Blogday 2014

Znowu niemal przegapiłem, ale rzutem na taśmę pięć polecanych blogów. Tym razem bez opisów, po prostu polecam przeczytać parę ostatnich wpisów. Uważam, że warto.

I w miarę dokładnie pokrywa się to z polskimi blogami, które przybyły w moim czytniku RSS w ciągu ostatniego roku. No, niecałego, bo ostatnio zombie blogerzy byli. Jeśli tak dalej pójdzie, to w przyszłym roku po prostu nie będę miał kogo polecać. Chociaż pewnie coś ze starszych jeszcze wygrzebię. Albo wrzucę coś anglojęzycznego.

Rowery miejskie w Szczecinie

Niedawno Szczecin uruchomił SRM, czyli Szczeciński Rower Miejski i dołączył do grupy polskich miast umożliwiających wypożyczanie rowerów miejskich ze stacji na ulicach. W przeciwieństwie do miast takich jak Poznań, Wrocław, Kraków czy Warszawa, nie jest to system obsługiwany przez firmę Nextbike, o którym na przykładzie Poznania pisałem (nawet dwa razy[1]), tylko przez zupełnie inną firmę.

Rozwiązanie takie ma zalety, ma też wady. Pierwsza, najważniejsza i najbardziej oczywista wada to brak wspólnego systemu. Mając konto w SRM nie skorzystamy z możliwości wypożyczenia roweru w innych miastach. Jako użytkownik PRM mam – przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce nie zdarzyło mi się korzystać – możliwość wypożyczenia roweru w innych miastach kraju. Tak przynajmniej sugeruje strona Nextbike, bo informacji wprost nie znalazłem.

Kolejna wada – tym razem z mojego punktu widzenia – to format udostępnianych danych nt. dostępności rowerów miejskich na poszczególnych stacjach. SRM, podobnie jak Nextbike, udostępnia dane publicznie, ale robi to w tej chwili w sposób mocno kulawy. Zamiast ładnego XML z danymi o stacji (nazwa, położenie, ilość rowerów) mamy… HTML do samodzielnego parsowania. Mam nadzieję, że zmienią to do początku następnego sezonu, bo chciałem dodać Szczecin do strony z dostępnością rowerów miejskimi w Polsce[2].

Pora na zalety. Niewątpliwie zaletą SRM jest cena przy krótkich wypożyczeniach. Podobnie jak w Poznaniu, pierwsze 20 minut jest za darmo, ale za godzinę (łącznie) wypożyczenia w Szczecinie zapłacimy 1 zł (Poznań 2 zł), za 2h (łącznie) zapłacimy 4 zł (Poznań 6 zł). 3h w Szczecinie to 9 zł, w Poznaniu 10 zł. Potem już niestety Szczecin wypada gorzej, bo każda następna godzina w Sz-nie to aż 7 zł, w Poznaniu 4 zł. Chociaż traktując wypożyczane rowery miejskie jako alternatywę dla komunikacji zbiorowej liczą się IMO głównie krótkie okresy wypożyczenia (20 min, 1h, góra 2h), a tu Szczecin wypada lepiej[3].

Za zaletę uważam również powstanie konkurencji[4] – co prawda raczej w istniejących miastach niewiele to zmieni, przynajmniej w najbliższym czasie, ale wygląda, że kolejne miasta mają jakiś wybór operatora.

UPDATE W zasadzie wpis przestał być aktualny, bo od niedawna SRM jest częścią Nextbike. Z tego co mówią znajomi, jest wspólne konto, czyli pełna integracja z innymi miastami. A dane dotyczące ilości rowerów na stacjach w Szczecinie dostępne są już na stronie.

[1] Dość stare, trochę się pozmieniało, w szczególności wzrosła liczba stacji w Poznaniu, a ja nie bardzo korzystam – dorobiłem się własnego roweru, więcej chodzę pieszo i mam (miałem) sieciówkę.

[2] No i pewnie nazwę strony musiałbym zmienić, a koniec sezonu (słabo sobie IMHO wybrali termin startu w Sz-nie, chociaż może takie opóźnienie w przyswojeniu przez ludność faktycznie jest…) i używalność będzie nikła, więc trochę nie chce mi się.

[3] Ogólnie Poznań ma w tej chwili beznadziejne ceny transportu miejskiego. Najtańszy bilet to 3 zł (10 minut). W Szczecinie jest 2 zł za minut 15. A pamiętam, że gdy się przeprowadzałem do Poznania parę lat temu, było dokładnie odwrotnie – bilety w Poznaniu kosztowały 1 zł (też chyba 10 minut) przy IIRC 1,8 zł za 15 minut w Szczecinie.

[4] Trochę na wyrost wniosek, bo powiązań osobowych i finansowych nie sprawdzałem jeszcze.

Jak zrobić kuku spamerowi?

Jak wielu innych ludzi, darzę spamerów czystym i płomiennym uczuciem. Jakiś czas temu popełniłem automat do wykrywania spamu na Blox. W zasadzie, to tych skryptów jest kilka i raczej dane zbierają się „na kiedyś”, niż działa to produkcyjnie, ale czasem coś tam podeślę do blokowania. Niemniej, nie jest to pełny automat.

Jeśli chodzi o pocztę, to nie jest u mnie ze spamem źle. Łącznie na wszystkie konta dostaję jakieś małe pojedyncze sztuki dziennie. Część odsiewają dostawcy poczty, przytłaczającą większość tych nielicznych, które przejdą oznacza Thunderbird.

Dodatkowo, jeśli już coś do mnie dotrze, to zwykle trafia na Spamcopa (polecam zarejestrowanie się). Roboty z tym tyle, co kliknięcie Forward i linka w mailu, więc niewiele, a powiadamiane są wszystkie powiązane abuse. Polecam rejestrację. Czasem nawet odpiszą, że zablokowali (i to niekoniecznie nadawcę, bo potrafią reagować także właściciele domen/hostingów na których znajduje się „reklamowana” strona. Tak czy inaczej, o ile nie zadziała to pewnie na spam o niebieskich pastylkach wysyłanych z botnetów (ale liczę, że to odpada na etapie dostawcy poczty, zresztą mało tego typu dociera do mnie), to działa[1] na byznesmenów wysyłających zapytania o możliwość wysłania oferty handlowej do adresatów z baz pozyskanych z ogólnodostępnych źródeł. Znaczy, tłumacząc na polski: na spamerów wysyłających spam, bo (polskie) prawo prawem, ale o tym, czy wiadomość była zamówiona decyduje jednak odbiorca.

Niedawno, podczas szukania rozwiązań antyspamowych trafiłem na ciekawą stronę Email Labirynth, która generuje losowe adresy email w celu zaśmiecenia baz danych harvesterom, a w konsekwencji spamerom. Czyli po pierwsze stracą czas zbierając te adresy, po drugie stracą czas wysyłając maile na nieistniejące adresy, a po trzecie jest spora szansa, że dzięki takim wysyłkom trafią na RBLe. Nie jestem przekonany o skuteczności, ale spróbować IMO nie zaszkodzi. Sceptykom twierdzącym, że spamerzy nie mogą być aż tak głupi od razu mówię, że nie tylko mogą, ale są. Może nie wszyscy, ale większość. No i zwykle mają słabe automaty, a nadzór ludzki kosztuje.

W każdym razie powyższe rozwiązanie ma IMO kilka wad:

  • Brak spamtrapa na każdej stronie. IMHO na każdej(?) stronie wśród generowanych maili powinien być także spamtrap w celu automatycznego zgłaszania IP korzystających z harvestowanych adresów email do abuse/RBLi.
  • Stały adres strony. Wystarczy szczątkowa inteligencja, by nie harvestować tam adresów email.
  • W pełni losowe loginy. Trochę wada, trochę zaleta. W każdym razie wyglądają mało naturalnie i przy odrobinie wysiłku można je odsiać.
  • Brak lokalizacji. Wiadomo, że spamerzy celują z niektórymi produktami raczej w określone grupy klientów, np. klientów z Polski. Dane z ww. strony zdecydowanie nie wyglądają na bazę polskich klientów email.

Koniec końców postanowiłem zrobić swoje rozwiązanie realizujące podobny cel (oczywiście Perl). Na razie mam opracowane częściowe rozwiązanie[2] dla dwóch ostatnich punktów. Punkt drugi też będzie rozwiązany, bo zamierzam opublikować gotowca, którego każdy będzie mógł podpiąć na swojej stronie.

Ponieważ pewnie trochę czasu będę miał dopiero w przyszły weekend, liczę do tego czasu na uwagi dot. sensowności i ew. innych funkcjonalności.

[1] Działa, znam trochę środowisko hostingowe. Przyzwoite hostingi nie przepadają za wysyłającymi spam do zaśmieconych baz adresów email, a z tego co wiem w polskich firmach hostingowych abuse raczej działa.

[2] Jak dam sobie na luz z perfekcjonizmem, to pewnie uznam je za docelowe, przynajmniej w pierwszej wersji.

UPDATE: No i uruchomiłem. Póki co wersja testowa karmnika z adresami email wisi tu.

Wyszukiwarka na blogu

Z jakichś powodów szukałem niedawno możliwości podpięcia pod bloga innej wyszukiwarki, niż ta przychodząca z Blox. Pierwsze co przyszło mi do głowy, to Google i któraś z ich usług. Wiem, zewnętrzny serwis, w dodatku Google. Pewnie bym nie użył i tak, ale nie każdemu to przeszkadza… Jednak to co znalazłem u Google miało wadę – nie dawało się zawęzić do danej witryny, szukało także na podlinkowanych stronach.

Dziś u Boniego w komentarzach zeszło na dyskusję nt. wyszukiwarki na blogu i… postanowiłem poszukać, czy DuckDuckGo się dorobiło. TIL:

  • Mają stronkę z pomysłami i całkiem przyzwoitą wyszukiwarką wśród nich. Na dodatek zintegrowaną z forum.
  • Mają też możliwość podpięcia wyszukiwarki do bloga dokładnie w taki sposób, o który mi chodziło. Oczywiście o ile ktoś się nie brzydzi iframe i zewnętrznym serwisem. Ja się nie brzydzę.
  • Obsługują parametr site: dla wyszukiwania w danej domenie. Albo nowe, albo ślepy jestem, bo brakowało mi tego i korzystałem do tego celu z Google.

Dla Google pewnie też zadziała, w analogiczny sposób, ale w trosce o prywatność, anonimowość itd. itp. zostaje DuckDuckGo. Wyszukiwarki z Blox póki co nie zdejmuję, ale zachęcam do korzystania z nowej.

UPDATE Strona opisująca umieszczenie wyszukiwarki DuckDuckGo na stronie.

Obudź sobie Linuksa

Mało kto wie, ale komputer może się sam włączyć o zadanej godzinie. Zupełnie sam, bez pomocy zewnętrznych źródeł, magic packet i Wake-On-LAN. Można to wykorzystać do oszczędzania energii (i zużycia sprzętu), a przy tym nie musieć włączać komputera ręcznie, nie czekać na jego uruchomienie, ogólnie – mieć wrażenie, że działa on cały czas.

W szczególności można zrobić z komputera budzik (włączy się o zadanej godzinie i np. odtworzy zadany utwór albo stację radiową) czy też do maszynki przyjmującej backupy (nie musi być włączona cały czas, wystarczy włączyć ją na czas transferu backupu i wyłączyć po ich przesłaniu). Automagiczne włączanie przydać się może także w firmie, gdzie Linux pełni rolę serwera NAS i wydruku – nic nie stoi na przeszkodzie, by wyłączał się po pracy (np. 18:00), a uruchamiał przed przyjściem pierwszych pracowników (np. 7:00).

Wszystko to można osiągnąć za pomocą programu rtcwake będącego częścią util-linux z odpowiednimi parametrami.

Na początek warto jednak pamiętać, że wyłączenie wyłączeniu nierówne. Program rtcwake obsługuje m.in. następujące tryby wyłączenia (wybierane przełącznikiem -m):

  • standby – stan ACPI S1. Minimalne oszczędności energii, błyskawiczny powrót do działającego systemu. Tryb domyślny.
  • mem – stan ACPI S3 (Suspend-to-RAM). Wyłączone jest wszystko, poza pamięcią RAM. Duże oszczędności energii, bardzo szybkie wybudzanie.
  • disk – ACPI state S4 (Suspend-to-disk). Wyłączenie wszystkiego, stan maszyny zapisywany jest na dysku. Stosunkowo wolne wybudzanie z uwagi na konieczność odczytu zawartości pamięci RAM z dysku.
  • off -ACPI state S5 (Poweroff). Wyłączenie systemu. Nie jest oficjalnie wspierane prze ACPI, ale zwykle działa.

Niestety, rtcwake posiada jedną poważną wadę – nie pozwala na podanie czasu wybudzenia w „ludzki” sposób. Można jedynie podać za ile sekund ma nastąpić wybudzenie albo czas w postaci Unix time. Mało wygodne. Oczywiście można to obejść przy pomocy skryptów (patrz linki).

Ja chwalę sobie tryb mem i używam często wieczorem, żeby rano mieć włączony komputer. Przy okazji często budzę się dźwiękiem włączanego komputera (nie, nie ustawiam muzyki). Skryptów nie używam, po prostu usypiam kompa na ten sam okres czasu, osiem godzin, przy pomocy polecenia:

rtcwake -s 28800 -m mem

Da się oczywiście zrobić więcej/lepiej ale… jakoś nie mam potrzeby.

Więcej o rtcwake AKA warto przeczytać:

  1. http://czytelnia.ubuntu.pl/index.php/2012/05/23/automatycznie-wybudzanie-z-hibernacji-budzik/ – dobry opis po polsku, dobry skrypt
  2. http://blog.loleksy.pl/2014/01/28/reuse-an-old-laptop-or-netbook-as-a-vps-backup-solution/ – skrypt do backupu z wykorzystaniem rtcwake

Świebodzin Port 2000

Poprzedni wpis traktował o świebodzińskim pomniku Jezusa, który okazał być się średnią atrakcją. Czułem to w kościach już przed wyjazdem, więc zawczasu rozejrzałem się za czymś więcej. Trafiłem na opis jednej ze stacji należących do Port 2000, konkretnie ORLEN Mostki, położonej kilkanaście kilometrów na zachód od Świebodzina. No dobrze, nie ten opis. Ten znalazłem po fakcie i… nie daje zupełnie pojęcia, co tam jest. Znacznie lepszy jest ten opis mini Zoo koło Świebodzina i to on skłonił mnie do włączenia stacji do planu wycieczki.

Przed wyjazdem pomyślałem są zwierzaki, więc pewnie się dzieciakom spodoba. Niestety, zdjęcia nie oddają całości klimatu. Jest znacznie lepiej, bo na zdjęciach z linka powyżej widzimy zasadniczo głównie zagrody. Tymczasem teren ma kilka oblicz i jest znacznie lepiej. Dużo zieleni, sporo wody, sztuczny wodospad, fontanny. Do tego sporo miejsc, gdzie można usiąść, także w cieniu. Często z widokiem na zwierzęta.

No właśnie, zwierzęta. Jest ich jakby więcej (i większych), niż np. w Starym Zoo w Poznaniu. Poza wdzięcznymi łakomczuchami, czyli kozami, są m.in. szkockie krowy, świnie różnych ras, konie, osły, zebry, strusie afrykańskie, papugi, małpy, króliki, owce, daniele, antylopy lamy i… wielbłąd. Pewnie coś pominąłem. W każdym razie naprawdę sporo. Sporo zwierząt występuje w wariancie z młodymi. Trafiliśmy na młodziutkie kózki, prosiaki i… małpkę. Były też młode osły i cielaki, no ale to standard. Bonus: sporą część zwierząt można karmić (karma do kupienia na miejscu).

Do tego jest coś w rodzaju platformy nad jednym z płytkich stawów. Zadaszonej. Czyli cień i chłodno. A w stawie pływają ryby, więc można obserwować. Znaczy można wsiąknąć tam praktycznie na dowolnie długi okres czasu. Żeby było łatwiej, na miejscu są i lody, i piwo[1], i restauracja. I jeszcze muzyka zdaje się z radia, która sączy się z głośników rozmieszczonych po całym terenie[2]. Gdyby dzieciom zdarzyło się znudzić oglądaniem zwierząt, to jest jeszcze plac zabaw. Młodzież była już trochę zmęczona, więc tym razem plac zabaw sobie odpuściliśmy i poprzestaliśmy na lodach.

Wstęp do obiektu (Zoo, park) jest darmowy. Niektóre atrakcje (plac zabaw) płatne. Całość nie wygląda na nastawioną na zysk. Podejrzewam, że model biznesowy jest taki, że celują w ściągnięcie Niemców na pełen serwis auta, a jednocześnie zapewniają rozrywkę młodszej części ich rodziny w czasie, kiedy auto jest serwisowane. W każdym razie cudzoziemców sporo (na moje ucho z 25%). Tak czy inaczej pomysł i wykonanie bardzo dobre[3]. Polecam zarówno chcącym odpocząć, jaki i tym, którzy szukają inspiracji do zrobienia miejsca do wypoczynku dla całej rodziny.

[1] Mam mieszane uczucia co do obecności piwa. Mam nadzieję, że piją tylko pasażerowie, nie kierowcy.

[2] Pomysł dyskusyjny i nie każdemu się podoba. Mi się podoba zarówno pomysł, jak i wykonanie. Muzyka nie jest za głośna, a głośniki są schowane, więc ładnie robi tło.

[3] Nie to, że wszystko mi się podobało. Niektóre motywy w stylu dinozaur czy żubry z tworzywa IMHO można było sobie odpuścić. Chociaż niby nie wadzą i widziałem, że sporo ludzi chętnie się z dinozaurem fotografuje.

Świebodzin Port 2000

Poprzedni wpis traktował o świebodzińskim pomniku Jezusa, który okazał być się średnią atrakcją. Czułem to w kościach już przed wyjazdem, więc zawczasu rozejrzałem się za czymś więcej. Trafiłem na opis jednej ze stacji należących do Port 2000, konkretnie ORLEN Mostki, położonej kilkanaście kilometrów na zachód od Świebodzina. No dobrze, nie ten opis. Ten znalazłem po fakcie i… nie daje zupełnie pojęcia, co tam jest. Znacznie lepszy jest ten opis mini Zoo koło Świebodzina i to on skłonił mnie do włączenia stacji do planu wycieczki.

Przed wyjazdem pomyślałem są zwierzaki, więc pewnie się dzieciakom spodoba. Niestety, zdjęcia nie oddają całości klimatu. Jest znacznie lepiej, bo na zdjęciach z linka powyżej widzimy zasadniczo głównie zagrody. Tymczasem teren ma kilka oblicz i jest znacznie lepiej. Dużo zieleni, sporo wody, sztuczny wodospad, fontanny. Do tego sporo miejsc, gdzie można usiąść, także w cieniu. Często z widokiem na zwierzęta.

No właśnie, zwierzęta. Jest ich jakby więcej (i większych), niż np. w Starym Zoo w Poznaniu. Poza wdzięcznymi łakomczuchami, czyli kozami, są m.in. szkockie krowy, świnie różnych ras, konie, osły, zebry, strusie afrykańskie, papugi, małpy, króliki, owce, daniele, antylopy lamy i… wielbłąd. Pewnie coś pominąłem. W każdym razie naprawdę sporo. Sporo zwierząt występuje w wariancie z młodymi. Trafiliśmy na młodziutkie kózki, prosiaki i… małpkę. Były też młode osły i cielaki, no ale to standard. Bonus: sporą część zwierząt można karmić (karma do kupienia na miejscu).

Do tego jest coś w rodzaju platformy nad jednym z płytkich stawów. Zadaszonej. Czyli cień i chłodno. A w stawie pływają ryby, więc można obserwować. Znaczy można wsiąknąć tam praktycznie na dowolnie długi okres czasu. Żeby było łatwiej, na miejscu są i lody, i piwo[1], i restauracja. I jeszcze muzyka zdaje się z radia, która sączy się z głośników rozmieszczonych po całym terenie[2]. Gdyby dzieciom zdarzyło się znudzić oglądaniem zwierząt, to jest jeszcze plac zabaw. Młodzież była już trochę zmęczona, więc tym razem plac zabaw sobie odpuściliśmy i poprzestaliśmy na lodach.

Wstęp do obiektu (Zoo, park) jest darmowy. Niektóre atrakcje (plac zabaw) płatne. Całość nie wygląda na nastawioną na zysk. Podejrzewam, że model biznesowy jest taki, że celują w ściągnięcie Niemców na pełen serwis auta, a jednocześnie zapewniają rozrywkę młodszej części ich rodziny w czasie, kiedy auto jest serwisowane. W każdym razie cudzoziemców sporo (na moje ucho z 25%). Tak czy inaczej pomysł i wykonanie bardzo dobre[3]. Polecam zarówno chcącym odpocząć, jaki i tym, którzy szukają inspiracji do zrobienia miejsca do wypoczynku dla całej rodziny.

[1] Mam mieszane uczucia co do obecności piwa. Mam nadzieję, że piją tylko pasażerowie, nie kierowcy.

[2] Pomysł dyskusyjny i nie każdemu się podoba. Mi się podoba zarówno pomysł, jak i wykonanie. Muzyka nie jest za głośna, a głośniki są schowane, więc ładnie robi tło.

[3] Nie to, że wszystko mi się podobało. Niektóre motywy w stylu dinozaur czy żubry z tworzywa IMHO można było sobie odpuścić. Chociaż niby nie wadzą i widziałem, że sporo ludzi chętnie się z dinozaurem fotografuje.

Świebodzin

Do Świebodzina nie mam daleko, a jak coś jest największe na świecie, to kusi, żeby zobaczyć, tym bardziej, że relatywnie blisko. Nic dziwnego, że korzystając z weekendu postanowiliśmy wybrać się zobaczyć największy na świecie pomnik Jezusa[1]. Oczywiście jako jedyna atrakcja wycieczki to za mało, ale o tym kiedy indziej. Dojazd do pomnika, a w zasadzie oznakowanie jest fatalne i bez mapy/nawigacji nie podchodź. Co prawda pomnik widać już dojeżdżając do Świebodzina, ale spodziewałbym się jakichś drogowskazów w samym mieście. Nic z tego. No i w ogóle pomnik jest lekko poza miastem, więc lepiej wjechać bez zagłębiania się w miasto.

Ostatecznie zatrzymałem się na parkingu Tesco, które znajduje się nieopodal. Niby jest parking przy pomniku, ale droga w budowie i jak już byłem w Tesco, to kierowali zupełnie nie tam, gdzie bym chciał. Część aut przedzierała się na dedykowany parking drogą gruntową, niektórzy jakoś trafili drogą normalną, choć w budowie (da się). Niemniej, Tesco ratuje sytuację, zwłaszcza, że nadkłada się raptem kilkadziesiąt metrów.

Sam pomnik nie wygląda źle. Spotkałem się z opinią, że jest wykonany topornie. Faktycznie, porównując ze zdjęciami „konkurencji” z Rio i Limy, jest bardziej surowy, ale jeśli ogląda się na żywo, to nie razi w żaden sposób. Rażą – przynajmniej mnie – piorunochrony, umiejscowione na głowie i rękach. Widać je na zdjęciach, ale zdecydowanie bardziej rzucają się w oczy na żywo. „Konkurencja” chyba tego nie ma, przynajmniej na zdjęciach nie widzę.

Natomiast spodziewałem się czegoś… większego. Nie wiem jak to możliwe, ale z daleka, w kontekście miasta,  sprawia większe wrażenie. Prawdopodobnie chodzi o to, że stoi sam, na dużym terenie. Nie to, że jest mały, ale niedosyt pozostał.

Natomiast o ile sam pomnik stoi i wygląda nieźle, to reszta jest w budowie i dominuje prowizorka. Barierki wokół pomnika, schodki, dojazd, o którym wspominałem – wszystko tymczasowe (mam nadzieję!). Obok przyklejone budy z żarciem, parasolami i ławami, a pamiątki sprzedawane z dość obskurnego kontenera w stylu budowlanych. Wspominałem też o odsłoniętym terenie (słońce, upał), to dorzucę brak ławek. Absolutny brak ławek. Znaczy są te przy budach z żarciem i dwie na krzyż do modlenia się przed jakąś tablicą. Dodatkowo te przy budach oznaczone tu wolno palić[2], a wszystkie na słońcu. Czyli nic, gdzie można usiąść w spokoju z dziećmi, zjeść własny prowiant i odpocząć w cieniu. Znaczy kawałek murka i cienia zawsze się znajdzie, tylko jednak wolałbym coś bardziej cywilizowanego coś innego.

Ale jest szansa, że to się zmieni, bo drzewka posadzone, a cały kompleks ma charakter wybitnie rozwojowy. Pewnie ławeczki też kiedyś dołożą. Na razie budowane są stacje itp. obiekty religijne. Stawiam, że też nie są ukończone, bo nie mają podpisów (ale ja się nie znam).

W każdym razie jeśli ktoś chce polować na zdjęcie z samolotem (smugi kondensacyjne wychodzące z ręki), to nie ma w tej chwili łatwo. Natomiast okazje jak najbardziej są, ba, miałem idealną sytuację, tylko… akurat aparatu nie miałem przy sobie. Zresztą, jeśli chodzi o zabawne zdjęcia, to warto zwrócić uwagę na tablicę „teren zabudowany” na wjeździe do Świebodzina. Miałem zrobić zdjęcie na powrocie, ale oczywiście wracaliśmy inną trasą[3].

Podsumowując: w tej chwili można sobie zaplanować postój na jakieś pół godziny, żeby obejrzeć, ale jak ktoś nie przybywa ze względów religijnych, to raczej się zawiedzie[4]. Wycieczka kilkadziesiąt km tylko w celu obejrzenia pomnika to zdecydowany overkill.

PS. Zdjęcia może będą, jak sczytam i nie zapomnę. W sumie jest sporo na necie (patrz linki).

[1] Jak donosi Wikipedia, pełna nazwa to Figura Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Skromniutko i bez patosu.

[2] Chyba, że było odwrotnie i z upału mi się pomieszało, w co wątpię. Pomysł pozwalania na palenie w bezpośrednim sąsiedztwie jedzących i jedynych ławek w okolicy uważam za beznadziejny. Może dlatego, że ogólnie nie lubię dymu na powietrzu. Tak, zdecydowanie bardziej toleruję dym w zamkniętym pomieszczeniu.

[3] Google Images ratuje sytuację: Świebodzin tablica.

[4] Specem od religii nie jestem, ale w sumie powodów religijnych też zbytnio nie widzę. Takich nie na siłę, znaczy.

5 sposobów na efektywne korzystanie z emaila

Nie lubię wpisów o produktywności, ale z poczty elektronicznej korzysta wiele osób i przerażająca część robi to w sposób tragicznie nieefektywny. Przynajmniej moim zdaniem. Ponieważ email jest dla mnie od paru lat w pracy jednym z podstawowych sposobów komunikacji i narzędzi pracy, pozwolę sobie na opisanie paru prostych sposobów na efektywniejsze korzystanie z niego.

1. Korzystaj z IMAP

Jeśli zdarzyło się komuś stracić bezpowrotnie zawartość skrzynki z powodu utraty komputera czy padu jego dysku, korzystać z poczty elektronicznej w różnych miejscach czy na różnych komputerach i nie mieć dostępu do jakiegoś maila czy swojej odpowiedzi na jakiegoś maila bo został na innym komputerze to znaczy, że warto zacząć korzystać z IMAP[1].

Dodatkowa zaleta jest taka, że jeśli przesuniemy ręcznie maila do folderu (o tym zaraz), to będzie on w tym folderze wszędzie, a nie tylko na komputerze, na którym przesuwamy, ale wszędzie.

Wiem, że rada może wydać się dziwna, ale wiele osób, zwłaszcza tych, które zaczynały korzystać z poczty dawno temu, nadal korzysta z POP3. Szczególnie, że kiedyś IMAP nie był dostępny w darmowych usługach (przynajmniej większości z nich).

2. Foldery i filtry do sortowania poczty

Praktycznie każdy klient poczty umożliwia tworzenie reguł, na podstawie wielu kryteriów i wykonywanie na ich podstawie różnych czynności, takich jak usuwanie maili czy też przenoszenie ich do stosownego folderu. Zwykle ogranicza się to do kasowania spamu lub przenoszenia go do folderu spam, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by sortować np. maile z przedszkola do folderu przedszkole, a maili z ciągiem znaków faktura czy vat do folderu faktury. Jeśli ktoś korzysta z list mailowych albo dostaje powiadomienia z automatów, to na pewno zna.

Oczywiście sortować można także ręcznie, po prostu przenosząc maile do odpowiednich folderów, posortowanych zagadnieniami. Zwykle jednak, szczególnie przy większej skali, wygodniej jest używać filtrów.

3. Sortowanie poczty na serwerze

Teraz zaprzeczę sam sobie, bo przed chwilą pisałem o filtrach w kliencie pocztowym. Rozwinięciem tego jest skorzystanie z filtrów na serwerze. Czyli takich definiowanych w panelu naszego ISP pocztowego. Mogą mieć mniejsze możliwości konfiguracji (m. in. dlatego warto mieć proste filtry, przy okazji łatwiej je zaprogramować i utrzymywać), ale sortowanie odbędzie się w momencie wejścia poczty na serwer, czyli wiadomości będą zawsze posortowane, a poza tym unikniemy problemu z synchronizacją filtrów. Kto ma dobre filtry w programie pocztowym, dużo poczty przychodzącej i musiał szukać ważnego maila przez webmail w nieposortowanych na pewno doceni. Rozwiązanie ma wadę – filtry dostępne na serwerach mogą być uboższe od tych wbudowanych w programy pocztowe, ale IMO warto się dostosować.

4. Wątkowanie

Warto korzystać z programu pocztowego, który umożliwia przełączenie się na widok z wątkami. O ile sam domyślnie sortuję pocztę chronologicznie, o tyle często przełączam się na widok z wątkowaniem, jeśli muszę znaleźć konkretnego maila w rozgałęzionym wątku. Niby cytowanie całości ma eliminować potrzebę cofania się do starszych wiadomości, ale zwyczajnie nie działa w przypadku rozgałęzień. Poza tym, w widoku z wątkami od razu widać kto, kiedy i komu odpowiadał, więc wygodniejsze i szybsze, niż grzebanie w cytatach.

5. Notatnik zawsze przy sobie

Jeśli już korzystamy z programu pocztowego i jest on zawsze otwarty, to można wykorzystać edytor maili jako… notatnik. Brak jakiegokolwiek szukania programu do zrobienia notatki, czekania na uruchomienie, problemów z wyborem miejsca, gdzie zapisać plik (wiadomo, że notatka trafi do folderu szkice/drafts; warto nadać tytuł odpowiadający treści). Formatowanie jak w edytorze mailowym jest zwykle wystarczające[2], chociaż osobiście uważam, że przy szybkich notatkach nie warto bawić się w jakiekolwiek formatowanie, co najwyżej można użyć punktowania. Co więcej, jeśli korzystamy z IMAP, to taka notatka jest niezależna od komputera, na którym ją piszemy – nie trzeba jej przesyłać, będzie od razu dostępna z różnych maszyn. Zresztą notatki i tak zwykle robię po to, żeby wysłać później maila.

PS. Kiedyś napisałem i leżało w szkicach. Może komuś się przyda.

[1] W zasadzie z IMAPS, czyli jego szyfrowanej wersji, ale po pierwsze to oczywiste, a po drugie wpis ma traktować o efektywniejszym korzystaniu z poczty email, a nie o bezpieczeństwie. Konsekwentnie odpuszczam ten temat w całym wpisie.

[2] Jeśli ktoś korzysta z HTML. Jeśli ktoś pisze – jak ja – w plain text, to temat formatowania zupełnie odpada, zresztą uważam, że formatować warto na końcu, jak mamy całą treść.