Odpady

Wpis o życiu na wsi i fragment o tym, że tam dopiero widać, ile generujemy śmieci, budzi mój sprzeciw. Bo nie jest tak, że mieszkając w mieście nie można tego zauważyć. Gdybym pisał na LinkedIn, pojawiłoby się słowo uważność. Zamiast niego, napiszę co robię z odpadami w mieście i obserwacje na ich temat.

Po pierwsze plastiki. I metale. Czyli żółte. Uważam, że w tej kategorii jest zdecydowanie najwięcej odpadów generowanych, przynajmniej objętościowo. Zgniecenie nie zawsze jest proste (puszka, kubeczek), zwykle mają pewną elastyczność. O tym, że nie wszystkim chce się zgniatać nie ma co pisać. Ale tak, zwykle to żółte kubły się nie domykają.

Papier, czyli niebieskie. Część, którą chyba najbardziej zaopiekowałem. Kartony w których przyjeżdża zamówiony towar z sieci, staram się wykorzystać ponownie. Np. do wysyłki przesyłek. Nie ma ich za wiele, więc trzeba wyrzucić. Przed wyrzuceniem zerwać naklejki spedycyjne, które nie zawsze łatwo schodzą. I taśmy klejące służące do zamknięcia/wzmocnienia przesyłki. Potem można złożyć karton i wrzucić do pojemnika.To taki wariant minimum, z którego stosowaniem przez ludzi jest różnie.

Ale można pójść dalej. Niezłożone kartony to błyskawiczny sposób na zapełnienie pojemników. Złożenie nieco pomaga, ale da się lepiej. Podarcie kartonu czy papieru na kawałki o boku kilku czy kilkunastu centymetrów[1] wymaga co prawda nieco pracy, ale dzięki temu zarówno do domowego kosza na papier, jak i niebieskiego, wejdzie o wiele więcej. No i z pewnością zauważymy, ile wyrzucamy papieru.

O pojemnikach czarnym i zielonym chyba nie ma co pisać. W zasadzie w przypadku zielonego można by stosować rozdrabnianie, jak przy papierze, ale… nie widzę sensu. Zwykle i tak jest w nim dużo miejsca, tłuczenie musiałoby odbywać się już poza domem, a ostre krawędzie tłuczonego szkła są niebezpieczne. IMO nie warto.

Chociaż nie, ze szklanych opakowań można jeszcze zdjąć elementy metalowe przed wyrzuceniem. Znowu – jakaś praca, która pomaga uświadomić ilość generowanych odpadów.

Dla jasności, nie twierdzę, że trzeba jakoś szczególnie zwracać uwagę na ilość śmieci. Wyżej opisane czynności to tylko chęć ułatwienia sobie życia (mniej miejsca, rzadsze wynoszenie) i lepszego posortowania (jak coś robić, to porządnie), a wpis powstał wyłącznie jako komentarz. Bo nie trzeba mieszkać na wsi, żeby mieć świadomość ilości generowanych odpadów.

[1] Zależnie od wielkości kartonu, grubości i dostępnego czasu.

Upał stulecia

Po głowie chodził mi inny, mniej oczywisty tytuł, ale nigdy nie będzie takiego lata już wykorzystałem. Może to i lepiej, bo przecież wiele wskazuje na to, że takie temperatury jeszcze zobaczymy. Tymczasem w Poznaniu jutro prognozują 39 C, wiec tytuł upał stulecia powiedzmy, że pasuje.

Ale czy na pewno jeszcze takie temperatury zobaczymy? Niekoniecznie, z kilku powodów. Po pierwsze, to tylko prognoza. Owszem, już jest bardzo ciepło, ale czy faktycznie osiągniemy zapowiadane 39 C – nie jest pewne. Tym bardziej, że upał ma być chwilowy. W poniedziałek prognozowany jest spadek do 32 C. Czyli aż o 7 stopni.

Po drugie, możemy mieć do czynienia z wyjątkowym zbiegiem okoliczności. Mieliśmy już taki upał, tyle, że ponad 100 lat temu. Dokładniej, w 1921 w Polsce było wyjątkowo ciepłe lato, czy też – dokładniej mówiąc – lato z wyjątkowo ciepłymi dniami. W wielu miastach w kraju zanotowano w tamtym roku rekordy temperatury, które utrzymały się do dziś. W Poznaniu było to 38,7 C. Więcej ciekawostek na stronie z rekordami klimatycznymi w Polsce.

Nie zmienia to faktu, że szansa na rekordy rośnie. Średnia temperatura w Polsce rośnie i to dość szybko.

Źródło: https://naukaoklimacie.pl/wykres-na-dzis/temperatura-lata-zimy-i-roku-w-polsce-od-1901-do-2024-roku

Ładnie widać, że rośnie i średnia temperatura lata (u góry), i zimy (na dole), i całoroczna. Widać też, że w ciągu ostatnich 50 lat zmiana każdej z tych średnich wynosi jakieś 2-3 C. A skoro średnia rośnie, to – przy braku zmian odchylenia – łatwiej też o rekord.

Do sprawdzenia temperatur i napisania tego wpisu skłoniły mnie pojawiające się tu i ówdzie głosy, że tak to jeszcze nie było oraz kiedyś 32 C to był wyjątkowy upał, a teraz 40 C oraz, że ależ zmiana klimatu, nie sposób zaprzeczyć. No niezupełnie, tzn. trzeba odróżnić zmianę długoterminową (tak, temperatura rośnie) od chwilowego rekordu. Pojedyncze 39 C nie świadczy o ociepleniu, tak samo jak pojedynczy dzień z -20 C nie świadczy o jego braku. Tak ciepło już u nas było, choć nikt z nas nie może tego pamiętać.

A czy faktycznie będzie nowy rekord temperatury dla Poznania i upał stulecia? Zobaczymy jutro.

UPDATE Wygląda na to, że w Poznaniu padł nowy rekord: 38,9 C.

Czy LLMy mogą oszczędzać prąd?

Czy LLMy mogą oszczędzać prąd? To pytanie wydaje się na pierwszy rzut oka dziwne, bo przecież powszechnie wiadomo, że AI zużywa dużo energii, jest winne ociepleniu klimatu itd. Zanim jednak zaczniemy powtarzać oczywiste prawdy, warto sięgnąć do źródeł. Bo – podobnie jak było to przy chińskich autobusach – powtarzana prawda może nieco odbiegać od twardych danych źródłowych.

Na początek warto przyjrzeć się pierwszemu popularnemu mitowi, który mówi użycie LLM zużywa wielokrotnie więcej energii, niż zwykłe wyszukiwanie. Twarde dane nie do końca to potwierdzają. Typowe zapytanie do ChatGPT to około 0,3 Wh. Nie kWh, tylko Wh. Na tyle samo Google oceniało pojedyncze zapytanie do wyszukiwarki. Czyli w przypadku prostych zapytań zużywane ilości energii zużywane przy zwykłym wyszukaniu w wyszukiwarce i wykorzystaniu LLM są zbliżone.

Nie żebym zachęcał do używania LLMów w ten sposób, bo jednak nie jest to specjalnie efektywne, ani energetycznie, ani czasowo. Jednak dramatu nie ma[1]. Pewnie efektywniej wykorzystać LLM do przygotowania zestawienia danych. Takiego, do którego potrzeba byłoby kilku wyszukiwań. Owszem, zapytanie będzie „cięższe”, ale unikniemy kilku tradycyjnych zapytań.

No dobrze, ale od to wcale nie jest takie kosztowne energetycznie do LLMy oszczędzają energię długa droga, prawda? Prawda. Wyobraźmy sobie jednak, że chcemy coś zrobić. Powiedzmy, napisać prosty program albo skrypt. Żeby to zrobić, musimy poszukać materiałów, zapoznać się z nimi, wykonać właściwą czynność. Jeśli będzie to pisanie programu wykorzystującego jakieś API, to musimy znaleźć dokumentację tego API, napisać sam program. To wszystko trwa. A że pracujemy na komputerze, który zużywa prąd. Laptop to przynajmniej 10-20W, monitor (24″) kolejne 15-25W. Raczej dolny szacunek, YMMV, można sprawdzić watomierzem.

Jako ludzie działamy raczej wolno, szczególnie w nieznanych obszarach. Wolno czytamy, wolno piszemy. A w tym czasie nasze urządzenia pracują i zużywają prąd. Więc pytanie do LLMa raczej przyspieszy wykonanie. Godzina pracy naszego skromnego laptopa i monitora to równowartość energetyczna od kilkudziesięciu do kilkuset zapytań do LLM.

Przykład z mojego podwórka, to skrypt do backupu obserwowanych na Mastodon. Małe kilka[3] promptów do Gemini, który znalazł i że jest API, i z których endpointów API korzystać, i jakie parametry podawać (a nieco nieoczywiste), i paginację dorobił od kopa. Pół godziny zeszło mi na zabawie, doczytaniu interesujących fragmentów dokumentacji, doszlifowaniu ręcznym. Ręcznie robiłbym z dwie godziny minimum.

Ale przecież są badania na to, że programistom się wydaje, że ich produktywność przy użyciu AI rośnie, a tak naprawdę to ona spada, na przykład to! Rzadko czytam badania, ale jeśli już, to lubię czytać nie tylko tytuł badania i wnioski, ale zerknąć na warunki badań. Bo autorzy często – świadomie lub nie – idą na łatwiznę i mają mocno niereprezentatywną próbkę. W tym konkretnym przypadku jest kilka red flags.

Po pierwsze, mowa o doświadczonych programistach, pracujących na własnym kodzie. Nie uważam się za doświadczonego programistę, ale do głowy by mi nie przyszło korzystanie z LLMa w typowej pracy z własnym kodem. A już na pewno nie jako pierwszy wybór. Czemu? Bo wiem, gdzie co jest, wiem, co chcę dodać, wiem jak to dodać, nie będę musiał czekać na wynik i poprawiać go. Po drugie, sami autorzy tego badania mają tego świadomość i sami piszą, że wyników nie należy uogólniać, a w przypadku mniej doświadczonych programistów LLM prawdopodobnie zwiększy wydajność. Zresztą, o tym, że AI pozwoliło zyskać czas na realizację pomysłów pisze wiele osób w mojej bańce.

Czy twierdzę zatem, że LLMy powodują spadek zużycia energii, globalnie? Nie. Jestem praktycznie pewien, że globalnie powodują wzrost zużycia. Sprzeczność? Nie. Po prostu opłacalność zależy od przypadku, a obecny trend jest taki, żeby do LLMów pchać wszystko, czy jest sens, czy go nie ma. I jest to zarówno trend ze strony producentów, jak i użytkowników.

Odbiegając nieco od tematu, zabawna jest obserwacja, jak używając coraz bardziej energooszczędnych technologii, zużywamy coraz więcej energii[3]. Wynika to z paru czynników. Mamy coraz więcej rzeczy na prąd, które kiedyś były ręczne. Lub ich nie było. Powszechna klimatyzacja. Drzwi otwierane elektrycznie w sklepach. Smart żarówki, rolety okienne, zawory grzewcze, sterowanie elektroniczne praktycznie wszystkim. Szczoteczki elektryczne, czytniki ebooków. Streaming zamiast radia. Wszytko zużywa trochę energii. I może wymagać jakiegoś serwera. Kolejny czynnik to po prostu wzrost ilości ludzi na planecie. Jeszcze pół wieku temu było nas o połowę mniej. A na początku XX w. – zaledwie 20% tego, co teraz.

Jeśli komuś naprawdę zależy na oszczędzaniu energii, zamiast martwić się o LLMy, powinien dbać o fizyczne odłączanie urządzeń z prądu, gdy są nieużywane. Przynajmniej na noc. Na przykład przyciskiem na listwie. Czemu? Bo pojedynczy zasilacz od laptopa przez sam fakt bycia podłączonym do prądu potrafi pobierać 1W. Wyłączony/uśpiony monitor – podobnie. Skąd wiem? Bo mierzyłem.

Inne ciekawe linki w temacie:

https://marmelab.com/blog/2025/03/19/ai-carbon-footprint.html

https://www.nature.com/articles/s41598-024-54271-x

UPDATE I jeszcze jeden link, na który trafiłem dziś, dotyczący tego, jak LLMy (w połączeniu z agentami AI) zabijają CTFy. Niedawno grałem, potwierdzam sytuację – kilkadziesiąt zespołów zrobiło wszystkie zadania. W temacie tego posta, potwierdza to szybkość i skuteczność (także energetyczną) AI.

[1] Tak, mam świadomość, że przytoczone tu dane dla tradycyjnych wyszukiwań są z 2009. W tzw. międzyczasie zużycie prądu przez pojedynczy serwer spadło. Z drugiej strony, ilość danych do przeszukania wzrosła, więc pewnie niewiele się zmieniło. Chętnie poznam współczesne dane.
[2] Pewnie 2-3 były, nie więcej niż 5.
[3] Jak to kiedyś ładnie ujął pewien człowiek, jeszcze nigdy w historii ludzkość jako ogół nie zmniejszała zużycia energii, niezależnie od coraz mniej energochłonnych technologii. UPDATE W ogóle zjawisko ma to nazwę: paradoks Jevonsa.