Rozrywka

Link z ostatniego wpisu o tym, jak AI rzekomo zabiło CTFy przypomniał mi o podobnym zjawisku sprzed lat. Zanim przejdę do sedna – faktycznie, wygląda na to, że scena CTF do czasu pojawienia się AI się zmieniła. Niedawno bawiliśmy się ze znajomymi i duże kilkadziesiąt zespołów rozwiązało wszystkie zadania. Nie mam większej próbki, na ile to powszechne, ale faktycznie, pierwszy raz widziałem taką sytuację. No i opisy autora wpisu, całe frameworki, agenty – robi wrażenie. Bo LLMy były wykorzystywane już wcześniej, ale raczej ręcznie, przynajmniej wg mojej wiedzy. Zresztą oddać trzeba, że większość CTFów nie dawała żadnych ograniczeń w tym zakresie.

Wracając do zjawiska, które mi się przypomniało. Wieki temu, w czasach szkoły średniej, kiedy mieliśmy za dużo czasu, z kolegami wpadliśmy na genialny pomysł. Kupimy magazyn z łamigłówkami, rozwiążemy wspólnie i wyślemy do losowania, aby ubiegać się o najwyższą nagrodę. Były bowiem różne nagrody, zależne od ilości rozwiązanych zadań. Najniższy próg można było dość łatwo osiągnąć, ale i nagrody były niezbyt wysokie. Natomiast w najwyższym i nagroda była – jak dla nas – wysoka, i trzeba było naprawdę pogłówkować. Magazynem była tytułowa Rozrywka, która zawierała krzyżówki, jolki, rebusy itp. Jednym słowem: łamigłówki. Z perspektywy czasu, był to trochę taki CTF, tylko niezwiązany z komputerami i IT security.

Dla ustalenia uwagi: dwutygodnik Rozrywka – bo o nim mowa – kupowało się w kiosku, rozwiązania wysyłało zwykłą pocztą, chyba z fragmentem numeru. Z tego co pamiętam – choć nie dam głowy, każdy z nas kupował i wysyłał swój egzemplarz. Sporo rzeczy rozwiązywaliśmy równolegle, bo synchronizacja była nie online, tylko telefonicznie, albo w szkole[1]. Inny świat.

Oczywiście nigdy nic nie wygraliśmy, a sam pomysł dość szybko upadł[2]. Pewnie nie doceniliśmy wpływu szczęścia w losowaniu i przeszacowaliśmy szanse, czyli ilość ludzi, którzy jednak rozwiążą wiele zadań i wyślą rozwiązania. W sumie dla emerytów mogło to być jedyne zajęcie i odpowiednik loterii. Posiadali przy tym duże doświadczenie w rozwiązywaniu… Teraz to oczywiste, wtedy o tym nie myśleliśmy.

Jednak pamiętam, że robiliśmy usprawnienia. Pewien typ zadań to działania matematyczne, gdzie część cyfr jest zastąpiona literami[3]. Jako zdolni programiści podjęliśmy próbę napisania programu, który rozwiąże takie zadania. Z tego co pamiętam, początkowo zastosowaliśmy podejście brute force, co na niezbyt szybkich w owych czasach komputerach skazane było na niepowodzenie – program działał zbyt wolno. Przynajmniej w wersji naiwnej, bo ostatecznie kolega napisał w Pascalu coś, co było wystarczająco szybkie.

Dziś mamy tak szybkie komputery, że nawet wersja naiwna wystarczy[4]. Mamy też narzędzia w stylu Z-solvera czy OR-tools, które są w stanie pomóc przy tego typu zagadkach. Wreszcie jest dostęp online i do algorytmów, i gotowych narzędzi. Kiedyś było więcej myślenia i samodzielnego kombinowania. Podobnie z krzyżówkami. Chyba próbowaliśmy korzystać z jakichś komputerowych słowników na potrzeby krzyżówek, ale raczej były niekompletne i trudno dostępne.

Zmierzam jednak do tego, że komputery, ze swoją mocą obliczeniową, całkowicie zmieniły krajobraz łamigłówkowy i „scenę”. Bo pojawiły się też programy do tworzenia krzyżówek, sudoku, łamigłówek. Zmieniły się i same krzyżówki. Kiedyś normą była „szachownica” białych pól na wpisywanie haseł i czarnych, pustych. W białych były numerki, a hasła były oddzielnie. Czasem miały dość długie opisy. Teraz dominują krzyżówki panoramiczne, gdzie pojedyncza kratka zawiera – oczywiście krótki – opis hasła, a same hasła krzyżują się praktycznie wszystkimi literami.

I tak sobie myślę, że komputery zrobiły łamigłówkom to, co dziś LLMy i agenty robią CTFom. Zupełnie zmieniają krajobraz i środowisko. Przygotowując ten wpis dowiedziałem się, skąd wzięła się nazwa zadań: jolka… Jeśli chodzi o wydawnictwo Rozrywka, to z Wikipedii dowiadujemy się, że w 2021 r. prawa do tytułów zostały sprzedane. Jednak sam dwutygodnik nadal istnieje. Czy w zbliżonej formie? Jestem prawie pewien, że nie. Ale może kupię, żeby zobaczyć jak ma się do tego, co pamiętam. No i mam nadzieję, że scena CTF jednak nie zniknie, nawet jeśli się zmieni.

Bo łamigłówki nadal funkcjonują, nawet w epoce komputerów. Czasem – dzięki nim. I dostarczają radości i zabawy. Wystarczy przypomnieć 711 wyrazów o optymalizacji.

[1] Hm, a może to były wakacje/ferie?
[2] Jeśli dobrze pamiętam, wysłaliśmy z 2-3 razy, czyli zabawa na jakiś miesiąc czy dwa.
[3] Nazywa się to kryptarytm.
[4] Nawet w Pythonie, bez PyPy. A gdyby kogoś kryptarytmy i rozwiązywanie bardziej zainteresowało, to polecam te dwa linki.

Konklawe

Niedawno na spotkaniu ze znajomymi ktoś wspomniał o filmie Konklawe. Zobaczyłem, że jest na Amazon Prime, więc stwierdziłem, że obejrzę. Choć fabułę znałem bo lata temu przesłuchałem książkę Roberta Harrisa na Legimi. A z tego, co wywnioskowałem na podstawie krótkiej, bezspoilerowej rozmowy, fabuła filmu odpowiada książce. Spoilerów nie będzie i tu.

Na tyle na ile pamiętam książkę, film jest w zasadzie wierną ekranizacją. Sprawdziłem na IMDB, są drobne, kosmetyczne zmiany typu zmiana narodowości poszczególnych bohaterów. Reszta się zgadza.

Jak sugeruje tytuł, film mówi o konklawe, czyli wyborze nowego papieża po śmierci poprzedniego. Większość akcji w zamkniętym, odosobnionym miejscu. Trochę można to skojarzyć z klimatami znanymi z filmów typu Dwunastu gniewnych ludzi.

Jak pisałem, znałem treść, więc mogło to rzutować na odbiór, ale film mnie nie zachwycił. Jest poprawnie i… tyle. Jest trochę ładnych ujęć. Trochę przesadzonych jak na mój gust. Typu kardynałowie z jednakowymi parasolami. Raz czarnymi, raz białymi. Rozumiem, że Watykan może dbać o wygląd, ale czy aż do tego stopnia, by były jednakowe parasole, w dodatku osobne na deszcz i słońce?

Jeśli ktoś nie zna książki – można obejrzeć. Ale mi się książka bardziej podobała.

Tajemnice Pragi

Tajemnice Pragi czy też może Zbrodnie wielkiej Pragi, bo chyba tak należałoby dokładnie tłumaczyć oryginalny tytuł, to czeski serial, o którym dowiedziałem się przypadkiem. Mimo niezbyt zachęcającej oceny na IMDB dałem szansę i… warto.

Akcja dzieje się w międzywojennej Pradze i zaczyna od awansu jednego z głównych bohaterów w praskiej policji. Mamy głębokie podziały społeczne, arystokracji niby nie ma, bo tytuły zniesiono, ale w praktyce wiele się nie zmieniło. Niby Praga, ale część spraw jest rozwiązywanych w warunkach praktycznie wiejskich.

Każdy odcinek to oddzielna sprawa kryminalna, ale osobnym wątkiem, łączącym w zasadzie niepowiązane odcinki, są perypetie rodzin bohaterów. Osadzenie w okresie międzywojennym zrobione ze smaczkami i na bogato. Sporo samochodów z epoki. Ubrania oczywiście też, ale mam wrażenie, że ogólnie przyłożono sporą wagę do detali, zwyczajów, stosunków społecznych.

Ciekawy jest klimat serialu, mimo kryminalnej tematyki i ciężkich przestępstw, jest łagodnie. Nie ma wiele przemocy, przekleństw. Można powiedzieć, że przestępcy po prostu zakładają kajdanki i… tyle. Nawet sceny łóżkowe – których jest sporo – są bardzo skromnie pokazane. Za to jest sporo humoru.

Serial ma jeden sezon, składający się z dziesięciu godzinnych odcinków. I więcej nie będzie, raczej. W ogóle mam wrażenie, że ostatni odcinek był zrobiony… Nie to że na siłę, ale w pośpiechu. Domyka wątki, które – w mojej ocenie – w normalnym tempie byłyby zamykane w kilku odcinkach. Czy pierwotnie miało być np. 12 odcinków i skrócono? Nie wiem. Ale nawet jeśli, to zakończenie jest zgrabne, nierażące i ma swój urok. A nawet może było tak od początku planowane?

Serial można obejrzeć na Amazon Prime, który ostatnio zaliczył nielichą, czterdziestoprocentową, podwyżkę – abonament roczny wzrósł z 49 do 69 zł.