Złe przeczucia

Wpis jak najbardziej powiązany z dzisiejszą datą. Tytułem wstępu: jestem mocno racjonalny, nie wierzę w zjawiska nadprzyrodzone, a opis dotyczy moich odczuć/obserwacji/postrzegania świata. Chodzi o przeczucia.

Na początek, dla rozluźnienia, utwór powiązany tytułem.

Przechodząc do sedna. Czasem, gdy ktoś coś powie albo napisze, mam wrażenie, że coś się nie zgadza. Trochę jak w filmie Matrix, tylko nie na zasadzie deja vu, a coś jest nie tak. Niedługo potem osoba umiera, a to co nie pasowało, jest powiązane z jej śmiercią. Co gorsza, mam – nie do końca uświadomione, poza coś tu nie gra – poczucie, że wiem o tym.

Nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć. Nie podam szczegółów (zbyt prywatne), ale nie jest tak, że ta osoba też wie i świadomie lub nie używa innych zwrotów czy komunikacji niewerbalnej. Niekoniecznie chodzi nawet o kwestie czysto zdrowotne.

Zdarzały się przypadki, gdy mowa była o zwykłych rzeczach, treść była napisana, nie mówiona (odpada komunikacja niewerbalna), albo komunikat wysyła zupełnie inna osoba. Ot, powiedzmy X jedzie na weekend na Mazury. Potem, w trakcie wyjazdu, X ma wypadek. Niekoniecznie chodzi o osoby bliskie.

Rozsądnym wytłumaczeniem byłoby uznanie, że jest to dopasowywanie po fakcie. Tylko właśnie nie, bo mam pewność, że efekt coś tu nie gra zauważyłem już wcześniej.

Co dalej? Pewnie nic. Przecież nie będę komuś pisał/mówił, że coś mi tu nie gra i mam przeczucia, więc nie jedź na ten wyjazd, prawda? Tym bardziej, że nie mam statystyk, pewnie pamiętam tylko trafione. Wiadomo, że łatwo zwrócić uwagę na sygnały po fakcie (efekt pewności wstecznej). Przy czym, ponownie, jestem pewien, że niedopasowanie zauważyłem wcześniej, od razu gdy zapoznałem się z informacją.

Niemniej, odczucie po fakcie, że wiedziało się, że coś tu nie gra i nic się nie zrobiło, nie jest komfortowa. Mimo, że nie wiem co się dokładnie wydarzy. Po prostu coś nie pasuje. I tak, z oczywistych powodów zawsze 1. listopada mi się to przypomina.

Zabijaj uważnie

Zabijaj uważnie to w oryginale Achtsam Morden, i już sam tytuł serialu oddaje wiele. Mamy „uważność”, znaną u nas bardziej jako „mindfulness”, mamy morderstwa, mamy dość absurdalne połączenie. I dokładnie to będzie w niemieckim serialu wyprodukowanym Netflix.

Zaczyna się od tego, że adwokat, pracujący na zlecenie mafii, ma problemy. Z pracą, z rodziną, z brakiem równowagi w życiu. Rozpoczyna terapię u psychologa (stąd tytułowa uważność), co… zmienia jego życie w dość nieoczekiwany sposób.

Jest sporo absurdu, momentami klimat/humor kojarzył mi się z Fargo. Twórcy nie biorą jeńców, jeśli chodzi o poprawność polityczną, szczególnie w kwestiach ekologii. Intryga jest dość prosta, sporo zwrotów akcji.

Całość ma dwa sezony, składające się z półgodzinnych odcinków. Być może na tym się skończy, bo sezon drugi kończy się pewnego rodzaju zamknięciem, ale… fabuła jest prowadzona w taki sposób, że nic nie nie stoi na przeszkodzie, by nakręcić kolejny.

Serial Zabijaj uważnie to komedia, mi się podobał, oglądałem bez zmęczenia – odcinki są krótkie, fabuła bez zbędnych dłużyzn. Daję znać, bo chyba nie zdobył u nas większego rozgłosu, ja trafiłem przypadkiem, zaintrygowany tytułem.

Papryka chilli w domu

Do domowej uprawy papryki chilli (chili?) zainspirował mnie kolega. Miał ładne krzaczki papryki na balkonie, jakoś zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że wyhodował je z nasion pochodzących z owocu papryki kupionego w sklepie spożywczym. Nie miałem jakiegoś silnego postanowienia uprawy papryki, zresztą była jesień, ale wiosną tego roku kupiłem papryczkę chilli w Biedronce i jakoś tak mi się przypomniało.

Stwierdziłem, że mogę spróbować, najwyżej się nie uda. Upewniłem się tylko, że papryka chilli nie potrzebuje świeżego powietrza, kupiłem zwykłą ziemię doniczkową i stwierdziłem, że będę siał. Trochę po drodze przygód było, ale tak, jak najbardziej rosną i owocują w domu, więc notatki na przyszłość dla mnie, a może i komuś się przydadzą.

Termin wysiewu

Papryczkę chilli w domu warto wysiewać wcześnie. Nie pamiętam czy wysiałem w marcu, czy nawet w kwietniu, ale warto wcześniej, nawet luty wydaje się OK. Bo mamy koniec października, a nie tylko jeszcze nie wszystkie wyrosły i dojrzały, ale nawet jakieś kwiaty widuję.

Kiełkowanie

Zdecydowanie warto wrzucić nasiona na około dobę do szklanki z wodą – po takim traktowaniu kiełkują znacznie szybciej. Pierwsze wysiałem bez tego zabiegu, bezpośrednio do gleby i zwątpiłem, czy cokolwiek wyrośnie. Wyrosły, ale zajęło im to z dwa tygodnie, albo dłużej. Niezależnie od metody, kiełkowały praktycznie wszystkie nasiona (tj. tam, gdzie liczyłem, były wszystkie).

Doniczki

Doniczki minimum 15 cm (w takich rosną teraz), ale lepiej 20-25 cm. Powinno być i luźniej korzeniom, i większa tolerancja przy podlewaniu. Możliwe, że lepsze plony – nie skupiałem się na tym teraz.

Strona świata

Parapet od strony wschodniej niby dał radę, ale południowa (nie mam warunków) lub zachodnia mogą być lepsze.

Podlewanie

Nie podlewać zbyt mocno, nie przesuszać. Dobrze widać, gdy wody jest zbyt mało – liście robią się wiotkie. Zasadniczo podlewanie codziennie, ale w razie potrzeby można zostawić bez podlewania na 2-3 dni, po obfitszym podlaniu.

Nawożenie

Dopiero w sierpniu wprowadziłem nawożenie i trochę żałuję. Jest nawóz w płynie do papryki i pomidorów, bardzo wydajny, według instrukcji wystarczy stosować raz w tygodniu.

Zapylanie

Wyczytałem, że gdy pojawią się kwiaty, a papryczki chilli rosną w domu, bez dostępu owadów, trzeba zapylać. Podobno robi się to pędzelkiem, ale nie miałem pod ręką i po prostu delikatnie smyrałem palcem. Zadziałało.

Owocowanie

Owoce rosną bardzo szybko, ale dojrzewanie to loteria. Potrafią być duże, zielone tygodniami, by dojrzeć w ciągu 1-2 dni. Po pełnym wybarwieniu nie ma potrzeby dalszego trzymania na krzaku, chyba że ze względów estetycznych.

Smak

Ostrość jest bardzo różna – pierwsze dwie były zwyczajnie łagodne. Nie byłem zdziwiony bo w sumie ta kupiona, z której pochodziły nasiona też specjalnie ostra nie była. Kolejne dwie były dość ostre. Tzn. takie jakich spodziewałbym się kupując papryczkę chilli w sklepie. Nie przetwarzam, bo nie ta ilość, po prostu lądują np. na pizzy.

Ogólnie spodobało mi się. Papryki i ładnie wyglądają, i jest z nich pożytek. Po tegorocznych doświadczeniach, w przyszłym roku chyba będzie powtórka. Pewnie trochę zmian i ulepszeń, np. lepsza ziemia/dodatki. Rozważam też mniejsze i ostrzejsze odmiany, bardziej przystosowane do parapetu (numex twilight, apache f1).