uruchamianiu dźwięku pod Linuksem mogą sobie dopisać ten przypadek do kolekcji[1]. Bowiem ani nie działało od kopa, ani rozwiązanie nie było proste, czy oczywiste. Na plus – było graficzne. Żadnej edycji plików konfiguracyjnych w ulubionym edytorze tekstowym. Ale po kolei…

Zaczęło się tak, że po instalacji systemu i środowiska graficznego włączyłem jakiś klip na YouTube w przeglądarce, by sprawdzić, czy wszystko działa płynnie. Obraz działał, ale dźwięku nie było. Na wszelki wypadek sprawdziłem, czy wieża jest włączona i nie jest wyciszona – nie była. Sprawdziłem też głośność w systemie – dźwięk nie był wyciszony. Widget sterował właściwym – na oko – urządzeniem. Uruchomiłem mikser i nawet pokazywało, że przeglądarka coś tam gra. Znaczy powinno grać. Tyle, że niczego nie było słychać.

Spojrzałem na urządzenia wyjściowe i od razu sprawa była jasna – dźwięk był kierowany na HDMI. A przecież mój monitor głośników nie ma. Zmieniam zatem wyjście i… zonk. Do wyboru miałem albo HDMI, albo gniazdo słuchawkowe. Dla przypomnienia – jest ono z przodu obudowy, więc kabel tam wpięty wyglądałby nieestetycznie. No ale dla testu można przepiąć… Zgodnie z przewidywaniami, po wpięciu w gniazdo słuchawkowe, wszystko działało. No dobrze, to gdzie się podział line-out?

Przejrzałem wszystkie opcje w mikserze. Parafrazując im bardziej Puchatek zaglądał w różne opcje, tym bardziej line-out nie było. W tym momencie przyszło mi do głowy, że pewnie to jakaś funkcja modułu odpowiadającego za obsługę dźwięku. Czyli pewnie wystarczy załadować moduł z odpowiednimi parametrami i dźwięk będzie. Nie wiem, czy bardziej wyszedłem z wprawy, bo dawno takich rzeczy nie robiłem, czy miałem pecha. W każdym razie modułów z snd w nazwie załadowanych było całkiem sporo. I jakoś wybierając co sensowniejsze z nazwy i uruchamiając modinfo nie zauważyłem stosownej opcji.

Pomyślałem, że na pewno nie jestem pierwszy z takim problemem i uruchomiłem wyszukiwarkę. Znalezienie stosownej frazy do wyszukiwarki nie jest proste. Tym bardziej, że nie bardzo mogłem się zdecydować, czy szukać konkretnie dla HP T630, czy dla układu obsługującego dźwięk, czy może ogólnie dla Linuksa.

Ostatecznie trafiłem na ten wpis opisujący jak zmienić funkcję portów pod Linuksem. Przy pomocy opisywanego programu hdajackretask pochodzącego z pakietu alsa-tools-gui można sobie wyklikać stosowne mapowanie line-in na line-out, zmienić mikrofon w wyjście audio itp. Oczywiście zadziała tylko dla programowalnych układów, dających taką możliwość. I tak, chodzi o parametry modułu jądra audio. Czyli nie ma magii, za to jest GUI.

[1] Swoją drogą  ciekaw jestem jak zmienia się to pod Windows. T630 sprzedawany był „bez systemu”, ale miał zainstalowany oryginalny, bodajże holenderski, Windows. Niestety, nie przewidziałem, że będzie taka ciekawostka do sprawdzenia i usunąłem go przy instalacji.

Terminal HP T630

Jakiś czas temu pisałem o zakupionym HP T620. Sprawdził się jako sprzęt. Brak wentylatora, możliwości rozbudowy RAM i SSD, dużo wyjść. Działał dobrze i w sumie nie było powodu do wymiany, ale… Kumpel z pracy też kupił T620. Tyle, że w wersji z czterema rdzeniami. I jak mi dwa rdzenie wystarczały, tak widać po obciążeniu było, że do odtwarzania multimediów na styk są. I pewne operacje, nazwijmy to przygotowawcze do odtwarzania, mogłyby wykonywać się szybciej. No i kupiłem wersję z SSD o rozmiarze 8 GB, co dla Debiana z GUI pod rozrywkę i multimedia też na styk było[1]. Więc niby mógłby robić za podstawowy desktop, ale jednak nie do końca.

Terminal HP T630
Źródło: strona producenta

Pojawił się więc pomysł wymiany na wersję z czterema rdzeniami. Tym bardziej, że nie boję się kupna wersji używanej, a systemu nie potrzebuję – Debian działa dobrze. Trochę jest to próba racjonalizacji nowego gadżetu, nie ukrywam. Normalnie szukałbym nowej płytki z SoC ARM, ale ceny są tu tak nieprzyzwoicie wysokie, że odpuściłem. Jak już szukałem, to postanowiłem sprawdzić, czy są jakieś alternatywy.

Okazało się, że istnieją terminale HP T630, bardzo podobne do T620. Główna różnica to taktowanie CPU. 2 GHz, zamiast 1.5 GHz w wersji czterordzeniowej. I dwa razy większy maksymalny rozmiar pamięci RAM. Kupiłem więc T630 w wersji z dyskiem 32 GB i 8 GB RAM. Dla pamięci: w sierpniu 2022 zapłaciłem 220 zł. T620 miał 8 GB dysk, 4 GB RAM i kosztował w listopadzie 2020 120 zł.

Instalacja Debiana bezproblemowa. Działanie po uruchomieniu także. Poza jedną, istotną, wynikającą z hardware różnicą. Otóż T620 posiadał dwa osobne gniazda: line-in oraz line-out, a dodatkowo gniazdo słuchawkowe. W HP T630 jest nadal gniazdo słuchawkowe na froncie, ale gniazdo oznaczone line-in oraz line-out jest tylko jedno. Było z tym niewielkie zamieszanie, ale o tym w kolejnym wpisie.

Jest zauważalnie szybciej. Czy spróbuję, choćby testowo, korzystać z HP T630 jako podstawowego desktopa? Zobaczymy. Szansa na pewno jest.

[1] Tak, można wymienić SSD. Albo wręcz dołożyć pendrive’a albo czytnik kart microSD na USB do któregoś z licznych wolnych portów USB. W tym USB 3.0.

Przesiadka na M1

Nadszedł ten moment, kiedy mogłem wymienić służbowy sprzęt. Moment długo oczekiwany. Z dwóch powodów. Po pierwsze, z okazji pandemii cykl wymiany został wydłużony. Po drugie, jako entuzjasta ARMów nie mogłem się doczekać laptopa z tego typu procesorem. No dobrze, nie jest to typowy ARM, jaki można znaleźć w laptopach konkurencji. Ale nadal jest to krok w dobrym – moim zdaniem – kierunku. Pora na wrażenia z kilkudniowego używania.

Ponieważ poprzednio miałem MacBook Pro 13,3″, a pracowałem głównie z domu, bez dodatkowego monitora, stwierdziłem, że pora na większy ekran. Także wydajność w stosunku do 15″ pozostawiała nieco do życzenia, a wersja 15″ nie wydawała się wcale specjalnie większa od typowych laptopów 14″. Zatem jak szaleć, to szaleć. Stwierdziłem, że 14″ to za mało i wezmę 16″ (10 core, 32 GB RAM).

Hardware

Przyznaję, że wstępnie żałuję wyboru. Pierwsze wrażenie przy wyjmowaniu z pudełka to jaka to wielka i ciężka cegła. Faktycznie, zarówno wymiary, jak i waga w stosunku do 13,3″ to inna liga. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to fakt, że jest o wiele grubszy i o wiele cięższy. Oczywiście w wersji stacjonarnej nie jest to duży problem, z przeniesieniem z miejsca na miejsce też problemu nie ma. Jak będzie przy pracy typowo mobilnej? Zobaczymy…

Ekran jest bardzo fajny i do pracy stacjonarnej idealny. 13,3″, które wydawało się OK już się wydaje nieco małe.

Szeroko dyskutowane wcięcie na kamerę, zabierające część ekranu. Przyznaję, że nie zauważam tego w codziennej pracy. Zapewne w znacznej mierze jest to wynik chłytu marketingowego w postaci czarnej górnej belki okien. I jak mam świadomość, że jest to de facto zmniejszenie użytecznej powierzchni ekranu, tak zupełnie mi to nie przeszkadza. I tak 99,5% czasu w pracy korzystam z wersji z belką.

W końcu jest też normalna klawiatura. Taka jak w innych laptopach, o niebo przyjemniejsza od nieporozumienia w postaci „drewna” w 13,3″. Zapewne jest to jedna z przyczyn, czemu laptop jest grubszy.

Touchpad tradycyjnie dobry, nowego wejścia na ładowarkę nie oceniam, bo jeszcze nie testowałem – i tak korzystam w okresie przejściowym ze starego, a łatwiej mieć mi jedną.

Z minusów: zmienione zostało położenie gniazda słuchawkowego – teraz jest po lewej stronie. Szkoda, bo przywykłem. Dodatkowo po prawej stronie jest tylko jeden port USB. Jak podłączę tam ładowarkę, to nie mam miejsca na przejściówkę dla myszy. A szkoda, bo z racji większych wymiarów samego laptopa miło byłoby mieć wszystko wpięte po prawej i więcej miejsca na biurku po lewej. Niemniej, podsumowując – sprzętowo bardzo dobrze.

Software

Szybka konfiguracja klawiatury, żeby można było pisać wygodnie polskie znaki i można pracować.

Domyślna powłoka zmieniła się z bash na zsh. Zmiana nastąpiła już jakiś czas temu, poza tym można było wymusić zsh ręcznie. Niemniej, nie ciągnęło mnie. Prawda jest taka, że nie widzę wielkiej różnicy. Oczywiście gdyby komuś nie pasowało zsh to jest możliwość powrotu do bash przy pomocy odpowiedniego użycia polecenia chsh.

W związku ze zmianą architektury miałem lekkie obawy, jak wygląda instalacja dodatkowych programów. Jest różnie. Na niektórych stronach po prostu dostaniemy jedną wersję dla macOS czy też wersję odpowiednią dla naszej architektury. Na innych trzeba samodzielnie wybrać. Większość softu jest dostępna w wersji natywnej i po prostu działa.

Póki co znalazłem tylko jeden program, który nie działa: VirtualBox. Jednak wirtualizacja i konteneryzacja na M1 to już zagadnienie zasługujące na osobny wpis.

Prędkość działania jest OK, czas pracy na baterii też wygląda na więcej, niż zadowalający.