Bandcamp

Konto na Bandcamp chciałem założyć już jakiś czas temu. Jednak zawsze coś mnie powstrzymywało. Do dziś.

Sam serwis ma wiele zalet, zaczynając od uczciwych stawek dla wykonawców, przez specjalne dni, gdy rezygnuje z prowizji, po muzykę w różnych formatach. Ma też sporo wad, z których najważniejsza to fakt, że wybór muzyki jest raczej niewielki.

Jednak największą wadą z mojego punktu widzenia jest proces rejestracji i aktywacji konta. Czynność, która powinna być możliwie bezproblemowa dla użytkownika urasta do rangi wyzwania.

Zacząłem od appki na Androidzie, to w sumie głównie o takim używaniu myślałem. W appce jest opcja rejestracji ale… nie działa. Mimo wypełnienia wszystkich pól i wielokrotnej próby wysyłki, za każdym razem dostawałem błąd żądania POST z URLem API dla mobile.

Trudno, odpaliłem przeglądarkę na komputerze. Tu dla odmiany nie dowiemy się od razu, czy nazwa użytkownika jest zajęta, czy wolna. Niezbyt wygodne, ale to detal, bo przynajmniej udało się zarejestrować konto.

Zalogowałem się więc w appce na telefonie, chcę polubić wykonawcę czy utwór i… nie mogę. Żeby to zrobić, trzeba potwierdzić adres email. Zerkam i mam maila, klikam i… nie działa. Być może kwestia mniej typowej przeglądarki na Androidzie i problemów z CAPTCHA.

Ostatecznie wysłałem (forward) maila na komputer, żeby tam kliknąć linka. I co? I nie udało się – po zalogowaniu chciał jakieś potwierdzenie i… wysłał kolejnego maila. Stwierdziłem, że na dziś mam dość. Więc ostatecznie na ten moment poległem. Z rejestracją i pełną aktywacją serwisu. W 2026! Konto mam założone, ale nie w pełni aktywowane i w praktyce nie mogę sensownie korzystać.

Na osłodę (dla mnie) i w nagrodę za wytrwałość (dla czytelników), utwór zespołu, który skłonił mnie do założenia konta poniżej. Tak, niemiecki folkowy zespół gra polski utwór. Nie pytajcie jak się o tym dowiedziałem.

YouTube, bo łatwiej osadzić… Oj, Bandcamp, Bandcamp…

P.I.W.O. 2026

Po wizycie w zeszłym roku na P.I.W.O. z lekkim niepokojem patrzyłem na tegoroczną agendę, z której wynikał dalszy gwałtowny rozrost imprezy. Dwie ścieżki wykładów, dwie ścieżki warsztatów, do tego gralnia i tajemniczy PyPoznań meetup, który ostatecznie okazał się być… trzecią ścieżką wykładów. I jeszcze dodatkowe aktywności.

Na szczęście nie ma obowiązku uczestniczenia we wszystkim, a przestrzeń była na tyle duża, by to wszystko pomieścić. Frekwencja dopisała, więc tłok oczywiście był spory, ale do przeżycia. Szczęśliwie się złożyło, że chciałem iść tylko na wykłady, a wszystkie tematy, które mnie interesowały były w tej samej sali.

Nie żebym siedział tam cały czas. W zeszłym roku w sali było zimno, więc dla równowagi w tym roku było… duszno. Z tego co słyszałem wentylacja/klima wysiadły, więc ich rolę spełniało uchylne okno. Jedno. W efekcie już wyjście do holu pozwalało odetchnąć, a jeszcze lepszy efekt dawało wyjście na zewnątrz. Sytuacji nie poprawił fakt, że rano pogoda była deszczowa, w sali spodziewałem się klimy, więc wybrałem długie spodnie i bluzę. Ta ostatnia oczywiście natychmiast wylądowała w plecaku. Sytuacji nie poprawiło również wyczerpanie zimnych napojów. I raczej były tylko soki i słodzone, nie widziałem wody, choć dla mnie to nie był problem. Uwaga dla organizatorów eventów dowolnych: zgrzewka wody jest warta tyle, co dwie zgrzewki coli.

Wykłady – bardzo różny poziom, i prowadzenia, i merytoryki, i tematyki. Ogólnie było ciekawie i/lub bawiłem się nieźle. Solidna, dobrze podana dawka wiedzy na wykładzie o SSH. Większość znałem, ale były nowości. Doskonale prowadzony, nostalgiczny wykład o starych komputerach, z ciekawymi obserwacjami, który sprowokował chyba godzinną rozmowę z kumplem o starych czasach. Choć nie jesteśmy fanami starych kompów. Jedynie przy jednym wykładzie miałem wielkie WTF[1].

Tytuł brzmiał Co wie o Tobie apteka internetowa, zanim w ogóle coś kupisz, w opisie było
Dane zdrowotne trafiają do firm reklamowych, choć zgodnie z prawem nie powinny. Przyznaję, że po takiej zapowiedzi miałem oczekiwania. Liczyłem na pokazanie jak i jakie wysyłane są dane o stanie zdrowia lub chociaż lekach. Tymczasem okazało się to clickbaitem[2], bez pokrycia w treści. Moje tl;dr: Na głównych stronach aptek bywają trackery[3] blokowane przez EasyList. Potem wiele spekulacji i nieuprawnionych wniosków, bez oparcia w danych.

Chyba nie tylko ja tak to odebrałem. Najlepszym podsumowaniem wydaje mi się pytanie z sali[4] po wykładzie Jakie właściwie dane trafiają do tych trackerów? I odpowiedź: Co najmniej wizyty. Jak spojrzysz w arkusz to widzisz jakie skrypty się ładują. Jak uruchomisz u siebie skrypt to widzisz co ląduje do tych trackerów, jakie parametry są tam wysyłane. Czyli co, poszukaj sobie, bo ja nie znalazłem? Szczęśliwie i skrypty, i dane służące do zrobienia prezentacji są dostępne publicznie i każdy może sprawdzić na czym opierało się wnioskowanie.

Wg mnie szkoda, bo gdyby nie pogoń za sensacją, mogła by być całkiem ciekawa prezentacja o trackerach, reklamach i zgodach w kontekście prawnym. A tak to – złośliwie patrząc – za rok można spodziewać się dane finansowe trafiają do firm reklamowych choć nie powinny, skrypty śledzące na stronach banków, oto dowody. Nie rozumiem, czemu organizatorzy przyjęli ten wykład do agendy.

Jakby ktoś mnie poprosił o odpowiedź, po co przychodzę na tego typu eventy, co chcę usłyszeć ze sceny, to najbardziej pasują mi wykład o klawiaturze oraz lightning talk o katalogach i DNS. Tematyczne, konkretne, nieoczywiste i… dla mnie w ogromnej większości nowe. LAN party/gry tradycyjnie odpuściłem, informacja o nauce gry w go dotarła do mnie nieco za późno (znajomi chwalili).

Quiz poszedł mi fatalnie, głupie błędy. Ale po pierwsze padałem ze zmęczenia (wspominałem, że było duszno? praktycznie cały dzień w takich warunkach…), po drugie, mam wrażenie, że przynajmniej dwa razy albo missclick, albo źle zarejestrowało odpowiedź, bo zdziwiłem się, że taką wybraną mi pokazało. No chyba, że na wyświetlaczu była inna kolejność, niż na telefonie. Mniejsza o to, bo część pytań była bardziej o samą imprezę[5] i quiz traktuję wyłącznie for fun.

Była transmisja, są nagrania z podstawowych ścieżek (lightning talki nie były nagrywane). Linki na stronie P.I.W.O. Ogólnie imprezę zaliczam do udanych, trochę na zasadzie zmęczony, ale zadowolony.

[1] I zupełnie nie mam na myśli niefortunnego początku prezentacji, TBH spóźniłem się chwilę i zobaczyłem dopiero po napisaniu większości wpisu. W ogóle nie biorę tego pod uwagę i nie o tym piszę.
[2] Nie mam lepszego określenia, choć nie chodzi tu o kliknięcie, tylko o przyciągnięcie na wykład.
[3] Nazywane skryptami śledzącymi. To w ogóle niezbyt fortunne tłumaczenie, bo ta nazwa pobudza wyobraźnię i sugeruje aktywną czynność w stylu detektywa, a przecież nie o to chodzi.
[4] Dosłownie takie samo pytanie chciałem zadać.
[5] Jakby mnie kto pytał, co sądzę o konkursach, gdzie pytamy o poprzednią edycję imprezy, to sprzyjają tworzeniu bańki poprzez faworyzację stałych bywalców. I nie sprzyjają przyciągnięciu nowych ludzi. Pytania o stare dystrybucje w zupełności wystarczą. 😉

Sesja Linuksowa cz. 2

W poprzednim wpisie było o tym, jak pojechałem na Sesję Linuksową i co mi się podobało. W tym będzie o powrocie, konkursach i trochę ponarzekam.

Zacznę od narzekania. Strona Sesji Linuksowej to dziwny twór, z którym miałem problemy. Zaczęło się od tego, że jedna z przeglądarek (Firefox Focus) w ogóle nie pokazywała agendy. Druga pokazała, więc wzruszyłem ramionami. I tak by zostało i zapomniałbym o sprawie, gdyby nie dziwne godziny pokazane na desktopie (Firefox), gdy sprawdzałem pociągi pod kątem wyjazdu. Stwierdziłem, że z rozwiązaniem do agendy jest coś nie tak. Zacząłem walczyć z ustawieniami Focusa i… nie udało mi się wyświetlić treści agendy. Doszło do dość absurdalnej sytuacji, gdy miałem 4 różne przeglądarki, na 2 różnych systemach (Android, Linux). Z których jedna nie pokazywała agendy, a druga miała inne godziny, niż dwie pozostałe. Za każdym razem problem był na przeglądarce robionej przez Mozillę.

Owszem, dobrzy ludzie zwrócili mi później uwagę, że jest napisane System informatyczny Confreg wyświetla godziny w strefie czasowej zażądanej przez przeglądarkę. W przypadku używania funkcji ResistFingerprinting, godziny pokazują się w UTC. Wykłady zaczynają się o godzinie 9:00 czasu środkowoeuropejskiego letniego. Drobny problem polegał na tym, że było to napisane za agendą. A mnie interesował pierwszy wykład z uwagi na godzinę rozpoczęcia i kupno biletu. Ach, gdyby tylko można było wyświetlić godzinę korzystając z lokalnego czasu konferencji lub podać wprost strefę czasową, a nie zgadywać na podstawie strefy przeglądarki… Niby nic, ale naprawdę mało brakowało, żebym zrezygnował z przyjazdu. Dotarcie na siódmą rano w sobotę trochę mi się nie uśmiechało. Ostatecznie pewność zyskałem przy użyciu macOS z Chrome, bez dodatków. Czyli chwalmy open source i prywatność, ale jak coś trzeba zrobić, to… niekoniecznie się to sprawdza.

Na obronę systemu agendy powiem jedynie, że całkiem zgrabnie wg mnie pokazywał, w którym miejscu w agendy jesteśmy w danej chwili. Niby tylko czerwona linia, a bardzo ułatwiała korzystanie.

Byli sponsorzy ze stoiskami oraz konkursy. Korbank, którego znam z sieci ze starych czasów, ma teraz swoją kolokację i VPSy. W ramach konkursu można było złożyć serwer (prawdziwy) na czas[1] i dostać talon na VPS i balon[2]. Niby niezłe ceny, bo od 10 zł/m-c z VAT za najmniejszą maszynkę (10 GB dysku, 2 GB RAM, 1 vCPU), ale… wygląda, że do normalnego korzystania trzeba dokupić adres IPv4 za 5 zł/m-c, bo w standardzie jest IPv6. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to uruchomię wkrótce i dam znać, czy da się korzystać bez IPv4. Tzn. czy i na ile jest to w praktyce problematyczne.

Drugi konkurs, w którym wziąłem udział, był „konferencyjny” i w przypadku niektórych zadań także dawał dostęp do VPSów. Też takich wyposażonych wyłącznie w IPv6, choć bez możliwości dokupienia IPv4. Chodzi o mikr.us, którym trochę chciałem się pobawić już wcześniej, a trochę nie widziałem sensu, skoro istnieją darmowe alternatywy, z lepszymi warunkami. No ale skoro można było się pobawić i sprawdzić w konkursie[3], to niech będzie. Ku mojemu zdziwieniu, talon jest na całkiem mocną maszynę (wariant 3.5, czyli 4GB RAM, 40 GB dysk) i na rok. Nawet mam pomysł do czego go wykorzystam, choć pewnie starczyłaby połowa zasobów.

Powrót chciałem rozpocząć tramwajem, ale… Google maps stwierdziło, że tramwaj, którym przyjechałem, nie jeździ na dworzec. Pokazywało same autobusy. To skłoniło mnie do opcji numer dwa, czyli spaceru, który pierwotnie był przewidziany także na dotarcie na Sesję. Faktycznie, nie jest daleko, w czasie poniżej pół godziny spokojnie dało się dojść. Piękna pogoda, więc spacer po Wrocławiu zaliczony z przyjemnością. Pociąg punktualnie i w zasadzie bez niespodzianek, jeśli nie liczyć braku wagonu, w którym miałem miejsce. Okazało się, że dopiero je doczepią po podstawieniu, ale mogłoby to być zaznaczone na bilecie. Nie tylko ja byłem zaskoczony sytuacją i szukałem nieistniejącego jeszcze wagonu.

Wykłady z dnia drugiego – postaram się obejrzeć. Niestety, średnio lubię nagrania prezentacji ogólnie, a „scenicznych” szczególnie. Zwykle najwyżej średnia jakość dźwięku jest i nie wszystko dobrze widać. Choć sprawdziłem właśnie na YouTube nagrania z niedzieli i przyznaję, że jest zrobione profesjonalnie. Nie zmienia to faktu, że za rok i tak postaram się powtórzyć wypad.

[1] Oj, wyszedłem z wprawy, faktem jest, że ładnych parę lat nie składałem takiego sprzętu.
[2] To pomysł twórców, nie mój.
[3] Trochę miałem wyrzuty, bo dla grających w CTFy zadanie było proste. Jednak stwierdziłem, że po pierwsze nie mam żadnych powiązań z organizatorami, po drugie każdy może zrobić, po trzecie, wyjątkowo mam laptopa na konferencji, po czwarte, będzie okazja pobawić się VPSem.

UPDATE: Talon od Korbanku to zniżka (30%), nie doładowanie (30zł). Chęć na testy trochę mi spadła, zwłaszcza, że nie mam działającego IPv6 w tej chwili dostępnego od ręki. W dobie wszechobecnych free tier u dużych dostawców – jestem lekko zdziwiony.