-
-
Najnowsze wydanie najlepszego klienta Fediwersum przynosi dużo nowości. W tym wpisie pokazuję najciekawsze z nich.
-
Skansen Rzeki Pilicy w Tomaszowie Mazowieckim.
-
Negacjoniści to osoby zaprzeczające istnieniu obozów zagłady, komór gazowych i temu, że wydarzenia, które znamy jako Holocaust i Szoa w ogóle miały miejsce. Twierdzą oni na przykład, że obozy zagłady były tylko obozami pracy lub fabrykami, że krematoria w KL Auschwitz-Birkenau były schronami przeciwlotniczymi, a Cyklon B – zwyczajnym środkiem owadobójczym. Tacy ludzie jak najbardziej istnieją (także wśród Polaków, którzy z powodu braków w edukacji nie wiedzą, że w komorach gazowych Birkenau – i nie tylko Birkenau ginęli także polscy więźniowie), od wielu lat mają swoje podziemie, które niestety coraz częściej wybija na powierzchnię niczym przepełnione szambo i dzielą się swoimi “mądrościami” w internecie. Główną strategią negacjonistów i rewizjonistów jest manipulowanie informacjami oraz wykorzystywanie ogólnej niewiedzy, uprzedzeń oraz zwykłego antysemityzmu (który niekiedy przybiera bardzo groteskowe lub wręcz psychotyczne formy) – opowiadają te swoje bzdury w taki sposób, aby brzmiało to jak najbardziej “logicznie” i “naukowo”, a każdy kontrargument to dla nich “żydowskie kłamstwo”. Jakakolwiek próba merytorycznej dyskusji z nimi jest jak kopanie się z koniem; gdyby jednak ktoś czuł się na siłach, Muzeum Auschwitz przygotowało specjalny poradnik. Niejedna osoba połyka haczyk tych pseudonaukowych bzdur, mimo że argumenty negacjonistów jest w stanie obalić każdy, kto po prostu więcej czytał na temat obozów, o prawdziwych historykach nawet nie wspominając. “The Case for Auschwitz. Evidences from Irving Trial” to książka Roberta Jana van Pelta, historyka z Danii z tytułem profesora. W swojej książce van Pelt skutecznie rozprawia się z teoriami negacjonistów i rewizjonistów – nie tylko Davida Irvinga podczas głośnego procesu w 2006 roku, ale też innych podobnych “znawców”. Przy tym opowiada również o technicznych aspektach funkcjonowania urządzeń masowej zagłady w KL Auschwitz-Birkenau. Jest to prawie 600 stron rzetelnej, naukowej treści. Gdzie tkwi haczyk? Publikacja “The Case…” niestety jest dostępna tylko w języku angielskim (ale za to bez problemu można zamówić ją na Amazonie).
-
-
Za sprawą kodu promocyjnego na kawę dowiedziałem się, że InPost zrobił platformę sprzedażową i zmiany w appce na telefony. Z tej okazji trochę pierwsze wrażenie z korzystania i nieco przemyśleń w temacie. Po pierwsze, chętnych do tortu e-commerce i platformy sprzedażowej na wzór Allegro jest wielu. Pomijając zagranicznych gigantów, mamy na polskim rynku – wymieniając na szybko, z głowy: erli.pl, Empik, mBank. I …
Czytaj dalej „Won, Halski!”
Artykuł Won, Halski! pochodzi z serwisu Pomiędzy bitami.
-
Wyrwałam ostatnio limitowaną wersję PlayStation 4 Slim, do stanu kolekcjonerskiego jej daleko, ale dla mnie super sprawa. :) Dlaczego PS4? Bo to moja ulubiona generacja, zaraz obok PS3 i ma dla mnie sporą wartość sentymentalną. Może pamiętacie, że mój młodzieńczy gaming to były tylko komputery PC i to dość drewniane, a pierwszą konsolę kupiłam dopiero […]
-
-
Miał odjechać o 18:22, ale zanim go podstawiono dworcowa szczekaczka ostrzegała nas, że jest opóźniony. Na szczęście tylko o minuty, minuty są coś warte na łożu śmierci i podczas doliczonego czasu meczu. Wsiadłem do przedziału z miejscem dla rowerów, zawiesiłem swój i usiadłem naprzeciw. Ludzi przybywało i przybywało, aż …
-
-
W ramach side questa potrzebowałem monitoringu dostępności stron WWW, z API i dość dużą liczbą monitorowanych serwisów. Powiedzmy od 100 w górę. I najchętniej za darmo, bo potrzebuję tylko do PoCa. I fajnie, jakby umiał monitorować nieco częściej, niż raz na 5 minut. Zdziwiłem się, bo okazało się, że… nie ma. A przynajmniej nie znalazłem. Oczywiście jest Uptime Robot, którego …
Czytaj dalej „Uptime”
Artykuł Uptime pochodzi z serwisu Pomiędzy bitami.
-
Zapraszam na kolejne podsumowanie miesiąca, pełne zdjęć zrobionych w trakcie i doprawione porcją statystyk.
-
Wieża ciśnień znajdująca się na terenie fabryki Linodrut. Została wyburzona w czerwcu 2006 r., około sześć miesięcy po zrobieniu tego zdjęcia. Po fabryce Linodrutu również pozostał już tylko pusty teren.
-
W Państwie Jedynym żyją ludzie, którzy zamiast imion mają symbole greckiego alfabetu i numery. O jednej godzinie wszyscy wstają z łóżek, idą do pracy, jedzą, zasypiają. Tak samo ubrani, zawsze zgodni i maszerujący radośnie ramię w ramię ku wspólnemu szczęściu. Ich światem rządzi ład, logika i jasno określone reguły. Każdy ma dom, pracę, zaspokojone potrzeby, nie ma biedy, bogactwa, różnic klasowych i rozterek – czy można by nazwać to rajem na ziemi? W Państwie Jedynym indywidualność to choroba psychiczna, a jakiekolwiek odstępstwo od ogólnie przyjętego ładu – zbrodnia. Obywatele-numery zdają się więc być pozbawieni indywidualności… jak się okazuje, nie do końca. Jednak Dobroczyńca i działający z jego ramienia Urząd Opieki i na to znajdzie lekarstwo. “My” to dystopia, napisana w latach 20. XX wieku (w Polsce ukazała się dopiero w 1989 roku), a Zamiatin – jak nietrudno się domyślić – przez swoją niepokojącą wizję przyszłości narobił sobie niemałych kłopotów. Książkę “My” nazywa się pierwowzorem dla takich klasyków gatunku jak “Rok 1984” czy “Nowy wspaniały świat”. Przyznam, że była to dla mnie trudna książka. Nie ze względu na problematykę, bo antyutopia i dystopia to lubiane przeze mnie klimaty z którymi się utożsamiam; a ze względu na sposób narracji. Czasem ciężko było mi się przebić przez matematyczno-filozoficzne i do bólu logiczne podejście bohatera, ponieważ ja sama postrzegam świat w zupełnie inny sposób. W pewnym momencie jednak matematyka zaczęła zawodzić, a bohater przekonał się, że w życiu człowieka może istnieć coś więcej, niż ład, logika i jasno określone reguły. W mojej opinii Państwu Jedynemu bliżej jednak do orwellowskiego Londynu, niż beztroskiego świata Huxleya (w którym byłabym wolna od mojego najgorszego nemesis – choroby psychicznej). Jestem człowiekiem, który zdecydowanie wyróżnia się z tłumu i nigdy nie dałam się zamknąć w żadnej szufladce – indywidualność to dla mnie wyznacznik wolności i niezależności. To indywidualność pozwala tworzyć. Świat, w którym wszyscy wyglądają, myślą i żyją tak samo jest dla mnie naprawdę przerażającą wizją.
-
Wpis o życiu na wsi i fragment o tym, że tam dopiero widać, ile generujemy śmieci, budzi mój sprzeciw. Bo nie jest tak, że mieszkając w mieście nie można tego zauważyć. Gdybym pisał na LinkedIn, pojawiłoby się słowo uważność. Zamiast niego, napiszę co robię z odpadami w mieście i obserwacje na ich temat. Po pierwsze plastiki. I metale. …
Czytaj dalej „Odpady”
Artykuł Odpady pochodzi z serwisu Pomiędzy bitami.
-
-
1. Powitajmy nowy sprzęt na pokładzie! To 27 calowy monitor Philips Evnia 5000 oraz pad Pulse Cipher (Ciper! xD). Monitor jest zakrzywiony, pierwszy raz mam styczność z takim, i muszę powiedzieć, że to bardzo fajna sprawa. A lore “Cipera” jest taki, że ogólnie uwielbiam transparentne obudowy wszelkich sprzętów, więc już z tego powodu ten pad […]
-
Chyba 2012, a może 2016? Metadane nie zachowały się…
-
This time with PCB!
-
:)
-
Obwąchiwałem się z serwisem Codeberg od jakiegoś czasu. Nie miałem może silnego postanowienia migracji z GitHub i motywacji do niej[1], ale gdzieś tam taka opcja istniała. Nawet zrobiłem skrypt do backupu repozytoriów z GH i pisałem o Codeberg, na którym założyłem konto. Jednak pozmieniało się. Codeberg zmienił warunki korzystania z usług. Najpierw pojawił się zakaz utrzymywania repozytoriów, w których …
Czytaj dalej „Migracja, której nie było”
Artykuł Migracja, której nie było pochodzi z serwisu Pomiędzy bitami.
-
Jakie miasto, takie GTA. :)
-
(fotka w nagłówku jest mojego autorstwa) Inspiracją do napisania notki był ten wpis u btn’a. Pochodzimy z tego samego miasta, więc temat się trochę zazębi. :) Nie lubię wspominać czasów mojej młodości (bieda mentalna i ekonomiczna…), ale kafejki internetowe to na tyle ciekawy element krajobrazu przełomu lat 90/00, że można poświęcić temu kilka słów. (typowa […]
-
S erwis The Cert Graveyard to publiczny serwis, baza danych oraz inicjatywa społeczności bezpieczeństwa nakierowana na dokumentowanie, zgłaszanie i zwalczanie nadużyć związanych z cyfrowymi certyfikatami do podpisywania kodu (ang. code-signing certificates), które są wykorzystywane przez cyberprzestępców do uwiarygodniania złośliwego oprogramowania (ang. malware). Do połowy 2026 roku (serwis wystartował w styczniu 2025 r.) udokumentowano i zgłoszono […]
-
Całkiem niedawno napisałem, że zaczynam przygodę z Bandcamp, a już wygląda, że się nie polubimy. Może jestem zepsuty przez serwisy streamingowe i nowsze rozwiązania? Mam problem z UX/sposobem działania. Z tego co widzę, Bandcamp to w zasadzie sklep z muzyką. Taki oldschoolowy, gdzie można samodzielnie wyszukać muzykę, odsłuchać po kolei utwory. Wyszukiwanie jest dość toporne[1]. Niby są gatunki, niby są tagi, można …
Czytaj dalej „Bandcampowe problemy”
Artykuł Bandcampowe problemy pochodzi z serwisu Pomiędzy bitami.
-
Half a life as mgr. inż. (MSc/MEng)
-
Początkowo ta książka wydaje się mieć – mimo zakończonej chwilę temu wojny i ukazanych w tle problemów – optymistyczny wydźwięk. Rodzina, która przetrwała wojnę i Powstanie na podwarszawskiej wsi wraca do zrujnowanej stolicy i stara się zacząć od początku normalne – cokolwiek to oznacza – życie. Każdy z członków rodziny, mimo problemów i traum (ale po wojnie przecież każdy ma jakieś problemy, najważniejsze, że wszyscy żyją!) radzi sobie jak może, ale im dalej brniemy w treść książki, tym wszystko staje się coraz bardziej skomplikowane i depresyjne. Autorka książki zastosowała ciekawy zabieg – narratorem jest kolejno każdy z członków rodziny, więc poznajemy tę trudną historię z różnych perspektyw. 12-letnia córka – bardzo zaradna i wygadana dziewczynka, jej starsza siostra – nieszczęśliwie i beznadziejnie zakochana studentka, matka – przedwojenna nauczycielka, która znalazła nową pracę w redakcji warszawskiej gazety i ojciec – i przed wojną i po wojnie pracujący jako lekarz, wykonujący swoją pracę z wielkim oddaniem, ale przypłacający to wycieńczeniem fizycznym i psychicznym. Mnie do gustu przypadło najbardziej spojrzenie młodej Mirki – mimo chaosu, gruzów i śmierci młoda nie traci wytrwałości, chęci do działania ani pogody ducha. Mirka wydaje się myśleć tylko o rozwiązaniach, a nie o problemach i tym samym często te rozwiązania znajduje albo wychodzi bez szwanku z niebezpiecznych sytuacji – ale bywa i tak, że brutalna rzeczywistość przerasta 12-letnią dziewczynkę. Starsza siostra Mirki nie jest natomiast zainteresowana niczym poza próbami odzyskania uczuć swojego przedwojennego chłopaka (który ożenił się w czasie Powstania z inną dziewczyną i spodziewają się dziecka), a rodzice, zajęci swoimi codziennymi problemami i pracą siłą rzeczy nie widzą problemów córek, ani nawet tego, że ich małżeństwo się rozpada. Wszyscy dookoła – sąsiedzi, krewni i znajomi – próbują cokolwiek odbudować na zgliszczach Warszawy, w nowych realiach politycznych. Wszystko robi się coraz bardziej przygnębiające i prowadzi czytelnika do smutnego finału… Kiedy czytam autentyczne obozowe wspomnienia, wiem że w 99,9% przypadków dana sytuacja skończy się tragicznie. Tutaj zdecydowanie bardziej ma się nadzieję na szczęśliwsze zakończenie. Ta książka to beletrystyka, ale przecież nie o tęczowych jednorożcach, tylko o naprawdę trudnych pod każdym względem i niejednoznacznych czasach. I takie tragiczne rzeczy jak w finale książki przecież bardzo często się wtedy zdarzały – wojna zbierała ofiary jeszcze długo po jej zakończeniu. Także w sensie psychologicznym. Ale pewnie łatwiej pogodzić się z takimi sytuacjami podczas trwania wojny, niż tuż po jej zakończeniu… Polecam.
-
-
Zapraszam na podsumowanie rowerowego miesiąca ze zdjęciami z tras i garścią statystyk.
-
Nadszedł ten dzień, by zmigrować swoją strefę DNS do CloudFlare. Przejście odwlekałem nie wiem jak długo, ale w końcu się udało.