Zmiana przeglądarki używanej do chrome custom tabs w Android 7 i 8

Niedawno dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak mechanizm chrome custom tabs. Wszystko za sprawą appki mobilnej Allegro. Do tej pory kliknięcie zewnętrznego URLa, np. link do trackingu przesyłki, kończyło się pytaniem, w jakiej przeglądarce otworzyć (i czy zapamiętać wybór). Zwykle, a może i zawsze(?) wybierałem Firefox Focus o którym kiedyś wspomniałem i który zdecydowanie przypadł mi do gustu. Ostatnio jednak pozmieniało się i URLe otwierały się w czymś innym, podobnym do Chrome. Niezbyt mi się to spodobało.

Zasięgnąłem języka i okazało się, że chodzi o chrome custom tabs. Sama idea zmiany mi się nawet podoba tylko… wolałbym, żeby te linki otwierały się w Firefox Focus. Okazało się, że da się to zrobić, wystarczy ustawić Firefox Focus jako domyślną przeglądarkę w systemie.

W Android 7.0 Można to zrobić na dwa sposoby. Jeden opisuje Mozilla, a drugi, bardziej uniwersalny, bo działający dla wszystkich przeglądarek to wybranie:
Settings -> Apps -> kółko zębate -> Browser app, a tam Firefox Focus.

W przypadku Android 8.0 jest to (tym razem po polsku):
Ustawienia -> Aplikacje -> Domyślne aplikacje -> Aplikacja przeglądarki

Przyznaję, że jak dla mnie, to trochę zbyt mocno schowane.

Skutki wycieku danych z Morele.net

Jakiś czas temu ze sklepu internetowego Morele.net wyciekły dane. W sieci zaroiło się od reakcji, dość skrajnych. Od psioczenia na słabe zabezpieczenia i „jak tak można było” i „pójdę z tym do sądu” po „nie stało się nic„.

Informacje o wycieku

Z serwisu Morele.net wyciekły maile, imiona, nazwiska, numery telefonów dla 2,2 mln kont. Oraz prawdopodobnie, dodatkowo, jak twierdzi włamywacz, a czemu zaprzeczyły Morele.net, numery PESEL oraz skany dowodów osobistych dla kilkudziesięciu tysięcy kont, a włamywacz ujawniał kolejne szczegóły na Wykopie (konto już usunięte).

Moim zdaniem prawda leży, jak to często bywa, gdzieś pośrodku. Na pewno wyciek jest ważny ze względu na skalę – 2,2 mln rekordów w skali Polski to bardzo dużo[1], w dowolnym aspekcie – czy to do wysyłki spamu, czy do ataków phishingowych przy pomocy SMSów, czy wreszcie jako baza haseł, zarówno do próby bezpośredniego wykorzystania ich w innych serwisach, jak i do analizy i budowy słowników w kolejnych atakach.

W informacjach o wycieku z Morele.net poruszony był aspekt niezłego hashowania haseł. Niestety te niezłe hashe w praktyce niewiele wnoszą – być może nie uda się złamać, w sensownym czasie i sensownym kosztem, najtrudniejszych haseł, ale najsłabsze ok. 20% można złamać na CPU na pojedynczym komputerze w ciągu pojedynczych godzin.

Jeśli informacja o wycieku skanów dowodów jest prawdziwa, to jest to dla ofiar spory problem – możliwości do nadużcia spore, PESEL w zasadzie niezmienialny, a wymiana dowodu kłopotliwa. Przypuszczam, że chodzi tu tylko o kupujących na raty.

Hasła

Pozostałe 2,2 mln niespecjalnie ma powody do zmartwień, jeśli tylko nie stosuje schematycznych haseł oraz ma osobne hasła do różnych serwisów. W tym miejscu gorąco polecam programy do przechowywania haseł w stylu Keepass.

Jeśli hasła są różne w różnych serwisach to nawet ich siła nie ma specjalnego znaczenia, o ile w serwisie są tylko dane z bazy, nie można zrobić zakupu itp. OK, atakujący dostanie się do konta w sklepie internetowym. Co zobaczy, czego jeszcze nie wie? Historię zakupów? Ironizuję, ale zakładam, że nie jest w stanie robić zamówień itp. bez dodatkowego potwierdzenia. Mógł za to usunąć konto, jednym kliknięciem, bez potwierdzania. Cóż, to strata głównie dla sklepu – jeśli ktoś potrzebuje to założy nowe konto…

Maile

Jeśli chodzi o maile, to jest spora szansa, że już wcześniej trafiły do baz spamerów i marketerów. Chyba, że ktoś stosuje oddzielne aliasy do serwisów, ale wtedy zupełnie nie ma problemu – wystarczy usunąć alias. Podobnie z numerami telefonów. A jeśli ktoś chce mieć święty spokój, to przypominam, że usługi GSM tanieją i numer telefonu płatny w formie prepaid można mieć już za 5 zł rocznie i używać go w różnych mniej istotnych miejscach. Oczywiście można to zrobić w nowocześniejszy sposób.

Konta w sklepach internetowych

Tu dochodzimy do sedna: czy do zakupu w każdym sklepie internetowym faktycznie potrzebne jest zakładanie konta? Niektóre sklepy wymuszają założenie konta, ale staram się takich unikać, a z paru zakupów zdarzyło mi się zrezygnować z tego powodu. Jeśli już zakładamy konto, to dobrze by było, żeby wymagane było podawanie jak najmniejszej ilości danych. Zupełnie dobrze by było, gdyby serwisy pozwalały na ustawienie po jakim czasie nieaktywności usunąć konto lub chociaż cyklicznie przypominać mailem o takiej możliwości.

[1] Kolejny duży polski wyciek, który kojarzę to ~700 tys. z Filmweb. Oczywiście polskie konta występują też na wyciekach światowych i będą to porównywalne ilości.

UPDATE: Wpis nieco przeleżał jako szkic i został ostatecznie opublikowany w formie nieco pociętej. Mimo tematu, który pozostał z wersji oryginalnej, celowo pominąłem m. in. spekulacje nt. skutków dla Morele.net i chciałbym, aby tak pozostało, również w komentarzach.

UPDATE2: Jak donosi Zaufana Trzecia Strona, baza sklepu Morele.net została ujawniona przez włamywaczy. Jakieś pięć miesięcy po ataku.

Waze jako nawigacja

Jakiś czas temu wyrzuciłem Yanosika z telefonu, z powodu fatalnej nawigacji. Zgodnie z zapowiedziami szansę dostało Waze.

Podobnie jak Google Maps, nawigacja Waze należy do Google, jednak jest rozwijana odrębnie i ma zupełnie inną filozofię. O ile Google Maps to sucha, dość sprawna nawigacja, o tyle Waze bardziej przypomina ficzerami Yanosika. Personalizacja i gamifikacja jak najbardziej obecne. Jest możliwość zgłaszania przez użytkowników utrudnień na drodze. Zarówno patroli policyjnych, radarów, zamkniętych ulic, czy zwykłych prac drogowych. Jest też zbieranie punktów za aktywność.

Logo WazeŹródło: https://www.waze.com/about/press_resources

Pierwszą recenzję Yanosika pisałem po przejechaniu raptem 300 km, czyli – jak patrzę z perspektywy – o wiele za wcześnie. W przypadku Waze testowałem nieco dłużej – przejechałem ok. 1000 km na zalogowanym koncie, głównie w mieście. Nadal mało jak na pełny test, ale od czegoś trzeba zacząć. Tak naprawdę z Waze przejechałem ze dwa albo trzy razy tyle – dość długo korzystałem bez założonego konta i logowania. Można i tak, bez specjalnego uszczerbku dla funkcjonalności. Oczywiście gamifikacja leży wtedy, nie działa też zapamiętywanie ustawień, przynajmniej między upgrade/reinstalacją. W każdym razie z kontem jest lepiej i na tej wersji się skupię.

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po uruchomieniu Waze, to ekspozycja funkcji związanych z nawigacją i ukrycie całej reszty. Zaleta jest taka, że nawigacja jest na wierzchu. Wada zaś taka, że dobrnięcie do jakichś bardziej zaawansowanych ustawień chwilę mi zajęło. Części rzeczy w ogóle w aplikacji nie ma (albo nie umiem ich znaleźć). Przykładem może być ilość przejechanych kilometrów, którą sprawdzam przez WWW. Trudno mi jednoznacznie orzec, czy to zaleta, czy wada. Ustawienia domyślne są bardzo dobre.

Aplikacja potrzebuje dłuższego czasu od włączenia do gotowości do działania. Nie wiem, czy jest to kwestia słabszego telefonu, czy tak jest ogólnie ale… tak jest i jest to wada. Dodam, że podobnie ma Strava. Za to po włączeniu jest już bardzo przyjemnie. Nawigacja jest pewna (sorry, Yanosik), komunikaty przekazywane z sensownym wyprzedzeniem (sorry, Yanosik), adaptacja do zmian trasy szybka (sorry, Yanosik, „zawróć. zawróć. zawróć.”). Bardzo ładnie mówi po polsku (jest wybór lektora) i posiada rewelacyjną IMO funkcjonalność podawania nazw ulic, w które należy skręcić . Podaje nie tylko kierunek skrętu, ale też nazwę ulicy.

Trasy wybiera sensownie (sorry Yanosik), orientacyjne czasy dojazdu bardzo zbliżone do rzeczywistych. Potrafi też pokazywać informacje o natężeniu ruchu na sąsiednich ulicach czy zaproponować alternatywne trasy do właśnie wybranej. Taki powiew Google Maps. Akurat średnio korzystam, ale ktoś ze znajomych szukał nawigacji pokazującej natężenie ruchu.

Największą wadą nawigacji, którą zauważyłem, jest dość częste gubienie się na skrzyżowaniach po zatrzymaniu. Potrafi stwierdzić, że jesteśmy na ulicy prostopadłej i kazać skręcać. Chwilę po ruszeniu i chwilę przed dojazdem do skrzyżowania jest OK. Nie wiem, czy kwestia aplikacji, czy telefonu i… nie jest to tak upierdliwe na jakie wygląda z opisu – informacja o skręcie jest podawana za późno, by wykonać manewr.

Zgłaszanie zdarzeń na drogach jest znacznie bardziej szczegółowe niż w Yanosiku, ale przez to bardziej skomplikowane. Nie jest to jedno kliknięcie, tylko kolejne wybory (polecam lekturę opisu w FAQ). Być może kwestia przyzwyczajenia, na pewno większa bariera wejścia i trudniejsze, wymagające więcej uwagi zgłaszanie zdarzeń. Liczę jako wadę, pewnie dobrą sprawą byłby wybór wersji pełnej i uproszczonej.

Kolejny ficzer Waze to wyszukiwanie stacji benzynowych i porównywanie cen. W przeciwieństwie do Yanosika, Waze nie współpracuje z jednym koncernem, więc jest wybór. I jakiś pożytek dla tych, którzy raczej omijają rządowe stacje. Samo porównywanie jest oparte o aktualizacje cen przez użytkowników, więc traktować należy raczej orientacyjnie, bo stacje dość często zmieniają ceny. Na szczęście przy wyszukiwaniu jest podawany czas ostatniej aktualizacji.

Inny miły ficzer to proponowanie miejsc docelowych. Czyli uruchamiamy nawigację i dostajemy – na podstawie czasu (i miejsca?) – propozycję, żeby ustawić jako miejsce docelowe pracę, bez konieczności wyboru ręcznie. Dość przyjemne, działa nieźle. Oczywiście gdyby ktoś czuł się śledzony, to można tę opcję wyłączyć. Raczej ku poprawie samopoczucia, bo śledzi nas każda nawigacja. 😉 Wyłączyć można też widoczność naszego pojazdu na mapach.

Jeszcze inne usprawnienia to zapamiętywanie miejsca pozostawienia pojazdu. Można też zrobić zdjęcie, przydatne, jeśli z auta korzysta kilka osób. Możliwe jest też przesłanie orientacyjnego czasu dojazdu.

Pominąłem inne ficzery Waze, niezwiązane z samą aplikacją, typu live map czy carpooling. Raz, ze wykraczają poza badane zagadnienie, dwa, że nie używam. Podsumowując, uważam, że aplikacja jest zdecydowanie godna uwagi i warto dać jej szansę. W mieście jako nawigacja sprawdza się bardzo dobrze, kiedyś pewnie uzupełnię wpis o wrażenia z trasy.

UPDATE Przejechałem z nawigacją Waze 2300 km, parę razy poza miastem (choć na znanej drodze) – nadal OK, stacjonarne radary zgłasza, na nic innego nie było okazji. Nadal nie mam powodu do narzekania.