Przesiadka na M1

Nadszedł ten moment, kiedy mogłem wymienić służbowy sprzęt. Moment długo oczekiwany. Z dwóch powodów. Po pierwsze, z okazji pandemii cykl wymiany został wydłużony. Po drugie, jako entuzjasta ARMów nie mogłem się doczekać laptopa z tego typu procesorem. No dobrze, nie jest to typowy ARM, jaki można znaleźć w laptopach konkurencji. Ale nadal jest to krok w dobrym – moim zdaniem – kierunku. Pora na wrażenia z kilkudniowego używania.

Ponieważ poprzednio miałem MacBook Pro 13,3″, a pracowałem głównie z domu, bez dodatkowego monitora, stwierdziłem, że pora na większy ekran. Także wydajność w stosunku do 15″ pozostawiała nieco do życzenia, a wersja 15″ nie wydawała się wcale specjalnie większa od typowych laptopów 14″. Zatem jak szaleć, to szaleć. Stwierdziłem, że 14″ to za mało i wezmę 16″ (10 core, 32 GB RAM).

Hardware

Przyznaję, że wstępnie żałuję wyboru. Pierwsze wrażenie przy wyjmowaniu z pudełka to jaka to wielka i ciężka cegła. Faktycznie, zarówno wymiary, jak i waga w stosunku do 13,3″ to inna liga. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to fakt, że jest o wiele grubszy i o wiele cięższy. Oczywiście w wersji stacjonarnej nie jest to duży problem, z przeniesieniem z miejsca na miejsce też problemu nie ma. Jak będzie przy pracy typowo mobilnej? Zobaczymy…

Ekran jest bardzo fajny i do pracy stacjonarnej idealny. 13,3″, które wydawało się OK już się wydaje nieco małe.

Szeroko dyskutowane wcięcie na kamerę, zabierające część ekranu. Przyznaję, że nie zauważam tego w codziennej pracy. Zapewne w znacznej mierze jest to wynik chłytu marketingowego w postaci czarnej górnej belki okien. I jak mam świadomość, że jest to de facto zmniejszenie użytecznej powierzchni ekranu, tak zupełnie mi to nie przeszkadza. I tak 99,5% czasu w pracy korzystam z wersji z belką.

W końcu jest też normalna klawiatura. Taka jak w innych laptopach, o niebo przyjemniejsza od nieporozumienia w postaci „drewna” w 13,3″. Zapewne jest to jedna z przyczyn, czemu laptop jest grubszy.

Touchpad tradycyjnie dobry, nowego wejścia na ładowarkę nie oceniam, bo jeszcze nie testowałem – i tak korzystam w okresie przejściowym ze starego, a łatwiej mieć mi jedną.

Z minusów: zmienione zostało położenie gniazda słuchawkowego – teraz jest po lewej stronie. Szkoda, bo przywykłem. Dodatkowo po prawej stronie jest tylko jeden port USB. Jak podłączę tam ładowarkę, to nie mam miejsca na przejściówkę dla myszy. A szkoda, bo z racji większych wymiarów samego laptopa miło byłoby mieć wszystko wpięte po prawej i więcej miejsca na biurku po lewej. Niemniej, podsumowując – sprzętowo bardzo dobrze.

Software

Szybka konfiguracja klawiatury, żeby można było pisać wygodnie polskie znaki i można pracować.

Domyślna powłoka zmieniła się z bash na zsh. Zmiana nastąpiła już jakiś czas temu, poza tym można było wymusić zsh ręcznie. Niemniej, nie ciągnęło mnie. Prawda jest taka, że nie widzę wielkiej różnicy. Oczywiście gdyby komuś nie pasowało zsh to jest możliwość powrotu do bash przy pomocy odpowiedniego użycia polecenia chsh.

W związku ze zmianą architektury miałem lekkie obawy, jak wygląda instalacja dodatkowych programów. Jest różnie. Na niektórych stronach po prostu dostaniemy jedną wersję dla macOS czy też wersję odpowiednią dla naszej architektury. Na innych trzeba samodzielnie wybrać. Większość softu jest dostępna w wersji natywnej i po prostu działa.

Póki co znalazłem tylko jeden program, który nie działa: VirtualBox. Jednak wirtualizacja i konteneryzacja na M1 to już zagadnienie zasługujące na osobny wpis.

Prędkość działania jest OK, czas pracy na baterii też wygląda na więcej, niż zadowalający.

Szczepienia Covid-19 – statystyki

Niedawno dowiedziałem się, że istnieje strona ze szczegółowymi, oficjalnymi danymi dotyczącymi zakażeń koronawirusem w Polsce i zgonów tym spowodowanych. Nie tylko dostępne są dane, ale widget umożliwia łatwe ich filtrowanie i tworzenie statystyk. Pokusiłem się więc o samodzielną analizę danych. Przedstawiam tylko najciekawsze i najważniejsze IMO statystyki. Spoiler: prawdopodobnie ani twardzi pro-, ani antyszczepionkowcy nie będą z nich zadowoleni. Zachęcam do samodzielnej zabawy z danymi.

Oczywiście nie mam złudzeń, że te dane i oparta na nich analiza przekonają sceptyków. Zawsze znajdzie się wymówka, by nie wierzyć danym. A to, że nie wszystkie przypadki są rejestrowane, a to, że zgony z innego powodu, a to, że dopisywali, a to, że jako zaszczepieni figurują ludzie fikcyjnie zaszczepieni. W zależności od skrętu anty- lub proszczepionkowego. Niemniej, są to jedyne twarde dane, którymi dysponujemy. Wszystko inne to albo gdybanie, albo opieranie się na własnym doświadczeniu, albo głębokie przekonanie.

Dane uważam za cenne z jeszcze jednego powodu – dotyczą Polski. Czyli miejsca, gdzie statystyczny czytelnik bloga ma największe szanse zachorować i być leczonym. Gdyby istniała jakaś lokalna mutacja czy to DNA ludzi, czy koronawirusa, to te dane powinny ją odzwierciedlać, w przeciwieństwie do danych z innego kraju. Podobnie sposób leczenia i jakość służby medycznej liczy się dla nas ta lokalna.

Analiza będzie w dwóch okresach czasowych. Od początku stycznia 2021, czyli wprowadzenia pierwszych szczepionek, oraz od początku grudnia 2021, czyli pojawienia się wariantu omikron. IMO jego charakterystyka jest na tyle odmienna, że zasługiwałby na osobną jednostkę chorobową, ale tak się nie stało i wszystkie warianty koronawirusa trafiły do jednego worka. W obu przypadkach datą końcową jest 01.03.2022.

Zakażenia
od stycznia 2021:
zaszczepieni 1518162 śr. wiek 46
niezaszczepieni 3003421 śr. wiek 41
od grudnia 2021
zaszczepieni 1241371 45
niezaszczepieni 1009335 33

Zgony
od stycznia 2021:
zaszczepieni 11094 śr. wiek 77
niezaszczepieni 71711 śr. wiek 75
od grudnia 2021:
zaszczepieni 7990 77
niezaszczepieni 19725 76

Ilość zakażeń w wartościach bezwzględnych od początku pandemii wydaje się nie mieć znaczenia. Po prostu w początkowym okresie praktycznie nie było dostępnej szczepionki, więc i nie było zaszczepionych. Zatem zarażali się niezaszczepieni. Podobnie jest ze zgonami – nie można przywiązywać się do wartości bezwzględnych, choć tu różnica jest o wiele większa, co daje do myślenia. Można zatem policzyć stosunek ilości zgonów do zakażeń w grupach to widać, że wynosi on 0,73% wśród zaszczepionych oraz 2,39% wśród niezaszczepionych. Czyli szczepienie ponad trzykrotnie zmniejsza ryzyko zgonu po zakażeniu.

W zasadzie tu można by postawić kropkę, niemniej jest jeszcze jeden ważny aspekt: wiek. Patrząc od stycznia 2021, średni wiek umierających to 77 lat dla zaszczepionych i 75 lat dla niezaszczepionych.

Natomiast z danych od grudnia 2021 widać, że ilości zakażeń są praktycznie równe wśród zaszczepionych i niezaszczepionych. Tak się fajnie składa, że zaszczepionych jest nieco ponad połowa Polaków, więc można porównywać te wartości jako bezwzględne. Nawet nieco więcej zakażeń jest wśród zaszczepionych, co można łatwo tłumaczyć nieco większą ilością. Natomiast z danych tych wynika, że szczepionka nie chroni przed zarażeniem[1].

Patrząc na zgony od grudnia 2021 – 0,64% wśród zaszczepionych, 1,95% wśród niezaszczepionych. Czyli jest łagodniej – w obu przypadkach, ale różnica nadal ponad trzykrotna. Bardziej obrazowo: gdyby zaszczepionych było 100% Polaków, to statystycznie rzecz biorąc od grudnia mielibyśmy ponad 12 tys. zgonów mniej. Zaskoczony jestem niewielkim spadkiem śmiertelności w stosunku do całości okresu, można to próbować tłumaczyć późniejszym dotarciem wariantu omikron do Polski[2]. Średni wiek umierających to odpowiednio 77 oraz 76 lat.

Pierwotnie planowałem bardziej szczegółową analizę, np. w rozbiciu na przedziały wiekowe. Tak się jednak stało, że wpis był w przygotowaniu, a temat pandemii koronawirusa skończył się w międzyczasie za sprawą agresji Rosji na Ukrainę. Nie wykluczam wpisu w przyszłości, jeśli znajdę coś ciekawego. Skoro jednak każdy może pobawić się analizami sam, to nie widzę sensu.

[1] Tu zapewne pojawi się argumentacja zwolenników szczepień, że „ale chroni przed hospitalizacją/ciężkim przebiegiem/odciąża służbę zdrowia”. I zapewne jest to prawda, tylko przypominam – opieram się wyłącznie o dostępne dane. Zaś w nich po prostu tej informacji nie znajdziemy.
[2] Znowu nie ma tej informacji w dostępnych danych, niemniej spotkałem się z taką opinią. Z kolei jakieś dwa tygodnie temu w radio podawali, że obecnie 97% zakażeń w Polsce to obecnie omikron.

Bieganie 2021 – podsumowanie

Aby tradycji stało się zadość, pora podsumować bieganie w mijającym roku. Choć niespecjalnie jest się czym chwalić, delikatnie mówiąc.

Bieganie

Jeśli chodzi o bieganie, to rok 2021 można podsumować „zawsze coś”. Niby zacząłem dość wcześnie, bo pierwszy bieg 20 lutego, ale nie udało mi się wpaść w biegowy rytm na dłużej. A to jakiś wyjazd, a to urlop, a to pogoda.

Tak czy inaczej, rytmu nie złapałem, za to kilka razy „łapałem kondycję”. Tak nazywam ten moment rozbiegania, gdzie organizm przyzwyczaja się do ruchu. Bardziej walka ze zmęczeniem, niż o wynik.

Gwoździem do trumny był wrzesień i choroba. Teleporada wykluczyła covid-19, pewnie słusznie, bo był to jeszcze dołek sezonu, objawy niezbyt pasujące, a leki pomogły błyskawicznie. W każdym razie w jednym z najlepszych miesięcy na bieganie tylko jeden bieg, pod koniec, bo dla pewności zrobiłem ponad tydzień przerwy po chorobie. W dobie pandemii lepiej zapobiegać, niż leczyć. Szczególnie, że we wrześniu zachorowania juz rosły. Ostatni bieg w połowie października, potem pogoda wygrała z motywacją.

Nie bez znaczenia na małą ilość biegania pewnie jest fakt pojawienia się innych aktywności na zewnątrz, które kanibalizowały czas na bieganie. Spory w tym udział spacerów z audiobookiem, a łażenia póki co nie zaliczam do aktywności. Choć i czasu, i kilometrów było tu sporo. O drugiej aktywności napiszę, jak się w 2022 utrzyma.

Statystyki: 25 biegów, przebiegnięte 155 km, 15,5 godziny w ruchu. Pierwszy bieg 20 lutego, ostatni bieg w połowie października.

Rower

Praktycznie nie jeździłem na rowerze w 2021. Dominowały krótkie odcinki do przedszkola. Na urlopie trochę turystyki rowerem w górach. Może w przyszłym roku będzie lepiej, bo niemal doprowadziłem do używalności szrota. Takiego zupełnie nie w moim stylu – górski, z zewnętrzną przerzutką. O dziwo jeździ się bardzo fajnie. Zostały dwa drobiazgi do zrobienia – wymiana połamanego błotnika plastikowego oraz zdiagnozowanie schodzącego powietrza w jednym kole. Można jeździć parę godzin bez widocznego ubytku, ale na drugi dzień jest flak. Wymiana wentyla nie pomogła, pewnie trzeba wymienić dętkę.

Statystyki: 16 aktywności, 8h w ruchu, 81 km.