Tickmate

Pisałem kiedyś o programach dla Androida, które IMO trzeba mieć zainstalowane na telefonie. Od tamtej pory nic mnie nie urzekło, ale ostatnio zobaczyłem. Przez przypadek w F-Droid, pewnie jako nowa aplikacja, albo w kategorii „niedawno zaktualizowane”, mignął mi program Tickmate. Zaintrygował mnie opis: one bit journal.

Screenshot z appki Tickmate
Źródło: Tickmate GitHub

Zainstalowałem i… bardzo fajny soft. Prosta idea (zaznacza się, czy coś się wydarzyło danego dnia, czy nie), zgrabne wykonanie – IMO estetyczny, spójny i działa szybko, sensowny projekt – można grupować, można używać od razu, ale jak ktoś potrzebuje, to jest więcej opcji pod spodem, typu rzeczy, które mogą zdarzyć się kilka razy dziennie. Są oczywiście statystyki.

Fajna sprawa do śledzenia nawyków, czy to do wyrabiania nowych, czy do wykorzeniania istniejących. Albo do treningów. Appka jest open source, więc dorobiłem polską wersję językową. Pewnie będą zmiany, bo muszę zobaczyć na żywo i ew. poprawić.

Przy okazji okazało się, że mam problem ze zgrabnym przetłumaczeniem dwóch słów. Pierwsze to track, jako rzeczownik, w sensie zapisu przebiegu jakiejś czynności. Zdecydowałem się na ślad, ale… trochę nie leży mi to tłumaczenie. Myślę o zapis lub dziennik.

Drugie słowo to tick, zarówno jako czasownik, jak i rzeczownik, w kontekście czegoś, czego wykonanie zaznacza się na liście. Póki co jest (chociaż nie wprost, raczej jako czasownik) zaznaczenie, ale w grę wchodzą fajka, haczyk, ptaszek. Tylko to wszystko mocno potoczne… Myślę o haczyk, zwł. odhaczyć.

Appka do pogrania ze sklepu Google Play oraz z wolnego repozytorium Android. Kod źródłowy jest dostępny na GitHub.

Jak już wyjdzie wersja z polskim tłumaczeniem, to uwagi/sugestie mile widziane.

Samochodowe podsumowanie roku 2015

Od siedmiu miesięcy korzystam z Yanosika, rok się kończy, więc pora na małe podsumowanie roku. Zaleta jazdy z Yanosikiem jest podobna do prowadzenia bloga – wiadomo co było, kiedy dokładnie itp, czyli mam twarde dane dotyczące ilości przejechanych kilometrów. W końcu mogę się odnieść do tego, ile naprawdę jeżdżę samochodem.

Oczywiście nie jest tak, że Yanosika włączam zawsze. Krótkie trasy, po mieście i znanych trasach były często jeżdżone bez włączonego Yanosika, ale po pierwsze, raczej nie jeżdżę autem po mieście (Poznań jest bardzo zakorkowany, tramwaje jeżdżą przyzwoicie, więc zwykle wygodniej użyć komunikacji miejskiej), po drugie, nie są to duże odległości, więc wielkiego wpływu na wynik być nie powinno. Z kolei jeśli jadę w mniej znane miejsce lub kawałek dalej (10 km i więcej), to już raczej Yanosika włączam.

Druga sprawa to zużycie baterii przy korzystaniu z Yanosika. Próbowałem jeździć z włączonym ekranem, z przygaszaniem i wyłączonym ekranem i… niestety, pierwszy tryb, mimo podpiętej ładowarki, zdecydowanie oznacza rozładowywanie telefonu. Przygaszanie jest w sumie najlepsze – bateria bardzo wolno, ale się ładuje. Z kolei wygaszanie miało jakieś problemy przez chwilę (IIRC po odinstalowaniu i zainstalowaniu nowej wersji zaczęło działać), a potem okazało się, że często zapominam wyłączyć Screebl Lite, który funkcjonalnie gryzie się z Yanosikiem, bo zapobiega wyłączeniu/przygaszeniu ekranu. W każdym razie: zdarzyło mi się parę razy, że w telefonie skończyła się przez to bateria przy dłuższej trasie. Nie żeby mi specjalnie zależało, ale wynik będzie znowu zaniżony. Łącznie myślę, że trzeba by dorzucić tysiąc kilometrów.

W każdym razie uważałem, że jeżdżę mało, w okolicach 10 tys. km rocznie. Co prawda znajomi z pracy twierdzili, że chyba zawyżam szacunek, (ale akurat praca to miejsce, gdzie bardzo rzadko zjawiam się autem – zły dojazd, złe parkowanie, za to dobry dojazd komunikacją miejską. OK, pora na twarde dane: 3600 km w 7 m-cy. Plus powiedzmy ten tysiąc z nierejestrowanych tras. Razem czyni 4600 km, czyli ok. 650 km/m-c. Czyli bardziej 7800, w zaokrągleniu 8 tys. km/rok. Malutko. Kiedyś tyle to chyba w kwartał robiłem, no ale to było za dawnych, dobrych czasów.

Tyle podsumowania roku, jednocześnie korzystając z okazji życzę wszystkim, by nadchodzący 2016 był lepszy od roku bieżącego.

„Must have” aplikacje na telefon z Androidem

Android robot - logo

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Android_(operating_system)

Okazuje się, że trochę z Androida jednak na telefonie korzystam. Do tej pory znalazłem dwie sprytne aplikacje, które bardzo ułatwiają mi życie.

Pierwsza z nich to Screebl Lite.

Zadaniem aplikacji jest blokowania funkcji wygaszania ekranu, jeśli wygląda na to, że korzystamy z urządzenia, czyli trzymamy je w ręku. Używanie wykrywane jest po nachyleniu – jeśli odłożymy telefon na płask, to się wygasi normalnie, ale jeśli będzie pod kątem, to się nie wygasi. W połączeniu z agresywnym ustawieniem wygaszania (zawsze takie miałem), pozwala oszczędzać baterię, ale z drugiej strony nie przeszkadza w pracy.

Przyznaję, że na początku po poleceniu przez D. (thx!) i instalacji Screebl Lite nie zauważyłem różnicy i stwierdziłem, że w sumie nieprzydatny bajer, ale po namyśle i dłuższym korzystaniu – wręcz przeciwnie, znacznie wygodniej jest z tą appką. Doceniłem różnicę, gdy wyłączyłem aplikację… A wyłączyłem, bo niezupełnie dobrze współgra z Yanosikiem – podczas jazdy przy aktywnym Screebl, ekran cały czas pozostał niewygaszony.

Druga sprytna aplikacja to Wi-Fi Matic.

Zasada działania jest prosta: aplikacja zapamiętuje lokalizacje, w których włączamy Wi-Fi, a następnie wyłącza Wi-Fi po ich opuszczeniu, a włącza po powrocie do tych lokalizacji. Proste i skuteczne, zwalnia z konieczności ręcznej aktywacji Wi-Fi w telefonie i pozwala oszczędzać pakiet danych u operatora GSM. Okres, co ile ma być sprawdzana lokalizacja można zdefiniować w aplikacji, a określanie lokalizacji nie korzysta z GPS, tylko jest zrobione sprytnie, w oparciu o stacje bazowe GSM.

Z Wi-Fi Matic korzystam raptem od paru dni, ale jestem bardzo zadowolony. Przy okazji, aplikacja posiada wolny kod źródłowy dostępny na Githubie i jest dostępna w repozytoriach F-Droid.

Bonusowo: F-Droid.

F-droid, czyli manager wolnoźródłowych i wolnych (także dodatki i dane) appek dla Androida. Pozwala na łatwe wyszukiwanie i instalowanie aplikacji z opisywanego kiedyś repozytorium f-droid.org. Spodoba się pewnie głównie miłośnikom Linuksa, ale i tak warto się zainteresować – trochę ciekawych aplikacji, wszystkie appli dostępne bez reklam i opłat, z wyszczególnionymi zagrożeniami prywatności.