Software RAID i wypadnięcie dysku – HOWTO

Coś złego zaczęło dziać się z jednym z dysków w jednym z desktopów. Wygląda, jakby startował, a następnie robił restart. Głośne cyknięcie, rozkręcanie się dysku, a w tym czasie system stoi. Albo umiera zasilacz, albo dysk. Albo coś gdzieś nie styka.

Ponieważ w moje ręce wpadł inny dysk, postanowiłem podłączyć go do sprawnego komputera, zdiagnozować, wyzerować i zamienić z dyskiem w padającym desktopie.

Wszystko byłoby fajnie, ale w komputerze, w którym chciałem dokonać diagnostyki jest już software RAID. Po podłączeniu dysku do diagnostyki (IDE) system wstał, ale… tylko z jednym dyskiem (zdegradowany RAID). Podłączanego dysku też nie widział. Efekt był taki, że po odpięciu dysku do diagnostyki i uruchomieniu systemu, przywitał mnie rozjechany RAID (md0):

cat /proc/mdstat 
Personalities : [raid1]
md127 : active (auto-read-only) raid1 sda1[0]
      57584256 blocks super 1.2 [2/1] [U_]
     
md0 : active raid1 sdb2[1]
      57584256 blocks super 1.2 [2/1] [_U]

Natomiast w dmesg widoczny był wpis:

md: kicking non-fresh sda1 from array!

Wszystko jak najbardziej OK, tylko jak teraz poskładać to do kupy? TBH liczyłem, że system sam wykryje, że dysk będący częścią RAID wrócił i że ma stare dane. Czyli zrobi synchronizację. No niestety, nic nie dzieje się automagicznie. Chwila z wyszukiwarką i znalazłem rozwiązanie:

mdadm --stop /dev/md127
mdadm --add /dev/md0 /dev/sda1

Po takich komendach RAID rozpoczął synchronizację, której postęp można sprawdzić przez cat /proc/mdstat.

Tyle w kwestii podłączania dziwnych dysków do desktopa z software RAID. Przyczyną dziwnego zachowania okazało się… moje czytanie instrukcji. Nie zapakowałem dysku jak przyszedł (zlimitowany do 32GB), tylko zmieniłem zworką tryb na auto select. Znaczy tak mi się wydawało, gdyż wszystko wskazuje na to, że opis należy czytać odwrotnie. Jakichkolwiek oznaczeń gdzie dół a gdzie góra oczywiście brak.

One apt to rule them all

Zdarza się, że mamy więcej niż jednego czy dwa hosty do zarządzania. Zdarza się, że wykonując aktualizację na desktopie zapomnimy o innych hostach. Albo, po prostu chcemy sobie uprościć aktualizacje i nie musieć się ręcznie logować w kilka(naście, -dziesiąt) miejsc.

Jest przyjemne, konsolowe narzędzie, które ułatwi takie zadanie. Chodzi o apt-dater, czyli narzędzie do automatycznej aktualizacji wielu hostów, działające w ncurses. Działa z pochodnymi Debiana, ale również z systemami wykorzystującymi managery pakietów rug czy yum. Zasada działania jest prosta i nieco podobna do rozwiązań typu clusterssh. Na systemie docelowym dodajemy (dla pochodnych Debiana) użytkownika, który ma dodane w /etc/sudoers:

user ALL=NOPASSWD: /usr/bin/apt-get, /usr/bin/aptitude

Dodatkowo należy umożliwić temu użytkownikowi logowanie po kluczach (pamiętamy o używaniu kluczy z hasłem!) z maszyny, z której będziemy zarządzać. No i oczywiście skonfigurować hosty, którymi apt-dater będzie zarządzać. Domyślna konfiguracja znajduje się w plikach w katalogu:

$XDG_CONFIG_HOME/apt-dater/

Definiujemy tam grupy hostów, użytkowników na poszczególnych systemach, hosty (IP lub FQDN) oraz port. Przykładowa zawartość pliku hosts.conf:

[GRUPA1]
Hosts=localhost;pi@mojeraspberry:222

[GRUPA2]
Hosts=user1@serwer.www;user2@serwer.db:222;user3@serwer.poczty:222

[GRUPA3]
Hosts=user1@kolejny.serwer,user1@kolejny.serwer2

Jednym przyciśnięciem klawisza można wywołać aktualizację listy pakietów lub instalację aktualizacji w całej grupie hostów lub na pojedynczym hoście. Oczywiście jest możliwość podłączenia się do wybranego hosta i dokładnego sprawdzenia sytuacji.

Korzystanie nie jest oczywiste – trzeba się chwilę pobawić i przywyknąć. Nie podoba mi się też wykorzystanie aptitude, którego nie trawię i który AFAIK korzysta z innego algorytmu ustalania zależności, niż apt-get[1]. Wolałbym wajig albo gołego apt-get. Domyślnie wykorzystywany jest apt-get, ale można zmienić go na aptitude w pliku /etc/apt-dater-host.conf. Niemniej rozwiązanie jest ciekawe i mało znane, więc informuję i polecam wypróbowanie. A nuż komuś się spodoba. Ja używam pół na pół – czasem aktualizacje przy pomocy apt-dater, czasem po prostu aktualizuję tradycyjnym wajig daily-upgrade.

PS Dzięki K. za informację o tym programie.

[1] Z tego powodu kiedyś był zalecany przy aktualizacji wersji Debiana. Od jakiegoś czasu zalecany jest apt-get.

UPDATE: Poprawione błędy w nazwach plików, dodana informacja o wyborze programu używanego do aktualizacji.

Zabbix i monitorowanie ruchu na porcie

Niedawno na kanale IRCowym #zabbix padło pytanie, jak monitorować ruch na porcie. Po upewnieniu się, że chodzi o port protokołu, a nie o interfejs w switchu (co jest zresztą chyba bardziej popularnym znaczeniem, szczególnie w kontekście monitoringu), padły propozycje.

Moja ulubiona ostatnimi czasy metoda, czyli czytanie danych o ruchu z flowów. Poważnie, sflow i nfdump rządzą, a wrapper do Zabbiksa, który łyka parametry i używa nfdump jest trywialny do napisania, lekki i działa znakomicie, a wyciąganie dowolnych danych o ruchu jest bardzo wygodne. No ale do tego trzeba mieć zboczenie sieciowe i/lub sprzęt obsługujący flowy, ew. uruchomić zrzucanie flowów na maszynie z Linuksem, co może być zbędnym jej obciążeniem i ogólnie strzelaniem z armaty do muchy.

Prostszym rozwiązaniem jest odczyt danych bezpośrednio z iptables. Przypuśćmy, że chcemy monitorować w Zabbiksie, ile ruchu trafia do serwera na porcie 80, a ile na 443. W tym celu tworzymy reguły, które będą dopuszczały, a jednocześnie zliczały ruch na danym porcie:

iptables -A INPUT -p tcp --dport 443 -j ACCEPT
iptables -A INPUT -p tcp --dport 80 -j ACCEPT

Zakładam, że trafią w odpowiednie miejsce w łańcuchu tak, że ruch będzie przez nie przechodził. Do wyświetlania wartości posłuży iptables -L -n -v. Jak widać, w pierwszej kolumnie jest ilość pakietów, w kolejnej ilość bajtów. W /etc/zabbix/zabbix_agentd.conf dodajemy linię:

UserParameter=traffic.incoming.dstport[*], iptables -L -n -v | grep "dpt:$1" | \
sed 's/K/000/;s/M/000000/;s/G/00000000/' | awk '{print $$2}'

Kolejno: grep po parametrze wywołanym z Zabbiksa, w tym przypadku za parametr posłuży numer portu (czyli czytamy dwie wartości: traffic.incoming.dstport[80] oraz traffic.incoming.dstport[443]), zamiana (zgrubna, bo kilo to 1000, nie 1024) K, M i G na cyfry i wyłuskanie w awk drugiej kolumny, czyli ilości bajtów. Widoczny podwojony $ – bez tego zabbix_agent potraktuje $2 jako drugi parametr przekazany z serwera.

I to by było tyle w temacie. Oczywiście można w prosty sposób rozbudować. Gdyby były jakieś błędy/uwagi/sugestie to walcie śmiało – pisałem na sucho, ja tego typu dane biorę z flowów…