Diaspora* w użyciu

Patrzyłem na projekt Diaspora* od dłuższego czasu i cały czas uważałem, że nie jest skończony i gotowy. Opis instalacji na Debianie przyprawia lekko o ból głowy, znajomi nie bardzo korzystają… Ale po zniknięciu plum.me (nadal niewyjaśnionym, wygląda jakby wyparowały wszystkie zabawki A. jednocześnie) powstała pustka, więc stwierdziłem, że spróbuję.

Diaspora logo

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Diaspora_%28social_network%29

Nie stawiałem swojej instancji Diaspory, tylko skorzystałem z porównywarki podów Diaspory i wybrałem diasp.eu – ma sporo użytkowników, jest SSL, bardzo dobry uptime, stoi w Niemczech. Pierwsze wrażenie: ten klon Facebooka nawet działa! I są jacyś ludzie! Można normalnie korzystać z hashtagów (obserwować je) i po chwili okazało się, że znalazłem polskich znajomych z netu. Całych dwóch, ale zawsze.

Posty zamieszczane na Diasporze formatuje się przy pomocy Markdown – nie jestem fanem, ale jest prosty i można przywyknąć, szczególnie, że jest prosta ściągawka dostępna od ręki. Możliwości bardzo podobne do HTML, tylko bardziej dla ludzi. Załączanie obrazków czy video działa. Są hashtagi.

Są  też – znane z FB – ignorowanie użytkowników, zgłaszanie postów, możliwość ustawienia avatara, wiadomości prywatne i ankiety. Można przypisywać użytkowników do grup oraz tworzyć własne grupy. Można zintegrować Diasporę z Twitterem, Facebookiem, Tumblr czy WordPressem. Nie testowałem, ale zdaje się (opis potwierdza), że chodzi o to, że robimy wpis na Diasporze i mamy możliwość jednoczesnego wysłania go na (wybrane?) serwisy. Jest możliwość eksportu zdjęć i treści.

Wszystko to oczywiście oparte o wolne oprogramowanie, z możliwością postawienia na własnym serwerze, szyfrowane (SSL), odporne na cenzurę wielkich portali i niezależne od nich (nie ma śledzenia, profilowania, reklam). Itd., itp. 😉

Dodatkowo w Diasporze jest funkcja, która może zastąpić bloga (w minimalnym wymiarze). I nie jestem pewien, czy do tego Diaspora* nie nadaje się najlepiej. Mianowicie posty oznaczone jako publiczne dostępne są w formie strony WWW z wygenerowanym kanałem RSS. Czyli tak naprawdę blog, gdzie komentować mogą wyłącznie zalogowani.

Wady Diaspory:

  • Brak API. Nie żartuję, projekt open source, mocno programistyczny i póki co nie ma API. Ewidentny strzał w stopę, bo bez API słabo da się zrobić sensowne klienty (zwł. mobilne).
  • Niezbyt intuicyjny interfejs. Bardzo subiektywne, niby jest ładnie i standardowo, ale jak raz mi mignął link do kanału RSS z publicznymi wpisami, to potem się go naszukałem… Chwilowe i szybko mija.
  • Soft niby działa i jest good enough, ale używając czuć, że nie jest w 100% skończony i doszlifowany. Niekrytyczne.
  • Mała popularność. Trochę samonapędzająca się wada, ale nie mogłem pominąć…
  • Brak edycji wpisu po zamieszczeniu. Oczywiście można usunąć i dodać jeszcze raz, ale trochę overkill, jeśli chodzi tylko o usuwanie literówek.

Wygląda, że Diaspora zastąpi mi plum.me, bo możliwości większe, a nie wszystko nadaje się na bloga/Twittera/FB. Kiedyś przedstawiano – przynajmniej takie miałem wrażenie – Diasporę jako nadchodzącą wielką wolną alternatywę dla FB. IMO nic z tych rzeczy – zwykły serwis i social network, trochę mniej dopracowany, trochę bardziej wolny. Jest łatwa, więc IMO warto spróbować.

UPDATE: Dodany brak edycji w wadach.

Mój uptime

Już od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad włączeniem monitoringu dla rosnącej liczby moich gratów w sieci. Do tej pory korzystałem z premedytacją głównie z gotowych serwisów typu Blox czy Jogger, ale ostatnio coraz więcej rzeczy jest zależnych tylko ode mnie. Niby niekrytyczne, ale… lubię, jak działa. A zdarzyło mi się, że po restarcie serwera nie wszystkie usługi działały – niby drobiazg, nie wstał varnish[1], ale efekty opłakane – statystyki nie działały.

Oczywiście mogłem podpiąć się pod monitoring w firmie (Zabbix), ale mało eleganckie, i ogólnie nie lubię mieszania gratów służbowych z prywatnymi. Mogłem też odpalić coś prostego swojego (nawet ze sprawdzaniem na krzyż, albo i w trójkącie), ale… trochę overkill, podobnie jak stawianie własnego Zabbiksa. Poza tym, na pewno nie miałoby to ładnego frontendu (chyba, że Zabbix). W ogóle pewnie nie miałoby frontendu. 😉

Stwierdziłem, że poszukam, bo na pewno są gotowe serwisy. Wymagania były proste:

  • darmowe
  • obsługa min. 5 hostów w darmowej wersji
  • prosta rejestracja i używanie
  • wsparcie dla IPv6
  • monitoring hostów (ping) oraz stron WWW

Owszem, są gotowe serwisy. Nawet sporo. Na tyle sporo, że miałem problem z decyzją. Prawie się zdecydowałem na monitor.us, ale zapytałem znajomych i… nikt nic nie umiał powiedzieć. Temat umarł śmiercią naturalną.

Przynajmniej na jakiś czas, bo niedawno zobaczyłem ten wpis i… dałem szansę serwisowi Uptime Robot. W sumie polecany na zestawieniu 10 darmowych serwisów do monitoringu stron WWW, więc pewnie go widziałem, ale jakoś nie zwróciłem uwagi. Ma wszystko co wyżej, na tle konkurencji wyróżnia się dużą liczbą sprawdzanych hostów/usług w wariancie darmowym (50) oraz stosunkowo wysoką częstotliwością sprawdzeń (co 5 minut), więc nada się nawet do więcej niż czysto amatorskich/prywatnych zastosowań.

Dashboard wygląda tak:

Uptime Robot dashboard

Kolejna wyróżniająca cecha to bycie darmowym jako podstawa, nie jako doklejka – serwis powstał jako darmowy z założenia, wersja płatna została dorobiona później, dla tych, którzy jednak potrzebują więcej. Wygląda więc, że nie zniknie nagle, nie zacznie proponować nachalnie płatnej wersji czy wymagać klikania linków co miesiąc…

A tak wygląda wykres dla pojedynczego hosta (ten z przerwą):

Uptime Robot wykres dla hosta

Uptime Robot umie powiadamiać o awarii mailem (tak właśnie korzystam, w końcu to prywatne graty) oraz dodatkowo przez IM (Twitter) oraz SMS (z tych metod nie korzystam). Metodę powiadomień ustawia się dla każdego hosta indywidualnie, więc można mieć ważne i ważniejsze, pilne i pilniejsze. Sprawdzać można działanie strony, obecność zadanej treści na stronie, odpowiedź hosta na ping oraz status otwarcia portu. Jak na serwis darmowy – więcej niż wystarczające. Do tego całość jest schludna i prosta. Polecam.

[1] Zachciało mi się usprawnień i optymalizacji… W top wyglądało OK – mysql był, lighttpd był…

Kto zarabia na premium?

Wczoraj na portalu niebezpiecznik.pl pojawił się wpis o kolejnej metodzie nadużyć w usługach GSM. Tym razem nie jest wymagana żadna ingerencja ze strony ofiary, usługa jest włączana bez jakiegokolwiek potwierdzenia, wysyłana jest jedynie informacja o włączeniu usługi, ale tę łatwo przeoczyć, szczególnie, jeśli usługa nie jest wykorzystywana w telefonie, tylko urządzeniu służącym wyłącznie do połączenia z internetem.

Telefon komórkowy

Źródło: http://www.publicdomainpictures.net/view-image.php?image=692

Obserwuję sytuację z usługami premium od jakiegoś czasu i zastanawiam się, kto tak naprawdę za tym stoi[1]. W przypadku SMS premium państwo na dzień dobry dostaje 23% podatku VAT, około połowy pozostałej kwoty trafia do kieszeni operatora GSM. Przypuszczam, że w przypadku pozostałych usług GSM jest podobnie. Kto płaci? Końcowy użytkownik, oczywiście.

Dlatego średnio wierzę w złych scamerów i wyłudzaczy, rejestrujących numer, tworzących usługę i wyprowadzających pieniądze. Nadużycia, podobnie jak zwykłe korzystanie[2] na usługach premium GSM są na rękę i państwu, i – przede wszystkim – operatorom GSM. Parafrazując: gdyby scamerzy nie istnieli, należałoby ich wymyślić.

Bo przecież zabezpieczenie przed nadużyciami na kontach premium jest proste. Wystarczyłoby, żeby były domyślnie wyłączone, każdorazowe włączenie wymagało potwierdzenia i dodatkowo była wysyłana informacja (na wskazany numer/email) o włączeniu usługi premium.

Tymczasem UOKiK śpi, a operatorzy GSM implementują mechanizmy przyjazne nadużyciom, jak ten opisany w linku wyżej. Myślę, że poszkodowani w ten sposób powinni złożyć pozew zbiorowy. Z opisu wynika, że zabezpieczenia po stronie operatora są po prostu żadne. A możliwość wyłączenia usług tego typu przez wysłanie tajemniczego kodu na tajemniczy numer, oferowana przez niektórych(sic!) operatorów, to IMO jedynie iluzja możliwości zabezpieczenia – mało kto w ogóle się o tym dowie.

[1] Sformułowanie, które powinno zapalić lampkę ostrzegawczą o teoriach spiskowych. I słusznie. 😉

[2] Kolejny temat to jaki procent zwykłego korzystania (wróżki, idiotele) ociera się o wykorzystywanie naiwności ludzi, ale nie o tym miało być.