W poprzednim wpisie było o tym, jak pojechałem na Sesję Linuksową i co mi się podobało. W tym będzie o powrocie, konkursach i trochę ponarzekam.
Zacznę od narzekania. Strona Sesji Linuksowej to dziwny twór, z którym miałem problemy. Zaczęło się od tego, że jedna z przeglądarek (Firefox Focus) w ogóle nie pokazywała agendy. Druga pokazała, więc wzruszyłem ramionami. I tak by zostało i zapomniałbym o sprawie, gdyby nie dziwne godziny pokazane na desktopie (Firefox), gdy sprawdzałem pociągi pod kątem wyjazdu. Stwierdziłem, że z rozwiązaniem do agendy jest coś nie tak. Zacząłem walczyć z ustawieniami Focusa i… nie udało mi się wyświetlić treści agendy. Doszło do dość absurdalnej sytuacji, gdy miałem 4 różne przeglądarki, na 2 różnych systemach (Android, Linux). Z których jedna nie pokazywała agendy, a druga miała inne godziny, niż dwie pozostałe. Za każdym razem problem był na przeglądarce robionej przez Mozillę.
Owszem, dobrzy ludzie zwrócili mi później uwagę, że jest napisane System informatyczny Confreg wyświetla godziny w strefie czasowej zażądanej przez przeglądarkę. W przypadku używania funkcji ResistFingerprinting, godziny pokazują się w UTC. Wykłady zaczynają się o godzinie 9:00 czasu środkowoeuropejskiego letniego. Drobny problem polegał na tym, że było to napisane za agendą. A mnie interesował pierwszy wykład z uwagi na godzinę rozpoczęcia i kupno biletu. Ach, gdyby tylko można było wyświetlić godzinę korzystając z lokalnego czasu konferencji lub podać wprost strefę czasową, a nie zgadywać na podstawie strefy przeglądarki… Niby nic, ale naprawdę mało brakowało, żebym zrezygnował z przyjazdu. Dotarcie na siódmą rano w sobotę trochę mi się nie uśmiechało. Ostatecznie pewność zyskałem przy użyciu macOS z Chrome, bez dodatków. Czyli chwalmy open source i prywatność, ale jak coś trzeba zrobić, to… niekoniecznie się to sprawdza.
Na obronę systemu agendy powiem jedynie, że całkiem zgrabnie wg mnie pokazywał, w którym miejscu w agendy jesteśmy w danej chwili. Niby tylko czerwona linia, a bardzo ułatwiała korzystanie.
Byli sponsorzy ze stoiskami oraz konkursy. Korbank, którego znam z sieci ze starych czasów, ma teraz swoją kolokację i VPSy. W ramach konkursu można było złożyć serwer (prawdziwy) na czas[1] i dostać talon na VPS i balon[2]. Niby niezłe ceny, bo od 10 zł/m-c z VAT za najmniejszą maszynkę (10 GB dysku, 2 GB RAM, 1 vCPU), ale… wygląda, że do normalnego korzystania trzeba dokupić adres IPv4 za 5 zł/m-c, bo w standardzie jest IPv6. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to uruchomię wkrótce i dam znać, czy da się korzystać bez IPv4. Tzn. czy i na ile jest to w praktyce problematyczne.
Drugi konkurs, w którym wziąłem udział, był „konferencyjny” i w przypadku niektórych zadań także dawał dostęp do VPSów. Też takich wyposażonych wyłącznie w IPv6, choć bez możliwości dokupienia IPv4. Chodzi o mikr.us, którym trochę chciałem się pobawić już wcześniej, a trochę nie widziałem sensu, skoro istnieją darmowe alternatywy, z lepszymi warunkami. No ale skoro można było się pobawić i sprawdzić w konkursie[3], to niech będzie. Ku mojemu zdziwieniu, talon jest na całkiem mocną maszynę (wariant 3.5, czyli 4GB RAM, 40 GB dysk) i na rok. Nawet mam pomysł do czego go wykorzystam, choć pewnie starczyłaby połowa zasobów.
Powrót chciałem rozpocząć tramwajem, ale… Google maps stwierdziło, że tramwaj, którym przyjechałem, nie jeździ na dworzec. Pokazywało same autobusy. To skłoniło mnie do opcji numer dwa, czyli spaceru, który pierwotnie był przewidziany także na dotarcie na Sesję. Faktycznie, nie jest daleko, w czasie poniżej pół godziny spokojnie dało się dojść. Piękna pogoda, więc spacer po Wrocławiu zaliczony z przyjemnością. Pociąg punktualnie i w zasadzie bez niespodzianek, jeśli nie liczyć braku wagonu, w którym miałem miejsce. Okazało się, że dopiero je doczepią po podstawieniu, ale mogłoby to być zaznaczone na bilecie. Nie tylko ja byłem zaskoczony sytuacją i szukałem nieistniejącego jeszcze wagonu.
Wykłady z dnia drugiego – postaram się obejrzeć. Niestety, średnio lubię nagrania prezentacji ogólnie, a „scenicznych” szczególnie. Zwykle najwyżej średnia jakość dźwięku jest i nie wszystko dobrze widać. Choć sprawdziłem właśnie na YouTube nagrania z niedzieli i przyznaję, że jest zrobione profesjonalnie. Nie zmienia to faktu, że za rok i tak postaram się powtórzyć wypad.
[1] Oj, wyszedłem z wprawy, faktem jest, że ładnych parę lat nie składałem takiego sprzętu.
[2] To pomysł twórców, nie mój.
[3] Trochę miałem wyrzuty, bo dla grających w CTFy zadanie było proste. Jednak stwierdziłem, że po pierwsze nie mam żadnych powiązań z organizatorami, po drugie każdy może zrobić, po trzecie, wyjątkowo mam laptopa na konferencji, po czwarte, będzie okazja pobawić się VPSem.

