Konklawe

Niedawno na spotkaniu ze znajomymi ktoś wspomniał o filmie Konklawe. Zobaczyłem, że jest na Amazon Prime, więc stwierdziłem, że obejrzę. Choć fabułę znałem bo lata temu przesłuchałem książkę Roberta Harrisa na Legimi. A z tego, co wywnioskowałem na podstawie krótkiej, bezspoilerowej rozmowy, fabuła filmu odpowiada książce. Spoilerów nie będzie i tu.

Na tyle na ile pamiętam książkę, film jest w zasadzie wierną ekranizacją. Sprawdziłem na IMDB, są drobne, kosmetyczne zmiany typu zmiana narodowości poszczególnych bohaterów. Reszta się zgadza.

Jak sugeruje tytuł, film mówi o konklawe, czyli wyborze nowego papieża po śmierci poprzedniego. Większość akcji w zamkniętym, odosobnionym miejscu. Trochę można to skojarzyć z klimatami znanymi z filmów typu Dwunastu gniewnych ludzi.

Jak pisałem, znałem treść, więc mogło to rzutować na odbiór, ale film mnie nie zachwycił. Jest poprawnie i… tyle. Jest trochę ładnych ujęć. Trochę przesadzonych jak na mój gust. Typu kardynałowie z jednakowymi parasolami. Raz czarnymi, raz białymi. Rozumiem, że Watykan może dbać o wygląd, ale czy aż do tego stopnia, by były jednakowe parasole, w dodatku osobne na deszcz i słońce?

Jeśli ktoś nie zna książki – można obejrzeć. Ale mi się książka bardziej podobała.

Tajemnice Pragi

Tajemnice Pragi czy też może Zbrodnie wielkiej Pragi, bo chyba tak należałoby dokładnie tłumaczyć oryginalny tytuł, to czeski serial, o którym dowiedziałem się przypadkiem. Mimo niezbyt zachęcającej oceny na IMDB dałem szansę i… warto.

Akcja dzieje się w międzywojennej Pradze i zaczyna od awansu jednego z głównych bohaterów w praskiej policji. Mamy głębokie podziały społeczne, arystokracji niby nie ma, bo tytuły zniesiono, ale w praktyce wiele się nie zmieniło. Niby Praga, ale część spraw jest rozwiązywanych w warunkach praktycznie wiejskich.

Każdy odcinek to oddzielna sprawa kryminalna, ale osobnym wątkiem, łączącym w zasadzie niepowiązane odcinki, są perypetie rodzin bohaterów. Osadzenie w okresie międzywojennym zrobione ze smaczkami i na bogato. Sporo samochodów z epoki. Ubrania oczywiście też, ale mam wrażenie, że ogólnie przyłożono sporą wagę do detali, zwyczajów, stosunków społecznych.

Ciekawy jest klimat serialu, mimo kryminalnej tematyki i ciężkich przestępstw, jest łagodnie. Nie ma wiele przemocy, przekleństw. Można powiedzieć, że przestępcy po prostu zakładają kajdanki i… tyle. Nawet sceny łóżkowe – których jest sporo – są bardzo skromnie pokazane. Za to jest sporo humoru.

Serial ma jeden sezon, składający się z dziesięciu godzinnych odcinków. I więcej nie będzie, raczej. W ogóle mam wrażenie, że ostatni odcinek był zrobiony… Nie to że na siłę, ale w pośpiechu. Domyka wątki, które – w mojej ocenie – w normalnym tempie byłyby zamykane w kilku odcinkach. Czy pierwotnie miało być np. 12 odcinków i skrócono? Nie wiem. Ale nawet jeśli, to zakończenie jest zgrabne, nierażące i ma swój urok. A nawet może było tak od początku planowane?

Serial można obejrzeć na Amazon Prime, który ostatnio zaliczył nielichą, czterdziestoprocentową, podwyżkę – abonament roczny wzrósł z 49 do 69 zł.

Liu Cixin

Chiński pisarz Liu Cixin to moje niedawne odkrycie. Uznałem, że warto napisać o nim, bo do w świadomości większości ludzi ma szansę zaistnieć jako pisarz, na podstawie którego Netflix zrobił serial Problem trzech ciał. Na szczęście przeczytałem pierwszy tom książki, nim zacząłem oglądać bo nie wykluczam, że bym się zraził.

Tom pierwszy trylogii, czyli właśnie Problem trzech ciał kupiłem jako ebooka w promocji, gdy zaczęło być głośno o serialu. I trochę odłożyłem lekturę, bo spodziewałem się, że będzie ciężko i obco, bo to chińskie. Nic podobnego, jest trochę chińskiej perspektywy, ale czyta się wartko i jest to dobre SF. W przeciwieństwie do serialu, fabuła książki jest bardziej spójna i lepiej się klei. Gdy oglądałem serial zrobiony przez Netflix, to zastanawiałem się, jak sobie ludzie radzą z ogarnięciem fabuły, zwłaszcza na początku.

Trylogii jeszcze nie skończyłem (został mi ostatni tom), ale przeczytałem prawie wszystko[1], co zostało przetłumaczone na polski. Głównie w zeszłym roku, i mocno za sprawą biblioteki. No dobrze, nie ma tego wiele. Tym bardziej warto spróbować.

Liu Cixin to pisarz, który bierze na warsztat jakiś pomysł i opiera na nim utwór, na zasadzie „co by było, gdyby”. Nie zawsze wszystko do końca trzyma się kupy, ale czyta się przyjemnie, konwencja SF generalnie jest zachowana. Zresztą, widać to nawet w trylogii Wspomnienie o przeszłości Ziemi – to dobra, reprezentatywna pozycja. Ale są też inne.

Pewnie można by mu przypiąć kilka „koników”, typu przetrwanie ludzkości. Ja szczególnie zwróciłem uwagę na grawitację. Bardzo mocno, dość szczegółowo ją uwzględnia, w wielu utworach. A skoro jest grawitacja, to operowanie w skali przynajmniej planety. Lub większej. Ciekawe i… dawno czegoś takiego nie czytałem.

Jeśli spodobała nam się trylogia, to warto sięgnąć po inne pozycje. Może nie będzie lepiej, ale nadal będzie ciekawie, i lepiej zrozumiemy czemu trylogia zawdzięcza swój kształt.

[1] Prawie, bo Erę supernowej zacząłem, utknąłem, a potem musiałem oddać do biblioteki z uwagi na termin.