Wiedźmin (serial Netflix)

Przy okazji zakończenia serialu Stranger Things, zacząłem się zastanawiać na ile Netflix umie robić seriale. Bo poza SF, mają jeszcze kilka udanych produkcji, które przychodzą mi do glowy: Dark czy Gambit królowej[1]. Przypomniałem sobie, że przecież zekranizowali też Wiedźmina, więc dam szansę. Chociaż pierwotnie, po tym co słyszałem na jego temat, planowałem odpuścić. Jednak przyzwoita ocena na IMDB (7,9) przekonała mnie, by dać szansę.

Zacznijmy jednak od określenia mojego stosunku do twórczości A. Sapkowskiego. Nie jestem wielkim fanem uniwersum Wiedźmina, ale uważam, że to co najmniej dobre książki. Przeczytałem wszystkie, i sagę, i opowiadania, i późniejsze części. Część z nich dawno temu, zwłaszcza sagę. Opowiadania więcej, niż raz.

Jeśli chodzi o twórczość opartą na książkach, to próbowałem oglądać polski serial, ale… no jakoś nie siadło. Trochę za bardzo teatralne i po kosztach robione wydawało mi się. Filmu pełnometrażowego nie widziałem. Nie grałem w żadną z gier. I w tej oto sytuacji zaczynam oglądać serial produkcji Netfliksa.

Muszę powiedzieć, że już po pierwszych odcinkach pierwszego sezonu miałem mieszane uczucia. Z jednej strony czuć dopracowanie. Czyli to, czego bardzo mi brakowało w polskim serialu. Jest zrobione ładnie i na bogato. Z drugiej strony, mam wrażenie, że oglądam serial kręcony na motywach gier i powieści lub luźno oparty o uniwersum. Sporo rzeczy zostało zmienionych, pominiętych lub potraktowanych instrumentalnie.

Już w pierwszym odcinku Geralt spotyka Renfri i choć historia jest nieco zbliżona do oryginału, to tridamskie ultimatum praktycznie nie istnieje. Ale to jeszcze nic, bo twórcy historię z silvanem Torque potraktowali tak, że jeśli ktoś nie zna opowiadania, to do tej pory może się zastanawiać po co on był, co to było za spotkanie i czemu Jaskier zyskał nową lutnię od elfów. Jednym słowem, bardzo to wszystko spłycone, na zasadzie odfajkować.

Zresztą sam Geralt w serialu Netflika wyglądem odbiega od tego, do czego przywykliśmy w literaturze. W serialu przypomina raczej Conana, czyli wojownika. Zaczepki odmieńca w knajpach – częste w literaturze – wyglądają tu trochę dziwnie. Czym innym jest jednak zaczepianie odmieńca przeciętnego wzrostu i budowy ciała, a czym innym o pół głowy większego wojownika.

Obecnie jestem w połowie trzeciego sezonu i… dalej jest tylko gorzej. Zarówno jeśli chodzi o wierność literaturze – tej nie ma zupełnie – jak i samą fabułę. Taki trochę tasiemiec w klimacie fantasy. Ładnie zrobiony, ale pusty. Związek z oryginałem nieco w stylu Człowieka z wysokiego zamku – ot, weźmy uniwersum/pomysł i na tej podstawie zróbmy serial. Tylko tam wyszło to jakoś lepiej, przynajmniej na tyle, na ile widziałem. Bo całości jakoś nie obejrzałem. Podsumowując, najlepiej chyba będą bawić się ci, którzy wiedźmina nie znają lub znają tylko z gier. Może stąd wysokie oceny? Ocena na filmweb.pl (6,9), o cały punkt niższa niż na IMDB, zdaje się potwierdzać.

Nie wiem, czy dokończę oglądanie serialu. Być może z rozpędu… Tymczasem nabrałem ochoty na odświeżenie wersji polskiej. I tu spotkała mnie niespodzianka, bo o ile serialu nie ma na platformach streamingowych, to jest na VOD TVP. Zupełnie za darmo.

[1] Brak wpisu na ten temat, mam inny raczej o książce, a w zasadzie o autorze.

Konklawe

Niedawno na spotkaniu ze znajomymi ktoś wspomniał o filmie Konklawe. Zobaczyłem, że jest na Amazon Prime, więc stwierdziłem, że obejrzę. Choć fabułę znałem bo lata temu przesłuchałem książkę Roberta Harrisa na Legimi. A z tego, co wywnioskowałem na podstawie krótkiej, bezspoilerowej rozmowy, fabuła filmu odpowiada książce. Spoilerów nie będzie i tu.

Na tyle na ile pamiętam książkę, film jest w zasadzie wierną ekranizacją. Sprawdziłem na IMDB, są drobne, kosmetyczne zmiany typu zmiana narodowości poszczególnych bohaterów. Reszta się zgadza.

Jak sugeruje tytuł, film mówi o konklawe, czyli wyborze nowego papieża po śmierci poprzedniego. Większość akcji w zamkniętym, odosobnionym miejscu. Trochę można to skojarzyć z klimatami znanymi z filmów typu Dwunastu gniewnych ludzi.

Jak pisałem, znałem treść, więc mogło to rzutować na odbiór, ale film mnie nie zachwycił. Jest poprawnie i… tyle. Jest trochę ładnych ujęć. Trochę przesadzonych jak na mój gust. Typu kardynałowie z jednakowymi parasolami. Raz czarnymi, raz białymi. Rozumiem, że Watykan może dbać o wygląd, ale czy aż do tego stopnia, by były jednakowe parasole, w dodatku osobne na deszcz i słońce?

Jeśli ktoś nie zna książki – można obejrzeć. Ale mi się książka bardziej podobała.

Tajemnice Pragi

Tajemnice Pragi czy też może Zbrodnie wielkiej Pragi, bo chyba tak należałoby dokładnie tłumaczyć oryginalny tytuł, to czeski serial, o którym dowiedziałem się przypadkiem. Mimo niezbyt zachęcającej oceny na IMDB dałem szansę i… warto.

Akcja dzieje się w międzywojennej Pradze i zaczyna od awansu jednego z głównych bohaterów w praskiej policji. Mamy głębokie podziały społeczne, arystokracji niby nie ma, bo tytuły zniesiono, ale w praktyce wiele się nie zmieniło. Niby Praga, ale część spraw jest rozwiązywanych w warunkach praktycznie wiejskich.

Każdy odcinek to oddzielna sprawa kryminalna, ale osobnym wątkiem, łączącym w zasadzie niepowiązane odcinki, są perypetie rodzin bohaterów. Osadzenie w okresie międzywojennym zrobione ze smaczkami i na bogato. Sporo samochodów z epoki. Ubrania oczywiście też, ale mam wrażenie, że ogólnie przyłożono sporą wagę do detali, zwyczajów, stosunków społecznych.

Ciekawy jest klimat serialu, mimo kryminalnej tematyki i ciężkich przestępstw, jest łagodnie. Nie ma wiele przemocy, przekleństw. Można powiedzieć, że przestępcy po prostu zakładają kajdanki i… tyle. Nawet sceny łóżkowe – których jest sporo – są bardzo skromnie pokazane. Za to jest sporo humoru.

Serial ma jeden sezon, składający się z dziesięciu godzinnych odcinków. I więcej nie będzie, raczej. W ogóle mam wrażenie, że ostatni odcinek był zrobiony… Nie to że na siłę, ale w pośpiechu. Domyka wątki, które – w mojej ocenie – w normalnym tempie byłyby zamykane w kilku odcinkach. Czy pierwotnie miało być np. 12 odcinków i skrócono? Nie wiem. Ale nawet jeśli, to zakończenie jest zgrabne, nierażące i ma swój urok. A nawet może było tak od początku planowane?

Serial można obejrzeć na Amazon Prime, który ostatnio zaliczył nielichą, czterdziestoprocentową, podwyżkę – abonament roczny wzrósł z 49 do 69 zł.