Sprzątanie w Debianie, czyli jak usunąć stare pakiety.

Debian to system, który – na podstawie założeń twórców i moich doświadczeń – bez problemu można zaktualizować do kolejnej wersji, jednak – jak pokazuje praktyka – nie zawsze zostaną przy tym usunięte wszystkie zbędne pakiety. Szczególnie, jeśli korzystamy z dodatkowych, nieoficjalnych repozytoriów. Poniżej quick’n’dirty sposób na półautomatyczne znalezienie i usunięcie pakietów, które nie mają już kandydata do instalacji z repozytorium.

Dziś siadłem na chwilę do starego desktopa, na którym działa Lenny (upgrade od Sarge, przez Etch i parę wersji testowych, na dodatek nie wg release notes) i stwierdziłem (po odpaleniu mp3 z netu, które uruchomiło się w beep media player), że są jakieś stare pakiety typu proftpd-common, a miejsce na / się kończy. Pakiety stare, czyli takie z Sarge/Etch. Postanowiłem zrobić porządek. Szybki gógiel nie dał rozwiązania, a przyszedł mi do głowy prosty algorytm, więc stanęło na DIY.

Wyświetlenie pakietów, które są zainstalowane (lub ich pliki konfiguracyjne), a które nie są z Lenny’ego. Dodatkowo zapisujemy wynik do 2delete.txt w celu dalszej obróbki.

dpkg -l | awk '{print $2}' | perl -ne 'chomp; $res=`wajig policy $_ | \
grep lenny`; print $_,$/ if $?' | tee 2delete.txt

Założenie jest takie, że w /etc/apt/sources.list wszystkie wpisy odnoszą się do lenny. Jeśli mamy także stable, to należy zmienić grep lenny na egrep „lenny|stable”. Przed zrobieniem czegoś więcej należy przejrzeć listę w 2delete.txt i usunąć wrażliwe pakiety (oraz te, które chcemy zatrzymać), mając na uwadze fakt, że powyższe polecenie wyświetli także pakiety zainstalowane ręcznie (własny kernel!).

Jak już jesteśmy pewni, że wiemy co robimy (w przypadku usunięcia zbyt wielu pakietów możemy ładnie i łatwo zepsuć system do takiego stopnia, że bez liveCD nie przywrócimy go do działania) i że w pliku 2delete.txt nie ma jakichś jednak potrzebnych pakietów, to możemy spróbować automatycznie usunąć pakiety z listy (po jednym):

cat 2delete.txt | xargs wajig purge

Wynikowi powyższego warto się przyjrzeć, w szczególności błędom podczas przetwarzania. W moim przypadku wynikały one z zależności pomiędzy usuwanymi bibliotekami i wywołanie ich razem, w jednym poleceniu wajig purge rozwiązało problem.

Na koniec możemy zobaczyć, czy pojawiły się jakieś „sierotki” czyli wydajemy polecenie deborphan lub orphaner. Po usunięciu sierotek możemy spróbować wywołać dla pewności nasz pierwszy skrypt, a następnie zrestartować system (czyli tzw. chwila prawdy, czy się nie pomyliliśmy). U mnie działa.

doWnhiLL Summer Festival 2009

Jak co roku zbliża się ostatni weekend sierpnia, a wraz z nim tegoroczna edycja doWnhiLL Summer Festival (dead link), czyli miła impreza z dobrym, ciężkim graniem. Szczegóły na plakacie festiwalowym i ww. stronie, a ja tylko dodam, że wstęp tradycyjnie bezpłatny. Sporty ekstremalne startują w sobotę o 10:00 a koncerty o 16:00. Do zobaczenia w sobotę 29.08.2009 w Morzyczynie!

Przeprowadzki ssą. Brak netu też fajny nie jest. Mam nadzieję, że nadchodzący tydzień będzie powrotem do normalności. Stay tuned!

Pyjama – czemu warto zgłaszać błędy w aplikacjach.

Niedawno Zal zachwycał się Pyjamą. Ja zachwycam się trochę mniej (patrz komentarze), ale i tak uważam to za wygodne narzędzie do integracji z Jamendo, na pewno wygodniejsze niż korzystanie bezpośrednio ze strony.

Główny bug, który mi się rzucił w oczy, to brak możliwości eksportu ulubionych albumów z Pyjamy do Jamendo. Zgłosiłem buga i… jeszcze tego samego dnia dostałem odpowiedź (taką miłą, z dziękuję i w ogóle), że bug jest, ale po stronie Jamendo. Nie mają API do ustawiania ulubionych, playlist (hmm?, na to chyba jest obejście…) itp. I raczej nieprędko się to zmieni (a szkoda).

W każdym razie Pyjama złapała kolejnego plusa – za szybką reakcję na błędy. Plus, pertraktuję dodanie workarounda. Skoro nie może być całkiem dobrze, to może chociaż będzie wygodniej. 😉

Virtualbox i własny kernel

Krótkie howto jak w Debianie Lenny korzystać z własnego kernela (tu: 2.6.30.5) i Virtualbox.

W związku z remasteringiem Knoppiksa na potrzeby Anonymiksa zainteresowałem się bliżej rozwiązaniami do wirtualizacji. Kiedyś (3 lata temu?) korzystałem z VMware Playera, który idealny nie był – trochę za sprawą licencji, trochę za sprawą tego, że nie do końca pozwalał na tworzenie własnych obrazów (dało się, z użyciem qemu IIRC), a i z bootowaniem z CD było trzeba powalczyć. Z kolei remastering Knoppiksa na fizycznej maszynie jest jak najbardziej wykonalny, ale niewygodny – rebooty, uruchamianie Knoppiksa itd. Aż się prosi o wirtualizację.

Sporo dobrego słyszałem ostatnio o Virtualbox. Niestety, wersja w Debianie zrobiona jest pod konkretny kernel. Ponieważ znajomi korzystają, postanowiłem się zapytać, w jaki sposób. Okazuje się, że nie korzystają z wersji dystrybucyjnej, a z wersji bezpośrednio od producenta, czyli przez dodanie

deb http://download.virtualbox.org/virtualbox/debian lenny non-free

do /etc/apt/sources.list, a następnie apt-get install virtualbox-3.0. Tyle, że także korzystają z dystrybucyjnego kernela, co mnie szczerze mówiąc zdziwiło, bo lapek i dystrybucyjny kernel jakoś mi ze sobą nie pasują (nie żeby nie działało, bo działa). Albo ja po prostu jestem dziwny i lubię mieć nowe i na miarę (I, ricer), albo jeszcze mam czas na takie zabawy. 😉

W każdym razie korzystanie z dystrybucyjnego kernela wydało mi się nieporozumieniem niemal takim nieporozumieniem, jak praca na fizycznej maszynie i rebooty (tak, wiem, przesadzam). FAQ na stronie i dokumentacja na pierwszy rzut oka nie przewidują takiej możliwości, więc poszukałem rozwiązania ma własną rękę (pomoc na IRC jest przereklamowana). Nie pamiętam słów kluczowych do wyszukiwarki, ale ostatecznie trafiłem na ten wpis (dead link). Rozwiązanie jest – jak widać – bardzo proste.

Dla porządku, dla niespikających: należy pobrać paczkę .deb właściwą dla naszego systemu ze strony producenta i zainstalować ją (apt-get install pakiet.deb). Podczas instalacji, wykryty zostanie brak modułu i zostaniemy zapytani, czy chcemy zbudować tenże moduł dla aktualnie działającego kernela. Wymagane są oczywiście źródła (headers?) w /usr/src i narzędzia do kompilacji kernela (zakładam, że jak ktoś ma custom kernel, to wie, co potrzebne). Wadą rozwiązania jest konieczność pamiętania o dpkg-reconfigure virtualbox po każdej zmianie kernela w celu zbudowania modułu dla nowej wersji. Dla 2.6.30.5 działa bez problemu.

Permanentna inwigilacja.

Wszystkie portale trąbią o zagrożeniu dla prywatności, aparat państwowy oczywiście zaprzecza, ale wiadomo o co chodzi. Chcą więcej kontroli. I oczywiście zaraz będą trąbić o tym, że to chroni obywateli i że tylko przestępcy się ukrywają. Nieprawda. Nie zgadzam się z chęcią aparatów państwowych do bezzasadnej (bez wyroku sądu) ingerencji w prywatność, podsłuchiwania rozmów, „namierzania” ludzi w internecie itp.

W sumie dobrze się stało, że to wynikło – będę miał dodatkową motywację do pracy nad projektem, o którym pisałem w zeszłym miesiącu. Mała dystrybucja typu liveCD, uruchamiana w wirtualnej maszynie zapewni w prosty sposób anonimowość przy dostępie do usług przez przeglądarkę. TODO leżało nietknięte ponad miesiąc, więc teraz – w ramach wzmocnienia motywacji – oficjalnie otwieram stronę domową projektu Anonymix. Liczę na pomysły/uwagi/komentarze.

Iceweasel 3.5 w Lenny (failed).

W związku z tym, że Mozilla zaleca przejście na wersję 3.5 Firefoksa, postanowiłem sprawdzić, na ile skomplikowana będzie instalacja tej wersji w Lennym. Dla niecierpliwych od razu informacja – nie udało się, a opis całości – poniżej.

Ku mojemu zdumieniu Iceweasel zarówno w testing, jak i sid jest w wersji 3.0.x, a wersja 3.5 dostępna jest dopiero w experimental. Na blogu developera w komentarzach są doniesienia, że udało się na Lennym i działa OK, więc – czemu nie?

Stwierdziłem, będę się trzymał wersji z oficjalnych repozytoriów, czyli pobiorę źródła iceweasel i xulrunner-1.9.1.1 z experimental i zrobię backport (czyli tradycyjnie). Przy okazji drobne posiłkowanie się pakietami z testing/sid, głównie do spełnienia zależności do budowy (na pewno libnspr4-0d, libnspr4-dev, libsqlite3-dev, libsqlite3-0). Źródła xulrunner-1.9.1.1 plus zależności do ich budowy to ponad 100 MB, ale mamy miejsce, mamy czas… Niestety, pod koniec kilkudziesięciominutowej kompilacji w którymś z plików cpp pojawiły się błędy i xulrunner-1.9.1.1 się nie zbudował.

Prawie dałem za wygraną, gdy dostałem wiadomość, że wystarczy apt-get -t experimental iceweasel. No niezupełnie, gdyż iceweasel: Wymaga: xulrunner-1.9.1 ale nie zostanie zainstalowany. Jednak zachęciło mnie to do dalszego działania – skoro dobrzy ludzie twierdzą, że się da, to pewnie się da. 😉

Po bliższym przyjrzeniu okazało się, że wystarczy doinstalować libasound2 libhunspell-1.2-0 libnss3-1d oraz libstartup-notification0 w wersji z testing. Pierwsze trzy poszły gładko. Zadziwiająco gładko. Za to ostatni zażyczył sobie także libxcb-aux0, libxcb1 w wersji z testing.

Na próbę ich (właściwie libxcb1) instalacji system zareagował dość żywiołowo, bo Po tej operacji zostanie zwolnione 1534MB miejsca na dysku, przy czym w grę wchodziło praktycznie całe xorg, openoffice, icedove, iceweasel

Stwierdziłem, że nie ma sensu tak sobie rozgrzebywać systemu na noc, lepiej obejrzeć film… Chyba jednak stable średnio się nadaje na tego laptopa, jeśli chce się korzystać tylko z wolnego softu i na dodatek z nowych. Z fglrx jakoś miałem stable (plus trochę backportów własnej produkcji) przez ostatnie dwa lata, ale teraz po prostu zrobię w chwili wolnej upgrade do testing/sid. Będzie nowy xorg, działające 3D, łatwiejsze dodawanie nowych wersji, KDE 4.3… Z drugiej strony stable po prostu działa, a iceweasel chociaż 3.0.x, to połatany (ciekawe jak długo…).

P.S. Tak, wiem, mogę doinstalować wersję Firefoksa bezpośrednio od Mozilli. Nie wykluczam, że tak zrobię.

SMSsender.pl ver. 0.3

Jak zapowiadałem, w weekend wyszedł (nawet dwa razy) nowy SMSsender. Trochę porządków w kodzie, całość zaczyna mieć ręce i nogi. Aktualna wersja wydaje się nadawać na produkcję – najpotrzebniejsze rzeczy można po prostu ustawić w pliku konfiguracyjnym. Zapraszam do testów.

Can’t waste no time.

Wpis typowo prywatny, o tym, że czasu nie ma. Primo, w końcu zaczęły dochodzić maile, co – mam nadzieję – pozwoli pchnąć sprawę wynajmu mieszkania do przodu. Znaczy: sfinalizować umowę. Mam nadzieję, że przeprowadzka i okolice pójdą gładko. Nie lubię przeprowadzek.

Ze smutnych nowin – na 99% nie pojadę w tym roku na zlot #debian.pl – miał być w ten weekend, nie będzie, kolejne 2 weekendy odpadają. 29-30 sierpnia, czyli ostatni weekend sierpnia to doWnhiLL SUMMER FESTIVAL 2009, czyli coroczna darmowa impreza ze sporą dawką dobrej muzy. Chyba, że ktoś wpadnie na pomysł, by zrobić zlot nad Miedwiem i w tym terminie… Pomysł sprzedam, na organizację totalnie nie mam czasu. No i miejsce średnie (geograficznie) – prawie wszyscy mieli by bardzo daleko, więc pewnie nie przejdzie…

Projekty (prywatne) leżą i kwiczą. Lekki postęp w sprawie smssender.pl – w weekend przewiduję publikację nowej wersji. Zwiększona kompatybilność z smspl (parametry), dodana jakaśtam obsługa pliku konfiguracyjnego, takie tam… Tag-ego-rise – może doczeka się w końcu publikacji, ma nawet jakąś szansę praktycznego zastosowania (patrz następny akapit). Dystrybucja LiveCD ułatwiająca zachowanie anonimowości – nie ma widoków na cokolwiek.

Żeby mieć jeszcze mniej czasu, zostałem moderatorem (selekcjonerem) RSSów na linuxportal.pl, więc chaos, który będziecie tam oglądać przez najbliższy czas, to (głównie) moje dzieło. 😉

No i w pracy nieciekawie czasowo – sporo „nadgodzin” i rzeczy do napisania „na wczoraj”. Mam nadzieję, że już się skończyła ta seria – wczoraj przyszedłem do domu po 18, a po 20 zbierałem się spać… Ale w końcu wyspany. 😉

Mentalnie wpis sponsoruje:

Jak wysyłać SMSy z CLI?

Jak pisałem jakiś czas temu, PlusGSM zmienił bramkę, przez co dotychczasowe narzędzia nie działają. Bez słania SMSów z CLI żyje się niewygodnie, więc stanęło na płatnej bramce i skrypciku do słania SMSów własnej produkcji.

Za namową znajomego postanowiłem skorzystać nie z darmowej bramki Plusa, a z serwisu SMSCenter. Z jednej strony jest to rozwiązanie płatne (6 gr/sztuka), z drugiej – dostarcza do wszystkich polskich sieci, nie tylko Plusa (przydatne przy obecnych migracjach). No i pozwala na wysłanie SMS przez wywołanie odpowiedniego URLa, co znakomicie ułatwia wysyłanie.

Wad rozwiązania też jest parę. Od przekazywania treści SMSów firmie trzeciej (jakichś tajnych rzeczy nie wysyłam, więc olać), przez brzydką prezentację, po konieczność pilnowania środków na koncie (przy zejściu poniżej 10 zł system ostrzega, ciekawe czy przy złotówce też to zrobi – mam nadzieję, że tak).

Jakości i stabilności serwisu nie oceniam – za krótko używam. Znajomy twierdzi, że OK, a z krótkich testów wynika, że SMSy docierają b.szybko.

Póki co, dostępna jest pierwsza, napisana w 10 minut, brzydka wersja skryptu, wykorzystująca wget. Jedyna zaleta, to fakt, że działa. Zdecydowanie trzeba parę rzeczy poprawić/przepisać (choćby dodać obsługę plików konfiguracyjnych). Dla chętnych dostępne jest API bramki. Sam skrypt dostępny jest na stronie domowej smssender.pl (och, jaka szumna nazwa).

Publikuję, bo to dobry motywator. Czekam na wszelkie uwagi/zgłoszenia błędów. Dziś pół godzinki zeszło na walkę z materią, czyli bugami (edytor!) i upierdliwościami (nie pozwalają dodać .gz!) w blox.pl ;/

Ile jest warta reklama na blogu?

Wczoraj kominek popełnił wpis, jakie to tanie reklamy na blogach są złe. Tradycyjnie najważniejsze, by było głośno (i to się udało – nawet skomentowałem), ale poza tym pomieszanie z poplątaniem – od chęci niewywiązania się z umowy przez blogvertising.pl (szybko się wyprostowali, ciekawe na ile wpływ miał tamten wpis) po… stawki za reklamę. Niezależnie od tego, ile gdzie ma racji, temat ciekawy, a wpis skłonił mnie do przemyśleń.

O reklamach (konkretnie LinkLift i AdTaily) pisałem wcześniej. Jako jedną z głównych zalet AT wymieniłem elastyczność. I taka jest prawda, ale dzięki temu jest to system pomagający „zepsuć” rynek. Z czego to wynika?

LL określa stawkę za linka sztywno, na podstawie umiejscowienia linka na stronie, PR strony, tematyki i maksymalnej ilości linków reklamowych. Oni decydują o cenie, a jeśli nie ma reklam wykupionych, brak nawet wzmianki, że można reklamę na danym blogu kupić – wszystko załatwia się w „centrali”.

AT pozwoliło na samodzielną sprzedaż reklam i dowolne kształtowanie cen, ale pod pewnymi warunkami. Po pierwsze, niezależnie czy reklama jest kupiona w kampanii, czy przez widget, AT pobiera haracz. LL także pobiera, ale tylko przy zakupach przez nich (faktem jest, że inaczej nie można). I wada, i nie wada – z jednej strony nikt nie broni dogadywać się reklamodawcy i właścicielowi samodzielnie, z drugiej strony przy „ogonach” kto ma na to czas? Obsługa takiej umowy, potem przelewu też przecież kosztuje. Po drugie, niezależnie od tego, czy jakiś box jest wykupiony cały czas reklamowany jest serwis AT (w formie linka, nie boksa, ale jednak). Po trzecie (no nie po trzecie, ale tu pasuje), umowa jest krótkoterminowa (na dni), co IMO zachęca do eksperymentowania z cenami.

Nie ma się co dziwić, AT to firma młoda, wejść na rynek jakoś wejść musi, darmowa reklama kusi. Skoro są chętni do zamieszczania widgetu – grzech nie skorzystać. Podobnie z prowizją – skoro są chętni, to czemu jej nie brać? Ale czy nie psują rynku? LL wycenił link tekstowy u mnie na starym blogu na 18 zł miesięcznie. AT sugerowało wycenę pojedynczego boksa na 1 zł, czyli 30 zł miesięcznie (nie pamiętam, czy z prowizją agencji, czy po jej odliczeniu, w obu przypadkach; pomijalne). Za bardziej inwazyjną i formę i większą powierzchnię. Plus dorzucało swojego linka (wartego wg. LL 18 zł), czyli pojedynczy boks był realnie od 12 zł (przy wykupionym jednym) do 27 zł (przy wykupionych 6). Kto więc, jak nie AT „popsuł” rynek?

Firm pozwalających zamieszczać reklamy na blogach jest sporo, więc nie sądzę, by AT zdecydowało się na zmianę polityki. Wprowadzenie cen minimalnych itp. ograniczenia elastyczności spowodują, że nie będą się specjalnie różnić od innych firm. Ludzie zdejmą widgety, a wtedy AT straci reklamę. Na to raczej ich nie stać – liczba stron z zainstalowanym widgetem nie jest wielka, liczba reklamodawców też nie. W końcu to początek…

Jeśli chodzi o sponsorów też różowo nie jest. Szczerze mówiąc tak się bawię cenami i nie zauważyłem specjalnej korelacji między ceną, a ilością zamieszczanych reklam. W zbadanym obszarze (10 gr – 2 zł), pomijając czynnik moderacji, nie zauważyłem istotnej zależności między ceną, a ilością sprzedanych boksów.

Kolejna prawda jest taka, że ceny proponowane przez LL nie były rynkowe. Przy dojrzałej firmie, odpowiedniej ilości sponsorów i rozsądnych cenach „wydarzeniem” nie powinna IMO być sprzedaż pojedynczego linka. A była. Znaczy się, pewnie cena za wysoka. Zresztą TBH nie uważam, by zamieszczenie linka tekstowego tam warte było 18 zł.

Jak pisałem, dla mnie reklamy na blogu to zabawa – coś się pojawi, coś zniknie, popatrzę, jak to działa. Ale i tak ostatecznie decyduje rynek – jeśli ktoś może sprzedać 1 reklamę na 3 m-ce za 10 zł, albo 6 reklam co miesiąc po 1 zł, to co mu się bardziej opłaca? Oczywiście, że i firmom pośredniczącym, i sprzedającym miejsce powinno zależeć na wysokich cenach. Tylko AT w tej chwili zapewne na razie zależy bardziej na pozyskaniu klientów (z obu stron) i zareklamowaniu się, a blogerzy pewnie na razie sondują rynek. Zresztą, nie wierzę, że ktoś, kto chce zarabiać, mając sprzedanych średnio kilka boksów miesięcznie nie podniesie cen… W drugą stronę – wysokie ceny na tyle zmniejszą obrót, że wszyscy stracą. No i jaki sens dla blogera jest w trzymaniu pustego widgetu AT (taki będzie przy zbyt wysokiej cenie) i darmowe reklamowanie AT?

Ostatnie dwie kwestie, czyli blip i wiarygodność reklam. Jeśli chodzi o blipa, to – jak już było sugerowane, dobrze byłoby wydzielić tag inny niż #adtaily na reklamy, informacje o cenach itp. #adtaily było na początku tagiem dotyczącym serwisu, bugów, ficzerów, potem – z racji testów pojawiły się informacje o zamieszczanych reklamach i… niestety tak zostało.

Jeśli chodzi o wiarygodność reklam na blogach, to coś takiego nie istnieje. Reklama to reklama, nikt przy zdrowych zmysłach nie liczy na to, że blogger weryfikuje reklamowane (zamieszczony banner/link) produkty czy firmy. Takie zweryfikowane rzeczy mogą znaleźć się w linkach typu „polecane”, podobnie jak inicjatywy/produkty/serwisy przyjaciół. Ewentualnie w recenzjach (pomijam płatne czy nie). W przypadku moderacji reklam zapewne mogą zostać odsiane najbardziej kontrowersyjne/podejrzane reklamy czy firmy. I tyle. Fizycznie nie ma możliwości przetestowania produktu, ani za 10 gr, ani za 10 zł, ani za 100 zł. Sensowne przetestowanie np. hostingu to minimum kilka-kilkanaście godzin pracy i wiele miesięcy (przynajmniej tygodni) obserwacji jego działania, przetestowanie skanowania fotografii (oba przykłady z bieżących kampanii) to kilka godzin pracy, koszty przesyłek. 100 zł za takie coś to taniość okrutna. Faktem jest, że przy długich emisjach wygląda to inaczej, ale i przy miesięcznej emisji koszt pracy będzie dominujący.

Dla mnie strefa reklam to wydzielony obszar do wynajęcia, w pojawiające się tam treści nie ingeruję (wyjątek moderacja, ale moderować nie zamierzam, chyba, że przy jakichś specjalnych okazjach typu testy – jak w tej chwili). Recenzje to inna bajka, ale tych za pieniądze nie pisałem. Z założenia to miejsce nie służy do zarabiania.

Ktoś napisał w komentarzach, że kapitalizm nieuchronnie dąży albo do monopolu (czy tam raczej – postulowanego przez kominka – kartelu), albo do ustalenia cen na granicy opłacalności. IMO to drugie nie jest niczym złym (granica powinna być odpowiednio szeroka) i świadczy o uczciwych, realnych cenach, a w przypadku tak wolnego medium, jakim jest internet, niespecjalnie widzę inne rozwiązanie. Oczywiście obie strony będą ciągnąć ceny w swoją stronę, z użyciem retoryki, nazywania dziwkami, złodziejami, wszystkich marketingowych sztuczek i oklepanych frazesów. Normalne zjawisko. Natomiast prawem każdego nie monopolisty jest sprzedawać (i kupować) za tyle, ile się żywnie podoba. Na szczęście cen minimalnych, komisji do spraw regulacji rynku itp. się nie doczekaliśmy.

Bezproblemowe odtwarzanie filmów w przeglądarce w Debianie.

W ciągu 10 minut zdarzyło mi się pomóc różnym ludziom na blipie odnośnie „niedziałania” multimediów na stronach pod Linuksem, więc może opiszę, jak mam to rozwiązane u siebie, bo SOA #1 (u mnie działa).

OK, może pomóc to za dużo powiedziane, ale blip ze względu na ograniczenie długości średnio się do sensownej pomocy nadaje. Napisałem, czego używam. Przy okazji, „w przeglądarce” też jest tu nieco mylące, bo de facto odtwarzam zewnętrznym programem, po kliknięciu w przeglądarce.

Przypadek pierwszy. Problem opisany tutaj, rozwiązanie podane tutaj.

Przypadek drugi. Problem opisany tutaj, rozwiązanie jest analogiczne (tu opis). Tzn. jeśli dobrze się zrozumieliśmy, bo zapytałem o dokładny link a dostałem taki.

Niestety, żaden z pytających nie dał znać, czy podane rozwiązanie pomogło, ani bezpośrednio, ani blipnięciem, więc komentarze będą cenne.

Jak mam rozwiązane u siebie? Primo, Iceweasel (czyli Firefox). Zwykły, standardowy, z Lenny’ego. Secundo, rozszerzenie MediaPlayerConnectivity. Tertio, mplayer i kodeki z Debian Multimedia (non free, kwestie licencyjne pomijam). Jako odtwarzacz wybrany gmplayer, pojawia się ikonka od rozszerzenia, wystarczy kliknąć na ikonce i film się odtwarza. Co prawda nie w przeglądarce, tylko w odtwarzaczu, ale co za różnica? Za to można powiększać i robić wszystkie różności, które robimy z filmem w zewnętrznym odtwarzaczu.

Nie ukrywam, że pomysł z MediaPlayerConnectivity nie wziął się z powietrza, a stąd. Z VLC nie testowałem. Swoją drogą polecam dodanie tamtego bloga do RSS – ciekawy z linuksowych.

Uwaga użytkownicy Linuksa SMSy do PlusGSM nie dochodzą.

Jeszcze w dzisiejszym wpisie zachwycałem się bramką SMS w wydaniu Plusa, a tymczasem przykra niespodzianka. Kilka dni temu zmienione zostało API bramki, w związku z czym SMSy wysyłane za pomocą programu sms-pl (i zapewne innych tego typu) nie są dostarczane. Ponieważ sporo ludzi korzystało z tego do monitoringu/powiadomień o poczcie, warto poinformować, tym bardziej, że program nie zwraca żadnego błędu – zachowuje się, jakby dostarczył wiadomość.

Z przeglądarki działa normalnie.

Braki w ofertach operatorów GSM.

Zmiany na rynku GSM niby są. Niby na lepsze. Ale tak naprawdę ciągle nie widzę dla siebie idealnej oferty prepaid.

Tradycyjnie operatorzy GSM walczą o klienta tańszym abonamentem, tańszymi połączeniami i lepszymi telefonami w promocji. Abonament mnie nie interesuje, bo prepaid wychodzi taniej, cena połączeń nie gra specjalnie roli – aż tyle nie dzwonię, a i tak u większości operatorów trzeba często doładowywać telefon, by mieć możliwość wykonywania połączeń wychodzących (wyjątek na dzień dzisiejszy to Play). Zresztą teraz chyba wszyscy mają już ofertę z poniżej 30 gr/minuta… Telefon to telefon – nie wzbudzam się specjalnie sprzętem (no chyba, że da się na tym Linuksa postawić ;-)), jak już mam go w rękach, to lubię wycisnąć wszystko, co się da (java, bluetooth), ale nie napalam się przed zakupem.

Jakie są dodatkowe ficzery, których marketingowcy nie biorą pod uwagę, a które mają dla mnie znaczenie? Przede wszystkim wspomniany okres połączeń wychodzących po doładowaniu. Jeśli jest odpowiednio krótki, to de facto przeradza się w abonament. Przykładowo w Simplusie, by dzwonić z telefonu przez cały rok, muszę wydać minimum 200 zł – doładowanie za 100 zł przedłuża ważność połączeń wychodzących o 6 m-cy. Ideałem na tą chwilę byłby wspomniany Play, który wymaga w tym samym celu wydania jedynie 5 zł. W moim przypadku i tak nie ma obaw, że nie dam zarobić – biorę jakiś pakiecik internetowy (na potrzeby Mobiletu oraz dostępu przez Operę mini spokojnie starcza 20MB za powiedzmy 5 zł), plus wydzownię trochę (albo kupię pakiet minut za 5-10 zł).

Skoro przy pakiecikach jesteśmy, to drażni podwójne ograniczenie – z jednej strony ileś minut, a z drugiej strony trzeba wykorzystać w zadanym czasie (zwykle 30 dni). Jasne, to dodatkowy zysk dla operatora, ale ukłon w stronę klienta przez zdjęcie okresu ważności pakietu byłby miły. Dla mnie przykładem totalnego bezsensu i bełkotu marketingowego jest 100 SMSów na dzień w Play – kilka to wysyłam na dzień, nie godzinę.

Czemu zatem zostaję w Simplusie, mimo jego wad, z nieprzyjaznym BOK i upierdliwymi procedurami udowadniania, że nie jestem wielbłądem (tu: że nie wyrażałem zgody na SMSy z reklamami od operatora; w sumie miałem to opisać, może kiedyś…)? Powód jest prosty, za to kompletnie pomijany w reklamach i ofercie. Chodzi bramkę SMS, która jest dostępna dla każdego, bez logowania, bez captchy i pozwala wysłać SMS ze strony WWW każdemu, kto wyraził na to zgodę. Co w tym fajnego? Otóż tak samo można wysłać SMS z wiersza poleceń, co jest genialną sprawą, jeśli ktoś chce sobie zrobić jakieś powiadomienia z serwerów (ale nie polecam powiadamiać w ten sposób o braku połączenia internetowego ;-))… AFAIK żaden inny operator nie ma czegoś takiego w tej chwili. Proste i wygodne pisanie SMSów z normalnej klawiatury (jakieś 100 razy szybsze, niż z klawiatury telefonu, w moim przypadku) to już zupełny – choć miły – dodatek. Tak czy inaczej bramka to dla mnie killer ficzer.

Ostatnią miłą rzeczą, z której Plus niestety AFAIK zrezygnował, była możliwość przelewania środków między kontami prepaid. Czemu miłe (i czemu zrezygnowali), chyba oczywiste. W każdym razie mam nadzieję, że inni operatorzy zaczną dostrzegać i oferować takie nisze, jak wolna bramka…

UPDATE: Nie ma to jak coś pochwalić. Wczorajsze SMSy nie doszły. Dzisiejsze śledztwo ujawniło, że zmieniło się API bramki i sms-pl z którego korzystałem do wysyłania SMSów z CLI już nie działa. Zmiany miały miejsce jakieś 3 dni temu z tego co się na blipie dowiedziałem.