Krótki film

Jakiś czas temu Netflix, z okazji którejś rocznicy wejścia do Polski, dodał do oferty coś, co można nazwać klasyką polskiego kina. Filmy są w dobrej jakości, więc stwierdziłem, że odświeżę i nadrobię braki.

Jednym z braków był Krótki film o zabijaniu. O filmie przypomniał mi ten artykuł. Nie jest w żaden sposób wyjątkowy, jest po prostu kompilacją informacji z innych źródeł. Niemniej, jest nowy i to właśnie on pojawił się we właściwym momencie i przypomniał mi o filmie.

Pamiętam, że zdziwiły mnie i zachwyty nad filmem, i to, że podobno stał się ważnym elementem dyskusji o karze śmieci, bo „wstrząsnął” opinią publiczną. Zdziwiły do tego stopnia, że po obejrzeniu szukałem informacji na ten temat.

Jeśli chodzi o to, co można uznać za zalety to… Film jest mocny. W tym sensie, że zabijanie ludzi jest pokazane w sposób drastyczny i dosłowny. Ekipa filmowa podobno była straumatyzowana i wierzę w to. Klimat filmu, uzyskany został poprzez wykorzystanie odpowiednich filtrów światła na kamerach. Nie znam się na technice filmowej i na ile to było nowatorskie, ale doceniam. I potwierdzam, że jest efekt.

Cała reszta… no słaba jest. Niespecjalnie coś z czegoś wynika i trzyma się kupy. Fabuła dość szczątkowa. Młody prawnik przyklejony jakby na siłę. Luki w fabule – nie są pokazywane ważne rzeczy, bo przecież czas został zużyty na pokazywanie mniej istotnych i zabijania. Błędy faktograficzne – co przytomniejsi podnosili kwestię, że bohater za czyn pokazany w filmie nie mógł w świetle ówczesnego prawa zostać skazany na karę śmierci.

Trochę odbieram to jako artysta kręci film lobbujący. Odwołujący się do uczuć, pomijający rozum. Niemniej, zadanie spełnił. Tak czy inaczej, Krótki film o zabijaniu obejrzałem wyłącznie z tego względu, że klasyka.

Bandcamp

Konto na Bandcamp chciałem założyć już jakiś czas temu. Jednak zawsze coś mnie powstrzymywało. Do dziś.

Sam serwis ma wiele zalet, zaczynając od uczciwych stawek dla wykonawców, przez specjalne dni, gdy rezygnuje z prowizji, po muzykę w różnych formatach. Ma też sporo wad, z których najważniejsza to fakt, że wybór muzyki jest raczej niewielki.

Jednak największą wadą z mojego punktu widzenia jest proces rejestracji i aktywacji konta. Czynność, która powinna być możliwie bezproblemowa dla użytkownika urasta do rangi wyzwania.

Zacząłem od appki na Androidzie, to w sumie głównie o takim używaniu myślałem. W appce jest opcja rejestracji ale… nie działa. Mimo wypełnienia wszystkich pól i wielokrotnej próby wysyłki, za każdym razem dostawałem błąd żądania POST z URLem API dla mobile.

Trudno, odpaliłem przeglądarkę na komputerze. Tu dla odmiany nie dowiemy się od razu, czy nazwa użytkownika jest zajęta, czy wolna. Niezbyt wygodne, ale to detal, bo przynajmniej udało się zarejestrować konto.

Zalogowałem się więc w appce na telefonie, chcę polubić wykonawcę czy utwór i… nie mogę. Żeby to zrobić, trzeba potwierdzić adres email. Zerkam i mam maila, klikam i… nie działa. Być może kwestia mniej typowej przeglądarki na Androidzie i problemów z CAPTCHA.

Ostatecznie wysłałem (forward) maila na komputer, żeby tam kliknąć linka. I co? I nie udało się – po zalogowaniu chciał jakieś potwierdzenie i… wysłał kolejnego maila. Stwierdziłem, że na dziś mam dość. Więc ostatecznie na ten moment poległem. Z rejestracją i pełną aktywacją serwisu. W 2026! Konto mam założone, ale nie w pełni aktywowane i w praktyce nie mogę sensownie korzystać.

Na osłodę (dla mnie) i w nagrodę za wytrwałość (dla czytelników), utwór zespołu, który skłonił mnie do założenia konta poniżej. Tak, niemiecki folkowy zespół gra polski utwór. Nie pytajcie jak się o tym dowiedziałem.

YouTube, bo łatwiej osadzić… Oj, Bandcamp, Bandcamp…

Rozrywka

Link z ostatniego wpisu o tym, jak AI rzekomo zabiło CTFy przypomniał mi o podobnym zjawisku sprzed lat. Zanim przejdę do sedna – faktycznie, wygląda na to, że scena CTF do czasu pojawienia się AI się zmieniła. Niedawno bawiliśmy się ze znajomymi i duże kilkadziesiąt zespołów rozwiązało wszystkie zadania. Nie mam większej próbki, na ile to powszechne, ale faktycznie, pierwszy raz widziałem taką sytuację. No i opisy autora wpisu, całe frameworki, agenty – robi wrażenie. Bo LLMy były wykorzystywane już wcześniej, ale raczej ręcznie, przynajmniej wg mojej wiedzy. Zresztą oddać trzeba, że większość CTFów nie dawała żadnych ograniczeń w tym zakresie.

Wracając do zjawiska, które mi się przypomniało. Wieki temu, w czasach szkoły średniej, kiedy mieliśmy za dużo czasu, z kolegami wpadliśmy na genialny pomysł. Kupimy magazyn z łamigłówkami, rozwiążemy wspólnie i wyślemy do losowania, aby ubiegać się o najwyższą nagrodę. Były bowiem różne nagrody, zależne od ilości rozwiązanych zadań. Najniższy próg można było dość łatwo osiągnąć, ale i nagrody były niezbyt wysokie. Natomiast w najwyższym i nagroda była – jak dla nas – wysoka, i trzeba było naprawdę pogłówkować. Magazynem była tytułowa Rozrywka, która zawierała krzyżówki, jolki, rebusy itp. Jednym słowem: łamigłówki. Z perspektywy czasu, był to trochę taki CTF, tylko niezwiązany z komputerami i IT security.

Dla ustalenia uwagi: dwutygodnik Rozrywka – bo o nim mowa – kupowało się w kiosku, rozwiązania wysyłało zwykłą pocztą, chyba z fragmentem numeru. Z tego co pamiętam – choć nie dam głowy, każdy z nas kupował i wysyłał swój egzemplarz. Sporo rzeczy rozwiązywaliśmy równolegle, bo synchronizacja była nie online, tylko telefonicznie, albo w szkole[1]. Inny świat.

Oczywiście nigdy nic nie wygraliśmy, a sam pomysł dość szybko upadł[2]. Pewnie nie doceniliśmy wpływu szczęścia w losowaniu i przeszacowaliśmy szanse, czyli ilość ludzi, którzy jednak rozwiążą wiele zadań i wyślą rozwiązania. W sumie dla emerytów mogło to być jedyne zajęcie i odpowiednik loterii. Posiadali przy tym duże doświadczenie w rozwiązywaniu… Teraz to oczywiste, wtedy o tym nie myśleliśmy.

Jednak pamiętam, że robiliśmy usprawnienia. Pewien typ zadań to działania matematyczne, gdzie część cyfr jest zastąpiona literami[3]. Jako zdolni programiści podjęliśmy próbę napisania programu, który rozwiąże takie zadania. Z tego co pamiętam, początkowo zastosowaliśmy podejście brute force, co na niezbyt szybkich w owych czasach komputerach skazane było na niepowodzenie – program działał zbyt wolno. Przynajmniej w wersji naiwnej, bo ostatecznie kolega napisał w Pascalu coś, co było wystarczająco szybkie.

Dziś mamy tak szybkie komputery, że nawet wersja naiwna wystarczy[4]. Mamy też narzędzia w stylu Z-solvera czy OR-tools, które są w stanie pomóc przy tego typu zagadkach. Wreszcie jest dostęp online i do algorytmów, i gotowych narzędzi. Kiedyś było więcej myślenia i samodzielnego kombinowania. Podobnie z krzyżówkami. Chyba próbowaliśmy korzystać z jakichś komputerowych słowników na potrzeby krzyżówek, ale raczej były niekompletne i trudno dostępne.

Zmierzam jednak do tego, że komputery, ze swoją mocą obliczeniową, całkowicie zmieniły krajobraz łamigłówkowy i „scenę”. Bo pojawiły się też programy do tworzenia krzyżówek, sudoku, łamigłówek. Zmieniły się i same krzyżówki. Kiedyś normą była „szachownica” białych pól na wpisywanie haseł i czarnych, pustych. W białych były numerki, a hasła były oddzielnie. Czasem miały dość długie opisy. Teraz dominują krzyżówki panoramiczne, gdzie pojedyncza kratka zawiera – oczywiście krótki – opis hasła, a same hasła krzyżują się praktycznie wszystkimi literami.

I tak sobie myślę, że komputery zrobiły łamigłówkom to, co dziś LLMy i agenty robią CTFom. Zupełnie zmieniają krajobraz i środowisko. Przygotowując ten wpis dowiedziałem się, skąd wzięła się nazwa zadań: jolka… Jeśli chodzi o wydawnictwo Rozrywka, to z Wikipedii dowiadujemy się, że w 2021 r. prawa do tytułów zostały sprzedane. Jednak sam dwutygodnik nadal istnieje. Czy w zbliżonej formie? Jestem prawie pewien, że nie. Ale może kupię, żeby zobaczyć jak ma się do tego, co pamiętam. No i mam nadzieję, że scena CTF jednak nie zniknie, nawet jeśli się zmieni.

Bo łamigłówki nadal funkcjonują, nawet w epoce komputerów. Czasem – dzięki nim. I dostarczają radości i zabawy. Wystarczy przypomnieć 711 wyrazów o optymalizacji.

[1] Hm, a może to były wakacje/ferie?
[2] Jeśli dobrze pamiętam, wysłaliśmy z 2-3 razy, czyli zabawa na jakiś miesiąc czy dwa.
[3] Nazywa się to kryptarytm.
[4] Nawet w Pythonie, bez PyPy. A gdyby kogoś kryptarytmy i rozwiązywanie bardziej zainteresowało, to polecam te dwa linki.