Cudy na kiju

Jakiś czas temu w Polsce operatorzy wyłączyli transmisję danych 3G, więc mój modem przestał działać. Przestał więc też działać router GSM na Linuksie zbudowany w oparciu o niego i Raspberry Pi. Na dokładkę chwilę wcześniej padł hub USB zasilający RPi lub zasilacz od niego. Znaczy: trzeba coś zmienić.

Zasadniczo opcje były dwie. Pierwsza, to kupno jakiegoś modemu z obsługą 4G, może używanego i reanimacja istniejącego setupu. No i coś z zasilaniem by trzeba pomyśleć, bo wersja, gdzie modem jest wpięty bezpośrednio w port USB RPi działa, ale nie mieści się w pudełku.

Inna sprawa, że dotychczasowy setup składał się z routera WiFi, switcha niezarządzalnego, i RPi robiącego za router. Kwestia zaszłości historycznych i ewolucji moich routerów, a właściwie systemów robiących przy okazji za router. Bo wiadomo, że miło jest mieć system z Linuksem, jednak w praktyce dawno przestałem z niego korzystać, a cały setup choć niekrytyczny i w zasadzie mało używany, ma wiele elementów ruchomych, które potrafiły sprawiać problemy w najmniej odpowiednich momentach. Oczywiście bohatersko rozwiązywałem wszystkie problemy i nawet była z tego jakaś frajda, ale… po co?

I tu pojawia się opcja druga, czyli kupno routera WiFi, do którego można zapakować kartę SIM. Takie rozwiązanie pozwala wyeliminować stary router WiFi oraz switch. Raspberry Pi staje się opcjonalne, tzn. mógłbym je podłączyć jeśli zechcę używać tego systemu, ale dostęp do internetu jest od niego niezależny. Dodatkowo mógłbym zasilać tylko router – switch i RPi nie są potrzebne. Niby tylko parę W[1], ale switch jest stary, z ciężkim, transformatorowym(?) zasilaczem.

Postanowiłem rozpoznać dostępne opcje i okazało się, że cenowo też nie wychodzi najgorzej, biorąc pod uwagę, że musiałbym kupić modem 4G i jakiś hub USB. W ten sposób, po zapłaceniu 126 zł na Allegro stałem się posiadaczem nowego, tytułowego routera Cudy LT400.

Opakowanie jest dość spore – zdjęcia paczki można zobaczyć w jednym z poprzednich wpisów o opakowaniach. Router wygląda dość typowo, posiada aż cztery, przymocowane na stałe, anteny.

Wady:

  • nietypowe zasilanie 12 V, 1 A
  • brak osobnego portu WAN – łącznie są 4 porty w tym jeden „podwójnego zastosowania”
  • brak możliwości instalacji OpenWrt
  • brak wsparcia dla WiFi 5GHz
  • anteny przymocowane na stałe
  • porty 10/100 Mbps

Jak widać wad całkiem sporo, ale… nie mają większego znaczenia. WiFi 2,4 GHz było poprzednio i wystarczało. Porty 100 Mbps niczego nie zmieniają – stary switch miał tak samo. Zresztą nie kopiuję pomiędzy komputerami większych ilości danych, a wąskim gardłem pozostaje dostęp do internetu przez sieć LTE.

Sprawdziłem, co jest w środku i okazuje się, że:

Linux version 4.4.140 (jenkins@release_server) (gcc version 5.4.0 (LEDE GCC 5.4.0 2.4.15) ) #0 Tue Dec 9 13:06:22 2025

HW: LT400 V2.1  |  FW: 2.4.23-20251209-211127

Czyli mimo braku wsparcia dla OpenWrt, właśnie na nim jest oparty firmware routera. Mam nadzieję, że będzie aktualizowany. A może i pojawi się wsparcie OpenWrt? Choć nie liczę zbytnio na to – zapewne będzie problem z niewolnym firmware modemu LTE.

Jeśli chodzi o zalety, sam sprzęt posiada całkiem sporo funkcji:

  • klient i serwer VPN (wiele protokołów, m.in. openvpn, wireguard)
  • klient DDNS, wsparcie wielu providerów
  • filtrowanie IP i domen (statyczne)
  • wsparcie dla IPv6
  • prosta konfiguracja – w zasadzie wystarczy włożyć kartę SIM i skonfigurować hasła

Są dla mnie równie wirtualne, jak wady. Liczy się tylko stabilność i bezawaryjność, a jak z tym będzie, okaże się za jakiś czas… Niemniej, klient i serwer VPN mnie zaskoczyły – zupełnie się nie spodziewałem. Interfejs przejrzysty, opcje proste. Pewnie zasługa LuCI.

[1] 2,2 W sam poprzedni router, switch pewnie podobnie, lub więcej. RPi na pewno ponad 3W.

Krótki film

Jakiś czas temu Netflix, z okazji którejś rocznicy wejścia do Polski, dodał do oferty coś, co można nazwać klasyką polskiego kina. Filmy są w dobrej jakości, więc stwierdziłem, że odświeżę i nadrobię braki.

Jednym z braków był Krótki film o zabijaniu. O filmie przypomniał mi ten artykuł. Nie jest w żaden sposób wyjątkowy, jest po prostu kompilacją informacji z innych źródeł. Niemniej, jest nowy i to właśnie on pojawił się we właściwym momencie i przypomniał mi o filmie.

Pamiętam, że zdziwiły mnie i zachwyty nad filmem, i to, że podobno stał się ważnym elementem dyskusji o karze śmieci, bo „wstrząsnął” opinią publiczną. Zdziwiły do tego stopnia, że po obejrzeniu szukałem informacji na ten temat.

Jeśli chodzi o to, co można uznać za zalety to… Film jest mocny. W tym sensie, że zabijanie ludzi jest pokazane w sposób drastyczny i dosłowny. Ekipa filmowa podobno była straumatyzowana i wierzę w to. Klimat filmu, uzyskany został poprzez wykorzystanie odpowiednich filtrów światła na kamerach. Nie znam się na technice filmowej i na ile to było nowatorskie, ale doceniam. I potwierdzam, że jest efekt.

Cała reszta… no słaba jest. Niespecjalnie coś z czegoś wynika i trzyma się kupy. Fabuła dość szczątkowa. Młody prawnik przyklejony jakby na siłę. Luki w fabule – nie są pokazywane ważne rzeczy, bo przecież czas został zużyty na pokazywanie mniej istotnych i zabijania. Błędy faktograficzne – co przytomniejsi podnosili kwestię, że bohater za czyn pokazany w filmie nie mógł w świetle ówczesnego prawa zostać skazany na karę śmierci.

Trochę odbieram to jako artysta kręci film lobbujący. Odwołujący się do uczuć, pomijający rozum. Niemniej, zadanie spełnił. Tak czy inaczej, Krótki film o zabijaniu obejrzałem wyłącznie z tego względu, że klasyka.

Upał stulecia

Po głowie chodził mi inny, mniej oczywisty tytuł, ale nigdy nie będzie takiego lata już wykorzystałem. Może to i lepiej, bo przecież wiele wskazuje na to, że takie temperatury jeszcze zobaczymy. Tymczasem w Poznaniu jutro prognozują 39 C, wiec tytuł upał stulecia powiedzmy, że pasuje.

Ale czy na pewno jeszcze takie temperatury zobaczymy? Niekoniecznie, z kilku powodów. Po pierwsze, to tylko prognoza. Owszem, już jest bardzo ciepło, ale czy faktycznie osiągniemy zapowiadane 39 C – nie jest pewne. Tym bardziej, że upał ma być chwilowy. W poniedziałek prognozowany jest spadek do 32 C. Czyli aż o 7 stopni.

Po drugie, możemy mieć do czynienia z wyjątkowym zbiegiem okoliczności. Mieliśmy już taki upał, tyle, że ponad 100 lat temu. Dokładniej, w 1921 w Polsce było wyjątkowo ciepłe lato, czy też – dokładniej mówiąc – lato z wyjątkowo ciepłymi dniami. W wielu miastach w kraju zanotowano w tamtym roku rekordy temperatury, które utrzymały się do dziś. W Poznaniu było to 38,7 C. Więcej ciekawostek na stronie z rekordami klimatycznymi w Polsce.

Nie zmienia to faktu, że szansa na rekordy rośnie. Średnia temperatura w Polsce rośnie i to dość szybko.

Źródło: https://naukaoklimacie.pl/wykres-na-dzis/temperatura-lata-zimy-i-roku-w-polsce-od-1901-do-2024-roku

Ładnie widać, że rośnie i średnia temperatura lata (u góry), i zimy (na dole), i całoroczna. Widać też, że w ciągu ostatnich 50 lat zmiana każdej z tych średnich wynosi jakieś 2-3 C. A skoro średnia rośnie, to – przy braku zmian odchylenia – łatwiej też o rekord.

Do sprawdzenia temperatur i napisania tego wpisu skłoniły mnie pojawiające się tu i ówdzie głosy, że tak to jeszcze nie było oraz kiedyś 32 C to był wyjątkowy upał, a teraz 40 C oraz, że ależ zmiana klimatu, nie sposób zaprzeczyć. No niezupełnie, tzn. trzeba odróżnić zmianę długoterminową (tak, temperatura rośnie) od chwilowego rekordu. Pojedyncze 39 C nie świadczy o ociepleniu, tak samo jak pojedynczy dzień z -20 C nie świadczy o jego braku. Tak ciepło już u nas było, choć nikt z nas nie może tego pamiętać.

A czy faktycznie będzie nowy rekord temperatury dla Poznania i upał stulecia? Zobaczymy jutro.