Alert RCB przed wyborami

Alert

W sobotę, dzień przed drugą turą wyborów prezydenckich w 2020 dostałem, podobnie jak miliony Polaków, takiego oto SMSa:

Screenshot SMSa od ALERT RCB

Zdziwiłem się. Jakiż to alert i czemu jest wysyłany w trakcie trwania ciszy wyborczej? Dziwna sprawa. A może w ogóle jakiś fake i dezinformacja? W końcu pojawiały się już nieprawdziwe informacje, że jeśli ktoś głosował w pierwszej turze na danego kandydata, to w drugiej nie musi, jeśli chce głosować na tego samego. Sprawdziłem na stronie rcb.gov.pl i tam znalazłem taką informację:

Lipiec 11, 2020 Kategoria: KOMUNIKATY

W związku ze zmianą zasad obsługi wyborców przez obwodowe komisje wyborcze,  do obywateli został wysłany Alert RCB o treści:

II tura wyborów prezydenckich w niedzielę 12.07. Osoby 60+, kobiety w ciąży oraz osoby niepełnosprawne będą mogły głosować w komisjach wyborczych bez kolejki.

I dodatkowo obrazek:

Jest też wyjaśnienie, czemu został wysłany:

Państwowa Komisja Wyborcza zwróciła się z apelem do organów władzy i administracji publicznej o jak najszersze rozpowszechnienie informacji o nowych przepisach wśród wyborców.

Do czego służy RCB?

Ale czy w ogóle RCB służy do tego? Popatrzyłem w FAQ, a tam:

Komunikaty będą wydawane tylko w wyjątkowych sytuacjach, które realnie mogą zagrażać życiu i zdrowiu człowieka.

Wiadomości tekstowe (SMS) są wysyłane tylko w nadzwyczajnych sytuacjach, gdy zagrożone jest bezpośrednio życie i zdrowie.

Alert RCB powstaje na podstawie informacji o potencjalnych zagrożeniach otrzymywanych z ministerstw, służb np. policji, straży pożarnej, urzędów i instytucji centralnych np. IMGW oraz urzędów wojewódzkich.

Alert RCB dotyczy wszystkich zdarzeń bezpośrednio zagrażających zdrowiu i życiu. Jest rozsyłany tylko w sytuacjach nadzwyczajnych.

Nijak mi nie pasuje informacja o zmianie zasad uczestnictwa w wyborach do żadnego z powyższych. Nie ma przecież żadnego zagrożenia, sytuacja nie jest wyjątkowa – zwykłe wybory. Wygląda więc, że ktoś zrobił sobie z RCB tubę propagandową. Chyba, że FAQ jest wyjątkowo słabe.

Wtopy

Czy uważam, że sytuacja była niejednoznaczna etycznie i mogła wpłynąć na wynik wyborów? Oczywiście.

Po pierwsze, głosowanie poza kolejnością dotyczy tylko niektórych grup społecznych. W szczególności osób w wieku 60 i więcej lat, czyli grupy, w której partia rządząca ma największe poparcie. Przypadek? Nie sądzę.

Po drugie, wszystko wskazuje na to, że wykorzystano struktury państwowych niezgodnie z przeznaczeniem do wysyłania informacji. Ciekawe, ile kosztowała ta akcja?

Zmiana zasad tylko w II turze, wysłanie informacji w ostatniej chwili również nie budzą zaufania.

Informacja była niepełna, nie zawierała informacji o tym, że do głosowania poza kolejnością uprawnione są osoby z dziećmi do lat 3. W komunikacie nie było również informacji o tym, że przesyłana informacja jest częściowa i gdzie można się zapoznać z pełną wersją. Próba manipulacji czy zwykła niekompetencja? Podobno nie należy przypisywać złych intencji, jeśli zachowanie da się wytłumaczyć głupotą…

Podobno motywacją była pandemia, więc konia z rzędem temu, kto wytłumaczy mi w jaki sposób osoby z dzieckiem do lat 3, niepełnosprawni czy wymagający kształcenia specjalnego są bardziej podatni na zarażenie.

Jak się dokładniej zastanowić, to przepisy promowały wypożyczanie dzieci do lat trzech w celu uniknięcia stania w kolejce.

Niebezpieczeństwa uprzywilejowania

Ogólnie uważam, że faworyzowanie jakichkolwiek grup społecznych podczas wyborów jest niebezpieczne. W przypadku zorganizowanej akcji może powodować tworzenie np. sztucznych kolejek, które będą zniechęcały ludzi spoza uprzywilejowanych grup do głosowania.

Mechanizm nadużycia jest prosty: stoi kolejka, przychodzi kilkadziesiąt albo więcej osób w sposób oczywisty należących do uprzywilejowanej grupy, zajmują miejsca na początku kolejki. I tak ciągle. W sumie nie muszą nawet głosować – kto im zabroni stanąć i odejść, nie oddawszy głosu? Czy osoby nie będące w uprzywilejowanej grupie, czekające w kolejce mogą się zniechęcić w takiej sytuacji do oddania głosu? Ano mogą.

PS Wpis niezbyt na czasie, bo ostatnie dwa tygodnie spędziłem bez komputera praktycznie – z racji sytuacji urlop pod namiotem. Ale podobno lepiej późno, niż wcale.

Pandemia

Miało nie być wpisów na blogu o pandemii na gorąco i chyba mi się to udało[1]. Inna sprawa, że niewiele pisałem w ogóle. Zrobię jednak wyjątek na koniec maja, bo to chyba już koniec. Nie zachorowań spowodowanych koronawirusem oczywiście, a jedynie mniej i tych bardziej sensownych, i tych drastycznych środków mających na celu zmniejszenie liczby zarażeń. Liczba nowych infekcji jest w tej chwili na świecie najwyższa od początku pandemii i… mało kto się już tym przejmuje. W Polsce sytuacja wygląda podobnie – znoszone są kolejne obostrzenia, choć liczba infekcji nie spada. Mimo ocieplenia, po którym wielu sobie wiele obiecywało.

Nowe infekcje koronawirusem – cały świat. Źródło https://coronavirus.jhu.edu/map.html

Próbowaliśmy walczyć z rozprzestrzenianiem koronawirusa i polegliśmy. Wyszło, że nas nie stać, wielowymiarowo. I mentalnie, i gospodarczo, i organizacyjnie. Będziemy więc z nim żyć przynajmniej przez najbliższe parę lat. Parę rzeczy godnych odnotowania z polskiego poletka.

Rząd kompletnie sobie nie radził z rządzeniem krajem w obliczu wyzwania[2]. Brak konsekwencji we wprowadzaniu ograniczeń, porażający brak sensu wielu z nich (zakaz wstępu do lasów), brak przewidywania skutków. Wiele działań pozorowanych czy zgoła propagandowych, wiele nieprzemyślanych. Dużo naruszeń prawa, z wyborami, które nie odbyły się w terminie na czele. Odniosłem wrażenie, że zupełnie zabrakło planu i jego komunikacji ludziom.

Wyszła natura ludzka – z jednej strony wielu poczuło się u władzy (mandaty za mycie samochodów, czy tankowanie „zbyt małej ilości paliwa”), z drugiej dało się zauważyć dość masowe olewanie zaleceń przez obywateli (spora część się spotykała, nie nosiła maseczek).

Przykład szedł z góry, bo jak mówi powiedzenie ryba psuje się od głowy. Kolejny raz okazało się, że obywatele są równi, ale są też równiejsi. Oczywiście chodzi o polityków, którzy sami nie przestrzegali wprowadzanych przez siebie zasad. Doczekało się to uwiecznienia w piosence Twój ból jest lepszy niż mój przez Kazika, co się rządzącym nie spodobało i skończyło się aferą w Trójce i końcem Listy Przebojów Trójki. Po raz kolejny dowodząc małostkowości rządzących.

Oczywiście przy pierwszej okazji pojawiły się zakusy na większą kontrolę obywateli. Appka w smartfonie miała śledzić gdzie kto chodzi, z kim się spotyka. Najpierw miała dotyczyć osób na kwarantannie, potem były pomysły promowania ludzi z appką przy wejściach do sklepów itp. Wszystko pod pretekstem walki z pandemią oczywiście i monitoringu zarażeń.

Pojawiało się nieco pozytywów. Zacząć można od spadku emisji zanieczyszczeń, na skutek ograniczenia transportu i działalności przemysłu. Nic trwałego i ogromnym kosztem, ale może zainspiruje do wprowadzenia paru zmian, tym razem trwale.

Nagle okazało się, że w wielu przypadkach praca zdalna jest możliwa i efektywna. Choć jednocześnie okazało się, że niekoniecznie jesteśmy na to gotowi technicznie (jakość łącz, bezpieczeństwo telekonferencji, wyposażenie domów w sprzęt). W każdym razie spora część ludzi odbyła właśnie przyspieszony kurs pracy zdalnej, a narzędzia wspomagające ją doznały przyspieszonego rozwoju.

Kolejna rewolucja to dostawy. W zasadzie wszystkiego, od większej ilości zdalnych zakupów „trwałych”, przez dostawy jedzenia po – i to jest główna nowość na polskim rynku, moim zdaniem – błyskawiczne dostawy zakupów z pobliskich marketów. Część firm, które oferowały zakupy przez internet poległa, przytłoczona ilością zamówień, ale mam wrażenie, że branża zrobiła ogromny krok naprzód.

Koszt przestoju gospodarki spowodowany pandemią będzie ogromny, więc mam nadzieję, że nie pójdzie w całości na marne i uda się zachować parę korzystnych zmian[3]. W każdym razie walki z pandemią w dotychczasowej formie mam dość, szczególnie, że okazała się nieskuteczna. Mogę myć ręce i nosić maseczkę w miejscach publicznych. Każdy może. Na wiele więcej globalnie nas jakby nie stać[4].

[1] Luźne myśli na gorąco poleciały na Diasporę.
[2] I nie mam tu na myśli gotowości służby zdrowia. To osobny temat i nawet znacznie bogatsze państwa miały problemy ze sprzętem.
[3] Tu bardzo liczę na pracę zdalną, bo to kolosalna oszczędność czasu i emisji spalin. Mogę wpaść do firmy raz na dwa tygodnie, powiedzmy.
[4] Chociaż Chiny pokazały, że się da – praktycznie zahamowany przyrost zarażeń.

E-państwo w praktyce

Bywa taki czas, że trzeba załatwić coś w urzędzie i niedawno miałem okazję odwiedzić poznański Urząd Miasta. Niby mogłem wszystko zdalnie, ale z różnych względów wybrałem wizytę w UM. Formalności trochę trwają i byłem pozytywnie zaskoczony, że mogą przysłać maila, że gotowe, zamiast list papierowy i skorzystałem z tej opcji.

Skorzystanie z komunikacji mailowej nie jest trywialne – trzeba nie tylko podać maila, ale także wyrazić zgodę na komunikację mailową. Trochę średnie, bo zgoda jest ogólna, nie do konkretnej sprawy. Oczywiście można ją potem cofnąć, ale logiczne byłoby, że podaje się maila i dotyczy on tylko tej konkretnej sprawy. Niemniej wyraziłem zgodę.

Wybór maila wiąże się z koniecznością potwierdzenia – logiczne. Pani w okienku zapytała się, czy mam dostęp do skrzynki pocztowej, potwierdziłem. I… zostałem poproszony o zalogowanie się i podanie kodu. Eee… ale że chodzi o to, że teraz mam dostęp, z telefonu? No niekoniecznie. Tzn. na upartego miałem, ale wolę kliknąć linka z domu, niż walczyć z przydługim hasłem na telefonie w webmailu. Zapytałem czy mogę kliknąć później, z domu, usłyszałem, że tak, mam 24 godziny. Pięknie.

W domu wchodzę na pocztę i widzę następującego maila:

Screenshot maila w webmailu

To wyżej to webmail, tak naprawdę ujrzałem treść:

From: no_reply@powiadomienia.gov.pl
Subject: RDK – potwierdź adres e-mail

Ministerstwo Cyfryzacji gov.pl
Kod potwierdzający adres e-mail w RDK:
111111
Podaj go na stronie lub urzędnikowi. Kod jest ważny 24 h.
Usługa potwierdzania jest też dostępna pod adresem z tematu tego e-maila.
Ten e-mail został wysłany automatycznie – nie odpowiadaj na niego.

No to klikam linka. Tekst Ministerstwo Cyfryzacji jest linkiem. Prowadzącym do gov.pl. I jest to jedyny link w mailu… Zarówno w wersji tekstowej, jak i w webmailu, co później sprawdziłem.

Głupi ja. Na pewno jest link na papierowym potwierdzeniu, które dostałem w urzędzie! I owszem. Jest tam link. Jeden. Do obywatel.gov.pl. Znalezienie miejsca na wpisanie kodu na tej stronie pozostawiam dociekliwym czytelnikom. Mi się znaleźć go tam nie udało.

Oczywiście ostatecznie sobie poradziłem. Przy pomocy wyszukiwarki. I nawet nie trwało to długo, ale naprawdę ciekawy UX jest realizowany z podatków. Szczególnie zachwyceni będą obywatele mniej obyci z internetem czy mający trudności w korzystaniu z komputera. Zamiast kliknąć w linka w mailu nauczą się korzystać z wyszukiwarek internetowych!

Niezgoda na brak zgody

Ostatnio w okolicach ruchów pro- i antyszczepionkowych na Facebooku głośno o sprawie rodziców z Białogardu. Dla nieznających krótkie przypomnienie: przyjechali do szpitala rodzić; nie wyrazili zgodę na żadne czynności medyczne w tym podgrzewanie, szczepienie itp. Lekarz zareagował podaniem sprawy do sądu, który w trybie przyspieszonym, już po paru godzinach ograniczył prawa rodzicielskie w zakresie opieki zdrowotnej nad dzieckiem i lekarze mogli dokonać procedur. Rodzice zareagowali „kradzieżą” (zabraniem) dziecka ze szpitala i są poszukiwani.

Przyznaję, że kupy mi się to nie trzyma. I zupełnie nie będę tu dyskutował nt. „jak to jest w innych krajach” ani „czy szczepić”. Sensu nie trzyma mi się to z innego powodu: jeśli się o coś kogoś pyta lub pozwala mu się nie wyrazić na coś zgody, to należy tę decyzję uszanować. Reakcja rodziców nie dziwi mnie w żaden sposób. I w sumie nie bardzo widzę podstawy do poszukiwania, nawet przy ograniczonym prawie do opieki zdrowotnej (co też uważam za bzdurę). Dziecko jest zdrowe, więc opieki medycznej nie wymaga.

Absurdalna jest też sytuacja, że czekano parę godzin na wyrok sądu, zapewne naruszając przy okazji prawo do obrony (sorry, ale nie widzę jakoś matki parę godzin po porodzie na sali). Ogrzewać dziecko można na kilka sposobów, skoro wytrzymało kilka godzin, to nie było bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia. A rodzice będą się opiekowali dzieckiem przez resztę życia. I nie przypuszczam, by chcieli dla dziecka źle.

Z pewnością utracono możliwość jakiejkolwiek kontroli zdrowia dziecka w szpitalu, niepotrzebnie stresowano rodziców i naraża się dziecko w tej chwili (skoro się ukrywają, to zapewne się przemieszczają, a to korzystne dla tak małego dziecka nie jest), a postawa siły gwarantuje, że druga strona pozostanie trwale nieprzekonana.

Zastanawiam się, gdzie rodzice zdecydują się rodzić kolejne dzieci. Przypuszczam, że nie w szpitalu, który, nawiasem, zdaniem niektórych jest średnio przyjazny w standardowych okolicznościach – to jednak obce środowisko. Chociaż oczywiście posiada odpowiednie wyposażenie na okoliczność komplikacji.

W każdym razie prezentowane podejście, zamiast łagodnego przekonywania i dialogu powoduje IMO tylko pogłębienie niechęci do służby zdrowia, wymiaru sprawiedliwości i szczepień.

UPDATE: Po namyśle doszły dwie sprawy:
Jakie są konsekwencje dla matek palących czy pijących w ciąży i co jest bardziej szkodliwe dla dziecka, picie i palenie, czy brak zabiegów higienicznych? O niezdrowym odżywianiu nie wspominam.
Jak można mówić o prawie kobiet do przerywania ciąży, skoro zabrania im się decydowania nawet o sposobie opieki nad dzieckiem?

Brexit. Histeria. Histereza.

No i stało się to, czego „nikt nie przewidział”. Zjednoczone Królestwo[1] wychodzi z Unii Europejskiej po referendum i stosunku głosów 52% za wyjściem, 48% za pozostaniem.

Wielu jest w szoku (głównie media), ja nie tak bardzo. UK było w UE, ale… jednak tak nie do końca. Wielka Brytania ani nie przystąpiła do strefy euro, ani nie ratyfikowała Traktatu z Schengen[2], co w przypadku tak dużego członka jest co najmniej dziwne. Trochę bolały ostatnio nierozwiązane problemy wewnątrz UE, więc można było się spodziewać takiego wyniku, chociaż początkowa reakcja na rynkach walutowych była dość histeryczna.

Przypuszczam, że w praktyce wielkich zmian nie będzie. Przypuszczam, że ekonomicznie wiele się nie zmieni (chyba, że mamy na horyzoncie naprawdę większą zawieruchę, ale to pomińmy…), a nawet – paradoksalnie – wyjście UK z UE może doprowadzić nie do rozpadu UE, który wieszczą niektórzy, a do scementowania i wzmocnienia Unii. Zresztą, po początkowej histerii na rynkach walutowych szybko przyszło opanowanie.

I na koniec zastanawia mnie jedna rzecz: jak to możliwe, że w tego typu głosowaniach nie ma histerezy? W tej chwili o kształcie długofalowej polityki decydują pojedyncze punkty procentowe głosujących. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby referendum przeprowadzić parę miesięcy wcześniej albo później, wynik byłby odwrotny. Po prostu przy małych różnicach istnieje ryzyko oscylacji. Znacznie lepiej by było, gdyby przy tego typu referendach wymagać nie zwykłej większości głosów, ale np. 55% za przyjęciem, a następnie do zmiany 55% za odrzuceniem. Na pewno sprzyjało by to stabilizacji polityki długofalowej.

Niestety, pojawia się problem sformułowania pytania (czy jesteś za pozostaniem w UE vs czy jesteś za opuszczeniem UE), istotny zwłaszcza przy pierwszym referendum. Nie bardzo mam pomysł jak to rozwiązać. Być może jakimś rozwiązaniem byłby wymóg większości dla zmiany, ale jak to od strony prawnej ugryźć, to pojęcia nie mam.

UPDATE Jeszcze dwie kwestie, które pojawiły się po referendum. Pierwsza ojej, oni teraz googlają za czym naprawdę głosowali. No jakby mnie to nie dziwi, bo tak jest w większości przypadków w każdych demokratycznych wyborach. Ludzie zaskakująco często głosują niemerytorycznie, bez zrozumienia, na zasadzie kandydat ładnie wygląda na plakacie albo w radyjku mówili, żeby tak głosować. Nie żebym sam jakoś dogłębnie grokował politykę i zdarza mi się głosować „na partię”, no ale główne założenia programu/poglądy partii znam.

Kwestia druga, to młodzi głosowali za pozostaniem w UE, starzy taki zgotowali im los. Dane, na których opiera się ta teza poniżej.

Brexit przedziały wiekowe.

No i znowu, po pierwsze, to sondaż, po drugie praktycznie nikt z pierwszych dwóch przedziałów nie decydował o przystąpieniu UK do UE z tego prostego względu, że za młody był. I jakby wypada oddać im prawo do nie do takiej unii przystępowaliśmy. I dania temu wyrazu.

[1] Jak to ładnie kumpel dziś na FB ujął teraz to ani zjednoczone, ani królestwo.

[2] Na dodatek używają dziwnych miar i mają kierownicę po złej stronie. Ale nie bądźmy złośliwi…