Blokada exit nodes Tora

Dawno temu pisałem o walce z Tor. Odsyłałem tam do strony, na której można sprawdzić, czy IP jest węzłem wyjściowym Tora, jest też stronka z listą węzłów. Niestety, stronka popełnia częsty błąd i wrzuca wszystkie węzły do jednego wora, zarówno węzły wyjściowe (exit node) jaki pośredniczące (relay node). Niestety, błąd ten później pokutuje, bo taki admin, który chce wyciąć exit nodes bierze, nie patrzy, nie rozumie i… wycina np. moje domowe IP, choć z Tora się do jego serwera nie łączę, tylko dorzucam parę groszy do projektu przerzucając czyjś ruch.

Tor logoŹródło: https://media.torproject.org/image/official-images/2011-tor-logo-flat.svg

Ponieważ potrzebowałem (no dobrze, ja jak ja…) listę węzłów wyjściowych na niezupełnie swoje potrzeby, zrobiłem własną listę. Tylko IP i tylko węzły wyjściowe. Idealne do automatycznego przetwarzania.

Dane brane są z z oficjalnej strony projektu Tor ( https://check.torproject.org/exit-addresses). Aktualizacja odbywa się raz na godzinę o pełnej godzinie (nie ma sensu pytać częściej). Jakby było zainteresowanie i potrzeba, to mogę zwiększyć częstotliwość. Mi wystarcza.

Plik dostępny jest po HTTP i HTTPS pod tym adresem: Tor exit node IP list. Udostępniam as is, bez żadnych gwarancji działania, dostępności, kompletności czy poprawności danych czy braku złośliwych danych. Jak widać wisi to na darmowej domenie, co może mieć dotyczące zawartości. You get what you pay for. 😉

Zresztą ogólnie korzystanie z tego typu automatycznych źródeł bez jakiejś weryfikacji uważam za nierozsądne.

UPDATE: Metoda nie jest doskonała. O tym, że część exit nodes może nie być widocznych przeczytasz tutaj.

EncFS – kolejne narzędzie do szyfrowania upada

Dawno temu zachwycałem się EncFS[1]. Obsługiwało AES, pozwalało szyfrować pliki, nie partycje i pozwalało trzymać je na zwykłym systemie plików. Tak naprawdę szyfrowany był katalog. Jakiś czas temu upadł Truecrypt, który – zdaniem twórców – okazał się nie tak bezpieczny, jak postrzegali go ludzie. Teraz kolej na EncFS.

Wczoraj, podczas aktualizacji systemu[2], dostałem w twarz dialogboksem o następującej treści:

Encfs security informationAccording to a security audit by Taylor Hornby (Defuse Security), the current implementation of Encfs is vulnerable or potentially vulnerable to multiple types of attacks. For example,an attacker with read/write access to encrypted data might lower the decryption complexity for subsequently encrypted data without this being noticed by a legitimate user, or might usetiming analysis to deduce information.Until these issues are resolved, encfs should not be considered a safe home for sensitive data in scenarios where such attacks are possible.

Pięknie, prawda? Szczególnie, że EncFS byłby świetnym rozwiązaniem do szyfrowania plików w chmurze – EncFS dla WebDAV czy Dropbox były proste w założeniu i wygodne w użytkowaniu[3]…

Wygląda, że pomału można żegnać się z EncFS. A podobnych alternatyw jakoś nie widać na horyzoncie.

[1] Strona projektu zwraca 404. Przypadek? W każdym razie nie linkuję, łatwe do wyszukania…

[2] Debian unstable. Akurat tam nie używam encfs, ale instaluję wszędzie. Planowałem do chmury.

[3] Ładne ilustrowane howto dla EncFS w chmurze.

Plnog 13

Dziś wróciłem z trzynastej edycji PLNOG. Znacznie lepsze wrażenia, niż po edycji 11. Krótko i subiektywnie o wykładach, na których byłem.

Peering vs Tranzyt prowadzony przez Grzegorza Janoszkę z Booking.com. Zaskoczenia nie było; w skrócie: peering oznacza mniejsze opóźnienia, szybsze transfery i mniejsze odchylenia czasu transferu. Czyli – patrząc z punktu widzenia lepiej róbmy sieć/usługę – warto. Niestety, podobno nie przełożyło się to w żaden sposób na wyniki sprzedaży. Duży szacunek za kulturę pomiarów i weryfikację tez w praktyce, mimo trudnych warunków pomiaru (każdy okres jest inny, wzrost ruchu w czasie, zmienne środowisko).

James Kretchmar z Akamai mówił o obsłudze największych wydarzeń w Internecie. Czyli np. transmisje video z MŚ w piłce nożnej. Bez wielkich zaskoczeń, z grubsza tak to sobie wyobrażałem. Ciekawe wyzwania i mechanizmy przy tego typu skali. Największe wrażenie zrobiła właśnie skala i poziom poukładania.

O systemie ochrony przed atakami DDOS Wanguard mówił Piotr Okupski. Wykład ciekawy, praktyczny, przekonujący. Sporo namiarów i ciekawostek nt. wpływu optymalizacji systemu Linux i wyboru kart sieciowych na wydajność. Ogólnie sporo o wydajności, zwł. w kontekście przetwarzania informacji o ruchu sieciowym w większej skali live. Zdecydowanie będę musiał zgłębić temat. W tej chwili mam to rozwiązane nieco inaczej (i też działa i wystarcza), ale warto znać alternatywy.

Czy bezpłatne WiFi może być opłacalne? Chyba najbardziej marketingowy wykład, na jaki trafiłem. Paradoksalnie, cieszę się, że byłem, choć ze względu na ochronę prywatności. Z punktu widzenia użytkownika końcowego: nie ma darmowych obiadów. Zalogujesz się do darmowego WiFi przy pomocy konta FB/maila/numeru telefonów, to spodziewaj się reklam na wallu, spamu, SMSów. Darmowe WiFi w galerii[1]? Pomiar, gdzie chodzisz (dokładność do kilku m), ukierunkowane reklamy przy przejściu obok danego sklepu, na wallu itd. I wszechobecne parcie w kierunku big data. Trochę ciary, mocne skojarzenia z Rok 1984 i Wielkim Bratem.

O narzędziach open source w służbie ISP mówili ludzie z FiberRing. Wyniosłem głównie da się połączone z pewne rzeczy warto rozwijać samemu (bo nie ma alternatyw ;-)) i parę nazw narzędzi, którym chcę się bardziej przyjrzeć.

Mechanizmy ochrony anty-DDoS w Telekomunikacji Polskiej/Orange – taki był tytuł wykładu Andrzeja Karpińskiego. Fajny, poukładany, przemyślany wykład w formie, która bardzo mi się podobała, bo łączyła teorię z praktyką. Czyli z jednej strony co należy robić, a z drugiej jak my to robimy. Myślę, że dobry instruktaż, albo przynajmniej przypomnienie. Mam dość niewesołe przemyślenia w temacie security, niestety. Mianowicie: dużym jest łatwiej, a bezpieczeństwo coraz mniej jest sprawą community sieciowego, a coraz bardziej produktem. Dużą zmianę jakościową mogłaby przynieść dopiero zmiana mentalności end userów, ale na to się nie zanosi. Nawiasem, nie zdziwiłbym się, gdyby wykład okazał się też owocny handlowo (bo o produktach TP/Orange w tym zakresie też było).

Pierwszy dzień konferencji zakończyłem spotkaniem SP Security Community Working Group. Ustalenia są w skrócie takie, że nadal to będzie działać, ma być bardziej otwarte na nowych ludzi i bardziej lokalne. I chyba dobrze, bo IMO do tej pory formuła nie do końca się sprawdzała.

Dzień drugi zaczął Artur Pająk z Huawei wykładem o iSCSI i FCoE. Dobry przegląd technologii. FCoE wygląda jakby lepie w dłuższej perspektywie, ale obecnie barierą może być brak „wspólnego języka” między vendorami.

Mateusz Viste z Border 6 mówił o optymalizacji BGP w czasie rzeczywistym. Dobrze poprowadzony wykład typu co i jak można zrobić. Jeśli się trochę pomyśli i porzeźbi, oczywiście. I napisze trochę swojego kodu[2]. A firma dla tych, którym się nie chce/nie potrafią daje gotowca. Wyniki ciekawe, pewnie parę lat temu byłbym poważnie zainteresowany produktem. Teraz trochę się zmieniła pozycja – ceny hurtowego dostępu do internetu spadły, pojawiły się punkty wymiany ruchu, które też znacznie pomagają (patrz wykład z pierwszego akapitu), a dodatkowo capacity daje pewną odporność na DDoSy (przynajmniej teoretycznie). Może po prostu nie jestem odbiorcą docelowym w tym momencie, tzn. nie mam takich potrzeb.

Ostatni wykład na którym byłem prowadził Adam Obszyński z Infoblox. Zupełnie niemarketingowy wykład o DNSSEC, czy warto, czemu warto, czemu nie warto i co to daje. Ogólnie IMO trochę poprawia bezpieczeństwo, zwł. w przypadku przejęcia ruchu (MITM), ale problemu nie rozwiązuje, w szczególności nie rozwiązuje go dla użytkownika końcowego. Bo ten nadal jest narażony na podmianę adresów serwerów DNS na swoim komputerze/routerze (i wtedy DNSSEC nic nie daje), ruch do DNS nadal jest widoczny (DNSSEC to podpisywanie, nie szyfrowanie) i ogólnie nadal musi ufać swojemu ISP[3]. Widać, że nie do końca się standard przyjął (w Polsce jest naprawdę słabo), wiele ostatnich artykułów jest z okolic 2010-2012, ale przyznam, że ja zostałem przekonany do włączenia (w tym: dla moich użytkowników, aktualnie testuję na sobie). Będzie odrobinę bezpieczniej, a włączenie jest trywialne.

Bo że z bezpieczeństwem DNS nie jest za dobrze, to wiadomo – niedawno dość modny (z braku lepszego określenia zostawię to słowo) stał się DNSCrypt, który robi zupełnie co innego, ale… ma inne wady, a jego uruchomienie to na ten moment porażająca rzeźba, niestety.

W każdym razie zupełnie prywatnie wykład inspirujący i planuję wkrótce wpis(y?) o DNSSEC.

[1] Obawiam się, że do samego pomiaru położenia wystarczy włączone WiFi w telefonie, nie trzeba podłączać się do sieci… A potem, kiedyś, jak już się podłączy na podstawie MAC karty sparuje się urządzenie z użytkownikiem i dołoży parę puzzli do układanki.

[2] Tak, kolejny wykład o tym, że DIY w sieciach ma rację bytu.

[3] I swojemu ISP od DNS też, jeśli przypadkiem nie jest to ten sam byt.