I tak sobie radośnie aktualizacje leżą od blisko dwóch miesięcy. To może nie być po prostu dłuższy urlop…
W każdym razie, jeśli ktoś korzysta z powyższych list i zależy mu na aktualizacjach, to polecam przepiąć się na wersję bezpośrednio ze strony projektu. Dostępnej pod linkiem download local copy dla każdej z list. Te są aktualizowane.
I tak to się w tym IT/security kręci…
UPDATE: To nie jest tak, że powstał ten wpis i over. Założyłem kolejne issue, na wypadek gdyby autor przeoczył wcześniejsze. Napisałem też maila. Póki co cisza.
W tym roku ponownie uczestniczyłem w Hacktoberfest. Początkowo wydarzenie traktowałem sceptycznie. Zresztą słusznie, bo problem mało istotnych commitów i spamu jak najbardziej istnieje. Potem jednak stwierdziłem, że to fajny motywator, żeby coś zrobić w open source. Zabawę z Hacktoberfest zacząłem więc w 2020, z repozytoriami nie uczestniczącymi oficjalnie w Hacktoberfest.
W zeszłym roku dołączyłem do firmowego wydarzenia. W ramach gry we własną grę, bawiliśmy się w zbieranie jak największej ilości gwiazdek. Czyli robienie commitów do repozytoriów z ich jak największą ilością. W duchu fair play, czyli bez spamu i poprawiania literówek. Trochę taki CTF.
Zatem w pełnym wymiarze uczestniczyłem w Hactoberfest 2021. Mógłbym dodać and all I got was this lousy t-shirt. Bowiem po spełnieniu warunków na odpowiednią liczbę commitów można było wybrać nagrodę – koszulkę lub zasadzenie drzewa. Lubię t-shirty, więc wybrałem koszulkę, mimo średniego koloru. Przy okazji dowiedziałem się, ile kosztuje darmowa koszulka po przejściu przez cło i Pocztę Polską. Otóż w 2021 przy deklarowanej wartości przesyłki $5,95, naliczono 5 zł VAT oraz 8,5 zł opłaty pocztowej. Razem 13,5 zł, czyli mniej więcej połowa wartości paczki. Zaś sama paczka dotarła w marcu 2022. Dowód:
Opłaty za koszulkę Hacktoberfest. Źródło: fot. własna
Nie powinno zatem dziwić, że w tym roku wybrałem posadzenie drzewa zamiast koszulki. Tegoroczny Hacktoberfest to trochę kontynuacja poprzedniego. Znowu zbieranie gwiazdek z ekipą z firmy. Z drugiej strony jest to powrót do korzeni, bo moje tegoroczne commity to głównie tłumaczenia do tldr. A przecież przygodę z open source zaczynałem od tłumaczeń w ramach Polish Debian Documentation Project, potem tłumaczyłem na polski w ramach GNU Polish Translation Team.
Oczywiście były też commity związane z kodem, oczywiście w Pythonie. I tu spostrzeżenie, że ludzie potrafią znaleźć błąd, zdebugować go, znaleźć miejsce, gdzie powinien być poprawiony i… założyć issue, wszystko pięknie opisując. Nie oceniam bo przyczyny mogą być różne, choć dziwię się, bo nakład pracy na założenie issue na GitHub z pięknym udokumentowaniem błędu i debugiem jest IMVHO większy, niż poprawka w kodzie. W każdym razie widać, że warto commitować i poprawiać takie drobne błędy.
Od zawsze korzystam z Biblionetki, dziś przeczytałem wpis o BookWyrm. Przypomniał mi o moich skomplikowanych relacjach z Biblionetką. Serwisu używam od zawsze, ale nie raz myślałem o migracji. Dawno temu serwis co prawda żył, ale wyrosła mu międzynarodowa konkurencja w postaci Goodreads. Wyglądał na nierozwijany programistycznie, a międzynarodowa konkurencja w social media raczej nie służy serwisom lokalnym. Patrz Nasza Klasa.
Potem Biblionetka została odświeżona, ponadto nie jest to serwis krytyczny z mojego punktu widzenia, dodatkowo okazało się, że na Goodreads brakuje wielu pozycji, które były na Biblionetce. Nie zmigrowałem więc. Stwierdziłem, że poczekam.
Poczekałem nieco dłużej, niż planowałem i… okazało się, że Goodreads likwiduje API. I w tym momencie gdybym korzystał z Goodreads, to rozważałbym ucieczkę. Albo raczej szukał miejsca, do którego się przenieść. Nie żeby Biblionetka miała API. Ale da się skorzystać z jej danych, co pokazuje choćby serwis do korelacji, o którym pisałem w jaką książkę warto przeczytać. Nie ma API, ale rozwiązanie 3rd party działa po niemal dekadzie. Szacun.
Tymczasem wpis o BookWyrm wspomina o możliwości importu danych z innych serwisów. Na przykład z Goodreads. O Biblionetce nic nie ma, ale nie dziwi mnie to. Stwierdziłem, że w sumie może warto robić backup ocen. Albo mieć skrypt, który zescrapuje dane ze strony i zwróci formę łatwą do parsowania.
Nie mam złudzeń, ze względu na różnice językowe to rozwiązanie nie wystarczy do eksportu do BookWyrm. Ale na pewno taką migrację ułatwi. Autor albo nie będzie wymagał interwencji, albo co najwyżej wystarczy zmapować raz. Przypuszczam, że autor plus automatyczne tłumaczenie tytułu pozwoli w wielu przypadkach na określenie tytułu.
Tak czy inaczej powstał taki oto scrapper Biblionetki. I jeśli ktoś przypuszcza, że można w ten sposób pobrać oceny wszystkich użytkowników, to prawdopodobnie ma rację. Publikuję, bo podstawowe, założone użycie to backup własnych ocen.