Uptime

W ramach side questa potrzebowałem monitoringu dostępności stron WWW, z API i dość dużą liczbą monitorowanych serwisów. Powiedzmy od 100 w górę. I najchętniej za darmo, bo potrzebuję tylko do PoCa. I fajnie, jakby umiał monitorować nieco częściej, niż raz na 5 minut.

Zdziwiłem się, bo okazało się, że… nie ma. A przynajmniej nie znalazłem. Oczywiście jest Uptime Robot, którego – jak się okazało – używam od ponad dekady. Z własnym narzędziem do wyświetlania dashboardu. No ale tam mam sporo slotów zużytych z 50, które może od biedy by wystarczyły.

Jestem zdziwiony, bo tego typu monitoring jest w miarę tani. Bo czymże jest request HTTP czy wysłanie pakietu ICMP raz na minutę i zapamiętanie stanu. A dla wysyłki poczty (SMTP relay) serwisów pozwalających nawet niewielkie newslettery jest całkiem spory wybór. I wygląda na nieco bardziej inwazyjne, potencjalnie (spam). No ale nie ma i co zrobisz, trzeba selfhostować. Za to będzie pełna dowolność w interwałach sprawdzania dostępności.

Szybko odpędziłem myśl o napisaniu własnego rozwiązania, bo tak, plik YAML z definicjami serwisów, prosty skrypt w Pythonie z wykorzystaniem biblioteki requsets, napędzany cronem spokojnie by wystarczył do tego, co chcę osiągnąć. Postanowiłem rozejrzeć się za gotowcami.

No i znalazłem coś, co mnie nawet zachwyciło. Nazywa się Uptime Kuma, daje API, daje ładny frontend, sensowną dokumentację w zakresie uruchomienia, obsługuje wiele kanałów powiadomień. Od początku ujęło mnie tym, że potrafi korzystać zarówno z bazy sqlite, jak i MySQL, więc przy małych zastosowaniach można sobie trzymać bazę w pliku, bez kolejnego serwera.

Oczywiście są wady. Po pierwsze nie przepadam za technologią, w której jest stworzone rozwiązanie. Po drugie, dedykowana biblioteka Pythona do obsługi API nie działa poprawnie. W sumie przez to straciłem więcej czasu, niż na uruchomienie monitorigu + reverse proxy w oparciu o nginx. Skończyło się tym, że nie korzystam z dedykowanej biblioteki, tylko robię requesty na żywca.

Gdyby ktoś chciał sobie porobić wykresy albo monitorować usługi – polecam sprawdzenie Uptime Kuma. 90k gwiazdek na GitHub nie jest przypadkiem.

Odpady

Wpis o życiu na wsi i fragment o tym, że tam dopiero widać, ile generujemy śmieci, budzi mój sprzeciw. Bo nie jest tak, że mieszkając w mieście nie można tego zauważyć. Gdybym pisał na LinkedIn, pojawiłoby się słowo uważność. Zamiast niego, napiszę co robię z odpadami w mieście i obserwacje na ich temat.

Po pierwsze plastiki. I metale. Czyli żółte. Uważam, że w tej kategorii jest zdecydowanie najwięcej odpadów generowanych, przynajmniej objętościowo. Zgniecenie nie zawsze jest proste (puszka, kubeczek), zwykle mają pewną elastyczność. O tym, że nie wszystkim chce się zgniatać nie ma co pisać. Ale tak, zwykle to żółte kubły się nie domykają.

Papier, czyli niebieskie. Część, którą chyba najbardziej zaopiekowałem. Kartony w których przyjeżdża zamówiony towar z sieci, staram się wykorzystać ponownie. Np. do wysyłki przesyłek. Nie ma ich za wiele, więc trzeba wyrzucić. Przed wyrzuceniem zerwać naklejki spedycyjne, które nie zawsze łatwo schodzą. I taśmy klejące służące do zamknięcia/wzmocnienia przesyłki. Potem można złożyć karton i wrzucić do pojemnika.To taki wariant minimum, z którego stosowaniem przez ludzi jest różnie.

Ale można pójść dalej. Niezłożone kartony to błyskawiczny sposób na zapełnienie pojemników. Złożenie nieco pomaga, ale da się lepiej. Podarcie kartonu czy papieru na kawałki o boku kilku czy kilkunastu centymetrów[1] wymaga co prawda nieco pracy, ale dzięki temu zarówno do domowego kosza na papier, jak i niebieskiego, wejdzie o wiele więcej. No i z pewnością zauważymy, ile wyrzucamy papieru.

O pojemnikach czarnym i zielonym chyba nie ma co pisać. W zasadzie w przypadku zielonego można by stosować rozdrabnianie, jak przy papierze, ale… nie widzę sensu. Zwykle i tak jest w nim dużo miejsca, tłuczenie musiałoby odbywać się już poza domem, a ostre krawędzie tłuczonego szkła są niebezpieczne. IMO nie warto.

Chociaż nie, ze szklanych opakowań można jeszcze zdjąć elementy metalowe przed wyrzuceniem. Znowu – jakaś praca, która pomaga uświadomić ilość generowanych odpadów.

Dla jasności, nie twierdzę, że trzeba jakoś szczególnie zwracać uwagę na ilość śmieci. Wyżej opisane czynności to tylko chęć ułatwienia sobie życia (mniej miejsca, rzadsze wynoszenie) i lepszego posortowania (jak coś robić, to porządnie), a wpis powstał wyłącznie jako komentarz. Bo nie trzeba mieszkać na wsi, żeby mieć świadomość ilości generowanych odpadów.

[1] Zależnie od wielkości kartonu, grubości i dostępnego czasu.

Upał stulecia

Po głowie chodził mi inny, mniej oczywisty tytuł, ale nigdy nie będzie takiego lata już wykorzystałem. Może to i lepiej, bo przecież wiele wskazuje na to, że takie temperatury jeszcze zobaczymy. Tymczasem w Poznaniu jutro prognozują 39 C, wiec tytuł upał stulecia powiedzmy, że pasuje.

Ale czy na pewno jeszcze takie temperatury zobaczymy? Niekoniecznie, z kilku powodów. Po pierwsze, to tylko prognoza. Owszem, już jest bardzo ciepło, ale czy faktycznie osiągniemy zapowiadane 39 C – nie jest pewne. Tym bardziej, że upał ma być chwilowy. W poniedziałek prognozowany jest spadek do 32 C. Czyli aż o 7 stopni.

Po drugie, możemy mieć do czynienia z wyjątkowym zbiegiem okoliczności. Mieliśmy już taki upał, tyle, że ponad 100 lat temu. Dokładniej, w 1921 w Polsce było wyjątkowo ciepłe lato, czy też – dokładniej mówiąc – lato z wyjątkowo ciepłymi dniami. W wielu miastach w kraju zanotowano w tamtym roku rekordy temperatury, które utrzymały się do dziś. W Poznaniu było to 38,7 C. Więcej ciekawostek na stronie z rekordami klimatycznymi w Polsce.

Nie zmienia to faktu, że szansa na rekordy rośnie. Średnia temperatura w Polsce rośnie i to dość szybko.

Źródło: https://naukaoklimacie.pl/wykres-na-dzis/temperatura-lata-zimy-i-roku-w-polsce-od-1901-do-2024-roku

Ładnie widać, że rośnie i średnia temperatura lata (u góry), i zimy (na dole), i całoroczna. Widać też, że w ciągu ostatnich 50 lat zmiana każdej z tych średnich wynosi jakieś 2-3 C. A skoro średnia rośnie, to – przy braku zmian odchylenia – łatwiej też o rekord.

Do sprawdzenia temperatur i napisania tego wpisu skłoniły mnie pojawiające się tu i ówdzie głosy, że tak to jeszcze nie było oraz kiedyś 32 C to był wyjątkowy upał, a teraz 40 C oraz, że ależ zmiana klimatu, nie sposób zaprzeczyć. No niezupełnie, tzn. trzeba odróżnić zmianę długoterminową (tak, temperatura rośnie) od chwilowego rekordu. Pojedyncze 39 C nie świadczy o ociepleniu, tak samo jak pojedynczy dzień z -20 C nie świadczy o jego braku. Tak ciepło już u nas było, choć nikt z nas nie może tego pamiętać.

A czy faktycznie będzie nowy rekord temperatury dla Poznania i upał stulecia? Zobaczymy jutro.

UPDATE Wygląda na to, że w Poznaniu padł nowy rekord: 38,9 C.