Uruchomienie karty Wi-Fi Mediatek MT7601U na Banana Pi

Jakiś czas temu kupiłem małe, tanie karty USB Wi-Fi w Chinach. Stwierdziłem, że przydadzą się do niewyposażonych we wbudowane karty płytek z ARM, czy nawet żeby któryś komputer podpiąć na szybko do sieci Wi-Fi w standardzie N. Karty przetestowałem na szybko na laptopie i wszystko było fajnie, ale… uruchomienie ich wymagało rzeźby i dokompilowania modułu. Dla jasności: chodzi o karty, które sprzedawane są jako Mediatek MT7601U USB bgn WiFi dongle.

Po podłączeniu w wyniku lsusb widać:

Bus 002 Device 002: ID 148f:7601 Ralink Technology, Corp.

 

a wymagany driver dla tej karty to mt7601u. W momencie podłączania karty USB w dmesg pojawia się:

[ 1075.027898] usb 2-1: new high-speed USB device number 2 using ehci-platform
[ 1075.189356] usb 2-1: New USB device found, idVendor=148f, idProduct=7601
[ 1075.196330] usb 2-1: New USB device strings: Mfr=1, Product=2, SerialNumber=3
[ 1075.203764] usb 2-1: Product: 802.11 n WLAN
[ 1075.208160] usb 2-1: Manufacturer: MediaTek

 

Dziś potrzebowałem uruchomić Banana Pi pod kontrolą dystrybucji Bananian z tą kartą, wetknąłem ją w lapka, żeby odświeżyć sobie budowanie modułu i… miło mnie zaskoczył – działało od kopa. Stwierdziłem, że może zasługa nowszego kernela (4.5), ale prawdopodobnie nie – brakujący firmware jest dostarczany w Debianie w pakiecie firmware-misc-nonfree. Niedostępnym w Jessie, ale nie jest to wielki problem. Poniżej krótka instrukcja, co zrobić, żeby zadziałało (dla Bananiana 16.04 (released 2016-04-23)). Być może zadziała także na starszym kernelu, ale nie testowałem. Zgodnie z tym, co piszą na GitHubie projektu, driver jest dołączony do mainline kernela, i opisany poniżej sposób powinen działać dla kerneli od 4.2 w górę.

Instalacja kernela z linii 4.x na Banana Pi (niezalecana w FAQ Bananiana, ale…):

wajig install linux-image-4.4-bananian

 

Następnie reboot, by Banana Pi działało z nowym kernelem. Kolejnym krokiem jest pobranie pakietu z firmware dla karty:

wget http://ftp.de.debian.org/debian/pool/non-free/f/firmware-nonfree/firmware-misc-nonfree_20160110-1_all.deb

 

Usunięcie pakietów, które konfliktują z ww. pakietem (oczywiście wajig; wykonać dla wszystkich pakietów, które zgłoszą konflikt):

wajig remove firmware-ralink

 

Ostatnim krokiem jest instalacja pobranej paczki:

wajig install firmware-misc-nonfree_20160110-1_all.deb

 

Od tej pory karta USB Mediatek powinna po prostu działać po włożeniu do USB. Oczywiście należy połączyć się jeszcze z siecią bezprzewodową, ja polecam do tego wicd i wygodny konsolowy wicd-curses. Zadziała także dla Debiana w wersji stable (Jessie) – w zasadzie Bananian różni się tylko kernelem.

UPDATE Dobrzy ludzie słusznie donoszą, że firmware-misc-nonfree jest w repozytorium backports, więc instalacja jest prostsza – wystarczy dodać stosowne repozytorium do źródeł. Przyznaję, że nie sprawdzałem, bo jakoś mi się błędnie zakodowało, że ani armel, ani armhf nie są dostępne w backports.

Jak przenieść aplikację na kartę SD w systemie Android? HOWTO

Na jednym starym urządzeniu z Androidem mam śmieszną ilość wbudowanego dysku w urządzeniu – poniżej 512 MB. Do tego wydawało mi się, że aplikacje ze sklepu Google Play mogą być instalowane tylko na wbudowanym flash w urządzenie. Dziś dowiedziałem się, jak zmusić Androida (przynajmniej poniżej wersji 5) do instalacji oprogramowania bezpośrednio na karcie SD. Operacja jest umiarkowanie prosta, więc jeśli ktoś ma problem z brakiem miejsca na telefonie, to polecam. Co zdziwiło mnie najbardziej to fakt, że nie jest konieczne rootowanie telefonu.

Wymagania

Aby odblokować możliwość przenoszenia praktycznie dowolnego oprogramowania na kartę SD, potrzebne będą:

  • kabel USB do połączenia telefonu i komputera,
  • Android w wersji niższej niż 5,
  • włączenie USB debugging na urządzeniu na czas zmiany ustawień,
  • oprogramowanie Android Debug Bridge (ADB) zainstalowane na komputerze (w przypadku Linuksa powinno być w repozytoriach).

Odblokowanie przenoszenia programów na kartę SD

  • upewniamy się, że tryb USB debugging jest włączony lub włączamy go,
  • podłączamy urządzenie do komputera,
  • sprawdzamy, czy jest widoczne (polecenie adb devices),
  • jeśli jest widoczne, wydajemy polecenie adb shell,
  • w powstałej konsoli wydajemy polecenie pm get-install-location – zapewne zobaczymy 0 lub 1, co oznacza odpowiednio wybór automatyczny lub wewnętrzną pamięć flash,
  • zmieniamy wartość na 2: pm set-install-location 2,
  • zamykamy konsolę adb, odpinamy telefon od komputera, wyłączamy USB debugging.

Przenoszenie programów na kartę SD

  • na telefonie wybieramy Ustawienia -> Aplikacje -> Na karcie SD,
  • „ptaszek” przy nazwie programu oznacza, że jest on na karcie SD,
  • wybieramy kolejno aplikacje i w ich ustawieniach wybieramy przenieś na kartę SD.

Po chwili powinniśmy zauważyć przyrost wolnego miejsca na wbudowanym w urządzenie nośniku.

Wady

Poza oczywistą zaletą, czyli możliwością instalacji większej ilości programów, co często oznacza być albo nie być dla urządzenia, są też wady:

  • wbudowana pamięć flash jest zwykle szybsza, niż karta, ale w praktyce nie odczuwam tego, na typowej lowendowej karcie,
  • niektóre aplikacje, zwł. systemowe lub Google nadal nie dają się przenieść,
  • przenoszone aplikacje zajmują nadal trochę miejsca na wewnętrznej pamięci.

Na zakończenie polecam lekturę pełniejszego opisu, z obrazkami (ang.) – widziałem kilka opisów, ale ten wydaje mi się najlepszy i najbardziej przystępny.

UPDATE

Debugowanie USB w Androidzie 4.2 i nowszych

W przypadku Androida w wersji 4.2 i nowszych, nie można tak zwyczajnie włączyć debugowania USB. Należy najpierw odblokować ukryte menu, a żeby to zrobić należy zostać programistą.
Wybieramy Ustawienia -> System -> Informacje o urządzeniu -> O telefonie i naciskamy 7 razy (nie, to nie jest żart). Po tym otrzymujemy informację, że zostaliśmy programistą. Następnie standardowo w Opcje programisty wybieramy Debugowanie USB.

Jak uruchomić komputer z USB, gdy BIOS nie ma opcji bootowanie z USB?

USB

Złącze USB przez Petr Kratochvil

Od paru lat komputery wyposażone są zwykle w opcję uruchamiania systemu z USB. Rozwiązanie znacznie lepsze, niż płyta CD: płyt jednorazowych trochę szkoda, żeby coś szybko przetestować, płyty wielorazowe się rysują, napędy CD-ROM mają długie czasy dostępu i są głośne. Dodatkowo, pod USB można podłączyć zwykły dysk twardy, albo mieć system RW na pendrive. Niestety, kiedyś bootowanie z USB było rzadkością, a nawet jeśli było, to urządzenie bywało widoczne nie jako zwykły dysk twardy, tylko USB-FDD. W każdym razie gdy ostatnio robiłem grzejnik, to najzupełniej prawidłowo przygotowany pendrive z grub’em, robiący za dysk twardy nie był widoczny jako urządzenie pozwalające na uruchomienie systemu.

 

Jak pisałem, znalazłem na to obejście: bootowanie z CD-ROM (który na szczęście zwykle jest obecny w starych sprzętach) pozwalające na dalsze bootowanie z USB. Rozwiązanie genialne w swojej prostocie, tylko jak to zrobić? Jest gotowiec w formie freeware (także dla firm): Plop Boot Manager. Narzędzie bardzo fajne, ale układ strony, sposób podziału pakietów i wreszcie dokumentacja jest poukładana IMHO fatalnie. Tzn. opisane jest wszystko, ale wygląda na bardziej skomplikowane, niż jest w rzeczywistości, część informacji powtarza się itp.

Tak naprawdę, aby przygotować płytę CD z bootloaderem należy pobrać z tej strony dwa narzędzia (plpcfgbt-0.11.zip oraz plpbt-createiso.zip), a następnie wykonać tylko 3 kroki:

  1. skonfigurować opcje bootowania przy pomocy plpcfgbt, tak by domyślnie bootował z USB. W przykładzie jest gotowiec: Hidden boot with usb: plpcfgbt stm=hidden cnt=on cntval=1 dbt=usb plpbt.bin
  2. przygotować obraz płyty przy pomocy skryptu create-iso.sh (tak naprawdę zwykłe mkisofs z odpowiednimi opcjami)
  3. nagrać obraz iso na płytę CD (ulubionym narzędziem)

Po włożeniu płyty do napędu, ustawieniu w BIOSie bootowania z CD-ROM i podłączeniu pendrive z systemem najpierw uruchomi się bootloader z CD-ROM, a następnie bootloader z urządzenia podłączonego do USB.

Powyższe dla Linuksa. Pod Windows też się da, z tego co widzę, bo autor daje wersje skryptów i programów pod oba systemy. Mam dziwne przeczucie, że pod Linuksem będzie łatwiej.

UPDATE: W ramach tematów powiązanych oraz linkowania się na krzyż, Franek opisuje po polsku nieco bardziej życiowe zagadnienie czyli, jak uruchamiać wiele liveCD z jednego USB.

 

Sierpień miesiącem rozkładu.

Zaczęło się niewinnie – karta dźwiękowa na USB (tani szajs za 5 zł) przestała nagle odtwarzać. Oglądałem sobie w najlepsze Filharmonię Dowcipu na YouTube

(jeden kawałek powyżej, warto poszukać innych, świetne aranżacje), ubolewając przy tym, że nie mamy w kraju takiego zespołu jak Loituma. Chodzi oczywiście o ich utwór Levan polka AKA leek spin AKA kręcenie porem.

Ogólnie lubię covery, zabawy z aranżacją i interpretacją, a Levan polka to tekst z lat 30, z którego – jak widać poniżej – można zrobić całkiem współczesnego hiciora:

I mam świadomość, że powyższy przypadek to raczej ewenement, jeśli chodzi o popularność, ale – mimo mojej nikłej wiedzy w temacie – jednak nie jest to jedyny tego typu przypadek (wystarczy poszukać wykonań utworu Herr Mannelig). Znaczy: coś robią ze starymi utworami. Tymczasem wczoraj w radio usłyszałem, że w polskich szkołach nie ma lekcji muzyki i że moooże wróci. Trochę się załamałem.

Koniec dygresji. W każdym razie surfowałem po YouTube i nagle cisza. Po włożeniu do huba lub portu USB karta zaświeci niemrawo diodą i umiera. Czyli raczej permanentnie jest skończona. Zastanawiam się czy to zwykły przypadek, czy po prostu godzina-dwie produkowania dźwięku na słuchawki nauszne to dla tego typu karty za duże wyzwanie. Wolałbym pierwszą opcję, bo jednak lubię posłuchać na słuchawkach czasem…

Kolejną rzeczą, która padła, jest RAM w moim starym komputerze. Wygląda, jakby przestał widzieć jedną kość. Ostatnio było podobnie (resety, błędy na memtest), ale wystarczyło tradycyjne wyjęcie kości, odkurzenie kompa i wszystko działało. Tym razem tak dobrze nie ma. Zrestartował się i od tej pory widzi 375 MB RAM (wg free -m). Przekładanie i przedmuchanie nie pomaga.

Co prawda komputer to stary grat (obudowa – więc IIRC także płyta główna – z 2000 roku), a kondensatory na płycie od lat wołają o pomstę do nieba (słynne czasy wadliwych, puchnących kondensatorów), ale włączam go tak rzadko i używam do tak prymitywnych zastosowań, że wymiana nie ma sensu.

Sama maszynka to piękny przykład, jak można rozbudowywać PC – zaczynał jako Duron 700 ze 128 MB RAM i Nvidią TNT2 i dyskiem 20 GB. Potem był upgrade RAM, następnie procesora do Athlon XP 2200+, dysku do 60 GB. Na koniec – z okazji sporej ilości gry w Counerstrike – upgrade grafiki do Radeona 9200. I gdzieś po drodze RAM do 512 MB. I powiem szczerze, że do niedawna chodził mi po głowie kolejny upgrade grafiki, żeby pograć czasem chwilę we współczesne FPSy, ale nic okazyjnego na AGP nie było. Tak, wiem, przydałoby się go wymienić. Ale w sumie do netu, posłuchania czy sczytania muzyki itp. wystarczy, a używam rzadko…

Skoro o sczytaniu muzyki mowa – zapowiadane sczytanie i cyfryzacja taśmy BKS nie odbyły się z powodu rozkładu instalacji audio. Konkretnie z powodu rozszabrowania większości kabli pod inne instalacje audio i zagubienia jednej przejściówki. Chciałbym, żeby limit rozkładu na ten rok był już wyczerpany.

Seagate Dockstar jako router.

Jakiś czas temu było o HP T5520 jako routerze, który działał i byłem z niego zadowolony, ale trzeba poznawać nowe rzeczy (w tym przypadku: sprzęt na ARM). Poza tym, z T5520 można zrobić nieco więcej, niż tylko router (ma wyjście audio, w połączeniu z MPD będzie pewnie robił za odtwarzacz radiowy, shell i NAS w innej lokalizacji). Jasne, mogłem dołożyć do Dockstara kartę dźwiękową na USB, ale ciekawiło mnie też, czy modem USB (Sagem F@st 800) zadziała na ARM.

Wybór padł na Seagate Dockstar, bo był to tani sprzęt (wówczas ~100 zł, obecnie dwa razy drożej), o niezłych parametrach (128 MB RAM, procesor 1,2 GHz). Jako alternatywa dla T5520 w tym zastosowaniu – teoretycznie idealny. I – z racji architektury ARM – znacznie bardziej energooszczędny (maksymalnie poniżej 10W poboru prądu). Last but not least – Dockstar obsługuje niemodyfikowanego Debiana.

Od zakupu do uruchomienia minęło sporo czasu. O ile instalacja Debiana była bezproblemowa, o tyle działało to nieco losowo, więc dwa podejścia spędziłem na ustalaniu, co się sypie, że czasem wstaje z Debianem, a czasem z oryginalnym systemem. W końcu doszedłem, że winny był pendrive. Faktycznie, po wymianie na inny zaczęło działać stabilnie i można było się zająć przeniesieniem konfiguracji.

Przeniesienie było proste, podłączenie modemu i… zonk. Okazało się, że debianowe kernele nie są równe, konkretnie brakowało modułu br2684. Niby żaden problem przekompilować kernel, ale jeśli mam to robić na niedużym pendrive zamiast dysku, albo crosskompilując, to tak różowo nie jest. Ostatecznie zgłosiłem błąd dotyczący braku br2684, który szybko został poprawiony.

Niestety, poprawka wyszła dla kernela w wersji 3.0 z experimental. Jakoś nie ciągnęło mnie do wrzucania na produkcyjną (choć prywatną) maszynkę takiego wynalazku, tym bardziej, że nie sam kernel trzeba wymienić. A cokolwiek innego wiązało się z kompilacją… No dobrze, niech będzie. Skoro już kompilować, to jednak 2.6 ze Squeeze. I natywnie, na Dockstarze (jakoś się na tym pendrive zmieściło po rozpakowaniu).

Pobrane źródła, pobrane i nałożone patche, korekta pliku konfiguracyjnego, make-kpkg… I zonk z kryptycznym komunikatem (niestety nie zanotowałem). Okazuje się, że make-kpkg nie potrafi sam wykryć architektury, na której jest uruchamiany. Po podaniu –arch armel (dzięki przewodnikowi po crosskompilacji dla Dockstara) poszło dalej, choć niewiele. Tym razem winne lzma i cannot allocate memory (OSLT; mimo sporego swapa – IIRC 160 MB) i tyle. A przecież nie tak dawno kompilowałem kernele na maszynach z 64 MB RAM…

Na szczęście ww. przewodnik po crosskompilacji ładnie opisuje jak stworzyć środowisko i krok po kroku wyjaśnia, jak zrobić kernel. Stwierdziłem, że skoro akcja pewnie będzie się powtarzać, to warto mieć coś szybszego do kompilacji… Opis jest bdb, używanie środowiska do crosskompilacji proste. Wystarczyło poczekać parę h (tak, kernel debianowy to krowa z masą zbędnych opcji, ale stawiałem na kompatybilność i nie chciałem się bawić…) i kernel gotowy.

Kolejna ARMowa ciekawostka to instalacja. Zwykłe dpkg -i nie wystarcza. Jak widać w przewodniku po crosskompilacji kernela, trzeba jeszcze odczynić ręczną magię z uImage i uInitrd. Z pozytywów: wstało od kopa. Jest moduł, ale… nadal nie działa. Tym razem po podłączeniu modemu masa wpisów w stylu:

ATM dev 0: usbatm_submit_urb: urb 0xc6c50b40 submission failed (-28)!

Oczywiście modem się nie łączy… Googlanie po całości wpisu nie dało efektów, ale ostatecznie, szukając po fragmentach, trafiłem na ten błąd dla OpenWRT, który sugeruje wymuszenie bulk mode. Niby wolniejsze przy większych prędkościach, ale dla łącza 1 Mbps nie stanowi. Zresztą, innych pomysłów brak, zatem:

echo "options ueagle-atm altsetting=0,0,0,0" > /etc/modprobe.d/eagle-usb.conf

W końcu działa. Nawet się połączył. Małe dopieszczenie konfigów i w końcu maszynka przeniesiona. Generalnie z odkrytych wad Dockstara: nie ma RTC, więc po restarcie startuje bez aktualnej daty i godziny. Oczywiście instalacja ntp załatwia problem po nawiązaniu łączności z Internetem, ale przy ppp chwilę to trwa i przez tę chwilę wpisy w logach będą ze złą datą.

Inna uwaga odnośnie Debiana i ARM: nie jest to tak dopracowane jak architektury i386 i amd64. Generalnie działa, ale zamiast po prostu działa, trzeba bawić się w podawanie opcji (make-kpkg) lub nawet robienie części rzeczy ręcznie (initrd).

Parę przydatnych/użytych linków, niekoniecznie występujących w treści:

Wiki Debian on Dockstar

Zgłoszenie błędu z modemem USB dla OpenWRT

Komunikaty błędu na Dockstarze dotyczące Sagem F@st 800

Opis przygotowania środowiska do crosskompilacji i zrobienia nowszego kernela dla Dockstara

Póki co, trwa niezbyt obiecująco wyglądające (wygląda, że raz się wywalił z powodu loadu…) wygrzewanie sprzętu.

UPDATE: Jednak działa stabilnie od blisko dwóch tygodni. Prawdopodobna przyczyna ww. wywałki – błędy filesystemu (pewnie z czasu instalacji, kiedy nie był read only jeszcze). Po fsck, naprawieniu błędów i reboocie bez problemu.

UPDATE2: W jednym z kolejnych wpisów opisuję jak zrobić na Linuksie router Wi-Fi. Po dołożeniu karty Wi-Fi na USB Dockstar się nada.