Powiązania wpisów

Na blogu do wiązania wpisów korzystam z wtyczki YARPP[1]. Niedawno autor zaprzyjaźnionego bloga zrobił rozwiązanie serwujące graf powiązań między wpisami. Półserio napisałem, że to mogła by być wtyczka no i jest.

U mnie jej chwilowo nie zobaczycie, a to z uwagi na niedawny błąd w WordPressie dotyczący REST API. Stwierdziłem wówczas, że chyba z API nie korzystam, więc baba z wozu. No, teraz by się może przydało… Ale ponieważ coraz bardziej mam wrażenie, że i tak za dużo tu ruchomych części, to nie włączam.

Ale wtyczkę Article Relationship Graph for YARPP i tak polecam. Poza tym, że pokazuje więcej powiązanych artykułów w ładny sposób, to przydała się do diagnostyki dziwnych poleceń generowanych przez YARPP. Nie wiem co się dokładnie wydarzyło, ale wyglądało to tak, że pewne 2-3 wpisy były podobne do praktycznie wszystkich innych. Nawet myślałem, że rozjechało się to przez wyłączenie API, bo wtedy zwróciłem uwagę, przy okazji rozglądania się co tu mogło przestać działać, ale nie. Zresztą, nie powinno, bo YARPP nie korzysta z niego, tylko z wewnętrznej tabeli w bazie.

W każdym razie wtyczka pozwoliła łatwo zwizualizować, że problematyczne wpisy mają po dużo kilkaset podobnych. Czemu? Nie wiem. Nie zaglądałem jeszcze do bazy. W każdym razie czyszczenie cache czy proste zmiany w konfiguracji nie pomogły.

Stanęło na tym, że zrezygnowałem z oceny podobieństwa po treści. Zostały tylko tytuły i tagi. Nie jest to jakiś killer ficzer, zresztą na problem z działaniem nikt nie zwrócił uwagi, a i ja spojrzałem dopiero po wyłączeniu API.

[1] W sumie powinienem opisać ją też wpisie o wtyczkach WordPressa

Bagaż bez opieki

W związku z sytuacją na świecie mamy stopnie alarmowe, apele o czujność i ogólne wzmożenie. A jak to wygląda w praktyce? Miałem okazję się przekonać.

Z okazji jazdy pociągami[1] byłem na dworcu. Miasto wojewódzkie, tyle powiem. Na peronach pustawo. No i zobaczyłem torbę, płócienną, wypchaną, ewidentnie bezpańską. Przypomniały mi się komunikaty, które czasem słyszę na dworcach, żeby powiadomić gdy widzimy bagaż bez opieki. Wiadomo, że raczej po prostu ktoś zapomniał, ale wzmożenie. Zresztą, nie mi o tym decydować, od tego są służby i mają procedury, prawda? Mam dłuższą chwilę czasu do przyjazdu mojego pociągu.

No dobrze, powiadomić, ale kogo? Rozglądam się, ale nikogo sensownego (czyt.: osoby w uniformie) w pobliżu nie ma. Myśl pierwsza: pójdę do informacji/kasy. Co prawda kawałek jest, no ale tam będą wiedzieli co i jak. Zatem idę i tak sobie myślę, że jeśli dojdę, powiadomię, a w międzyczasie ktoś wróci i zabierze torbę, to będzie problem. I jak znam życie, wtedy będzie to mój problem. Daleko nie zaszedłem, więc wracam i robię na wszelki wypadek zdjęcia, że sytuacja miała miejsce.

Bagaż bez opieki czyli sprawca zamieszania. Źródło: fot własna.

Skoro już mam w garści telefon, to wpadam na genialny pomysł, by sprawdzić w sieci, co robić. Pierwsze sensowne źródło to jakaś strona tvp.pl. Piszą, żeby powiadomić ochronę dworca, a jeśli nie ma ochrony, to 112. No dobrze, na pewno gdzieś jest numer do ochrony, prawda? Wracam na peron, wypatrując numerów. Jeśli jest, to albo 112, albo namiary na przewoźników.

I wtedy dostrzegam słupki alarmowe z napisem SOS. Ostrzeżenie, że naciśnięcie guzika załącza monitoring audiowizualny. Profesjonalny wygląd – dwa przyciski, oznaczenie dla niewidomych. Wciskam przycisk. Budka zaczyna dyktować cyfry po angielsku[2], całkiem sporo. I tyle. Nic więcej się nie dzieje. Sprawdzam drugi guzik – bez zmian. Wyciągam telefon i dzwonię jeszcze raz, nagrywając. I jeszcze raz…

Budek na peronie jest kilka, więc uznaję, że ta jest zepsuta i idę do kolejnej. Od razu nagrywam, w sumie już bardziej dla sportu. Tym razem nie słychać cyfr po wciśnięciu guzików. Nie ma też reakcji. Idę do trzeciej budki.

Sytuacja analogiczna jak w drugiej, ja jestem na końcu peronu. Pora na 112. Dzwonię, przedstawiam się, opisuję sytuację. Robi się zabawnie – dysponentka wypytuje czy jest pociąg na peronie, bo to trzeba zgłosić komuś z kolei. Konduktorowi albo maszyniście (sic!). Bo oni będą mieli kontakt[3]. I że to duże miasto, duży dworzec, więc na pewno jakiś pociąg jest. No jest, ale na sąsiednim peronie.

Macie tę wizję, gdy czekacie na pociąg na peronie, z bagażami, i słyszycie, żeby pójść na sąsiedni i poszukać kogoś z obsługi? Normalnie pewnie zasugerowałbym dysponentce zajęcie się pracą, ale nie miałem wiele bagaży i miałem czas, więc stwierdziłem, że warto zobaczyć jak się sytuacja rozwinie.

W drodze na sąsiedni peron podszedłem do kolejnej – czwartej – budki SOS. Wcisnąłem przycisk i praktycznie od razu „ochrona, słucham?”. Zacząłem tłumaczyć, niezbyt składnie, bo już zapomniałem co ja właściwie chcę zgłosić, że torba, i gdzie. Praktycznie od razu usłyszałem „dobra, widzę”. Załatwione w jakieś 15 sekund, jak już ktoś odebrał.

Chwilę później z głośników popłynął znajomy komunikat, żeby zgłaszać pozostawiony bagaż i przydługi numer telefonu, gdzie to robić. Na pewno wszyscy go zapamiętujemy albo skrzętnie zapisujemy…

Sprawdziłem daty zdjęć i filmów. Udokumentowana całość, od pierwszego zdjęcia, do ostatniego filmu zajęła dobry kwadrans. Czyli pewnie bardziej 20 minut.

I tyle w kwestii czujności i wzmożenia. Zastanawiam się jeszcze tylko, ile kosztują te budki SOS.

[1] Niektórzy się nie nauczą. Pierwszy opóźniony o ponad 40 minut (trasa ok. 2h), w dodatku się zepsuł. Szczęśliwie zepsuł się na stacji więc nie było tak wspaniałych przesiadek jak wtedy i szczęśliwie był pociąg jadący w tym samym kierunku, więc dołożyliśmy może 5 minut opóźnienia. Na pocieszenie – woda i wafelek.
[2] Zapewne wybierany numer.
[3] Rozumiem, że dysponenci na 112 stosownych kontaktów, do obsługi węzła kolejowego w mieście wojewódzkim, nie mają.

Streamripper

Dawno, dawno temu, nagrywało się utwory z radia – albo całe audycje – na kasety. Ponieważ zacząłem słuchać nieco więcej radia przez sieć, zacząłem się zastanawiać, jak to wygląda teraz. Bo przecież jest sporo ułatwień, choćby to, że strumień odtwarzany przy pomocy mplayer wyświetla informacje o odtwarzanym utworze.

To, że mplayer, ffmpeg czy vlc potrafią zapisać[1] strumień na dysk, wiedziałem. Już zabierałem się za zrobienie rozwiązania, które zapisze i audio, i informacje co było odtwarzane, gdy wpadłem na pomysł, by sprawdzić, czy przypadkiem nie ma jakiegoś gotowca w pakietach. Nie wiem jakiej frazy użyłem w wyszukiwaniu apt, ale trafiłem na streamripper z krótkim opisem download online streams into audio files.

Pobawiłem się chwilę i program mi się spodobał. Narzędzie jest bardzo proste[2], konsolowe. Ma swoje lata, ale działa i ma kilka przydatnych opcji. Przede wszystkim potrafi zapisywać strumień do pliku. Ale poza tym, potrafi zapisać tylko określoną ilość czasu lub megabajtów, zrobić reconnect. Czyli możemy sobie nagrać audycję, a przy problemach z siecią stracimy tylko fragment.

Potrafi też rozpoznać informacje o wykonawcy i tytule i wykorzystać je do nazwania zapisanego pliku. Niestety, nie ma co liczyć na zrobienie sobie w ten sposób biblioteki pojedynczych utworów w przyzwoitej jakości. Zwykle znaczniki z informacjami o utworze są przesunięte o kilka sekund. A to oznacza, że w utworach będzie brakowało początku lub końca, za to będzie nadmiar z innego kawałka. No chyba, że są nadawane z przerwami, wtedy może się udać. Możliwe też, że to zależy od stacji.

Jeśli jednak chcemy nagrać całą audycję, działa bardzo fajnie. Jeśli ktoś myśli o nagrywaniu radia internetowego, to polecam wypróbowanie streamrippera.

[1] Potrafią o wiele więcej – zmienić rozmiar video, audio, nadawać strumień do sieci. Kiedyś działałem z tym trochę więcej, ale to dawne dzieje.
[2] Tzn. opcji trochę jest, ale w porównaniu z ffmpeg czy mplayerem – niewiele.