Konferencja Atmosphere 2013.

O konferencji Atmosphere dowiedziałem się z maila – organizator jest ten sam, co PLNOG i ma świadomość, że na PLNOG nie tylko sieciowcy jeżdżą, ale także sysadmini. Atmosphere w założeniu miało być dla devopsów i wypełnić lukę między konferencjami dla programistów, a konferencjami dla sieciowców. Organizator sprawdzony (na PLNOG ludzie się zapisują nie znając agendy), konferencja na miejscu w Poznaniu, tematyka ciekawa, więc uznałem, że warto się wybrać, bo może być ciekawie. Zresztą na pierwszego PLNOGa też pojechaliśmy na zasadzie „zobaczmy, co będzie”. I było wtedy fajnie, nie tak krótkie wrażenia z pierwszej edycji PLNOG opisałem (część 1 i część 2).

Oczywiście nie wybrałem się sam. Zebraliśmy mieszany skład (sysadmini, programiści, i ja robiący za management i z doskoku sieć) i… pojawił się pierwszy problem: strona konferencji jest w całości w języku angielskim, sporo zagranicznych prowadzących… O ile administratorzy raczej u nas sobie ze spikaniem radę dają, to okazało się, że dla części programistów jest to problem. Szybki kontakt z organizatorami i wiemy, że jest mieszane, ale ok. połowy wykładów jest po angielsku. W praktyce: jak ktoś nie zna języka, to przy takiej proporcji nudzić się też raczej nie będzie. Nawet jeśli opuści któryś wykład, to znajdą się ciekawi ludzie, żeby pogadać w przerwie.

Jeśli chodzi o atmosferę, to spodziewałem się drugiego PLNOG, a było znacznie bardziej kameralnie, co przełożyło się na zupełnie inną atmosferę. Mniej ludzi, mniej oficjalnie, w jednej z sal wykładowych obok tradycyjnych krzeseł były z tyłu leżanki różnej maści – fajny pomysł, szczególnie w połączeniu z ekranami po bokach, na których wyświetlana była treść prezentacji. Można było odpocząć (fizycznie), nie tracąc przy tym wykładu. Bo siedzenie przez cały dzień na krzesłach to jednak nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Wracając do atmosfery – bardzo fajnie. Inaczej, niż na PLNOG, ale fajnie.

Pora na wady: za głośna muza na afterparty. Ciężko było pogadać w lokalu, z kolei na zewnątrz było jednak za zimno. Zdaję sobie sprawę, że problem jest nietrywialny do rozwiązania (i występuje raczej zawsze, nie tylko na konferencjach, ale także przy zwykłych wypadach do lokali, w większym lub mniejszym stopniu). Kolejna wada – z mojego punktu widzenia – to proporcje tematyczne. Mam wrażenie, że jednak z 70% wykładów na których byłem, było celowanych w programistów. Niemniej, były dwie ścieżki, więc był wybór, a na obu naraz nie byłem. Last: jak pierwszego dnia rozdawane są gadżety, to przyda się coś do noszenia. Nie wymagam plecaka/torby (PLNOG rozpieszcza), ale choćby reklamówka ułatwia życie. I długopisy + notes byłyby fajne. Choćby parę kartek w identyfikatorze.

Prezentacji omawiać po kolei nie będę. Generalnie było ciekawie, także te niby offtopiczne prezentacje były OK. Niektóre z prezentacji ciut zbyt pojechane/hermetyczne jak na mój gust, ale ogólnie dobrze. Jeśli chodzi o uczestników, to zdecydowanie dominowały na plakietkach Allegro i Wikia. Sporo także wykładowców z tych firm. W sumie trudno się dziwić… Jak na pierwszy raz – zdecydowanie fajnie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się dotrzeć.

No i tyle tych dość chaotycznych i spóźnionych wrażeń (zacząłem pisać wcześniej, potem zapomniałem o nim). Ku pamięci: przez dziewięć edycji PLNOG nie udało mi się nigdy niczego wygrać, mimo wielokrotnego poświęcenia i porannego wstawania do rannych ptaszków. Ostatnio zgarnąłem dwie nagrody. Na Atmosphere kontynuowałem dobrą passę. Mam podejrzenie, że odkryłem hacka, ale muszę to jeszcze sprawdzić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *