Update

Na blogu cisza i pozornie nie dzieje się nic. Pozory jednak mylą, choć łapię się na tym, że nie chce mi się pisać osobnych wpisów o drobiazgach. Jest w tym zasługa Blox, który działa… tak jak działa. Statystki pokazują dostępność 99,9% dla obu blogów i… nie jest to przypadek. 502 Bad Gateway lata często. Zgłaszałem i mi się znudziło. Nie jest na tyle źle, żebym się spakował z miejsca, ale drażni i zniechęca.

W zasadzie wszystkie ważniejsze systemy podniosłem do Stretch. Większych problemów nie było. Jedyne co, to po upgrade przestała działać planeta Joggera. Paczka wyleciała ze Stretch, wersja z Jessie nie chciała działać. Postawiłem kontener z unstable i… też nie działało. Skończyło się kontenerem z Jessie, wszystko póki co działa, ale pewnie przy końcu aktualizacji Jessie będzie trzeba coś z tym zrobić. Być może zmienię silnik.

Z racji nowych zabawek (Orange Pi Zero) i średniego wsparcia nowych wersji Debiana dla różnych SoC zacząłem się bawić builderem Armbiana. Fajna zabawka, pewnie pobawię się nieco więcej w najbliższym czasie. Marzy mi się budowanie obrazów dla Stretch, zmiana powinna być prosta, choć toolchainy i ilość miejsc gdzie coś może pójść nie tak trochę przeraża – nie znam rozwiązania.

Bardzo spodobał mi się ESP8622 i MicroPython. Będę się bawił, już kupiłem – leży i czeka. Pewnie będą jakieś wpisy z tych zabaw, chociaż tak naprawdę wszystko jest do znalezienia w sieci. Imponujące jest niskie zapotrzebowanie na prąd, zwł. w deep sleep. Chociaż przy używaniu WiFi podobno znacznie rośnie. Niemniej, ma to szansę być autonomiczne jeśli chodzi o zasilanie przy użyciu jedynie niewielkiego panelu solarnego, czego o SoC pokroju RPi nie da się powiedzieć. Ogólnie są świetne projekty oparte o solary, ceny rozwiązań bardzo spadły. Sensu ekonomicznego czy ekologicznego z tego co widziałem w wyliczeniach jeszcze nie ma (i to dla San Francisco) ale niezależność energetyczna (światło, komputer, smartfon, dogrzewanie kawalerki) z jednego panela w cenie $200 za kompletne rozwiązanie robi wrażenie.

Trochę czasu schodzi na ogarnianie przemeblowań w domu. Trochę koniec prowizorek – połączyłem biurka i mam teraz narożne, co przekłada się na dobrą miejscówkę do psucia różnych zabawek. Po pierwsze sporo miejsca, po drugie w końcu jest dostępny prąd. Jeszcze muszę dopracować, ale kierunek mi się podoba. 😉

Koniec projektu Bananian

Twórcy dystrybucji Bananian, czyli modyfikacji Debiana dedykowanej dla Banana Pi, którą opisywałem, ogłosili blisko kwartał temu, że kończą działalność projektu. Powody standardowe – brak czasu, wynikający z tego brak supportu dla nowszych wersji sprzętu, konieczność przesiadki na wydanego niedawno Debiana 9 (nie, nie przegapiłem, ale czekam z notką na wrażenia z upgrade) i… lepsze wsparcie dla płytek w wersji 4.x kernela Linuksa.

Jako sugerowanego następcę wskazują dystrybucję Armbian, która wspiera wiele płytek opartych o ARM (m.in. Banana Pi, Orange Pi, Odroid) i którą już wcześniej zachwalali znajomi, ale… skoro byłem zadowolony z Bananiana, to nie było potrzeby korzystać. Armbian występuje w dwóch wersjach – opartej na Ubuntu, dedykowanej na desktop oraz opartej na Debianie, dedykowanej na serwery.

Bananian nie jest całkowicie porzucany, wersja 16.04 nadal będzie otrzymywać, do kwietnia 2018 aktualizacje bezpieczeństwa. Przesiadka jest zatem zalecana, ale nie ma pośpiechu.

Przerwa majowa

Uważni czytelnicy dostrzegli, że w zeszłym tygodniu nie pojawił się żaden wpis. Regulamin DSP2017 dopuszcza przerwy w prowadzeniu projektów i… zeszły tydzień należy potraktować jako przerwę. Zresztą ponad tydzień, bo w zasadzie majówka cała nieprojektowa, z małym wyjątkiem, o którym zaraz. W każdym razie z konkursu się nie wycofałem i mam nadzieję, że tygodni roboczych będzie wystarczająco dużo. Nie liczyłem ile jest dokładnie, a zarejestrowałem się z opóźnieniem. Tak czy inaczej, nie chodzi o to by złowić króliczka…

Przerwy są dobre, czy to w pracy jako urlop, czy przy projekcie. Można spojrzeć z boku, wyskoczyć z utartych torów i nabrać energii. W każdym razie zeszły tydzień był mocno pracowity, a wypełnianie PITów, to nie jest coś, co warto odkładać na ostatnią chwilę, powiadam wam. Zresztą warto wcześniej sprawdzić, czy ma się komplet papierów, jak się okazuje. W każdym razie zdobyłem kolejny skill w zakresie obsługi podatków. Ale ostatecznie wszystko w miarę wyprostowane.

Potem był czas dobrych imprez i intensywnego chodzenia po sklepach celem urządzenia oświetlenia – powiedzmy, że 20% zrobione. A w międzyczasie doglądanie zewnętrznych rzeczy – a to serwer się zaczął restartować bez przyczyny (odpowiedź ISP rozwaliła, ale restarty ustały, hm…), a to ktoś zepsuł format danych, z których korzystam… Chwilę trwało, zanim przyswoili, że błąd zgłasza osoba z zewnątrz, a nie pracownik. Fun, fun, fun. Tylko czasu szkoda.

Udało mi się zrobić dwie związane z projektem rzeczy: przetestować uruchomienie programu na czystym systemie z ARM (działa, czemu miałby nie działać?) oraz wstawić Raspberry Pi zamiast Banana Pi jako router, czyli odzyskać właściwą sondę. Co prawda to ostatnie nie udało się w 100%, bo robiłem na szybko, trochę czasu zeszło na ustalenie, że NAT lepiej działa, jak się włączy forwarding, a po wszystkim okazało się, że logowanie przy pomocy autossh coś nie działa, ale powiedzmy, że wariant minimum jest zrobiony. Z powodu małej ilości czasu nie zaryzykowałem też wpięcia drugiego modemu.

Przerwa i programowanie w pracy skłoniło ku refleksji, że może jednak lepiej będzie docelowo przepisać to obiektowo. Głównie chodzi o łatwość wykorzystania kodu w innych projektach – dokładnie to przerabiam w pracy. W cele projektu oficjalnie tego nie wpisuję póki co, ale jeśli tylko starczy czasu, to będzie próba refaktoringu kodu.

Jak włączyć SSH w Raspbian?

Sytuacja zmusiła mnie do odkopania RPi. Szybko potrzebowałem przetestować jedną rzecz, więc wybrałem Raspbian Jessie Lite. Główna zaleta to niewielki rozmiar i kernel w wersji 4.4. Po włączeniu i pobraniu IP przez RPi okazało się jednak, że nie sposób się zalogować – nic nie słuchało na porcie.

Instrukcje, które znalazłem, są dobre, jeśli ktoś ma monitor i klawiaturę. Ja nic takiego pod ręką nie miałem, więc zacząłem przyglądać się skryptom startowym, ale w międzyczasie zapytałem na IRCu i dostałem linka, który podaje prosty przepis na włączenie SSH – wystarczy utworzyć plik ssh o dowolnej zawartości w katalogu /boot na karcie SD z Rasbianem:

touch /boot/ssh

Oczywiście powyższe zadziałałoby, gdyby było wykonywane bezpośrednio z Raspberry Pi, trzeba wziąć poprawkę na punkt montowania, ale wiadomo o co chodzi. 😉

Po tym zabiegu SSH jest dostępne po uruchomieniu systemu, zalogować się można tradycyjnie przy pomocy użytkownika pi i hasła raspberry.

Wyłączenie SSH w domyślnej wersji podyktowane było względami bezpieczeństwa (tu link).

Z kronikarskiego obowiązku: w Raspbianie bazujązym na Jessie wiele się nie zmieniło. Swap nadal domyślnie włączony i zarządzany w dziwny sposób (nie /etc/fstab), journal na FS obecny, sterowanie LED i odczyt temperatury bez zmian.

3 powody dla których nie kupię Raspberry Pi 3

Blisko trzy lata temu (ależ ten czas leci) pisałem, dlaczego nie kupię Raspberry Pi. Parę dni temu opublikowana została specyfikacja Raspberry Pi 3. I też widzę, że nie kupię, choć cieszę się na płytkę z 64 bit ARM. Powody są trzy:

  1. Brak portu SATA. Najmniej istotny, bo można podłączyć dysk po USB (i raczej tak zrobię), ale nadal trochę boli.
  2. Tylko 1 GB RAM. Mało. Na desktop – przeraźliwie mało. IMO minimum dla desktopa na dzień dzisiejszy to 2 GB RAM. Zresztą skoro mocniejszy procesor, to i serwer można by bardziej obciążyć, a tu RAM też się przydaje.
  3. 100 Mbps ethernet. Dla rozwiązań typu NAS 100 Mbps to zdecydowanie za mało.

Co zamiast Raspberry Pi 3? Czaję się na najwyższy model Pine 64 czyli PINE64+ 2GB. Co prawda też nie ma SATA, ale ma 1Gbps kartę sieciową oraz 2 GB pamięci RAM. I ma kosztować przy tym 29 dolarów + 12 dolarów za wysyłkę do Polski.

Wady Pine64? Wspomniany brak SATA, jeśli ktoś potrzebuje USB i bluetooth, to musi dołożyć kolejnych 10 dolarów, albo kupić wersje na USB (2,5 w Chinach) i zająć oba porty. No i trzeba poczekać do maja.

UPDATE To wszystko oczywiście z mojego punktu widzenia, który można streścić „małe, tanie, mocne i Linux działa”. Z punktu widzenia kogoś, kogo bardziej interesuje zabawa elektroniką będzie to wyglądało zupełnie inaczej, bo w grę wchodzi choćby łatwość supportu czy dostępność rozszerzeń.

Warto też przeczytać komentarz Piotra (pierwszy) – Odroid wygląda nieźle (jak zwykle zresztą), choć jest nieco droższy (jak zwykle zresztą). Patrz porównanie. Czyli ciekawych alternatyw dla Raspberry Pi 3 jest więcej.

Dowiedziałem się też o istnieniu dystrybucji Armbian. Autorzy nie piszą niestety zbyt wiele, ale wygląda interesująco i wspiera wiele płytek. Oferuje świeży kernel i wspiera Debiana (Wheezy, Jessie) oraz Ubuntu Trusty.