Gołąb.

Wychodzę dziś z domu, patrzę, a na klatce schodowej siedzi gołąb. Przerażony okrutnie, lekko zmierzwiony. Widać, że po przejściach. Nie wiem, skąd się wziął, przypuszczam, że wleciał otwartymi drzwiami jakoś. W każdym razie były takie puchowe piórka gdzieniegdzie na piętrach niższych.

Żeby wypuścić, musiałem przejść obok, bo siedział na schodach. Oczywiście się przestraszył i próbował wylecieć przez zamknięte okno. Tragiczny widok, taki gołąb próbujący wylecieć przez zamkniętą szybę. Na szczęście nic mu się nie stało, a po chwili odleciał w bezpieczne miejsce.

Otworzyłem okno, pokazałem, gdzie ma lecieć. Chwilę pomyślał i poleciał, prosto, prościuteńko. Ładny widok, mimo, że za gołębiami nie przepadam.

Tylko nasrał na klatce, skubany.

Otwieracz

Tym razem nie chodzi o przewrotnie zatytułowany Open’er, tylko o najzwyklejszy otwieracz. Do puszek. Otwieranie puszek nożem jest niebezpieczne, więc jednym z pierwszych nabytków po wyprowadzce był otwieracz do konserw. Padło na Koncis z Ikei – wyglądał solidnie – szczególnie ciężkie metalowe uchwyty sprawiały wrażenie solidności. No i był na miejscu.

Okazało się, że wyglądać to sobie może, ale tak prostą rzecz jak otwieracz też można skopać, mimo kilkudziesięciu lat praktyki z konstrukcją. Na dodatek po paru puszkach się rozpadł. Znaczy rozkręcił. Po naprawie trochę działał, ale do tego, czego oczekuję od otwieracza daleko mu było. Przy pierwszej okazji kupiłem następny.

Tym razem padło na Netto. Wczoraj miałem nieprzyjemność otwierać nim puszki – wymaga to niemałego wysiłku i nerwów ze stali. Może taka wymiana, bo blacha z której zrobiony jest ten otwieracz to raczej cyna, niż stal. Miękka i się gnie.

Potem odłożyłem oba razem do wyrzucenia i… to jest ten sam otwieracz! No dobrze, nie całkiem ten sam, ale główka i cała budowa jest ta sama. Różni się jedynie uchwytem. Z jednej chińskiej fabryki są. Podobnie jak otwieracz Ikea 365+ – warto porównać z Koncis. I w żadnym razie nie kupować.

Znaczy się: szukam otwieracza. Najlepszy z jakim miałem do czynienia, ciął nie denko, lecz brzeg puszki (w innej płaszczyźnie działał). Taki mały niepozorny plastikowy. Rewelacja. Drugi to tzw. turystyczny, z korkociągiem itp. Bez pokrętła – tylko nabijak i odpowiedni ruch ręką. Niezbyt szybki, ale bezpieczny, tylko zaginął. Polecicie coś?

UPDATE: Fiskars 838077 to też ten kształt główki. Węszę globalny chiński spisek otwieraczowy. Zamieszczam zdjęcie (tu: Fiskars), żeby przybliżyć charakterystyczną główkę.

Otwieracz Fiskars

Źródło: http://multizakupy.pl/Otwieracz_do_puszek_Fiskars_838077.html