Migracja, której nie było

Obwąchiwałem się z serwisem Codeberg od jakiegoś czasu. Nie miałem może silnego postanowienia migracji z GitHub i motywacji do niej[1], ale gdzieś tam taka opcja istniała. Nawet zrobiłem skrypt do backupu repozytoriów z GH i pisałem o Codeberg, na którym założyłem konto.

Jednak pozmieniało się. Codeberg zmienił warunki korzystania z usług. Najpierw pojawił się zakaz utrzymywania repozytoriów, w których kod pisał głównie LLM. Bo rzekomo pojawiają się niejasności związane z copyright i nie ma gwarancji, że nie będzie szkodliwego kodu. Chwilę później dołączył zakaz projektów związanych z kryptowalutami gdyż szkodzą reputacji serwisu. I opcja migracji przestała dla mnie istnieć.

Dlaczego? Powodów jest wiele, ale najważniejszy jest chyba niesmak. Nie wiem, czy bardziej spowodowany pokazową deklaracją światopoglądową, czy podawaniem pretekstowych uzasadnień czy wypaczaniem idei FOSS. Pierwszego tłumaczyć chyba nie trzeba – manifestacja antyAI i antykryptowalutowa i chęć jej „zaistnienia” w warunkach usługi jest czytelna. A przy tym zbędna – istniejące punkty jak najbardziej już zabraniały hostowania projektów naruszających zasady. Nic nowego się nie pojawiło, po prostu zakazy są z góry, tematycznie, bez zastanawiania się.

Uzasadnienia uważam za pretekstowe, gdyż… po krótkim zastanowieniu łatwo dostrzec, że nie mają sensu. Zabronione są projekty pisane głównie przez LLMy[2]. Kluczowe słowo to oczywiście głównie. Bo czy w projekcie, gdzie tylko trochę kodu jest pisane przez LLM mogłoby dojść do naruszenia copyright lub pojawić się szkodliwy kod? Oczywiście przy założeniu, że takie rzeczy w ogóle występują, ale tę część można wyłączyć przed nawias jako nieistotną dla dalszych rozważań. Otóż mógłby, bo nie zależy to od udziału kodu generowanego przez LLM.

Kolejna sprawa to brak możliwości stwierdzenia, jak powstał kod – ręcznie czy z użyciem LLM. I w jakim stopniu. Czyli pozostaje ocena po deklaracji autora lub owocach. A zapisy dotyczące copyrightu oraz szkodliwego kodu już przecież istniały.

Podobnie jest z nieprecyzyjnym słowem powiązany (z kryptowalutami). Czy jeśli zrobiłem skrypt, który pobiera dane m.in. o kursach kryptowalut i robi analizę statystyczną/korelację z kursem walut i akcji spółek giełdowych, to już szkodzi reputacji?

Zresztą przy krótkiej rozmowie z jedną z osób, które współpodejmowały decyzję, usłyszałem „nie chce też żeby moje składki szły na bandwidth i storage dla ludków co se robią 5 projektów i puszczają armię botów w samopas”. No rozumiem, że ktoś nie chce[3]. Ale nie uzasadniajmy tego copyrightem czy szkodliwym kodem. Wystarczy napisać wprost, że takie projekty zużywają więcej zasobów.

Zostało wypaczanie idei FOSS. Chodzi o cztery wolności, których Codeberg zresztą wymaga w warunkach usługi. Dokładnie o możliwość dowolnej modyfikacji oraz o możliwość rozpowszechniania ulepszeń. Wyobraźmy sobie, że jest projekt open source, który tworzy plugin zabezpieczający przed botami przez zastosowanie PoW (proof of work). Ot, np. policzenie czegoś stosunkowo złożonego w JS. Ktoś wpada na pomysł, żeby zamiast zużywać prąd zupełnie bez sensu, dać użytkownikowi możliwość spędzenia chwili czasu na kopaniu kryptowalut[4] na rzecz właściciela strony. Obecnie taka zmiana nie ma możliwości znalezienia się w kodzie projektu rozwijanego na Codebergu, ponieważ jej zaakceptowanie rzekomo szkodziłoby reputacji serwisu.

Oczywiście można dyskutować, czy to faktycznie ograniczenie tej wolności, bo przecież można sobie modyfikować i publikować gdzie indziej. Tylko wg mnie taka możliwość jest raczej teoretyczna – community i rozwój jest w konkretnym miejscu, nikt raczej nie będzie z powodu jednego ficzera chciał zmienić platformy, prędzej odrzuci zmianę. To nie jest hosting, że zmieniamy dostawcę, przepinamy domenę na nowe IP i już.

Rozmawiałem na ten temat ze znajomym. Pojawiło się stwierdzenie, że potem jest zdziwienie i narzekanie, że (przez tego typu akcje) ludzie nie korzystają z europejskich rozwiązań, tylko uzależniamy się od rozwiązań zza oceanu. To smutne, ale skoro lokalnie dostępna jest jedynie wolność z gwiazdką…

[1] No bo to trochę taka sztuka dla sztuki by była – mało się tam dzieje, a backup mogę przywrócić gdziekolwiek.
[2] You must not share projects that mostly consist of code written by „generative AI”-tools.
[3] Co prawda pewnie wystarczyłby tu rate limiter, no ale…
[4] To nie jest nowa idea, był plugin/serwis do kopania Monero, zamiast reklam na stronie. Z różnych powodów upadło.

Bandcampowe problemy

Całkiem niedawno napisałem, że zaczynam przygodę z Bandcamp, a już wygląda, że się nie polubimy. Może jestem zepsuty przez serwisy streamingowe i nowsze rozwiązania? Mam problem z UX/sposobem działania.

Z tego co widzę, Bandcamp to w zasadzie sklep z muzyką. Taki oldschoolowy, gdzie można samodzielnie wyszukać muzykę, odsłuchać po kolei utwory. Wyszukiwanie jest dość toporne[1]. Niby są gatunki, niby są tagi, można wyszukiwać po nazwach. Trochę mało. Chciałbym łatwo odkrywać muzykę czy artystów.

Przykładowo, chciałbym wiedzieć, jakie inne utwory, albumy czy artystów najczęściej kupują ludzie, którzy kupili dany utworów. Albo jacy są artyści w danej okolicy (mapa!), których twórczość mogę kupić w Bandcamp. Z podziałem na gatunki, oczywiście. O jakimś algorytmie, który ułoży playlistę na podstawie moich dotychczasowych kupionych, wishlisty, podobieństwa muzyki itp. nawet nie wspominam.

Kolejna sprawa to feed czy też radio. Mam wybrane kilka gatunków muzyki. Zupełnie różnych. W feedzie są wszystkie, wymieszane. W efekcie trochę ciężko tego słuchać, bo raczej mamy ochotę albo na coś dynamicznego, albo spokojnego. Częściowym rozwiązaniem jest kliknięcie nazwy gatunku, które przenosi do discover. Tylko czemu najbardziej eksponowana funkcjonalność jest praktycznie bezużyteczna?

Można odsłuchać pojedyncze utwory bez zakupu, ale jakbym chciał sobie zrobić playlistę, to mogę to zrobić już tylko z kupionych. Z jednej strony rozumiem – podejście tradycyjnego sklepu. Z drugiej – nie bardzo. Wolałbym mieć możliwość tworzenia playlist, nawet z ograniczoną ilością utworów niezakupionych lub inną przeszkadzajką, a do tego statystykę/sugestię typu tego dużo słuchasz, może warto kupić[2]. W końcu i tak mogę słuchać bez kupna, więc zmuszanie do słuchania pojedynczo i brak możliwości ułożenia playlisty raczej zniechęca mnie do serwisu, po prostu. A jeśli nie korzystam z serwisu, to nie kupię niczego.

Nie chodzi o social, lajki itp. czy nachalną dosprzedaż. Jednak mamy 2026 i pewnego rodzaju ułatwienia byłyby mile widziane. Chociaż – wracając na moment do poleceń – czemu zespół nie ma możliwości polecenia choćby ograniczonej liczby, kilku zaprzyjaźnionych kapel?

Ostatnia rzecz, to player. Jest ograniczony tylko do muzyki zakupionej w serwisie. Z uwagi na względnie mały wybór z jednej strony, a z ograniczenia opisane wyżej, to średnie rozwiązanie. Byłoby miło móc dorzucić do playlist mp3 z dysku.

I tak, oczywiście mam świadomość, że wiele z tych moich oczekiwań to nawyki ze streamingów. Tylko co ja poradzę, że tam mają to wypolerowane, a polecanie piosenek było naprawdę zacne. Zdarzyło się im przy użyciu algorytmu i podrzucić zupełnie nowe kawałki, i przypomnieć stare, zapomniane. I „kupiłem”, czyli trafiły na moje playlisty. Szkoda, że Bandcamp nie daje takiej opcji. Może kiedyś?

[1] To słowo mogło powtarzać się często w tym wpisie…
[2] Ta funkcjonalność na szczęście istnieje.

Bandcamp

Konto na Bandcamp chciałem założyć już jakiś czas temu. Jednak zawsze coś mnie powstrzymywało. Do dziś.

Sam serwis ma wiele zalet, zaczynając od uczciwych stawek dla wykonawców, przez specjalne dni, gdy rezygnuje z prowizji, po muzykę w różnych formatach. Ma też sporo wad, z których najważniejsza to fakt, że wybór muzyki jest raczej niewielki.

Jednak największą wadą z mojego punktu widzenia jest proces rejestracji i aktywacji konta. Czynność, która powinna być możliwie bezproblemowa dla użytkownika urasta do rangi wyzwania.

Zacząłem od appki na Androidzie, to w sumie głównie o takim używaniu myślałem. W appce jest opcja rejestracji ale… nie działa. Mimo wypełnienia wszystkich pól i wielokrotnej próby wysyłki, za każdym razem dostawałem błąd żądania POST z URLem API dla mobile.

Trudno, odpaliłem przeglądarkę na komputerze. Tu dla odmiany nie dowiemy się od razu, czy nazwa użytkownika jest zajęta, czy wolna. Niezbyt wygodne, ale to detal, bo przynajmniej udało się zarejestrować konto.

Zalogowałem się więc w appce na telefonie, chcę polubić wykonawcę czy utwór i… nie mogę. Żeby to zrobić, trzeba potwierdzić adres email. Zerkam i mam maila, klikam i… nie działa. Być może kwestia mniej typowej przeglądarki na Androidzie i problemów z CAPTCHA.

Ostatecznie wysłałem (forward) maila na komputer, żeby tam kliknąć linka. I co? I nie udało się – po zalogowaniu chciał jakieś potwierdzenie i… wysłał kolejnego maila. Stwierdziłem, że na dziś mam dość. Więc ostatecznie na ten moment poległem. Z rejestracją i pełną aktywacją serwisu. W 2026! Konto mam założone, ale nie w pełni aktywowane i w praktyce nie mogę sensownie korzystać.

Na osłodę (dla mnie) i w nagrodę za wytrwałość (dla czytelników), utwór zespołu, który skłonił mnie do założenia konta poniżej. Tak, niemiecki folkowy zespół gra polski utwór. Nie pytajcie jak się o tym dowiedziałem.

YouTube, bo łatwiej osadzić… Oj, Bandcamp, Bandcamp…