Jasność nocą

Nie wszyscy wiedzą, że istnieje coś takiego jak MÖRKRÄDD, czyli oświetlenie nocne, władane do gniazdka. Nocne z nazwy, bo ma czujnik, który powoduje, że świeci tylko wtedy, kiedy jest ciemno.

Ja nie wiedziałem. A są takie miejsca, gdzie w nocy jest nieco za ciemno. Na przykład korytarz. Oczywiście, można zapalać światło, ale to dość inwazyjne. Poza tym, włącznik nie zawsze jest w dobrym miejscu. A gdyby było choć trochę światła, to może wystarczyć, by przejść, nie wpadając na nic i nie wdeptując w nic. I do tego sprawdzają się świetnie.

W każdym razie kupiłem te lampki ponad rok temu i jestem dość zadowolony. Prądu pobiera niewiele, bo jakieś 0,5W[1]. Czyli dwie sztuki, gdyby działały przez cały miesiąc non-stop, zużyją prądu za jakiś 1 zł. Wygląda estetycznie, świeci ładnie. Nie nagrzewa się. Jest jedna, niewielka wada – brak regulacji, przy jakim natężeniu światła ma się załączać. Gdyby była regulacja, nawet trzypozycyjna, byłoby perfekcyjnie. Ustawiłbym większą czułość, czyli wyłączanie przy niewielkiej ilości światła.

Oczywiście rozwiązań tego typu jest znacznie więcej. Tu wersja lampki z zimniejszym światłem, za to zużywająca tylko 0,2W. Z kolei tu wersja z regulowanym kątem świecenia. Tu chyba jedna z tańszych. Z kolei ta jest i energooszczędna 0,25W, i chyba najładniejsza. Choć ta z Ikei też jest estetyczna.

Okazje do wpisu były dwie, po pierwsze, akurat jest promocja. Po drugie, przypomniałem sobie, że miałem napisać o tym oświetleniu nocnym – sprawdza się. Dla jasności: wpis nie jest sponsorowany, choć do Allegro są linki afiliacyjne.

[1] Według danych producenta, watomierzem nie potraktowałem, zresztą chyba na granicy czułości będzie…

MacOS problemy z zaśnięciem

Dawno niczego o macOS nie pisałem, bo nie było o czym. System generalnie działa, jest trochę słabo konfigurowalny, ale działa. Trochę potrafi się znarowić i przymulać, głównie za sprawą wygaszacza ekranu zżerającego cykle procesora, ale odkąd zmieniłem wygaszacz na inny, to jakby przestało występować.

Jednak jedna rzecz nie daje mi spokoju. I wbrew temu co może sugerować tytuł, nie chodzi o kofeinę[1]. Mam stację dokującą, do której podłączone są trzy rzeczy: zasilacz, by dostarczać prąd, dodatkowy monitor oraz mysz. Mysz zwykła, pecetowa, taka jak lubię. Sama stacja dokująca jest podłączona do komputera przez USB C.

Problem polega na tym, że gdy uśpię system przy pomocy sleep (bez zamykania ekranu), to jakiekolwiek naciśnięcie klawisza na klawiaturze czy ruch myszą wybudzają go. Klawiatura to nie problem, ale mysz – trochę tak. Wystarczy szturchnięcie biurka i już obudzony.

Dopóki korzystałem z myszy bezprzewodowej, wyłączałem ją przełącznikiem. Niezbyt wygodne, ale przywykłem. Tak samo mógłbym traktować bezprzewodową klawiaturę, ale nie miałem potrzeby. Niestety mysz zaczęła ostatnio nieco szwankować, więc wymieniłem ją. Stwierdziłem, że przewodowa będzie lepsza, bo i tak używam stacjonarnie. No i jest lepsza. Poza jedną rzeczą, czyli nieszczęsnym wybudzaniem.

Poradziłem się znajomych i rady były… nieco dziwne. Odłączanie kabla od stacji dokującej (meh). Odłączanie kabla myszy (meh). Usypianie przez zamykanie klapy. To ostatnie nie było takie całkiem nieakceptowalne, więc spróbowałem. Niestety, macOS, który ma podłączony monitor i zasilanie, traktuje zamknięcie klapy jako sygnał do przełączenia wyświetlania na monitor, nie sygnał uśpienia. Co prawda wybranie sleep po zamknięciu klapy już usypia system tak, że nie reaguje na ruchy myszą, ale nie jest to zbyt wygodne.

Wiem, problemy pierwszego świata. ale może znacie jakieś magiczne zaklęcia konsolowe, które pozwolą zahibernować system z podłączonym monitorem i zasilaniem? Tak, żeby poruszenie myszą go nie wybudzało? Dodatkowe, zewnętrzne programy raczej odpadają – polityka firmy. Pozostaje to, co przychodzi z systemem.

[1] Caffeinate znaczy.

Mastodon a blokowanie

Mastodon chwali się, że daje możliwość kontroli widoczności. Na poziomie użytkownika posiada do tego celu dwie zbliżone opcje. Pierwsza z nich to mute, czyli wyciszenie, które, cytując komunikaty pojawiające się przy blokowaniu:

They won’t know they’ve been muted.
They can still see your posts, but you won’t see theirs.
You won’t see posts that mention them.
They can mention and follow you, but you won’t see them.

Druga z nich to block, która jest opisana jako:

They can see that they’re blocked.
They can’t see your posts and you won’t see theirs.
You won’t see posts that mention them.
They can’t mention or follow you.

Czyli w obu przypadkach nie widzimy postów w których jest wymieniane (mention) dane konto. Ma to nieco sensu, ale wykorzystując którąkolwiek z możliwości, zepsujemy sobie dostęp do treści. I to nie tylko pisanych przez zablokowane konto, ale także znikną nam wszystkie wiadomości w wątkach, w których jest wymienione to konto, niezależnie od tego, kto je napisał. Dość inwazyjne, zwłaszcza, że ludzie często zostawiają w wątkach wszystkie dotychczas wywołane osoby.

Jeśli chodzi o block, to osoba zablokowana widzi, że jest zablokowana. Przynajmniej teoretycznie, bo co prawda taka informacja jest dostępna (w API), ale nie ma żadnego miejsca, gdzie możemy sprawdzić jakie konta nas zablokowały. Nie dostajemy też informacji o blokowaniu. Co w praktyce możemy zauważyć? Zepsute wątki, zwłaszcza brakujące wiadomości. Choć wtedy może to wynikać także z wyciszenia przez nas innej wywołanej osoby, poprzez mute. Najlepszą metodą bez sięgania po API jest sprawdzenie, czy mamy możliwość obserwacji danego konta. Brak możliwości włączenia obserwacji danego konta – opcja niekatywna – oznacza, że zostaliśmy zablokowani.

Jeśli chodzi o they can’t mention to… nie działa. Jak najbardziej można zamieścić toot zawierający oznaczenie konta, które nas blokuje. Serwer podpowiada nicka i obsługuje go normalniew toocie. Zapewne wywołana osoba nie dowie się, że została oznaczona, ale to nie znaczy, że oznaczenie nie została. Co więcej, wszyscy inni użytkownicy będą widzieli to oznaczenie. Nie wiem jaki był zamysł autorów, ale wygląda na obietnicę bez pokrycia. Podobnie jak they can see that they’re blocked. Niby można się dokopać, ale czy widać? Polemizowałbym.

Jeśli chodzi o they can’t see your posts, to nie do końca jest to dowiezione. Zadziała tylko, jeśli mamy ograniczoną widoczność własnych tootów do zalogowanych kont. Co raczej nie jest popularnym ustawieniem. W przeciwnym razie wystarczy, że oni skorzystają z okna przeglądarki w trybie prywatnym.

Podsumowując, mam wrażenie, że z poziomu użytkownika blokowanie/wyciszanie na Mastodonie zrobione jest słabo. Skomplikowane (dwie różne metody), nie do końca działające zgodnie z opisem, za to bardzo inwazyjne. Wygląda, jakby ktoś projektując rozwiązanie mocno skupił się na aspektach technicznych, zapominając o „dużym obrazie” i skutkach. W efekcie użytkownicy nie dostają więcej niż na innych platformach, za to cierpi używalność platformy.

Wpis przeleżał nieco w szkicach, więc nadeszła pora na publikację…