Automatyczne aktualizacje Debiana – HOWTO

Utrzymywanie aktualnych wersji oprogramowania to podstawa bezpieczeństwa. Nawet w przypadku zwykłego desktopa ma to znaczenie, szczególnie jeśli chodzi o przeglądarki internetowe. Pomóc w tym mogą automatyczne aktualizacje pakietów.

Tradycyjna, ręczna aktualizacja oprogramowania w Linuksie sprowadza się w większości dystrybucji do odświeżenia listy dostępnych pakietów i zainstalowania nowych wersji. Dla dystrybucji opartych o pakiety deb będzie to
apt-get update; apt-get dist-upgrade[1]

W dystrybucjach Linuksa takich jak Debian czy Ubuntu do dyspozycji mamy unattended upgrades, czyli mechanizm pozwalający na automatyczne aktualizacje pakietów. Pozwala on aktualizować wskazane pakiety bez ingerencji zarówno użytkownika, jak i administratora systemu. Poza samą aktualizacją umożliwia skonfigurowanie dodatkowych warunków, jak praca tylko przy podłączonym zasilaczu, wymuszenie rebootu systemu po aktualizacji pakietów, ograniczenie pasma przeznaczonego na pobieranie aktualizacji czy sprzątanie starych wersji kernela.

Aby włączyć mechanizm automatycznych aktualizacji, trzeba zainstalować pakiet unattended-upgrades. Dodatkowo należy wyedytować plik konfiguracyjny:
cat /etc/apt/apt.conf.d/20auto-upgrades
APT::Periodic::Update-Package-Lists "1";
APT::Periodic::Unattended-Upgrade "1";

Samą konfiguracją działania automatycznych aktulizacji sterujemy przy pomocy zawartości pliku
/etc/apt/apt.conf.d/50unattended-upgrades.

Opcji jest wiele, od tego, które pakiety wykluczyć z aktualizacji, przez raportowanie mailem, czy wspomniane wcześniej limitowanie szybkości pobierania aktualizacji czy reboot systemu. Domyślna zawartość powinna być OK, jeśli korzystamy wyłącznie z podstawowych repozytoriów. W przypadku posiadania dodatkowych źródeł pakietów, warto sprawdzić czy będą one także aktualizowane i w razie potrzeby dostosować plik.

Przetestować działanie wprowadzonych zmian i ogólnie zachowanie możemy poprzez wydanie polecenia
unattended-upgrades -d

Pokaże ono, które pakiety zostałyby zaktualizowane w naszym systemie.

Trzeba pamiętać, że tego typu nienadzorowana aktualizacja zawsze niesie jakieś ryzyko niepowodzenia. Osobiście korzystam od lat na paru desktopach i nie napotkałem problemów. Jest tam jednak Debian w wersji stabilnej, przeważają repozytoria standardowe, a z dodatkowego oprogramowania są jedynie przeglądarki.

Na koniec polecam lekturę tego opisu automatycznych aktualizacji. Znajdziecie tam wiele dodatkowych szczegółowych informacji i przykładów.

[1] Dostępna jest też mniej inwazyjna wersja polecenia czyli apt-get update. Próbuje ona aktualizować tylko te pakiety, których aktualizacja nie wiąże się z usuwaniem ani doinstalowaniem innych pakietów. Ceną jest pozostawienie w dotychczasowej wersji pakietów, których nie da się zainstalować bez tej operacji. Więcej w manualu apt. Interesującym narzędziem do zarządzania pakietami jest opisywany kiedyś wajig.

Przyspieszyć hashcata

Na blogu nfsec.pl pojawił się wczoraj wpis dotyczący crackowania hashy md5crypt[1] przy pomocy hashcat. Spojrzałem na sprzęt i moją uwagę przykuła wydajność karty Intela Intel(R) Iris(TM) Graphics 650:

Hashmode: 500 - md5crypt, MD5 (Unix), Cisco-IOS $1$ (MD5) (Iterations: 1000)
Speed.#2.........: 423.2 kH/s (53.30ms) @ Accel:256 Loops:250 Thr:8 Vec:1

Mam Intel Corporation Skylake GT2 [HD Graphics 520] widzianą jako Intel(R) Gen9 HD Graphics NEO i hashcata w wersji v5.1.0 (binarka, stable), na potrzeby zabaw z platformami CTF, o których wspominałem niedawno. Część zadań wymaga użycia brute force. Chociaż nie było do tej pory okazji wyjść poza coś typu gotowy słownik, to pewnie jeszcze się przyda. Rzecz w tym, że moja karta jest znacznie wolniejsza:

Hashmode: 500 - md5crypt, MD5 (Unix), Cisco-IOS $1$ (MD5) (Iterations: 1000)
Speed.#1………: 156.1 kH/s (76.04ms) @ Accel:256 Loops:250 Thr:8 Vec:4

Rozumiem, że to inny sprzęt i inny system (u mnie Debian w wersji unstable), ale postanowiłem podrążyć temat.

Po pierwsze, zauważyłem, że mam starsze pakiety OpenCL dla Intela. Aktualizacja nie przyniosła co prawda poprawy wydajności, ale na innym sprzęcie (Ubuntu) była w ogóle niezbędna do poprawnego działania hashcata. Bez najnowszej wersji md5crypt w ogóle nie dawał się tam łamać.

Po drugie, hashcat, którego użyłem w wersji z GitHub (wersja development) to v5.1.0-951-g6caa7869 (również niezbędny na Ubuntu do poprawnego łamania md5crypt). Efekt okazał się całkiem przyjemny:

Hashmode: 500 - md5crypt, MD5 (Unix), Cisco-IOS $1$ (MD5) (Iterations: 1000)
Speed.#1………: 232.7 kH/s (51.57ms) @ Accel:256 Loops:250 Thr:8 Vec:4

Niemal połowę szybciej. Warto aktualizować soft i sterowniki, nawet, jeśli wersja wygląda na tylko nieznacznie nowszą. Co ciekawe, przyrost wydajności jest tak duży tylko dla niektórych algorytmów, w tym md5crypt. Inne, jak zwykłe md5 różnice mają jedynie symboliczne:

Hashmode: 0 - MD5
Speed.#1………: 476.6 MH/s (51.75ms) @ Accel:128 Loops:32 Thr:256 Vec:4

Hashmode: 0 - MD5
Speed.#1………: 493.4 MH/s (50.09ms) @ Accel:512 Loops:128 Thr:16 Vec:4

Tyle tym razem – trochę o instalacji i uruchomieniu hashcata, trochę o przyspieszeniu na poziomie softu. Mam świadomość, że to trochę takie wyścigi ślimaków, ale… jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Może kiedy indziej będzie o doborze parametrów i budowie skutecznych słowników do crackowania hashy przy pomocy hashcata.

[1] Ładnie po polsku, owinięte w bawełnę, nazywa się to audyt haseł. Ewentualnie, mniej owijając w bawełnę, łamanie funkcji skrótu haseł. Zostanę jednak przy brzydkiej, potocznej wersji angielskiej.

Lynis – narzędzie do audytu bezpieczeństwa systemów Linux

Czasem zdarza się, że znajdę jakieś stare, fajne narzędzie, którego nie znałem wcześniej. Tak jest w przypadku Lynis – programu open source napisanego przez CISOfy służącego do audytu bezpieczeństwa systemu na podstawie bieżących ustawień. Przypadkiem, na komórce w tramwaju mignął mi wpis o nim gdzieś w sieci. Opis był ciekawy, więc postanowiłem dać szansę, choć od dłuższego czasu nie interesowałem się podobnymi programami. Kiedyś, na początku przygody z Linuksem bawiłem się Bastille Linux i to w zasadzie wszystko, jeśli chodzi o automaty.

Działanie Lynis sprawdzałem tylko na Debianie i Ubuntu – działa bardzo sprawnie, generuje sensowne raporty z uwzględnieniem specyfiki dystrybucji. Przy każdym raporcie jest link do krótkiego opisu z wytłumaczeniem danej opcji. Dla początkujących jest to dobra okazja do poczytania nt. ustawień i ich wpływu na bezpieczeństwo systemu. Dla zaawansowanych automat, który sprawdzi, czy czegoś nie przeoczyliśmy lub nie zapomnieliśmy włączyć np. po testach.

Program jest dostępny jako pakiet, więc instalacja sprowadza się do:

apt-get install lynis

Uruchomienie audytu również jest proste:

lynis audit system

Polecam dodanie przełącznika -Q. Program jedynie generuje raport, niczego nie zmienia w systemie, więc uruchomienie jest bezpieczne. Wynik wyświetla na ekran oraz do logu, znajdziemy tam zarówno znalezione błędy, ostrzeżenia, jak i wskazówki do hardeningu systemu.

Narzędzie ma zastosowanie raczej dla systemów, prywatnych,  utrzymywanych ręcznie. Te konfigurowane automatycznie raczej nie mają miejsca na powstanie błędu, a forma raportu jest raczej przyjazna dla ludzi, niż maszyn.

Oczywiście przy domyślnej konfiguracji zgłosi także odstępstwa od normy, które są zamierzone albo nieistotne, więc wynik będzie nieco przegadany. Mimo to polecam wypróbowanie samodzielnie.