Wybór taryfy elektrycznej.

W związku z nadchodzącą przeprowadzką pojawił się etap pod tytułem energetyka, czyli przepisanie liczników i możliwy wybór taryfy dla energii elektrycznej. W dotychczasowym mieszkaniu liczniki były zarejestrowane na właściciela, wszystko było na prąd (gotowanie, podgrzewanie wody, ogrzewanie mieszkania też), dostawcą była Enea, a taryfą – Ciepły Dom. Czyli trochę drożej w dzień niż przy taryfie z płaską stawką Dzień i Noc, za to sporo taniej w nocy.

Grzanie wody wydawało się brać sporo prądu, odbywało się w nocy. Ogrzewanie mieszkania co prawda nie tylko w nocy, ale w nocy chłodniej, więc niby więcej. Wybór wydawał się słuszny, zmiana byłaby skomplikowana (zmiany musiałby dokonać właściciel), rachunki nie zabijały. Ogólnie: nie przyglądałem się temu dokładnie, tym bardziej, że – jak pisze Enea:

Taryfa Dzień i Noc (G11) to idealne rozwiązanie dla Klientów, którzy zużywają energię elektryczną głównie:

– nie korzystają z energii elektrycznej do celów grzewczych.

Z kolei o Ciepły Dom piszą:

Taryfa Ciepły Dom (G12) to doskonała oferta dla Klientów, którzy:

– korzystają­ z ogrzewania elektrycznego, zarówno pomieszczeń, jak i wody użytkowej,

– posiadają urządzenia elektryczne sterowane za pomocą programatorów czasowych.

W nowym mieszkaniu odpada ogrzewanie i grzanie wody prądem, więc naturalnie nasuwa się taryfa z płaską stawką. Znając dokładne zużycie w poszczególnych taryfach postanowiłem policzyć, ile zarabialiśmy na różnicowaniu stawki (dane za ponad rok). Wyniki mnie zaskoczyły. W ciągu ostatniego roku było to… całe 60 zł. Przy czym większa część zysków 36 zł) przypadała na jeden okres rozliczeniowy. Ergo: wiele hałasu o nic. Dobrze chociaż, że różnica w tę stronę. 😉

Wyciszanie grzejnika.

Pod koniec zeszłego roku komputer robiący za grzejnik przestał działać. Padł dysk. Software RAID na dwóch partycjach niewiele pomógł. Tzn. pomógł na tyle, że były sygnały, że wkrótce się skończy. Gdybym miał jakieś ważniejsze dane, to zapewne zdążyłbym zgrać. Inna sprawa, że wg statystyk zrobionych przez Google, IIRC 30% dysków nie ma żadnych, ale to naprawdę żadnych objawów w S.M.A.R.T, zanim padną. Jakby komuś bardzo zależało i nie mógł znaleźć – dajcie znać w komentarzach, to poszukam tych statystyk Dzięki GDR! za podesłanie linka!

Wracając do tematu. Wymieniłem komputer w domu u rodziców, przełożyłem ze starego dysk do nowego. Zapomniałem o tym, włączyłem go i… praktycznie totalna cisza. Mimo w sumie trzech wentylatorów (zasilacz, radiator na procesorze i wentylator jak od zasilacza puszczony na 5V chłodzący kartę graficzną). Okazało się, że głównym hałasującym był dysk (Seagate 60 GB).

To podsunęło mi pomysł, żeby spróbować tego samego z grzejnikiem. W końcu komputer uruchamiający się z pendrive był ćwiczony wielokrotnie. Może nie w tak hardcore’owej wersji, bo jednak zawsze na podorędziu był dysk wpięty po USB, ale to przecież drobiazg. Przy okazji nauczyłem się patentu: jeśli komputer nie ma bootowania z USB w BIOSie, albo ma takie, że nie potrafi zabootować się z pendrive’a, to można zabootować z CD-ROM i kazać bootować z USB. Wymaga co prawda sprawnego napędu CD-ROM, ale działa. 🙂

Dzisiaj przywiozłem grzejnik. System zainstalowany na pendrive, póki co bez tuningu pod kątem trwałości tego ostatniego. Znaczy jest ext2, nie ma swap, ale reszty opcji nie miałem kiedy włączyć. Oczywiście tym razem nie będzie dysku tylko do odczytu, bo mprime musi gdzieś zapisywać wyniki (BTW przechodzę wyłącznie na wstępną faktoryzację – w jeden sezon grzewczy i tak nie jestem w stanie „konkursowej” liczby przeliczyć), ale to nie powód, by katować flasha ponad potrzebę.

Pamiętałem, że wentylatory w tej maszynie dość szumią, więc przypomniał mi się zacny wpis z Majsterkowo.pl o naprawie głośnych wentylatorów. Co prawda wyciąganie zawleczki i wyciąganie ośki uważam za overkill, ale rozebrałem i wentylator od procesora, i ten w zasilaczu i przesmarowałem sprawdzonym sposobem (kropelka oleju maszynowego). Jest o niebo lepiej, choć nadal troszkę go słychać. Winny jest badziewny radiator i wentylator zamontowany na nim, który jakby ma lekkie bicie. I w ogóle trochę mały jest ten radiator, i mniejszy niż w zasilaczu ma wentylator. Trochę żałuję, że nie przełożyłem z mojego starego domowego komputera procesora (Athlon 2200+) – obecnie jest Sempron 2300+, czyli słabszy. No i oczywiście radiatora (tego z niesłyszalnym praktycznie wentylatorem). Przy okazji mogłem też wymienić wentylator w zasilaczu, choćby na ten, który dmuchał na grafikę w starym komputerze. No ale nie było czasu… ;-/

Przy okazji otwierania zasilacza w celu przesmarowania i wyczyszczenia wentylatora znalazłem spore pokłady kurzu. Niestety, okazuje się, że samo odkurzenie zasilacza przez szczeliny nie pomaga, a sprężonego powietrza nie miałem nigdy pod ręką. Dodatkowo wyszło na jaw, że jeden z kondensatorów trochę wyciekł. Mam już lutownicę, ale nie miałem kondensatora na wymianę. Póki co działa, więc nie ruszam. Mam nadzieję, że nie odparuje razem z płytą…

UPDATE: Note for myself: w tym roku dniem uruchomienia grzejnika jest 02.12.2012. I nie jest to początek sezonu grzewczego.

UPDATE2: Może i było lepiej przez chwilę, ale dość szybko się pogorszyło. Tym razem pamiętałem i wyjąłem wentylator z nieużywanego komputera. Okazuje się, że nie był na 5V, a i tak był praktycznie niesłyszalny. Jakiś Arctic, które kupiłem za grosze w większej ilości wieki temu. Co prawda z mocowaniem był cyrk, bo żeby wkręcić cztery wkręty brakuje jakichś 5 mm na długości radiatora, ale dało się zamocować na dwóch (skombinowanych z kołków, bo wentylator różni się głównie wysokością, więc oryginalne nie pasowały). 1700 RPM w tej chwili i cisza – ten z zasilacza jest głośniejszy.

Grzejnik znowu działa.

Trochę note for myself (ale tej kategorii tu nie ma), bo pewnie znowu będę się zastanawiał za parę miesięcy czy lat, kiedy dokładnie włączyłem maszynkę, albo coś w tym stylu – geekowy grzejnik znowu działa. W tym roku wystartował 13 października późnym wieczorem.

W tej chwili działa na nim – tradycyjnie już – mprime, węzeł Tora (lekkie zmiany konfiguracji i dodany monitoring – widać, że ładnie przerzuca dane) i… radio internetowe oczywiście przez MPD. Apt-p2p poległ, jak pisałem wcześniej, widzę, że nowych wersji nie ma.

Oczywiście przeszło mi przez głowę uruchomienie minera bitcoin zamiast mprime, ale opłacalność „kopania” bitcoinów spadła, poza tym już dobre pół roku temu nie było sensu robić tego na CPU… Chociaż w pewnym momencie wyglądało, że opłaca się kupić sprzęt do tego – po paru miesiącach wychodziło się na zero (wliczając prąd). O ile nie walnąłem się w obliczeniach.

Geekowy grzejnik (powered by Debian).

Powoli robi się szaro i zimno i trzeba było pomyśleć o uruchomieniu ogrzewania w mieszkaniu. Grzeję prądem, niestety (drogo), ale nie zmienię tego, bo ani mieszkanie moje, ani pewnie warunków technicznych na co innego nie ma. A skoro już ogrzewanie elektryczne, to równie dobrze może być komputer zamiast grzejnika, tym bardziej, że mam jeden nieużywany. W sumie miałem go oddać, ale jakoś nie doszło do tego, bo i daleko był, i nie byłem pewien, czy całkiem sprawny jest. Okazuje się, że jest sprawny.

Zawsze to ciekawiej grzać komputerem, niż grzejnikiem, no i można różne ciekawe rzeczy sobie potestować, na które do tej pory, bez komputera nieprodukcyjnego, pod ręką, ale włączonego 24/7 nie było warunków (ot choćby dn24). Poza tym w końcu chyba pobawię się poważniej apt-p2p. No i żeby się nie nudziła maszynka, to jakieś dociążenie się przyda w stylu obliczenia rozproszone.

W środku nic specjalnego:

$ cat /proc/cpuinfoprocessor       : 0vendor_id       : AuthenticAMDcpu family      : 6model           : 8model name      : AMD Sempron(tm) 2300+stepping        : 1cpu MHz         : 1588.825cache size      : 256 KB

Do tego 512 MB RAM.

Jako system oczywiście GNU/Linux Debian, tym razem Squeeze (czyli jeszcze testing). I w miarę nowy soft, i stabilnie jest. Hostname? Oczywiście grzejnik. 😉

Po krótkim namyśle jako utylizator cykli procesora został wybrany GIMPS, którym – jeśli chodzi o obliczenia rozproszone – bawiłem się chyba najdłużej. Odpowiedni poziom nieużyteczności posiada, nie jest całkiem bezsensowny (w przeciwieństwie do szukania kosmitów), są statystyki i teamy, jeśli kogoś to bawi (mnie odpowiednio: tak, nie). Przy okazji zrobiłem mały research i wychodzi, że minimum 4 lata nie bawiłem się GIMPS. No i 2 lata minęły od znalezienia liczb pierwszych odpowiednich do przyznania nagrody. Tak w ogóle, to z obliczeń rozproszonych do tej pory kolejno bawiłem się SETI@Home, GIMPS, M4 project, no i teraz powraca GIMPS.

Programy, które są/będą uruchomione na grzejniku:

Myślę, co by tu jeszcze wrzucić…?

Chcą nas zabić!

Wczoraj rano wyjrzałem za okno. Deszczowo, a raczej mokro. Wczoraj było zimno, więc zapowiadało się nieciekawie. Wyszedłem po bułki i… uderzyła mnie ciepła, niemal wiosenna pogoda. Do tego zapach… trochę jakby wilgotny stary drewniany garaż. Garaż, bo spaliny, olej z jezdni itp., a drewniany, bo pachniało mokrym drewnem, niemal jakimś pomostem. Tylko bez zapachu jeziora.

Temperatura taka, że w zasadzie można by chodzić w samej koszulce, ale i w bluzie nie było za ciepło. Tak akurat.

Potem, jadąc do pracy, wsiadłem do tramwaju (parę dni nie jeździłem, to trochę odwykłem). Usiadłem. Dostałem strzał gorąca od rozkręconego na maksa ogrzewania. Bo oczywiście MPK wychodzi z założenia, że ludzie wchodząc do tramwaju są ubrani tak, jak w biurze, a nie tak, jak na przystanku. I mamy mrozy. Logiczne.

I tak sobie myślę, że sporo zachorowań wywołanych jest właśnie takim naprzemiennym przegrzaniem i wyziębieniem. I nie rozumiem po co w tramwajach ogrzewanie (przy braku mrozu). Zwłaszcza rozkręcone na maksa.