Chromebook od Apple

Trudno mi inaczej określić nowy i mocno promowany produkt, jakim jest Macbook Neo A18 inaczej, niż tak, jak zrobiłem to w tytule. Z jednej strony 8 GB to jednak nie tak mało jak niektórzy sugerują. Mój chromebook ma 4 GB i śmiga. Tak, inny system. Ale przeglądarki itd. maja podobny apetyt na RAM. Z drugiej, porównując z „normalnymi” macami, wygląda faktycznie słabo.

Wizualnie i funkcjonalnie sprzęt mi się podoba. Taki mocny chromebook właśnie. Tylko cena jest nieporozumieniem. Neo obecnie kosztuje w X-kom 2999 zł. Tymczasem za 3799 zł mamy tam Air M2 i zupełnie nie widzę powodu, by w tej sytuacji kupić Neo. Air M2 jest podobnie pozycjonowany (uczeń/student), ma praktycznie identyczne gabaryty (ta sama waga, góra 1 cm różnicy. Oszczędzając 800 zł stracimy połowę RAM, szybszy procesor, podświetlanie klawiatury, szybkie ładowanie, większą baterię, lepszy touchpad, głośniki, magsafe…

Więc w tej cenie Neo jest zupełnie bez sensu. I możliwe, że jednak się przyjmie na rynku, z uwagi na marketing Apple. Reklam jest tyle, że nawet ja je zauważyłem, choć zupełnie nie interesuję się sprzętem Apple. Zaś zupełnie poważnie, to uważam, że gdyby był połowę, czy chociaż jedną trzecią tańszy, to mógłby być to całkiem ciekawy sprzęt dla fanów macOS.

UX przy zakupach

Mamy XXI w., a dokładnie rok 2024. Zachłystujemy się AI, a tymczasem zakupy online wyglądają, jak wyglądają. Będzie krótka, nieco marudna historia.

Zakup

Wczoraj kupiłem pewną związaną z komputerami rzecz w sklepie, którego nazwa zaczyna się na X, a kończy na kom. Niedrogi drobiazg, więc odbiór w sklepie. Wróć, w salonie! Mamy XXI w., więc mamy salony, nie sklepy. Zakup zrobiłem w sobotę późnym wieczorem. Podczas składania zamówienia w appce, było napisane, że jutro do odbioru. Ale jak to? W niedzielę? No nic, może pomyłka. Choć sprawdzam godziny otwarcia salonu i widzę, że w niedziele też czynne:

x-kom godziny otwarcia
poniedziałek - sobota 09:00 - 21:00
niedziela 09:00 - 21:00

Więc może jednak? Dobrze by się składało, bo akurat salon mam po drodze do komisji wyborczej…

Powiadomienia

W niedzielę rano sprawdzam pocztę i widzę maila, że zamówienie „oczekuje w salonie”. Na dokładkę zauważam takiego samego SMSa. I że mam 3 dni na odbiór Dokładnie tak było napisane:

Subject: Odbierz swoje zamówienie 70xxxxxxxxxxxxx
[…]
Status zamówienia:
zamówienie przygotowane do odbioru
[…]
Twoje zamówienie czeka na Ciebie w naszym salonie x-kom Poznań.
Możesz odebrać je w ciągu 3 dni roboczych.

I tak samo jest napisane w appce!

status: oczekuje w salonie

Nawet sprawdziłem, czy nie jest to niedziela handlowa, ale nie, zwykła. Przyznam, że zacząłem się zastanawiać jak to możliwe, że sieciówka jest czynna w niedzielę, bo zdaje się tylko właściciele mogą pracować i ich rodzina. No ale może pracownicy dostają udziały i to czyni ich właścicielami? W sumie nieważne. Appka pokazuje, że mogę odebrać dzisiaj:

salon x-kom
zamówienie odbierzesz: dzisiaj

Rozczarowanie

No to pędzę! Wchodzę do galery handlowej. Podchodzę do salonu i… zamknięte na głucho. Spuszczone rolety. Odbioru nie będzie. Znalazłem przyczynę. Sprawdzając godziny otwarcia w appce przeoczyłem jedną informację:

x-kom godziny otwarcia
poniedziałek - sobota 09:00 - 21:00
niedziela 09:00 - 21:00
zamknięte w niedz. niehandlowe

Prawda, że świetnie napisane? Trzeba czytać do końca[1]! Ach, gdyby tylko dało się napisać niedziele handlowe 09:00 – 20:00

No ale i tak, całe te powiadomienia o zakupach. Biedny system nie wiedział, że sklep będzie w tę niedzielę nieczynny? A skoro wiedział, to czy nie można było opóźnić wysyłki informacji, że zamówienie czeka w salonie? Ew. – trudniejszy wariant – dostosować treści, że będzie do odbioru w poniedziałek? Czy też w ogóle dać tam po prostu daty?

Tak sobie myślę, że może nam nie trzeba AI, tylko odrobiny zastanowienia się, jak wykorzystać proste, od dawna dostępne informacje.

[1] Tak, to jest ten sam screenshot, który umieściłem jako pierwszy. Za pierwszym razem nieco oszukałem i obciąłem go, ale dokładnie tak czytałem. Szukałem informacji, czy jest otwarte w niedzielę i znalazłem godziny otwarcia, więc nie czytałem dalej.

Liczy się kasa

Od pewnego czasu w sklepach typu Lidl, Biedronka czy ostatnio Netto jest parcie na kasy samoobsługowe. W Lidlu do tego stopnia, że kierowani są tam wszyscy klienci, także ci z zakupami wymagającym potwierdzenia czy chcący zapłacić gotówką. Nie wiem jak to rozwiązują, aż chyba kiedyś wybiorę się specjalnie po to, aby to sprawdzić.

Powody są oczywiste – nie trzeba płacić kasjer(k)om, ich pracę przy kasie samoobsługowej wykona klient. Dodatkowo zmniejsza się narzut na logistykę związaną z obsługą fizycznych pieniędzy. Oczywiście koszt kasy samoobsługowej jakiś jest, ale tradycyjną też trzeba kupić. I wcale nie jestem przekonany, czy ta samoobsługowa jest droższa. Odpada choćby taśma transportowa. No a potem to już czysty zysk – nie trzeba zatrudniać obsługi i w dodatku przewidywać obciążenia na kasach w dany dzień/godzinę, co trywialne zapewne nie jest. Znaczy wystarczy jedna osoba do wszystkich kas, albo wręcz obsługa tradycyjnej kasy zajmie się kasami samoobsługowymi z doskoku.

Jak to wygląda z punktu widzenia klienta? Ano średnio. Już pal licho tę pracę wykonywaną za obsługę kasy, bo narzutu tyle, żeby zeskanować kody. Problemy zaczynają się, gdy ma się więcej produktów. Miejsca na odkładanie produktów w kasach samoobsługowych są zwyczajnie małe. I nie mówię o zakupach pakowanych do samochodu. One bywają za małe nawet do tego, co zabieram do plecaka i toreb.

Jednak nie tylko przy dużych zakupach jest problem. Ile razy zdarzało mi się robić drobne drobne zakupy na śniadanie, typu pieczywo i coś do niego? Wiecie, takie zakupy, gdy nawet nie bierze się koszyka. Ano wiele. No i sytuacja, jedna kasa z obsługą, stoją 2-3 osoby, więc myślę skasuję w samoobsługowej, będzie szybciej. A figę! Co prawda bułek mam kilka, wybieram prawidłowe, podaję ilość i… zonk. Nie zgadza się waga produktu, poczekaj, zaraz podejdzie asystent. Owszem, podejdzie. Tylko kiedy? Zwłaszcza, gdy asystentem jest osoba kasująca jednocześnie na zwykłej kasie…

Wszystkiemu winne są oczywiście nienormatywne produkty i niska tolerancja rozbieżności. Różnica wagi ponad 10% na bułkach nie jest rzadkością. A ostatnio w Biedronce mieli za duże ogórki. Dwa razy kupowałem i dwa razy po włożeniu do skasowanych od razu była blokada i wzywanie asystenta.

Rozwiązanie? Nie wiem, czy istnieje. Teoretycznie można zrobić rozpoznawanie obrazu przez AI i wyeliminować część przypadków. Na przykład ten z ogórkiem. Ale z pieczywem już będzie ciężko. W nieprzezroczystym, półpapierowym opakowaniu, albo nawet w przezroczystej reklamówce i kilku sztukach zwyczajnie trudno będzie o widoczność. Przy czym obecne rozwiązanie też jakby nie działa, bo w jakichś 8 przypadkach na 10 asystent nawet nie zerka na to, co odłożyłem, tylko odbija się na kasie i zatwierdza wyjątek.