W temacie Pussy Riot.

Stary, ale adekwatny w tej sytuacji dowcip mi się przypomniał:

Telewizja radziecka kręci film o dobroci Stalina. Jedno z ujęć; Do Stalina podchodzi małe dziecko i mówi:
– Wujku, daj cukierka.
– Won ty s…..u! – Krzyczy Stalin
W tym momencie kamera kieruje obiektyw na planszę z napisem: A mógł zabić!

Oczywiście są też różne petycje, które można podpisać. Znajoma kieruje do tej petycji Free Pussy Riot, więc ufam, że wie co robi. Dla paranoików (like me): nie trzeba podawać kodu pocztowego ani telefonu. Ze słabych stron tej petycji: nie wysyłają linka emailem do potwierdzenia – wiarygodność -3 jak dla mnie.

Źródło dowcipu: http://www.stalin.website.pl/dowcipy-s.html

Tablet Go Clever A73, czyli Android po raz pierwszy.

Tablet Go Clever A73

Źródło: http://ebloog.pl/tablet-goclever-tab-a73-tani-i-solidny-tablet

Tak się składa, że i tak chciałem kupić kolejne urządzenie z ARM pod Linuksa i niekoniecznie Raspberry Pi. Co prawda nieco inne i do nieco innych zastosowań, ale pomysł kupna tabletu i sprzedania ekranu dotykowego też się w dyskusji pojawiał (bateria, czyli UPS gratis, albo też na sprzedaż – co kto lubi), bo płytka z ARM to płytka z ARM, więc zawsze będzie można pobawić się Linuksem, jak się Android nie spodoba. No i nie ma co ukrywać, tablet ma szansę być nieco bardziej funkcjonalny w wersji z Androidem, a do czytania książek w wersji elektronicznej w domu też by się coś przydało.

Ponieważ znowu pojawiły się w Biedronce tablety Go Clever A73, tym razem za 299 zł, postanowiłem dać mu szansę, tym bardziej, że niektóre książki występują raczej tylko w wersji elektronicznej, a czytania książek na komputerze szczerze nienawidzę i nie wyobrażam sobie siedzenia przy klawiaturze i czytania książki. No i w końcu laptop, nawet 14″, nie jest szczytem wygody, jeśli chodzi o zabranie go do łóżka. No i wreszcie trzeba trochę poznać nowoczesną technologię (tak, do tej pory nie używałem ani urządzeń z Androidem, ani tabletów).

Nie będę pisał kolejnej recenzji tego sprzętu – było ich mnóstwo, więc zainteresowani na pewno coś bez trudu znajdą. Natomiast Android (przyszedł w wersji 4.0.4) jest specyficzny. Dziwnie się to na początku obsługuje (nic wspólnego z intuicyjnością nie ma, choć trudne nie jest), dziwnie się instaluje oprogramowanie. Nawigacja paluchem jest mało wygodna, szczególnie trudno jest trafić – ku memu zdziwieniu – w linki w przeglądarce. Pisanie też niczego nie urywa, choć nie da się ukryć, że na ekranie dotykowym pisze się wygodniej niż na klawiaturze telefonu, ale od klawiatury laptopa jednak dzieli go jednak przepaść.

Nie wnikałem specjalnie w recenzje softu, tylko samodzielnie buszowałem po sklepie Play i… ciężko jest coś sensownego bezpłatnego znaleźć. Z jednej strony mnogość, z drugiej brak sensownych kryteriów oceny. W końcu wybrałem jakiś czytnik ebooków, ale drugi, z podobną oceną był IMVHO nieużywalny.

Słowo o przeglądarkach WWW na tablety – doceniam Operę mini na telefonie. I w sumie Opera mini (tak, mini, nie mobile, tej drugiej nie testowałem) najlepiej mi przypasowała na tablecie (testowane także Firefox beta – AdBlock rulez!, bo reklam na tablecie zatrzęsienie oraz chyba Chrome – przyszło z tabletem i nazywało się Internet).

W A73 brakuje potencjalnie najciekawszych rzeczy, czyli GPS i możliwości wpięcia karty SIM bezpośrednio. Zasięg WiFi jakby słaby (porównuję z laptopem) i mocno zależny od pozycji tabletu. Tam, gdzie laptop działał bez żadnego ale, tablet potrafił okazjonalnie tracić łączność. No i trochę duże ilości danych toto przewala i trochę muli, szczególnie przy wciśnięciu przycisku cancel/cofnij (bo chyba tak to działa) albo przy instalacji programu w tle. Albo zwyczajnie 1 Mbps to już trochę za mało. Przetestuję na szybszym łączu, niebawem.

Ale najpierw będzie okazja do przetestowania serwisu Go Clever, niestety – mój egzemplarz działał nazwijmy to normalnie do 50-40% stanu baterii, a następnie wskaźnik spadał w jednej chwili do 3-15%. Albo bateria walnięta, albo sensor baterii…

Tak czy inaczej, gadżet ten wygląda raczej na zabawkę i nie dziwię się, że raczej dla dzieci go ludzie kupują. Być może zda egzamin jako pilot do komputerów, czytnik ebooków i notatnik (plus programy do treningu). No i do gier (szukanie słówek przez chwilę przy porannej kawie było wciągające, przyznaję). Przy czym totalnie rozczarował mnie brak lub brak wyeksponowania w Play gier strategicznych i RPG.

Chwilowo wpis w kategorii Inne, być może jak wróci i zacznę regularnie korzystać, to pojawi się kategoria Android.

Darmowe i legalne filmy, muzyka, książki na torrentach.

Pewnie nie wszyscy wiedzą, ale całkiem sporo filmów i książek jest dostępnych zupełnie legalnie i za darmo na stronach archive.org. Oczywiście nie są to najnowsze produkcje, ale zupełnie regularne filmy. Czasem warto obejrzeć, jak wyglądał (czy też: był prezentowany) świat kilkadziesiąt lat temu.

W przypadku książek jest o tyle lepiej, że nie starzeją się tak szybko, a wybór audiobooków czytanych przez ludzi jest naprawdę duży (choćby Fundacja Asimova). Oczywiście dominuje angielski, więc raczej dla znających ten język lub uczących się. Nawiasem, oglądanie filmów czy czytanie książek to świetny sposób nauki/ćwiczenia języków obcych.

Wpisu by nie było, gdyby nie ostatnia zmiana wprowadzona przez archive.org – od tej pory większość materiałów jest dostępna w formie torrentów (hm, czemu nie magnet link?). W tej chwili dostępnych jest ponad milion torrentów. O tyle ważne z punktu widzenia wolności w sieci, że to chyba pierwszy przypadek użycia protokołu p2p (tu: torrent) do dystrybucji legalnych treści artystycznych na taką skalę. No dobrze, były jeszcze serwisy związane z wolną kulturą, ale tu mamy do czynienia ze zwykłą dystrybucją. W końcu p2p zaczyna być wykorzystywane do tego, do czego powinno i do czego się idealnie nadaje na szerszą skalę, a nie tylko do dystrybucji obrazów płyt Linuska i utworów wolnej kultury.

Oczywiście całość nie jest perfekcyjna – torrenty zawierają wszystkie wersje pliku (w przypadku Fundacji – VBR mp3, ogg, mp3 64kbps), więc pobierzemy i na dysku zajmą znacznie więcej, niż pobrane tradycyjnie. Niemniej: seed!

Watomierz.

Watomierz GreenBlue GB202

Źródło: Nokaut.pl (dead link)

Pomysł sprawdzania, ile jakie urządzenie zużywa prądu chodził za mną od dłuższego czasu i trochę pokrywa się z konikiem urządzeń, które mają niski pobór prądu energię i działają na energię słoneczną. Parokrotnie przeglądałem watomierze na Allegro, ale nie zdecydowałem się na wybór i zakup – głównym problemem była dolna granica działania, która dla większości modeli wynosi 5W i niezbyt chętne chwalenie się nią przez sprzedających. Trochę sporo, bo planowałem mierzyć przecież różne urządzenia, zużywające niewielkie ilości energii.

Ostatnio zdecydowałem się na zakup i to nie na Allegro, tylko w sklepie. Wybrany model to GreenBlue GB202. Oczywiście z funkcji zależało mi wyłącznie na pokazywaniu zużycia energii z możliwie dużą dokładnością i możliwie od najniższej wartości. Wygląda, że mierzy z dokładnością do 0,1 W, czyli bardzo przyzwoicie, a najniższy wynik, który do tej pory udało mi się zmierzyć to 0,5 W, czyli działa już poniżej 1 W. Dokładnie o to chodziło. 🙂

Zabawka jest absolutnie fantastyczna i na razie dość chaotycznie mierzę, co się da, ale jest plan usystematyzowania pomiarów zużycia energii elektrycznej dla różnych sprzętów i zamieszczania tego w sieci, żeby ludzie chcący oszczędzać energię wiedzieli na co zwrócić uwagę. Już w tej chwili widzę, że zużycie energii przez różne sprzęty jest mocno nieoczywiste. Przykładowo, z ciekawostek: włączona w trybie standby drukarka, z zapaloną diodą, zużywa mniej prądu, niż wyłączona przyciskiem i pozornie martwa. Niebawem wrzucę instrukcję do tego watomierza i zacznę publikować dane o sprzętach. Stay tuned.

UPDATE: Z tymi zachwytami nad dokładnością to się pospieszyłem, bo opieram się wyłącznie na tym, co pokazuje miernik, a powinienem napisać raczej, że ma szansę być dokładny. Jak podpowiadają dobrzy ludzie przydałby się test, czy choćby urządzenie pobierające 100 W i urządzenie pobierające 2,5 W po podłączeniu jednocześnie będą pobierały 102,5 W. Na razie problem ze znanymi punktami odniesienia – nie mam zwykłych żarówek pod ręką. Czajnik elektryczny o mocy nominalnej 1800 W zużywa niby 1802 W i powoli spada o pojedyncze W.