I Love Free Software Day 2026

W piątek, w ramach I Love Free Software Day 2026 odbyło się spotkanie w Poznaniu. Mimo niezbyt fortunnego terminu[1], na spotkanie przyszło kilkadziesiąt osób. Spotkanie było organizowane m.in. przez hackerspace Knyfyrtel, który organizuje też P.I.W.O., co czyni z organizacji ważny punkt na mapie wolnego oprogramowania w Poznaniu.

Chociaż teoretycznie była określona okazja i cel, to poszedłem raczej pod pretekstem. Zresztą agenda też była luźno związana, choć jeden z wykładów był typowo poświęcony tworzeniu pakietów i roli maintainerów.

Tematyka dla bardzo różnych odbiorców. Był wykład o grze OpenTTD, jaka jest historia, jak powstała, jak zacząć grać i jakie są możliwości. Nie zagram[2], ale doceniam. Na drugim biegunie były obliczenia rozproszone na klastrach (ciekawe, ale mocno pod studentów) czy bootc.

Ten ostatni wykład, oraz wykład o Fediwersum przypomniały mi, że dwie rzeczy są w IT trudne. I chyba przekłada się to na opisy czym jest dane rozwiązanie. NFM: wyjście od jak coś działa niekoniecznie ułatwia zrozumienie odbiorcy, o co chodzi. Pewnie lepiej skoncentrować uwagę odbiorcy na czymś, co już zna, pokazać różnice, zalety, wady i ew. na koniec ew. wejść w szczegóły techniczne realizacji.

Potrzebę odniesienia do znanej koncepcji było widać po pytaniach. W przypadku Fediwersum jedno z pytań, które padło z sali (z pamięci) jakiego typu serwisem jest Szmer, czy to taki Wykop? Drugie dostałem po wykładzie od kumpla[3] co to jest ten Mastodon? No nie bójmy się powiedzieć, że to taki Twitter. To oczywiście odpowiedź zła, albo raczej nieprecyzyjna, ale znowu, nazywanie rzeczy jest trudne. Szczególnie, gdy nazwa sieci i jednego z serwerów, który pozwala na korzystanie z jej są takie same[4]… A odbiorca dokładnie tego przybliżenia koncepcji potrzebował.

Organizacja spotkania bdb. Bez problemów technicznych, punktualnie. Były napoje, pizza, możliwość wysłania fizycznych kartek i okazja do spotkania znajomych. Nie żałuję, że poszedłem.

[1] Piątek 18:00 to raczej czas, kiedy jest sporo alternatyw.
[2] Robiłem kiedyś, dawno temu, przymiarkę, nie wciągnęło mnie. Ogólnie nie mój typ gier.
[3] Wie co to social media, świadomie nie używa, raz na parę m-cy zagląda na LinkedIn.
[4] No niestety, tak właśnie jest.

Jasność nocą

Nie wszyscy wiedzą, że istnieje coś takiego jak MÖRKRÄDD, czyli oświetlenie nocne, władane do gniazdka. Nocne z nazwy, bo ma czujnik, który powoduje, że świeci tylko wtedy, kiedy jest ciemno.

Ja nie wiedziałem. A są takie miejsca, gdzie w nocy jest nieco za ciemno. Na przykład korytarz. Oczywiście, można zapalać światło, ale to dość inwazyjne. Poza tym, włącznik nie zawsze jest w dobrym miejscu. A gdyby było choć trochę światła, to może wystarczyć, by przejść, nie wpadając na nic i nie wdeptując w nic. I do tego sprawdzają się świetnie.

W każdym razie kupiłem te lampki ponad rok temu i jestem dość zadowolony. Prądu pobiera niewiele, bo jakieś 0,5W[1]. Czyli dwie sztuki, gdyby działały przez cały miesiąc non-stop, zużyją prądu za jakiś 1 zł. Wygląda estetycznie, świeci ładnie. Nie nagrzewa się. Jest jedna, niewielka wada – brak regulacji, przy jakim natężeniu światła ma się załączać. Gdyby była regulacja, nawet trzypozycyjna, byłoby perfekcyjnie. Ustawiłbym większą czułość, czyli wyłączanie przy niewielkiej ilości światła.

Oczywiście rozwiązań tego typu jest znacznie więcej. Tu wersja lampki z zimniejszym światłem, za to zużywająca tylko 0,2W. Z kolei tu wersja z regulowanym kątem świecenia. Tu chyba jedna z tańszych. Z kolei ta jest i energooszczędna 0,25W, i chyba najładniejsza. Choć ta z Ikei też jest estetyczna.

Okazje do wpisu były dwie, po pierwsze, akurat jest promocja. Po drugie, przypomniałem sobie, że miałem napisać o tym oświetleniu nocnym – sprawdza się. Dla jasności: wpis nie jest sponsorowany, choć do Allegro są linki afiliacyjne.

[1] Według danych producenta, watomierzem nie potraktowałem, zresztą chyba na granicy czułości będzie…

Boty są złe

Od pewnego czasu obserwuję social media i dochodzę do wniosku, że boty są złe. Przynajmniej w social mediach. Przynajmniej niektóre.

Pisząc o botach mam na myśli rozwiązania, które cyklicznie biorą aktualny stan, zamieszczają go w formie wpisu w social mediach. Klasycznym przykładem jest aktualna pogoda czy też jej prognoza w danym mieście. Ale może to być też zużycie energii w jakimś kraju. Pomijam – przynajmniej na razie, przynajmniej w tym wpisie – boty, które informują jednorazowo o pewnych wydarzeniach, jak np. zamieszczenie wpisu na blogu.

Dlaczego to jest złe? Powodów jest kilka. Po pierwsze, zamieszczane w ten sposób dane tylko pozornie są aktualne. Być może nawet będą aktualne w momencie zamieszczania, ale to wymaga od użytkownika (bardziej: obserwatora) obserwacji non-stop. Czyli karmią FOMO. Jeśli użytkownik zajrzy na nie po jakimś czasie od zamieszczenia, dane będą nieaktualne. Lepiej by uczynił, sprawdzając je u źródła.

Po drugie, tylko pozornie tworzona jest historia. Owszem, jest to jakiś zapis, który jakoś można sprawdzić, ale… jest to skrajnie nieefektywne w porównaniu z dedykowanymi sposobami prezentacji zmian w czasie. Takim jak np. wykres. Czy dostarczania danych źródłowych, takimi jak np. plik CSV. Szczególnie prawdziwe dla większych częstotliwości zamieszczania danych.

Nieeleganckie odpytywanie i przetwarzanie przez cały czas, niezależnie od rzeczywistej potrzeby, zamiast na żądanie – czyli generowanie zbędnego ruchu – to już detal. Wspominam o tym tylko ze względów porządkowych.

Ostatecznie doszedłem do wniosku, że dane dostarczane przez boty informacje tylko zaśmiecają timeline. Przy okazji zużywając energię na przekładanie nieaktualnych danych z miejsca na miejsce.

Sprawdziłem obserwowane konta prowadzone przez boty na Mastodonie (którego aktulanie głównie używam jako platformy social media) i wśród obserwowanych 205 kont mam:
https://pl.fedimeteo.com/szczecin
https://pl.fedimeteo.com/poznan
https://fedi.stfn.pl/@energetykapolska
Czy też raczej: miałem. Dodatkowo wyciszyłem https://mastodon.social/@icm_meteo bo pojawiało mi się na timeline z powodu obserwowanych przeze mnie tagów. Jeśli dobrze liczę, razem daje to 26 zbędnych wiadomości dziennie mniej.

Piszę to z perspektywy czasu, bo kiedyś idea botów wydawała mi się fajna. Obserwowałem boty pogodowe, zużycia energii. Nawet zdarzyło mi się dołożyć cegiełkę. Tylko dotarło do mnie, że to niepotrzebne. Less is more.