Strzeż się Tahoe

Apple jest nachalne do niemożliwości. Nie gonię za najnowszymi wersjami macOS, raczej jestem oczko z tyłu. Tak naprawdę jeśli chodzi o funkcjonalności, to rzadko widzę różnicę, a mój support techniczny zwykle ostrzega przed problemami i raczej zaleca poczekać z aktualizacją. W takiej sytuacji nie ma się co spieszyć. W końcu nawet Sonoma jest jeszcze normalnie wspierana.

Tymczasem korzystam z wersji Sequoia. O aktualizacji nie pisałem, bo nudna i niczego nie wniosła wg mnie. Z godnych pamięci szczegółów – długie pobieranie (jakieś 2h na 100 Mbps), za to krótki downtime – obrócił poniżej 30 minut ze wszystkim.

Chciałbym nadal korzystać z Sequoia, ale Apple uparło się, że wciśnie mi Tahoe. Nie drzwiami, to oknem. Po pierwsze, popup, że jest nowa wersja. Co mogę wybrać? Albo aktualizację do Tahoe w nocy, albo że przypomni później[1]. Opcji sam zadecyduję, kiedy zechcę zaktualizować, nie przypominaj więcej nie ma. Liczą na missclick?

Daleko idący wniosek z tym missclickiem? No nie wiem, bo jak wejdę w Software Update to mam u góry aktualizację do Tahoe, a poniżej inne aktualizacje (Also available), które wyglądają tak:

Zrzut ekranu pokazujący Also Available, a tam dwukrotnie "Command Line Tools for Xcode and 1 more..."

Bezpiecznie? No nie wiem, bo kliknięcie znaczka z informacją pokazuje:

Zrzut ekranu, widoczne macOS Tahoe, Command Line Tools for Xcode oraz Safari.

Znaczy znowu wciskają Tahoe. Zapewne można odznaczyć, ale jeśli jesteście przywiązani do Sequoi i chcecie uniknąć aktualizacji do Tahoe, bądźcie czujni.

Oczywiście nie jest to nic nowego, Microsoft robił podobnie wymuszając przejście z Windows 7 na 10.

Dla jasności, co do zasady uważam, że przypominanie o aktualizacjach jest dobre, aktualizacje automatyczne też. Ale niekoniecznie podoba mi się takie nachalne wciskanie nowej wersji systemu. Szczególnie, gdy stary jest wspieramy. To jednak grubsza i potencjalnie inwazyjna zmiana.

[1] Nie jest określane, kiedy nastąpi później. W zasadzie mogłoby wyskakiwać co godzinę.

Mastodon ma 10 mln użytkowników – so what?

Niedawno świat obiegła wiadomość, że Mastodon ma 10 mln użytkowników. Jest to świetna okazja do wpisu, tym bardziej, że pojawił się wątek na ten temat, w którym zabrałem głos.

Na wstępie garść niefajnych faktów. Trzeba jasno powiedzieć, że nie chodzi o 10 mln ludzi korzystających z tej platformy, a 10 mln kont. To niezupełnie to samo, szczególnie, że i ludzie migrowali między serwerami, zakładając na każdym z nich konto, i niektórzy mają więcej niż jedno konto. Np. „zawodowe” na jednym serwerze, a prywatne na innym. Kolejna sprawa, to chodzi wyłącznie o konta zarejestrowane, nie aktywnie używane. Tych ostatnich jest wielokrotnie mniej.

Niemniej jest jakiś wzrost, jest okrągła liczba, zatem i okazja do dyskusji „dlaczego Mastodon nie zyskuje szerszej popularności?” i „czemu nie można zatrzymać użytkowników”. Pojawiły się stwierdzenia, że tutoriale za słabe itp. I to jest moim zdaniem punkt zero – jeśli potrzebna jest instrukcja obsługi, tutoriale itp., to coś jest nie tak z projektem systemu. Jasne, w każdym serwisie mogą być jakieś trudniejsze w użyciu czy schowane funkcje, ale nie powinny one dotyczyć podstawowej obsługi. Ta powinna być prosta i intuicyjna.

Tymczasem Mastodon jest moim zdaniem… może nie trudny, ale nieoczywisty. A na pewno trudniejszy, niż system scentralizowany, bo decentralizacja nie jest przed użytkownikiem ukryta. Przykład: jestem zalogowany do swojej instancji. W innym oknie znajduję osobę z innej instancji, którą chcę obserwować (follow). Powiedzmy, że wszedłem tam ze strony domowej tej osoby. Klikam follow i… Zonk. Dostaję komunikat, żebym się zalogował. Albo przeszedł na swoją instancję i tam zaobserwował.

Pamiętacie jak śmialiście się z Windows, że trzeba wcisnąć start, żeby zamknąć system? Mastodon ma podobnie! Jest bowiem pole wyszukiwania, które nie tylko do wyszukiwania służy. Trzeba go użyć do zaobserwowania konta z innej instancji. Wklejając URL. Co prawda jest napisane, że to search or paste URL, ale czy to jest intuicyjne?

Czy mogłoby być lepiej? Pewnie tak, bo skoro jest federacja, to może dałoby się jakoś wymienić informację o tym, gdzie użytkownik jest zalogowany. No ale to nie jest trywialne – bo – w uproszczeniu – przeglądarki dbają o separację danych między domenami. No i nie chodzi o dwie czy trzy domeny, tylko o dużą, dynamicznie zmieniającą się ich liczbę. Ale gdyby się udało, to można by po wejściu na dowolny link i kliknięciu follow dostać tylko wybór, którym kontem chce się wykonać operację. Jeśli ktoś szuka więcej przykładów na nieintuicyjne rozwiązania, to są w moim pierwszym wpisie o Mastodonie.

Dlatego uważam, że o ile bardziej techniczni czy bardzie dociekliwi sobie poradzą, to w obecnym kształcie na szerszą, masową popularność nie ma co w najbliższym czasie liczyć. Po prostu typowy użytkownik nie ma potrzeby używania rozwiązania rozproszonego. Fajnie, że jest alternatywa dla mainstreamu ale po co z niej korzystać, skoro nie trzeba? Natomiast w niektórych kręgach Mastodon przyjął się całkiem dobrze już teraz. I tak już zapewne zostanie.

Cała sytuacja Trochę mi to przypomina sytuację z Linuksem i Windowsem sprzed lat. Linux – wiele zalet i „wystarczy trochę poczytać”, bo „mamy dobrą dokumentację”. W Windows użytkownicy nie musieli czytać, wystarczyło klikać. W efekcie nadal czekamy na rok Linuksa na desktopie.

Aktualizacja do Catalina 10.15.5

Dawno nie było nic o macOS. Jest stabilnie, czyli korzystam i zbyt zadowolony nie jestem. Ostatnio zrobiłem aktualizację do 10.15.5, więc jest okazja do narzekania.

Przede wszystkim, robiłem aktualizację z 10.15.3, nie z 10.15.4, który był wydany pod koniec marca. Co też świadczy w jakiś sposób o tym, że te aktualizacje nie są wcale takie lekkie, łatwe i przyjemne, bo lubię mieć aktualny soft. Czynników było oczywiście więcej, taki drobiazg jak średnia wygoda by mnie nie powstrzymał. A to zespół opiekujący się systemami w firmie nie dał zielonego światła od razu, a to pandemia, więc trochę strach, że nie pójdzie i co wtedy, a to dyżury i wypada mieć sprzęt działający. Koniec końców, zdążyli wydać 10.15.5, nim zaktualizowałem.

Sama aktualizacja przypomniała mi, czemu nie jest to miły proces – stąd notka. 5 GB danych do pobrania, więc dużo. Wiedziałem, że to trwa, więc załączyłem i poszedłem precz. Gdy wróciłem, system marudził, że nie umie zamknąć programów. Znaczy głaszcz mnie użytkowniku, pozamykaj i try again. Zamknąłem kilka programów, dłuższą chwilę trwała walka z edytorem Atom. Bardzo nie chciał się zamknąć i koniec końców używałem force quit. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do podejścia linuksowego, gdzie system robi co mu się każe, bez szemrania i dodatkowego popychania – bardzo słabo to wygląda.

Jak już wszystko pozamykałem i w końcu się zrestartował, przypomniała mi się anegdotka o tym jak Windows liczy czas/postęp: ostatnie 5 min/5% trwa kwadrans/jedną trzecią czasu. Jak podczas pobierania wiało optymizmem, że będzie pół godziny, tak pół godziny to zbierał się po reboocie. To już nawet nie tylko Linux, ale nawet Windows jakoś szybciej sobie radzi z aktualizacjami.

Potem, po uruchomieniu, było z górki, za wyjątkiem jednego ostrzeżenia, które wyglądało tak:

Informacja o przestarzałym rozszerzeniu systemowym

Existing software on your system loaded system extension signed by „Fumihiko Kakayama”, which will be incompatible with a future version of macOS. Contact the developer for support.

Zgadza się, nie jest napisane o jaki program chodzi. Za to jest imię i nazwisko developera, który podpisał rozszerzenie systemowe. Nie wiem jak czytelnicy, ale ja kojarzę jakiego softu używam, nie kto go jest developerem, a już o rozszerzeniach i osobach je podpisujących nie mam pojęcia. No ale ja truskawki cukrem… Odnośnika brak, w learn more również pustka.

W każdym razie szybkie wyszukanie ujawniło, że chodzi o Karabiner. I jestem trochę przerażony, bo bez tego softu macbook będzie dla mnie nieużywalny praktycznie. Przynajmniej w zakresie pisania z pl-znakami. Mam nadzieję, że poprawią lub będzie inna opcja na przemapowanie klawiszy[1].

Trochę jestem zdziwiony, że nie jest napisane o którą wersję chodzi. Dużą? Małą? Najbliższą? Którąś kolejną?

[1] UPDATE Po czasie okazało się, że można przemapować klawisze bez Karabiner Elements.