Zabijaj uważnie

Zabijaj uważnie to w oryginale Achtsam Morden, i już sam tytuł serialu oddaje wiele. Mamy „uważność”, znaną u nas bardziej jako „mindfulness”, mamy morderstwa, mamy dość absurdalne połączenie. I dokładnie to będzie w niemieckim serialu wyprodukowanym Netflix.

Zaczyna się od tego, że adwokat, pracujący na zlecenie mafii, ma problemy. Z pracą, z rodziną, z brakiem równowagi w życiu. Rozpoczyna terapię u psychologa (stąd tytułowa uważność), co… zmienia jego życie w dość nieoczekiwany sposób.

Jest sporo absurdu, momentami klimat/humor kojarzył mi się z Fargo. Twórcy nie biorą jeńców, jeśli chodzi o poprawność polityczną, szczególnie w kwestiach ekologii. Intryga jest dość prosta, sporo zwrotów akcji.

Całość ma dwa sezony, składające się z półgodzinnych odcinków. Być może na tym się skończy, bo sezon drugi kończy się pewnego rodzaju zamknięciem, ale… fabuła jest prowadzona w taki sposób, że nic nie nie stoi na przeszkodzie, by nakręcić kolejny.

Serial Zabijaj uważnie to komedia, mi się podobał, oglądałem bez zmęczenia – odcinki są krótkie, fabuła bez zbędnych dłużyzn. Daję znać, bo chyba nie zdobył u nas większego rozgłosu, ja trafiłem przypadkiem, zaintrygowany tytułem.

Jestem zmęczony

Utwór Jestem zmęczony trafił na moją playlistę już jakiś czas temu. I tak, wiedziałem, że pochodzi z serialu Siedem życzeń, ale do serialu jakoś mnie nie ciągnęło. Zmieniło się to za sprawą wpisu.

Zachęcony recenzją i informacją o serialu, odświeżyłem. Przyznaję, że ten serial to całkiem zgrabna konstrukcja, choć kontekst zginął po drodze w wielu miejscach i raczej może być niezrozumiały dla dzisiejszej młodzieży.

Wszystko o serialu jest we wspomnianym wpisie[1], dodać tylko mogę, że jakość po rekonstrukcji jest naprawdę dobra. Sam serial jest dla mnie – z perspektywy – dobrym serialem młodzieżowym. Trochę uproszczeń, stereotypów, sporo humoru i mrugania okiem. Jedyne, co mnie wkurzyło, to podejście do zwierząt w ostatnim odcinku. Zdecydowanie mamy do czynienia z rzucaniem kotami i napis nie ucierpiało żadne zwierzę się nie należy. Ale to też znak czasów.

No i bardzo dobra ścieżka dźwiękowa. Poza utworem tytułowym[2], jest kilka innych mocnych pozycji, świetnie pasujących i do serialu, i będących samodzielnymi utworami. Mam wrażenie, że teraz takie rzeczy nie powstają. Jeśli się mylę, to proszę o wyprowadzenie z błędu.

W każdym razie, obejrzenie serialu, pierwotnie z kronikarskiego obowiązku, okazało się zaskakująco dobrą rozrywką. Bo obecnymi produkcjami, w stylu netfliksowego Wiedźmina, jestem zmęczony.

[1] Jakby komuś było mało, to jest jeszcze artykuł na Wikipedii, warto zerknąć.
[2] Chodzi o tytuł wpisu, nie serialu.

Wiedźmin (serial Netflix)

Przy okazji zakończenia serialu Stranger Things, zacząłem się zastanawiać na ile Netflix umie robić seriale. Bo poza SF, mają jeszcze kilka udanych produkcji, które przychodzą mi do glowy: Dark czy Gambit królowej[1]. Przypomniałem sobie, że przecież zekranizowali też Wiedźmina, więc dam szansę. Chociaż pierwotnie, po tym co słyszałem na jego temat, planowałem odpuścić. Jednak przyzwoita ocena na IMDB (7,9) przekonała mnie, by dać szansę.

Zacznijmy jednak od określenia mojego stosunku do twórczości A. Sapkowskiego. Nie jestem wielkim fanem uniwersum Wiedźmina, ale uważam, że to co najmniej dobre książki. Przeczytałem wszystkie, i sagę, i opowiadania, i późniejsze części. Część z nich dawno temu, zwłaszcza sagę. Opowiadania więcej, niż raz.

Jeśli chodzi o twórczość opartą na książkach, to próbowałem oglądać polski serial, ale… no jakoś nie siadło. Trochę za bardzo teatralne i po kosztach robione wydawało mi się. Filmu pełnometrażowego nie widziałem. Nie grałem w żadną z gier. I w tej oto sytuacji zaczynam oglądać serial produkcji Netfliksa.

Muszę powiedzieć, że już po pierwszych odcinkach pierwszego sezonu miałem mieszane uczucia. Z jednej strony czuć dopracowanie. Czyli to, czego bardzo mi brakowało w polskim serialu. Jest zrobione ładnie i na bogato. Z drugiej strony, mam wrażenie, że oglądam serial kręcony na motywach gier i powieści lub luźno oparty o uniwersum. Sporo rzeczy zostało zmienionych, pominiętych lub potraktowanych instrumentalnie.

Już w pierwszym odcinku Geralt spotyka Renfri i choć historia jest nieco zbliżona do oryginału, to tridamskie ultimatum praktycznie nie istnieje. Ale to jeszcze nic, bo twórcy historię z silvanem Torque potraktowali tak, że jeśli ktoś nie zna opowiadania, to do tej pory może się zastanawiać po co on był, co to było za spotkanie i czemu Jaskier zyskał nową lutnię od elfów. Jednym słowem, bardzo to wszystko spłycone, na zasadzie odfajkować.

Zresztą sam Geralt w serialu Netflika wyglądem odbiega od tego, do czego przywykliśmy w literaturze. W serialu przypomina raczej Conana, czyli wojownika. Zaczepki odmieńca w knajpach – częste w literaturze – wyglądają tu trochę dziwnie. Czym innym jest jednak zaczepianie odmieńca przeciętnego wzrostu i budowy ciała, a czym innym o pół głowy większego wojownika.

Obecnie jestem w połowie trzeciego sezonu i… dalej jest tylko gorzej. Zarówno jeśli chodzi o wierność literaturze – tej nie ma zupełnie – jak i samą fabułę. Taki trochę tasiemiec w klimacie fantasy. Ładnie zrobiony, ale pusty. Związek z oryginałem nieco w stylu Człowieka z wysokiego zamku – ot, weźmy uniwersum/pomysł i na tej podstawie zróbmy serial. Tylko tam wyszło to jakoś lepiej, przynajmniej na tyle, na ile widziałem. Bo całości jakoś nie obejrzałem. Podsumowując, najlepiej chyba będą bawić się ci, którzy wiedźmina nie znają lub znają tylko z gier. Może stąd wysokie oceny? Ocena na filmweb.pl (6,9), o cały punkt niższa niż na IMDB, zdaje się potwierdzać.

Nie wiem, czy dokończę oglądanie serialu. Być może z rozpędu… Tymczasem nabrałem ochoty na odświeżenie wersji polskiej. I tu spotkała mnie niespodzianka, bo o ile serialu nie ma na platformach streamingowych, to jest na VOD TVP. Zupełnie za darmo.

[1] Brak wpisu na ten temat, mam inny raczej o książce, a w zasadzie o autorze.