Czy teraz futbol?

Czytelników zaniepokojonych nagłą zmianą zainteresowań muszę uspokoić. Nie, nie zacząłem interesować się piłką nożną. Nie chodzi o moje zainteresowania, a o tłumaczenie z języka hiszpańskiego. Hay ahora futbol[1] można przetłumaczyć właśnie w taki sposób. No ale o co chodzi?

Dziś dowiedziałem się o istnieniu strony, która pokazuje odpowiedź na tytułowe pytanie. Można by pomyśleć, że nieźli fanatycy piłki nożnej w tej Hiszpanii. Być może, ale ponownie, nie o to chodzi. Chodzi o wyrok sądu, który nakazuje największym hiszpańskim ISP blokadę… określonych IP CDNów w trakcie trwania transmisji niektórych rozgrywek. Na stronie hayahora.futbol jest opisane[2], czemu blokada na poziomie IP, a nie DNS lub podobnej. Czyli cenzura, sankcjonowana przez prawo, pod hasłem ochrony własności intelektualnej i walki z piractwem.

W Polsce też mamy coś podobnego, za sprawą ustawy antyhazardowej. Co prawda obejście naszego wariantu jest trywialne, ale istnieje od wielu lat. I jest umocowany prawnie. Całkiem niedawno były próby wykorzystania listy tworzonej przez CERT Polska w podobnym celu. Tym razem nieudane.

I tak sobie myślę, że wydaje nam się, że w Europie, w XXI w. cieszymy się wolnością, nie to co [tu wstaw dowolną dyktaturę czy państwo wyznaniowe], a tymczasem wcale wiele się nie różnimy. Motywacja może trochę inna, ale metody jakby podobne.

[1] Jeszcze obustronne znaki zapytania by się przydały, jednak nie przesadzajmy.
[2] Jest, nieco mało widoczny, przełącznik języka. Do wyboru hiszpański i angielski.

Jestem zmęczony

Utwór Jestem zmęczony trafił na moją playlistę już jakiś czas temu. I tak, wiedziałem, że pochodzi z serialu Siedem życzeń, ale do serialu jakoś mnie nie ciągnęło. Zmieniło się to za sprawą wpisu.

Zachęcony recenzją i informacją o serialu, odświeżyłem. Przyznaję, że ten serial to całkiem zgrabna konstrukcja, choć kontekst zginął po drodze w wielu miejscach i raczej może być niezrozumiały dla dzisiejszej młodzieży.

Wszystko o serialu jest we wspomnianym wpisie[1], dodać tylko mogę, że jakość po rekonstrukcji jest naprawdę dobra. Sam serial jest dla mnie – z perspektywy – dobrym serialem młodzieżowym. Trochę uproszczeń, stereotypów, sporo humoru i mrugania okiem. Jedyne, co mnie wkurzyło, to podejście do zwierząt w ostatnim odcinku. Zdecydowanie mamy do czynienia z rzucaniem kotami i napis nie ucierpiało żadne zwierzę się nie należy. Ale to też znak czasów.

No i bardzo dobra ścieżka dźwiękowa. Poza utworem tytułowym[2], jest kilka innych mocnych pozycji, świetnie pasujących i do serialu, i będących samodzielnymi utworami. Mam wrażenie, że teraz takie rzeczy nie powstają. Jeśli się mylę, to proszę o wyprowadzenie z błędu.

W każdym razie, obejrzenie serialu, pierwotnie z kronikarskiego obowiązku, okazało się zaskakująco dobrą rozrywką. Bo obecnymi produkcjami, w stylu netfliksowego Wiedźmina, jestem zmęczony.

[1] Jakby komuś było mało, to jest jeszcze artykuł na Wikipedii, warto zerknąć.
[2] Chodzi o tytuł wpisu, nie serialu.

Wybory – zmiany

Korzystając z okazji nadchodzącej drugiej tury wyborów prezydenckich pozwolę sobie na podsumowanie zmian, które bym wprowadził w wyborach, gdyby to zależało ode mnie.

Zniesienie ciszy wyborczej. To jest fikcja, bo działa tylko w polskiej jurysdykcji, a wymiana informacji obecnie jest globalna. Jest to fikcja, bo plakat nakłaniający do oddania głosu na kandydata powieszony dziś będzie legalny. A gdyby był powieszony dzień przed wyborami, w tym samym miejscu – już nie. Dodatkowo cisza wyborcza nie obejmuje nawoływania do uczestnictwa, a w pewnych sytuacjach jest ono praktycznie jednoznaczne z agitacją za kandydatem. Przykładowo, jeśli mamy trzech kandydatów w pierwszej turze, do drugiej wchodzi dwóch, a z badań wynika, że kandydaci trzeciego raczej popierają (powiedzmy w stosunku 1:3) jednego z tych, którzy weszli do drugiej tury. No i są na świecie kraje, które ciszy wyborczej nie mają, a demokracja funkcjonuje.

Głosowanie tylko w kraju. Sporo Polaków mieszka za granicą, często mając podwójne obywatelstwo, ale w kraju nie bywa, albo bywa rzadko i krótko. Podatków tu nie płacą, nie mieszkają, czemu mieliby mieć wpływ na politykę? Jeśli jednak zechcą głosować – nie ma problemu, mogą przyjechać i zagłosować na miejscu. Pewnie kontrowersyjne, ale jest trochę krajów na świecie, które właśnie tak podchodzą do sprawy. Przy okazji nieco obniży koszt organizacji wyborów. Oczywiście to tylko co do zasady, bo co z personelem dyplomatycznym, marynarzami itp.? Nie wiem, nie zastanawiałem się.

Dodanie osobnego kwadratu z podpisem „nie odpowiadał mi żaden z pozostałych wyborów” na kartach do głosowania i uwzględniania go normalnie w wynikach. Miałem notkę o tym jak nie głosować w wyborach i kiepsko się zestarzała. Wynoszenie kart z lokalu wyborczego bywa ścigane. W sumie nie wiem dlaczego, bo nie przysparza to pracy komisji wyborczej, a nawet zmniejsza jej ilość. Taki dodatkowy wybór dałby lepsze rozpoznanie intencji obecnie niegłosujących, oddających głosy nieważne itd. To się oczywiście nie wydarzy, bo byłoby przyznaniem, że obecny system jest ułomny i w praktyce nie reprezentuje wszystkich obywateli. I byłby w pewien sposób pokazaniem, że dla wielu wyboru nie ma lub jest on iluzoryczny.