-
Pamiętacie jak kiedyś było coś takiego jak opieka nad klientem, serwis post-gwarancyjny i tego rodzaju rzeczy? Dzięki temu klient wiedział, że jeśli napotka w przyszłości jakieś problemy z produktem, nie zostanie z tymi problemami sam. Kiedy potrzebowałem świadectwa homologacji mojego Daihatsu, pomimo tego, że marka ta wycofała się z Europy kilkanaście lat wcześniej, było wciąż […]
The post Jakże wspaniale jest żyć w przyszłości 2 czyli o AI w służbie obsługi klienta first appeared on orynski.eu.
-
Zdjęcia mocno archiwalne.
-
Ciężko mi było ocenić tę książkę jakoś bardziej obiektywnie – bo subiektywnie bardzo mi się podobała. Głównie z przyczyn osobistych, o których jednak nie będę tutaj pisać. Stawianie “Kota Mali” obok Tatuażystów i Cilek jest nieporozumieniem – Muzeum Auschwitz sporo napisało o tym, jak Heather Morris przekonwertowała relację naocznego świadka w kiepskie romansidło z obozem koncentracyjnym w tle, samej wiedząc o Auschwitz niewiele więcej, niż wie przeciętny człowiek, który się takimi tematami nie interesuje, chociaż raz czy dwa coś przeczytał. Mala Kacenberg (z domu Szorer) istniała naprawdę – nie wiem niestety czy wciąż żyje, getto w Tarnogrodzie też istniało, i podana przez Malę chronologia zgadza się z tym, co udało mi się znaleźć na temat tego getta. Do zmyślonych historii wybiera się raczej miejsca-symbole, które zna większość osób – takie jak Auschwitz, czy nawet mniej znaną ogółowi Treblinkę lub Sobibór. A nie jakieś malutkie getto na prowincji. Kwestia marketingu. Mala w swoich wspomnieniach jest bardzo szczera. Bez ogródek opisuje np. to, że zostawiła 7-letnią kuzynkę na pastwę Niemców, okłamując ją, że jej mama niedługo wróci (podczas gdy reszta rodziny zginęła) i sama uciekła z getta. Albo, że zamiast opiekować się starym dziadkiem, wolała żebrać po okolicznych wsiach o jedzenie i ubrania. Lub, że przywłaszczyła sobie znalezioną sporą sumę pieniędzy. Tylko właśnie – czy nastolatka byłaby w stanie uratować małą dziewczynkę przed nazistami i potem o nią zadbać? Czy dziadek miał jakąkolwiek szansę na przeżycie, tak czy tak? Pieniędzy dziewczyna też przecież nie ukradła, znalazła je. Komentarze o “koślawym tłumaczeniu się z samolubnej walki o życie” są nie na miejscu i życzę ich autorom, żeby nigdy nie znaleźli się w sytuacji, kiedy będą musieli “samolubnie” walczyć o życie. I żeby potem nie oceniali ich ludzie, którzy co najwyżej “pamiętają opowiadania”. Podobała mi się szczerość Mali, pisała o wszystkim wprost, i o bardzo ciężkich rzeczach, i o ludziach, którzy pomogli jej przetrwać. Opisuje i Polaków, którzy jej pomagali, jak i szmalcowników, dla których życie Żyda było warte tyle, co worek cukru. To samo Niemcy, jedni byli nadgorliwi, inni przymykali oko, a niektórzy nawet pomogli i wstydzili się za nazistów. Tacy ludzi istnieli, czy to się obecnie komuś podoba czy nie. Bo historia nie jest zero-jedynkowa. Wiele osób twierdzi, że historia Mali jest co najmniej podkoloryzowana. Pewne rzeczy jak sądzę są faktycznie podkoloryzowane, bo autorka kreuje się na bohaterkę – a była tylko nastolatką, a nie jakąś filmową superbohaterką. Dziwi, że kotka cały czas była przy niej i na przykład nie miała rujki i nie rodziła kociąt (wtedy przecież nie kastrowało się kotów), chociaż sama znam koty od ponad 26 lat i wiem, co potrafią. Myślę, że koloryzowanie to równie dobrze może być efekt silnej traumy, która obciążyła kształtującą się osobowość nastoletniej dziewczyny. Takie zjawiska są znane we współczesnej psychologii i psychiatrii. A czy kotka Mali faktycznie była jakąś niezwykłą, nadprzyrodzoną istotą? Jedni powiedzą, że to bzdury, a inni stwierdzą, że coś w tym jest. Nie umiem się do tego racjonalnie odnieść, ale wątek “magicznej” kotki bardzo mi się spodobał.
-
Jakiś czas temu postanowiłam dać Facebookowi ostatnią szansę, bo w końcu są tam ludzie, których kontent lubię i w ogóle. Niestety, skończyło się na tym, że przyszły jakieś zjeby i zaczęły mi srać na wycieraczkę. W przeciwieństwie do 99% internetowych twórców nie widzę żadnej przyjemności w pokazywaniu swojego kontentu stadu małp, które jedyne co potrafią, […]
-
Po wizycie w zeszłym roku na P.I.W.O. z lekkim niepokojem patrzyłem na tegoroczną agendę, z której wynikał dalszy gwałtowny rozrost imprezy. Dwie ścieżki wykładów, dwie ścieżki warsztatów, do tego gralnia i tajemniczy PyPoznań meetup, który ostatecznie okazał się być… trzecią ścieżką wykładów. I jeszcze dodatkowe aktywności. Na szczęście nie ma obowiązku uczestniczenia we wszystkim, a przestrzeń była na tyle duża, …
Czytaj dalej „P.I.W.O. 2026”
Artykuł P.I.W.O. 2026 pochodzi z serwisu Pomiędzy bitami.
-
Zaczął się czerwiec, szósty miesiąc tego roku. Kurczę, dopiero co był styczeń ze swoimi mrozami. W wielu miastach i gminach ruszyła coroczna rywalizacja o tytuł Rowerowej Stolicy Polski i Rowerowej Gminy Polski
Pełna treść jest dostępna na blogu. Czytaj więcej
-
J est taka stara Uniksowa zagadka: „Wymień literę, od której nie zaczyna się parametr polecenia ls„. Dowodzi ona, że nawet bardzo zaawansowani użytkownicy systemów *nix są w stanie zapamiętać tylko kilka z dostępnych opcji, a reszta zazwyczaj ląduje w pliku konfiguracyjnym powłoki jako skróty taśmowych poleceń. „Problem”, z poleceniem ls jest taki, że standardowo wyświetla […]
-
To use a desktop system you do not need many cores. As long as they are fast.
-
Tytuł: Cronos: The New Dawn. Rok wydania: 2021 Platforma: PC (Steam) Czas: 19,4 h Tym razem postanowiłam przejść survival horror od polskiego studia Bloober Team, które zasłynęło ze zrobienia dobrego remake’u legendarnego klasyka – Silent Hill 2. W komentarzach pojawia się jak zdarta płyta: “Polski Dead Space, polski Dead Space”. Co, jaki Dead Space? Ok, […]
-
Detale w Miejskim Ogrodzie Botanicznym w Zabrzu.
-
-
-
“Paradyzja” to książka, którą przeczytałam z ciekawości i bez jakichś konkretnych oczekiwań. Liczyłam na pewno na inną problematykę niż skomplikowane techniczne niuanse, których w pewnych powieściach SF zwyczajnie nie rozumiem… i tu faktycznie taka tematyka została poruszona. Mamy kosmos, statki kosmiczne, podróże kosmiczne i obce planety, ale to tylko tło dla antyutopii. Bohaterem książki jest Rinah, literat, który przylatuje z Ziemi na sztuczną planetę o nieprzypadkowej nazwie Paradyzja. Paradyzja jest sztucznie stworzoną autonomiczną planetą-kolonią, która od stu lat nie utrzymuje kontaktu z Ziemią. A przynajmniej tak brzmią wszystkie oficjalne informacje. Rinah zamierza napisać książkę o tym szczególnym miejscu (chociaż cel podróży jest jeszcze jeden) i wykazać się pełnym zrozumieniem zasad panującym w tym specyficznym świecie. Już na samym początku pobytu w Paradyzji zauważa jednak, że atmosfera jest tu mocno paranoiczna, a panujące zwyczaje i przepisy prawa dość specyficzne, radykalne, a nawet okrutne. Ale prawda okaże się straszna i nikt z “wolnego kosmosu” nie będzie mieć pojęcia co zrobić z tą wiedzą – zupełnie jak w naszym zwykłym, ziemskim świecie. Na końcu książki przeczytamy posłowie, które wyjaśni nam cały kontekst historyczny, w jakim J. Zajdel pisał i umieścił swoją powieść. Sęk w tym, że książka Zajdla (autor ukończył ją w 1982 r.) okazała się wizjonerska, mniej więcej tak jak “Folwark zwierzęcy” Orwella – bo można interpretować ją przez pryzmat historii PRL i ZSRR, gdzie obywatele również byli wyzyskiwani, kontrolowani i ogłupiani propagandą nie mającą żadnego związku z rzeczywistością, a za niesubordynację i nieprawomyślność groził gułag lub psychuszka. Ale we współczesnych czasach “Paradyzja” zyskała kolejne, zupełnie nowe – nomen omen – dno. Zajdel tego nie doczekał… Bo mamy tutaj problemy aż nadto aktualne w dzisiejszych czasach: systemy informatyczne, które wprawdzie nie myślą samodzielnie, ale podsłuchują, kreują niekoniecznie dobre rzeczy i ciągle się w tym doskonalą. W naszych realiach na ogół chodzi tylko o wyświetlenie “stosownej” reklamy wbrew naszej woli albo o wygenerowanie kiepskiego obrazka na socjale, ale czasem sztuczna inteligencja jest używana do dużo gorszych i bardziej szkodliwych celów. Algorytmy wyłapują słowa i obrazy i decydują, czy to co napisałeś, stworzyłeś, narysowałeś czy zmontowałeś jest dobre i właściwe dla korzystających z danego serwisu użytkowników – ale nie rozumieją twoich intencji i całego kontekstu. Tyle, że u nas chodzi o zyski dla korporacji – u Zajdla chodziło o władzę i kontrolę nad społeczeństwem. Chociaż korporacje i szeroko pojęte władze również kontrolują i dzielą nasze społeczeństwo, ale w inny sposób – ludzie w social mediach gotowi są przecież pozabijać się w imię tego, że jedni lubią takie skarpetki, a drudzy inne. A zewsząd płyną do nas fałszywe informacje. W “Paradyzji” jest nawet wątek fałszowania fizyki – za czasów Zajdla było to czymś całkowicie niedorzecznym i absurdalnym, a teraz wystarczy po prostu poczytać posty w social mediach o płaskiej Ziemi i rozmaitych teoriach spiskowych. Bo społeczeństwem skłóconych ze sobą nieuków rządzi się najłatwiej. Żyjemy pod jarzmem korporacji wierząc, że to najlepszy ze światów robiąc dobrą minę do złej gry, bo co można z tym zrobić – to także można odnieść do sytuacji mieszkańców Paradyzji. Oni cieszyli się z dodatkowej porcji obiadu czy nowego grzebienia – my cieszymy się ze śmiesznych rolek i nowych seriali. To chyba pierwszy przypadek w dziejach ludzkości – pomyślał Rinah, zwijając kabel mikrofonu. – Znane są fakty fałszowania historii dla otumanienia społeczeństwa. Ale żeby fałszować fizykę?
-
My fifth printer gained a dimension.
-
-
Link z ostatniego wpisu o tym, jak AI rzekomo zabiło CTFy przypomniał mi o podobnym zjawisku sprzed lat. Zanim przejdę do sedna – faktycznie, wygląda na to, że scena CTF do czasu pojawienia się AI się zmieniła. Niedawno bawiliśmy się ze znajomymi i duże kilkadziesiąt zespołów rozwiązało wszystkie zadania. Nie mam większej próbki, na ile to powszechne, ale …
Czytaj dalej „Rozrywka”
Artykuł Rozrywka pochodzi z serwisu Pomiędzy bitami.
-
Niemal każda aktualizacja Ubuntu uwidacznia mniejsze lub większe problemy. W tym przypadku przebiegła ona niemal bezproblemowo, poza jedną bezbolesną podmianką pakietów Firefoxa, oraz błędną interpretacją PHP-FPM na RaspberryPi.
-
Dzisiaj mam dla was dwa kolejne przepisy na śniadania z płatków owsianych, tym razem przygotowywane dzień wcześniej.
-
P odatności zatruwania stron pamięci podręcznej przeżywają aktualnie swoją chwilę sławy. 13 maja publicznie ujawniono kolejną lukę oraz exploit umożliwiający lokalne podniesienie uprawnień w systemie Linux o nazwie Fragnesia. Poprawka dla Dirty Frag wprowadziła sprawdzanie w obsłudze komponentu IPsec – ESP (ang. Encapsulating Security Payload), czy strony bufora są współdzielone ze stronami pamięci podręcznej (ang. […]
-
Podczas robienia porządków na dysku zewnętrznym znalazłam folder ze zdjęciami z 2011 roku, kiedy razem ze znajomą porządkowałyśmy u niej różne stare części komputerowe. Większość trafiła na śmietnik. Część z tego może obecnie byłaby coś warta? ale zdecydowana większość raczej niewiele. :) Zdjęcia są kiepskiej jakości – robione Nokią 5130, jak to bywało w tamtej […]
-
To ciemna noc jest moim przyjacielem, płacz i krzyk to mój śpiew, ogień ofiar to moje światło, atmosfera śmierci to mój aromat, piekło jest moim domem. To książka niezwykła i trudna. Dla mnie bardzo osobista i ważna. Załmen Gradowski był więźniem z Sonderkommando, czyli grupy roboczej żydowskich więźniów zmuszonej przez Niemców do pracy w krematoriach. W sercu piekła – prawdziwego, nie z ludowych bajek dla niegrzecznych dzieci – Gradowski przebywał 17 miesięcy. Niemcy zamordowali całą jego rodzinę, a i on sam nie doczekał wyzwolenia – zginął najprawdopodobniej 7 października 1944 roku. Ale coś po nim pozostało. Kilka skrzętnie zapisanych zeszytów, zakopanych w ziemi przy krematoriach w Birkenau. Bo grupka więźniów z Sonderkommando pisała tak zwane tajne notatki – z narażeniem życia opisywali wszystkie zbrodnie, które widzieli codziennie na własne oczy. Swoje rękopisy starannie ukryli. Nie wiadomo ile dokładnie powstało tych rękopisów, ale pewna część została odnaleziona po wojnie i ocalona. A potem opublikowana, jak notatki Załmena Gradowskiego oraz inne, autorstwa innych więźniów z Sonderkommando, zawarte w książce pt. “Wśród koszmarnej zbrodni” oraz “Zapiski Marcela Nadjariego 3 listopada 1944 roku” (w tej drugiej przeczytacie sporo o aspektach technicznych konserwacji takich obiektów). “Znajduję się w sercu piekła” to nie są typowe obozowe wspomnienia w formie relacji przedstawiających konkretne szczegóły. Załmen Gradowski skupił się przede wszystkim na emocjach, jakie po “dniówce” w końcu do niego docierały – bo nie wiem czy wiecie, ale odpowiedzią układu nerwowego na najbardziej hardkorową traumę jest dysocjacja. Stąd w relacjach ocalałych z Sonderkommando pojawia się często zdanie: “byłem jak automat”. Gradowski nie opisywał stricte wydarzeń, faktów i ludzi (chociaż ktoś, kto posiada odpowiednią wiedzę bez problemu znajdzie tam opisy faktów), pisał o tym, co czuł. O żałobie i tęsknocie za rodziną, która została zamordowana i o bólu wynikającym z utraty całego swojego dotychczasowego świata, brutalnie wypalonego (dosłownie) z korzeniami. A był to facet niezwykle empatyczny i wrażliwy, a przy tym silny psychicznie i o solidnym kręgosłupie moralnym. Książka jest napisana poetyckim językiem, który nie stroni od metafor czy barwnego stylu i nie każdy niestety zdaje sobie sprawę z tego, że w przypadku świadectwa takiego rodzaju, współczesna ocena “ileś na ileś gwiazdek” tudzież “lanie wody” jest czymś kiepskim i niestosownym. Zapiski Załmena Gradowskiego to książka, która wymaga od czytelnika posiadania dużej wiedzy o całym jej kontekście, ogromnej ilości zrozumienia, otwartości i, przepraszam za dosadność, również mózgu. Fanki i fani literatury typu “Spowiedź taksówkarza twojej starej z Auschwitz” niestety uznają ją za nudną, nieciekawą i niezrozumiałą. I niestety komentarze takich typów wiszą np. na LubimyCzytać. To książka o ogromnym bólu, tęsknocie, gniewie, strachu, odwadze, żałobie i… wielkiej empatii oraz miłości. Pisana w samym sercu piekła, takiego które istniało naprawdę wcale nie tak dawno temu.
-
-
Czy LLMy mogą oszczędzać prąd? To pytanie wydaje się na pierwszy rzut oka dziwne, bo przecież powszechnie wiadomo, że AI zużywa dużo energii, jest winne ociepleniu klimatu itd. Zanim jednak zaczniemy powtarzać oczywiste prawdy, warto sięgnąć do źródeł. Bo – podobnie jak było to przy chińskich autobusach – powtarzana prawda może nieco odbiegać od twardych danych źródłowych. Na początek warto przyjrzeć się pierwszemu …
Czytaj dalej „Czy LLMy mogą oszczędzać prąd?”
Artykuł Czy LLMy mogą oszczędzać prąd? pochodzi z serwisu Pomiędzy bitami.
-
Zapraszam na rowerowe podsumowanie kwietnia pełne zdjęć z tras i doprawione garścią statystyk.
-
Nieistniejący już budynek starego dworca kolejowego. Zdjęcia, o ile pamiętam, powstały jesienią 2009 lub 2010 roku.
-
Na Sesji Linuksowej parokrotnie przewijał się wątek tworzenia wolnego oprogramowania, jego wykorzystania, wynagrodzeń i finansowania. Wykładem, który chyba najbardziej poruszał tematykę kultury open source i finansowania był Ukryte koszty wolności, ale nie był on jedyny. To, nad czym się zastanawiam to czy faktycznie jest nieprawidłowo? Albo czy mogło być inaczej? I nie chodzi mi tylko o oprogramowanie, ale …
Czytaj dalej „Kultura”
Artykuł Kultura pochodzi z serwisu Pomiędzy bitami.
-
K olejny łańcuch prowadzący do lokalnej eskalacji uprawnień został odkryty jądrze Linux. Za pomocą błędów w podsystemach sieciowych ESP (IPsec) (CVE-2026-43284) oraz RxRPC (CVE-2026-43500) umożliwia lokalnemu użytkownikowi uzyskanie uprawnień administratora. Dirty Frag należy do tej samej klasy błędów, co słynne Dirty Pipe i Copy Fail. Głównym problemem nadal pozostaje niewłaściwa obsługa stron pamięci podręcznej (ang. […]
-
Pojawiło się doniesienie o wprowadzeniu przez Google nowej wersji reCAPTCHA. Nazwa jest piękna Google Cloud Fraud Defense. Od razu wiadomo, jak opakowana została zmiana, w imię której będziemy poświęcać wolność. Walka z nadużyciami, bezpieczeństwo. W artykule jest security, safety, trust i fraud. Oczywiście pojawia się też AI. Trochę miałem do czynienia z rozwiązaniami do detekcji botów, wydaje mi się, że widzę, …
Czytaj dalej „Nowa reCAPTCHA”
Artykuł Nowa reCAPTCHA pochodzi z serwisu Pomiędzy bitami.
-
Miks kolorów w Łodzi i okolicach
-
Czy rok z Hammerhead Karoo 3 wystarczy żeby zapomnieć o Garminie? Sprawdziłem to w praktyce i mam kilka konkretnych wniosków
Pełna treść jest dostępna na blogu. Czytaj więcej