Git for dummies, czyli kolejna ściągawka z gita.

Logo Git

Źródło: http://git-scm.com/downloads/logos

System kontroli wersji git nie jest taki trudny, jak się może wydawać, ale faktem jest, że trochę bardziej skomplikowany niż cvs czy svn. Ponieważ z gita korzystam na tyle rzadko, że zawsze było wymyślanie koła od nowa i szukanie ściągawek, to dla mej pamięci własna szybka ściągawka z gita.

git clone – tworzy lokalną kopię zdalnego repozytorium

git pull – aktualizuje zmiany ze zdalnego repozytorium

git branch rozie – tworzy gałąź o nazwie rozie

git checkout rozie – przechodzi do gałęzi rozie

git add plik – dodaje plik do systemu kontroli wersji w aktualnej gałęzi

git commit plik – zatwierdza (wprowadza do systemu kontroli wersji) zmiany w pliku

git merge rozie – łączy gałąź rozie z bieżącą gałęzią

git status – podaje jaki jest status, czyli co się zmieniło w danej gałęzi

git push – wysyła zatwierdzone lokalnie zmiany do zdalnego repozytorium

git branch -d – usuwa gałąź lokalnie

git branch – wyświetla wszystkie gałęzie

I w zasadzie powyższe polecenia wystarczają, by w podstawowym zakresie korzystać z git. W sumie średnio się to na wpis nadaje (nawet kategorii nie mogę znaleźć) i może kiedyś przeniosę w sensowniejsze miejsce…

Jak naprawiłem Libre Office 3.5.4 w Debianie.

Niedawno chciałem odczytać jakiś dokument w formacie .doc i okazało się, że Libre Office nie startuje. Pojawiała się plansza logowania i tyle. Potrzebowałem tylko odczytu, więc zwaliłem na Debiana w wersji unstable, locale ustawione na iso-8859-2, więc użyłem sąsiedniego kompa, skonwertowałem do PDF i zapomniałem o sprawie.

Jakiś czas później chciałem coś napisać, więc wróciłem do sprawy. Uruchomienie z wiersza poleceń, zmiana locale itp. nie pomogły. Jedyny komunikat, który dostałem, zawierał:

com::sun::star::uno::RuntimeException

Podejrzewałem Debiana unstable, więc szybkie sprawdzenie bugów i jest jeden #641412, w miarę pasujący opisem, ale niestety bez rozwiązania. Spróbowałem Google i tu efekt był lepszy. Znalazłem tę stronę [SOLVED] LibreOffice 3.5 error: Missing vcl resource. Tytuł optymistyczny.

Zainstalowałem pakiet libreoffice-gnome, tym razem przy uruchomieniu w oknie pojawiła się informacja o braku praw do pliku. Faktycznie, jeden z katalogów z plikami konfiguracyjnymi miał właściciela root. Usunąłem (z roota) ~/.config/libreoffice ~/.config/.libreoffice oraz ~/.config/.openoffice.org (ostatnia nazwa niedokładna), uruchomiłem Libre Office… Tadam!

Prąd do budzika za darmo.

W budziku[1] wysiadła bateria. Zwykła bateria R14. Można kupić kolejną baterię i mieć spokój na rok czy dwa, a można pokombinować. Mam w domu trochę akumulatorów R6 (AKA AA), więc wpadłem na szatański – jak mi się wydawało – pomysł użycia akumulatora AA jako zamiennika.

Okazało się, że pomysł miałem dobry, bo jeśli chodzi o długość, to R14 i R6 są dokładnie takie same. Ale okazuje się, że nie jestem pierwszą osobą, która na to wpadła i nie trzeba wcale robić przejściówki pogrubiającej typu DIY (w planie był papier i taśma klejąca), bo za grosze dostępne są gotowe adaptery.

Pozostają dwie sprawy. Różnica napięcia 1,2V w akumulatorach vs. 1,5V w zwykłych bateriach. Nie do końca pomijalne, bo niektóre sprzęty czują różnicę (na różne sposoby, do „nie działa” do np. sygnalizowania rozładowania baterii). Okazuje się, że zegarek działa.

Sprawa druga, to pojemność. R14 nie są grubsze tak po prostu. Mają też większą pojemność, czyli starczają na dłużej, niż R6. Wg wiki, baterie R14 to od 8000 mAh w przypadku baterii alkalicznych, przez 6000 mAh w przypadku akumulatorów NiMH do 3800 mAh w przypadku zwykłych cynkowo-węglowych. Biorąc pod uwagę, że używałem zwykłych, a planuję użyć akumulatorów R6 o pojemności ok. 2000 mAh[2], spodziewać się mogę ok. 50% czasu korzystania, co w zupełności wystarczy.

Na deser jeszcze jedna sprawa. Wszystko jest interesujące tym bardziej, że akumulatory AA (3 sztuki) są używane w lampce z panelem słonecznym Sunnan (sekcja lampki Sunnan z IKEA). Co znaczy, że można je w takiej lampce w stosunkowo prosty i w miarę elegancki sposób[3] ładować za darmo, bez użycia prądu z sieci. Czyli kolejny krok bliżej niezależności energetycznej (taki mój konik, ekonomicznie to specjalnie sensu nie ma, póki co).

Umieszczenie tymczasowej baterii bez stosownej przejściówki okazało się nietrywialne, ale wykonalne. Budzik działa. Dam mu parę dni, żeby sprawdzić czy nie ma ewidentnych niedokładności i – jeśli będzie OK – kupuję przejściówkę i dedykowany akumulator (pewnie komplet od razu).

[1] Casio TQ 313. Aktualnie pełniącym rolę zwykłego zegarka. Jeśli chodzi o budziki, byłem bardzo wybredny i używałem tylko Casio. Powód był prosty – moje budziki musiały być na baterię, wskazówkowe i bardzo ciche. Był więc mniejszy, czyli Casio TQ 110 i większy, czyli Casio TQ 313 (jakoś nie widzę możliwości kupna w sieci, ani na stronie Casio, jeśli wycofany to wielka szkoda). Dość drogie, ale warto – działają latami, są dokładne. Teraz budzik mam w komórce, ale to zupełnie inna historia.

[2] Wiem, są akumulatory R6 o większej pojemności, nawet 2700 mAh, ale od dłuższego czasu korzystam tylko z ogniw nowej generacji, nie tracących szybko pojemności (np. Sanyo Eneloop), a te mają zwykle niższą pojemność od tradycyjnych. Lub są nieprzyzwoicie drogie, w przypadku wariantu znacznie większego od 2000 mAh.

[3] Elegancki optycznie. Rozwiązanie zastosowane w tej lampce jest bardzo prymitywne, jeśli chodzi o regulację napięcia i kontrolę ładowania. Tzn. w zasadzie brak czegokolwiek.

UPDATE: Ostatecznie korzystałem z Sanyo Eneloop 1900 mAh. Budzik przestał działać jakieś 2-3 tygodnie temu, co oznacza, że bateria wystarczyła na jakieś 2,5 roku pracy. Lepiej niż dobrze. 🙂