Zabijaj uważnie

Zabijaj uważnie to w oryginale Achtsam Morden, i już sam tytuł serialu oddaje wiele. Mamy „uważność”, znaną u nas bardziej jako „mindfulness”, mamy morderstwa, mamy dość absurdalne połączenie. I dokładnie to będzie w niemieckim serialu wyprodukowanym Netflix.

Zaczyna się od tego, że adwokat, pracujący na zlecenie mafii, ma problemy. Z pracą, z rodziną, z brakiem równowagi w życiu. Rozpoczyna terapię u psychologa (stąd tytułowa uważność), co… zmienia jego życie w dość nieoczekiwany sposób.

Jest sporo absurdu, momentami klimat/humor kojarzył mi się z Fargo. Twórcy nie biorą jeńców, jeśli chodzi o poprawność polityczną, szczególnie w kwestiach ekologii. Intryga jest dość prosta, sporo zwrotów akcji.

Całość ma dwa sezony, składające się z półgodzinnych odcinków. Być może na tym się skończy, bo sezon drugi kończy się pewnego rodzaju zamknięciem, ale… fabuła jest prowadzona w taki sposób, że nic nie nie stoi na przeszkodzie, by nakręcić kolejny.

Serial Zabijaj uważnie to komedia, mi się podobał, oglądałem bez zmęczenia – odcinki są krótkie, fabuła bez zbędnych dłużyzn. Daję znać, bo chyba nie zdobył u nas większego rozgłosu, ja trafiłem przypadkiem, zaintrygowany tytułem.

Papryka chilli w domu

Do domowej uprawy papryki chilli (chili?) zainspirował mnie kolega. Miał ładne krzaczki papryki na balkonie, jakoś zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że wyhodował je z nasion pochodzących z owocu papryki kupionego w sklepie spożywczym. Nie miałem jakiegoś silnego postanowienia uprawy papryki, zresztą była jesień, ale wiosną tego roku kupiłem papryczkę chilli w Biedronce i jakoś tak mi się przypomniało.

Stwierdziłem, że mogę spróbować, najwyżej się nie uda. Upewniłem się tylko, że papryka chilli nie potrzebuje świeżego powietrza, kupiłem zwykłą ziemię doniczkową i stwierdziłem, że będę siał. Trochę po drodze przygód było, ale tak, jak najbardziej rosną i owocują w domu, więc notatki na przyszłość dla mnie, a może i komuś się przydadzą.

Termin wysiewu

Papryczkę chilli w domu warto wysiewać wcześnie. Nie pamiętam czy wysiałem w marcu, czy nawet w kwietniu, ale warto wcześniej, nawet luty wydaje się OK. Bo mamy koniec października, a nie tylko jeszcze nie wszystkie wyrosły i dojrzały, ale nawet jakieś kwiaty widuję.

Kiełkowanie

Zdecydowanie warto wrzucić nasiona na około dobę do szklanki z wodą – po takim traktowaniu kiełkują znacznie szybciej. Pierwsze wysiałem bez tego zabiegu, bezpośrednio do gleby i zwątpiłem, czy cokolwiek wyrośnie. Wyrosły, ale zajęło im to z dwa tygodnie, albo dłużej. Niezależnie od metody, kiełkowały praktycznie wszystkie nasiona (tj. tam, gdzie liczyłem, były wszystkie).

Doniczki

Doniczki minimum 15 cm (w takich rosną teraz), ale lepiej 20-25 cm. Powinno być i luźniej korzeniom, i większa tolerancja przy podlewaniu. Możliwe, że lepsze plony – nie skupiałem się na tym teraz.

Strona świata

Parapet od strony wschodniej niby dał radę, ale południowa (nie mam warunków) lub zachodnia mogą być lepsze.

Podlewanie

Nie podlewać zbyt mocno, nie przesuszać. Dobrze widać, gdy wody jest zbyt mało – liście robią się wiotkie. Zasadniczo podlewanie codziennie, ale w razie potrzeby można zostawić bez podlewania na 2-3 dni, po obfitszym podlaniu.

Nawożenie

Dopiero w sierpniu wprowadziłem nawożenie i trochę żałuję. Jest nawóz w płynie do papryki i pomidorów, bardzo wydajny, według instrukcji wystarczy stosować raz w tygodniu.

Zapylanie

Wyczytałem, że gdy pojawią się kwiaty, a papryczki chilli rosną w domu, bez dostępu owadów, trzeba zapylać. Podobno robi się to pędzelkiem, ale nie miałem pod ręką i po prostu delikatnie smyrałem palcem. Zadziałało.

Owocowanie

Owoce rosną bardzo szybko, ale dojrzewanie to loteria. Potrafią być duże, zielone tygodniami, by dojrzeć w ciągu 1-2 dni. Po pełnym wybarwieniu nie ma potrzeby dalszego trzymania na krzaku, chyba że ze względów estetycznych.

Smak

Ostrość jest bardzo różna – pierwsze dwie były zwyczajnie łagodne. Nie byłem zdziwiony bo w sumie ta kupiona, z której pochodziły nasiona też specjalnie ostra nie była. Kolejne dwie były dość ostre. Tzn. takie jakich spodziewałbym się kupując papryczkę chilli w sklepie. Nie przetwarzam, bo nie ta ilość, po prostu lądują np. na pizzy.

Ogólnie spodobało mi się. Papryki i ładnie wyglądają, i jest z nich pożytek. Po tegorocznych doświadczeniach, w przyszłym roku chyba będzie powtórka. Pewnie trochę zmian i ulepszeń, np. lepsza ziemia/dodatki. Rozważam też mniejsze i ostrzejsze odmiany, bardziej przystosowane do parapetu (numex twilight, apache f1).

Sprawność ładowania

Wyjaśniam od razu temat – chodzi o ładowanie telefonu różnego rodzaju ładowarkami, które akurat miałem pod ręką. Będzie i o szybkości ładowania, i o sprawności. Tematycznie pewnie bardziej pasowałoby na Wattmeter, ale status tamtego bloga (nieaktywny/porzucony) zobowiązuje.

Ładowarka SJÖSS 20W
Ładowarka SJÖSS 20W Żródło: ikea.pl

Zanim przejdziemy do bohaterów wpisu, słowo o pomiarze. Nie ukrywam, że nie sie są to wielkie statystyki, nie ma wielokrotnie powtarzanych pomiarów. Raczej zaspokojenie mojej ciekawości we w miarę powtarzalnych warunkach. Ładowałem ten sam telefon, w podobnym stopniu rozładowania baterii. Telefon (maksymalny prąd ładowania 33W, obsługuje PD 2.0 i PD 3.0) podłączałem przy pomocy tego samego kabla USB-C na USB-C firmy Toocki o deklarowanych 100W[1], który posiada wbudowany miernik. Czy wbudowany miernik jest dokładny? Nie wiem, nie miałem ani czym zmierzyć, ani czym porównać. Na oko (i dane producentów) nawet zbieżnie. Kabel był podłączony do ładowarki, ładowarka do watomierza, watomierz do gniazdka. Czyli prąd mierzony jest i przed ładowarką, i za nią[2]. Stosunek zużycia za ładowarką do tego przed to sprawność. No i z ważnych rzeczy: mierzyłem tylko chwilowy, maksymalny pobór, chwilę po podłączeniu[3].

Sprawdziłem trzy ładowarki. Dwie typowo telefoniczne, oraz oryginalny zasilacz do macbooka. Bo w sumie też ma USB-C, obsługuje wyższe napięcia, dogaduje się z telefonami, w porównaniu z małymi ładowarkami – wielki kloc, na czuja powinien ładować bardzo dobrze i na luzie.

Forever

Pierwsza ładowarka to kupiona bodajże w Empiku szybka ładowarka FWC-02QCPD marki Forever. Kupiłem kiedyś, bo starsze ładowarki ładowały zdecydowanie wolniej, niż telefon pozwalał. No i jako pierwsza miała USB-C.

Jest opisywana jako 18W, nadruki mówią, że maksymalnie daje 12V 1,5A na każde z gniazd oraz 5V i 4A na oba gniazda łącznie. Z prostej arytmetyki wychodzi 20W. Tymczasem odczyt z kabla to ok. 25W, a z gniazdka pobierała 30W. Nieco więcej, niż producent deklaruje, co rodzi pewne obawy o jakość sprzętu. Sprawność około 83%.

SJÖSS

Druga ładowarka to SJÖSS z Ikea w wersji 20W i jednym portem. Wg producenta powinna dawać te 20W przy różnych napięciach (9, 12 oraz 15V) oraz 15W przy 5V. Czytnik na kablu pokazywał jednak jedynie 13W, a z gniazdka pobierała 15,9W. Sprawność – niecałe 82%, czyli podobnie jak poprzednia, przy wolniejszym ładowaniu.

Zasilacz Apple

No i wreszcie zasilacz Apple od macbooka. Model A1718, 61W. Umie 20,3V 3A, 9V 3A oraz 5,2V 2,4A. Na oko powinien być fajny, a w praktyce ani nie ładował szybko, ani sprawność nie powalała. Zapewne za sprawą relatywnie niskiego obciążenia. Ponownie na kablu pokazane było 13W, natomiast gniazdka pobierał 16,4W. Sprawność 79%. Czyli najgorszy wybór. Nie na tyle, by szukać ładowarki, ale wypada – wbrew intuicji – najgorzej.

Jak widać nie ma większego znaczenia, czym ładuję telefon. Sprawność jest zbliżona; korzystając z ładowarki Forever naładuję najszybciej, ale nie są to wartości, którymi warto sobie zaprzątać głowę. Ogólnie potwierdza się empirycznie, że zasilacze największą sprawność mają w górnym zakresie dopuszczalnego obciążenia.

[1] Kabel kupiony okazyjnie, w sumie potrzebowałem dłuższego, skusiłem się na „lepszy” i w nylonowej osłonie. Mam go 2 lata, nie narzekam, miernik jest przydatny.
[2] W zasadzie: za nią i za kablem, teoretycznie na kablu mogą być straty, no ale zawsze ten sam kabel, więc wyniki względne będą zgodne. Pomijając różnice ew. napięcia.
[3] Pewnie lepszy byłby faktyczny czas ładowania od 20% do 80%, ale to już trochę za dużo roboty. Może kiedyś uzupełnię wpis, choć wątpię.