„Must have” aplikacje na telefon z Androidem

Android robot - logo

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Android_(operating_system)

Okazuje się, że trochę z Androida jednak na telefonie korzystam. Do tej pory znalazłem dwie sprytne aplikacje, które bardzo ułatwiają mi życie.

Pierwsza z nich to Screebl Lite.

Zadaniem aplikacji jest blokowania funkcji wygaszania ekranu, jeśli wygląda na to, że korzystamy z urządzenia, czyli trzymamy je w ręku. Używanie wykrywane jest po nachyleniu – jeśli odłożymy telefon na płask, to się wygasi normalnie, ale jeśli będzie pod kątem, to się nie wygasi. W połączeniu z agresywnym ustawieniem wygaszania (zawsze takie miałem), pozwala oszczędzać baterię, ale z drugiej strony nie przeszkadza w pracy.

Przyznaję, że na początku po poleceniu przez D. (thx!) i instalacji Screebl Lite nie zauważyłem różnicy i stwierdziłem, że w sumie nieprzydatny bajer, ale po namyśle i dłuższym korzystaniu – wręcz przeciwnie, znacznie wygodniej jest z tą appką. Doceniłem różnicę, gdy wyłączyłem aplikację… A wyłączyłem, bo niezupełnie dobrze współgra z Yanosikiem – podczas jazdy przy aktywnym Screebl, ekran cały czas pozostał niewygaszony.

Druga sprytna aplikacja to Wi-Fi Matic.

Zasada działania jest prosta: aplikacja zapamiętuje lokalizacje, w których włączamy Wi-Fi, a następnie wyłącza Wi-Fi po ich opuszczeniu, a włącza po powrocie do tych lokalizacji. Proste i skuteczne, zwalnia z konieczności ręcznej aktywacji Wi-Fi w telefonie i pozwala oszczędzać pakiet danych u operatora GSM. Okres, co ile ma być sprawdzana lokalizacja można zdefiniować w aplikacji, a określanie lokalizacji nie korzysta z GPS, tylko jest zrobione sprytnie, w oparciu o stacje bazowe GSM.

Z Wi-Fi Matic korzystam raptem od paru dni, ale jestem bardzo zadowolony. Przy okazji, aplikacja posiada wolny kod źródłowy dostępny na Githubie i jest dostępna w repozytoriach F-Droid.

Bonusowo: F-Droid.

F-droid, czyli manager wolnoźródłowych i wolnych (także dodatki i dane) appek dla Androida. Pozwala na łatwe wyszukiwanie i instalowanie aplikacji z opisywanego kiedyś repozytorium f-droid.org. Spodoba się pewnie głównie miłośnikom Linuksa, ale i tak warto się zainteresować – trochę ciekawych aplikacji, wszystkie appli dostępne bez reklam i opłat, z wyszczególnionymi zagrożeniami prywatności.

Jeszcze o urlopie

Patrzę na poprzedni wpis i wychodzi, że narzekam, i skrypty pisałem. A przecież wcale nie. Parę hintów dla wybierających się nad morze ogólnie, a na zachodnie wybrzeże szczególnie.

Przede wszystkim, wydaje się, że na plaży jest zimno i nie ma pogody. Niezupełnie jest to prawdą. Faktycznie, zachmurzenie i zmienność pogody są większe (zwł. przelotne chmury, i oby były, bo w pełnym słońcu idzie IMVHO zwariować) i temperatura odczuwalna jest niska i nie zachęca do rozebrania się, ale tak naprawdę po prostu nad morzem wieje. Dlatego należy zdobyć (np. pożyczyć) parawan plażowy. Zwykła płachta materiału na drewnianych kołkach. Po użyciu parawanu nagle na plaży robi się ciepło i przyjemnie.

Kąpiących się nie było w tym roku wielu, ale jak najbardziej byli. Też się kąpaliśmy, nawet parę razy. Nie, żebym miał ochotę czy nawet dało się siedzieć dłużej w wodzie, ale zawsze. Zresztą pozorny chłód jest zdradliwy. Raz uznałem, że słońce nie świeci, potem, że ledwo, więc ten jeden jedyny raz się nie posmarowałem kremem z filtrem. I czytałem książkę na kocyku. Ależ oczywiście, że się przypiekłem. Na szczęście na koniec pobytu, więc tylko lekko, bo organizm przywykł już do słońca.

Bardzo mi się spodobała wioska Wikingów, czyli skansen na wyspie Wolin. Jest naprawdę fajne i ciekawe, przy tym w porównaniu do nadmorskich atrakcji – tanie. Różnica między tym tworem, a typowym muzeum/skansenem jest taka, że wszystkiego można dotknąć, przymierzyć, położyć się w łóżku itd. Oczywiście odkładamy wszystko na miejsce, ale poza tym – hulaj dusza. Z racji rozrzutu zwiedzaliśmy jako niezorganizowani i bez przewodnika, więc pewnie nie na wszystko zwróciliśmy uwagę, ale są gry i zabawy „z epoki” (łowienie drewnianych ryb, huśtawki, zarzucanie metalowych obręczy na kijki), łuk i tarcza, do której można postrzelać. Widziałem, że jakąś zorganizowaną grupą zajmował się „człowiek z epoki”, a dzieciaki wyglądały na szczęśliwe. Wygląda, że zapaleńcy robią i wychodzi bardzo fajnie. Poza tym, warto zajrzeć w kalendarium – jest trochę imprez, które zapowiadają się ciekawie. Festiwal Słowian i Wikingów widziałem (dawno temu) i był fajny. Może i w tym roku się wybiorę? Zdecydowanie polecam skansen.

W rezerwacie żubrów (poprawnie nazywa się to Zagroda Pokazowa Żubrów) jest dostępny w tym roku multimedialny przewodnik. Wygląda na urządzenie z Androidem plus aplikację, która odtwarza stosowne video, traktujące o mieszkańcach rezerwatu. Bardzo mieszane uczucia mam co do tego rozwiązania. Z jednej strony pomysł fajny, z drugiej – trochę za cicho gada, nawet na maksymalnej głośności. Dookoła zwiedzający przecież i gadają… Poza tym, czemu nie zrobili z tego ogólnodostępnej aplikacji w sklepie Google Play i linka (QRcode!), tylko dedykowany sprzęt, bramki do wykrywania, czy ktoś nie wynosi itd.? IMHO potężne marnotrawstwo środków. No i w obecnym rozwiązaniu nie można obejrzeć filmów przed wizytą w rezerwacie, by wiedzieć na co zwrócić uwagę… Nawiasem, jakby ktoś się wybierał, to polecam dojście od strony miasta, nie z dedykowanego parkingu. Zdecydowanie bliżej.

Bezpieczniejsze i wydajne łącze mobilne

Nieco ponad pół roku temu opisałem możliwe sposoby przyspieszania łącza internetowego. Znowu jestem na urlopie, bez dostępu do „normalnego” łącza i korzystam z Aero2. Jak pisałem, najbardziej, ze względu na łatwość uruchomienia, przynajmniej w środowisku Linux, odpowiada mi wariant z socks proxy i ssh.

Poza tym, mignęła mi ostatnio – zupełnie nie pamiętam przy jakiej okazji, ale niezwiązana z tym tematem – informacja o polipo, czyli cache’ującym serwerze proxy, pomyślanym o użytku osobistym, domowym lub małych grupach użytkowników. W stosunku do pełnoprawnego proxy WWW, czyli popularnego squida ma parę ciekawych cech: jest lekki i szybki, prosty w konfiguracji, może robić za mostek między sieciami IPv4 i IPv6, umie socks proxy, posiada pewne opcje umożliwiające łatwe filtrowanie reklam i zwiększanie prywatności.

W kombinacji z tunelem SSH z którego korzystam, polipo będzie pełnił rolę cache oraz translatora socks proxy na zwykłe proxy WWW. O ile większość przeglądarek jakoś obsługuje socks proxy, o tyle chyba tylko w Firefoksie można to po prostu wyklikać, pozostałe wymagają zabawy z wierszem poleceń w celu uruchomienia obsługi. Poza tym, mając proxy WWW w systemie można je wykorzystać nie tylko do przeglądarek, ale do wszystkich programów, które umożliwiają ustawienie proxy HTTP.

Czyli całe rozwiązanie składa się więc z dwóch elementów: tunelu SSH, zapewniającego szyfrowanie przesyłanych danych (bezpieczeństwo) oraz kompresję (wydajność), oraz polipo zapewniającego cache plików (wydajność). Ponieważ moje łącze mobilne jest wolne (Aero2; DOWN/UP 512/256 kbps), zdecydowałem się umieścić serwer proxy na laptopie, przed tunelem SSH (patrząc od strony przeglądarki). Wydaje mi się, że tak będzie wydajniej – część zapytań nie trafi w ogóle do tunelu. Możliwa jest też konfiguracja z proxy uruchomionym na serwerze terminującym tunel – patrz linki na końcu wpisu. Topologia rozwiązania wygląda zatem następująco:

Internet - serwer - tunel SSH - polipo - przeglądarka

Serwer to maszyna z Linuksem (może być VPS dowolnego typu), serwerem SSH i przyzwoitym (optymalnie: lepszym od naszego mobilnego łączem).

Uruchomienie tunelu:

ssh -CND 9000 user@serwer

Konfiguracja serwera polipo (bardzo podstawowa, dostępnych jest znacznie więcej opcji, ale ich opis wykracza poza tematykę tego wpisu; cat /etc/polipo/config):

logSyslog = true
logFile = /var/log/polipo/polipo.log
socksParentProxy = 127.0.0.1:9000
socksProxyType = socks5

Następnie ustawiamy w przeglądarce WWW jako HTTP proxy: adres 127.0.0.1 i port 8123 (domyślny port na którym słucha polipo). Gotowe.

Uwaga dotycząca bezpieczeństwa: z uwagi na to, że w ww. rozwiązaniu szyfrowany jest tylko ruch HTTP, i tylko ten przechodzący przez proxy, należałoby pewnie ograniczyć dostęp dla pozostałego ruchu wychodzącego na firewallu. Jeszcze lepszym rozwiązaniem pod względem bezpieczeństwa, z uwagi na ew. spoofing DNS i uniezależnienie się od DNSów dostawców sieci, byłby VPN. Ale w tym przypadku nie to jest priorytetem, poza tym, korzystam z lokalnego serwera DNS.

Linki:

  1. Opis konfiguracji Aero2, wvdial i modemu Huawei E3131.
  2. Alternatywna konfiguracja z polipo uruchomionym na serwerze.